Poprzedni temat «» Następny temat
Zakątek Toni
Autor Wiadomość
Tonące Słońce
Samotnik
Under the sea



Klan:
samotnicy

Księżyce: 87 [VII]
Mistrz: Jeżyna
Płeć: kocur
Partner: Lawenda
Multikonta: Sokoli Cień, Racza Sadzawka [KW]; Koziczy Skok [KG]; Lodowy Pył [KC]; Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa [GK] i inni
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2018-07-26, 19:31   Zakątek Toni
   Wygląd: Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=194574#194574


W pobliżu Wrzosowisk, tam gdzie stykają się one z Borsuczymi Pagórkami, Toń znalazł stare, nieco zniszczone nory królicze, a wśród nich przytulne zagłębienie składające się z czegoś jak trzy komory, nad którymi zaczął wkrótce uparcie pracować. Miejsce to nie jest jakoś szczególnie mocno oddalone od Grzmiącej Ścieżki, nie leży jednak w jej bezpośrednim otoczeniu, toteż kocur z całą pewnością czuje się tutaj bezpiecznie. Gdy wyruszy ze swej nory prosto przed siebie, po dłuższej chwili marszu trafi wprost na Dziką Plażę, co pozwala mu nadal łowić ryby.
Zioła:

• 18 motków pajęczyny
• 3 części z wysokiego krzewu o dużych, żółtych kwiatach osadzonych wokół pędów
• 6 liści nieznanej rośliny, duże (łopian)

_________________

SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light


Ostatnio zmieniony przez Tonące Słońce 2020-07-06, 17:19, w całości zmieniany 6 razy  
  Statystyki - lvl: 6 | S: 9 | Zr: 11 | Sz: 18 | Zm: 14 | HP: 90 | W: 60 | EXP: 90/500
Stat. Med. - lvl:
3 | MED.EXP: 160/300
 
Lśniąca Łapa,
Samotnik
byłam zobaczyłam



Klan:
samotnicy

Księżyce: Piętdziesiąt pięć [Lipiec]
Mistrz: Bezchmurne Niebo | ser Malina
Matka: Bezchmurne Niebo
Ojciec: Krzykliwa Mewa
Ciąża: nie
Multikonta: Mściwy Syk [GK] | Pies [S]
Wysłany: 2018-07-28, 13:05   
   Wygląd: Lśniąca Łapa jest drobną, smukłą i urokliwą kotką. Ma dobrze zadbane, króciutkie, niebiesko-białe futerko, które pachnie słoną morską wodą i wiatrem, a najczęściej zroszone jest kropelkami porannej rosy. Jej ubarwienie składa się z niebieskiej szarości, która bieli ustępuje miejsca na pyszczku, od wysokości czoła po gładkie poliki, prawa łapka na palcach, tylce łapy "skarpety", podgardle oraz brzuch, odrobina na karku oraz na szalenie nakrapianym ogonie. Ogon ten może się poszczycić rekordową długością i właściwościami biczo-podobnymi. Córka Mewy i Nieba jest posiadaczką długich, zgrabnych kończyn, na których porusza się z gracją.. Nie jest jakoś przesadnie wysoka, lecz stanowczo przewyższa większość swoich rówieśników. Najbardziej przyciągającym jest jej chłodny, bladobłękitny wzrok, który od czasu do czasu roztapia swój wewnętrzny lód. Pod oczami, znajduje się mały, cielisty nosek, który jest bardzo czuły.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=160236#160236


Zbliżała się, czuła to.
A przynajmniej taki stan rzeczy miał miejsce kilka minut temu. Wiatr w pewnym momencie zaniósł jej znajomy zapach zagrożenia, który swędził ją w nos. Grzmiąca Ścieżka. Nie taka sama jak ta stara, znajoma, chociaż kto wie, może wszystkie drogi z czarnego kamienia były właściwie tą samą? Zagłuszający smród drogi uprzykrzał się jej podczas dalszego poszukiwania, ale jednocześnie dawał schronienie. Teraz więc szła wzdłuż pobocza licząc na jakiś punkt zaczepienia. Pieszczochy, które spotkała w przydrożnej budce dwunogów stanowczo zapewniały ją, że w tych okolicach zamieszkały zdziczałe, barbarzyńskie koty. Dziecinnie łatwo było oskórować te dwie paple z wszelkich informacji. Będąc szczerym to nawet nie musiała wiele mówić, wystarczyło drżenie wąsów i trzepot rzęs. Dobrze. Wszystko wskazywało na to, że nie zeszła z kursu a co za tym idzie - liczyła, że już następnego dnia powinna odnaleźć Klany, a szczególnie Wicher. W zębach delikatnie trzymała drobną, morską muszelkę - pamiątkę wyrzuconą przez morze, ostatnią rzecz, która została jej po starych terenach. Opuściła wzrok na swoje łapy. Tu miała mieć miejsce kulminacja jej wędrówki, spełnienie które nęciło ją od wielu księżyców. Teraz z czystym sumieniem chciałaby powrócić do domu. Jeśli, ma się rozumieć, jeśli powodem przeprowadzki nie był jakiś przewrot w jej rodzinnym klanie. Sugerowałoby to, że może być już nie do końca mile widziana. Ba, jej banicja może już nigdy nie być dobrowolna. Już od dawna liczyła się też z faktem, że wszyscy których znała mogą się zmienić nie do poznania. Gdy ona trwała w swoim śnie, życie w Klanie płynęło dalej. I jak bardzo chciałaby temu zaprzeczyć, jak bardzo chciałaby udowodnić, że bez niej nic nie mogło pójść na przód - to był fakt dokonany. Przyjęła również do faktu, że wiele kotów, które znała mogły po prostu nie żyć, a czego bardziej się obawiała, że mogą to być członkowie jej rodziny. Westchnęła cicho. Nie była niezastąpiona, równie dobrze już dawno uznano ją za zmarłą, albo i gorzej - za zdrajczynie. Nic nie było pewne, ale serce wyrywało się z klatki piersiowej, krzyczało "Wracaj". Więc wracała. Konsekwencje dościgną ją później, teraz trzeba się odnaleźć. Z myśli wyrywały ją jedynie pojedyncze potwory przemierzające ścieżkę. Nagle okazało się, że grunt znika. Koniec drogi, ale jak to?
Podniosła błękitne oczy pytająco wpatrując się w płynącą przed nią wodę. Wzrok podążył za nurtem, aby wreszcie dostrzec dokładnie co było źródłem (a może jeziorem?) problemu. Nagle jakby zapomniała o wszystkim: o zwiotczałych z przemęczenia łapach, obtartych opuszkach łap, smrodzie Grzmiącej Ścieżki i oddychaniu. Przed nią rozciągała cię jakby Wielka Woda, ale ujarzmiona przez dzikie tereny i osaczona z każdej strony. Musiała zacieśnić szczęki bo z wrażenia wypadłaby jej z buzi muszelka. Tętno przyspieszyło, a w kącikach ust Lśniącej zagościł uśmiech.
- Neszawowyte - wycedziła przez pełne usta nie przejmując się tym wcale. Wszystko było wspaniałe: migocząca woda, chłodna bryza, ptaki wirujące w powietrzu. Cieszyła się tym widokiem jak długo mogła, ale ból w stawach kazał jej ruszać, bez postojów moja droga. Chociaż była już przystosowana do długich podróży, to teraz nie miała zamiaru zwlekać ani chwili dłużej. Tutaj raczej przejścia nie znajdzie. Wpatrywała się badawczo w wodę, która zagrodziła jej drogę. Potem wzrok przeszedł na Grzmiącą Ścieżkę. Ryzykowne, ale logiczne. Odwróciła się od pięknych widoków i rozejrzała bo obu stronach smrodliwej drogi. W dali majaczyły światła potwora, trzeba czekać. Gdy tylko zrobiło się pusto prędko przeszła omijając jednocześnie wpływ rzeki do jeziora oraz jakąś padlinę na drodze. Teraz znajdowała się na Dzikiej Plaży. Piasek przyjemnie gładził jej opuszki, ale na to też sobie nie pozwalała zbyt długo. Mijając wrzosowe rośliny kierowała się cały czas przed siebie, ostrożnie rozglądając się wokół. W końcu nie mogła tak dłużej i przycupnęła w pobliżu króliczych nor. Położyła się na trawie i wpatrywała się w te otwory jak zaczarowana, a muszelka leżała tuż obok niej. Przypominały jej o domu.
Ostatnio zmieniony przez Lśniąca Łapa, 2018-07-28, 13:06, w całości zmieniany 1 raz  
  Statystyki - lvl: 2 | S: 3 | Zr: 6 | Sz: 8 | Zm: 9 | HP: 65 | W: 45 | EXP: 55/150
 
Tonące Słońce
Samotnik
Under the sea



Klan:
samotnicy

Księżyce: 87 [VII]
Mistrz: Jeżyna
Płeć: kocur
Partner: Lawenda
Multikonta: Sokoli Cień, Racza Sadzawka [KW]; Koziczy Skok [KG]; Lodowy Pył [KC]; Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa [GK] i inni
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2018-07-28, 16:26   
   Wygląd: Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=194574#194574


Toń przebywał właśnie w okolicach Dzikiej Plaży, gdzie polował na smakowite ryby. Samotność nieco mu doskwierała, ale ani nie miał się komu pożalić na obecny stan rzeczy, ani nie miał zbyt wielkiej ochoty przechodzić na razie za Grzmiącą Ścieżkę, by tam szukać szczęścia. Nie chciał tracić całkowicie kontaktu z kotami, które żyły w Klanach, ale doskonale wiedział, że nie może zbliżać się do granic Klanu Rzeki, jeśli chce jeszcze trochę pożyć. A chciał. Chociaż, oczywiście, bolało go to, że wszyscy jego przyjaciele zostali daleko w tyle, nie chciał ich jednak narażać na żadne niebezpieczeństwa czy coś podobnego. Wierzył jednak uparcie, że Jeżyna nie da sobie w nos dmuchać i faktycznie przyjdzie na spotkanie tak, jak się umówili, gdy opuszczał ziemie Rzeki. I chociaż czuł, że brak mu innych kotów, ich bliskości i możliwości prowadzenia rozmów, to nie mógł powiedzieć, by czuł się jakoś szczególnie źle. Znalazł sobie wspaniały kawałek świata, nikt nie chciał go stąd wyrzucać, a on miał dostęp do jedzenia, do wygodnego, bezpiecznego i ciepłego legowiska, które urządzał na swoją modłę, miał wrzosowiska i drzewa, miał krzewy na pagórkach, miał cały świat. Krzywucha była o rzut kamieniem. A on nie miał żadnych oporów przed tym, by do niej pójść. Nie bał się jej, był jej wręcz ciekaw. Można było więc powiedzieć, że mimo wszystko znalazł dla siebie kawałek raju dla siebie, w którym mógł i chciał żyć, którego nie chciał jakoś szczególnie opuszczać, aczkolwiek zdawał sobie sprawę z tego, że Pora Nagich Drzew może okazać się dość trudna.
Otrzepał się z pozostałych kropel wody, gdy zbliżał się do swego legowiska ze sporą brzaną, którą dopiero co złowił. Słońce grzało mocno w jego grzbiet, okolica pachniała cudownie, świat wydawał się być co najmniej interesującym miejscem. A do jego nosa doleciał po chwili zapach kota, którego z pewnym zdziwieniem spostrzegł w pobliżu własnego ustronia. Myślał, że już nigdy nikt tutaj nie zajrzy, tymczasem zjawiła się tutaj kocica, bez dwóch zdań starsza od niego, chociaż może nie aż tak wiele, ładna i zgrabna. Wygrzewała się wyraźnie i wypoczywała chyba po trudach podróży. A przy jej łapach znajdowała się muszla.
- 'eń 'obry - powiedział, gdy znalazł się już bliżej niej wraz z rybą w pysku. Nie zachowywał się jakoś złośliwie, nie zaczynał warczeć czy syczeć, chociaż kocica przebywała w końcu na jego ziemi. - 'ąd masz t' 'uszlę? - zapytał jeszcze dochodząc do wniosku, że to najwyższa pora odłożyć swój posiłek, a ponieważ był kulturalny, a przede wszystkim wychowany w Klanie, pchnął brzanę nosem w stronę nieznajomej oferując jej ten posiłek. W końcu ryba była naprawdę spora i oboje mogli się nią bez większych problemów najeść.
_________________

SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light


  Statystyki - lvl: 6 | S: 9 | Zr: 11 | Sz: 18 | Zm: 14 | HP: 90 | W: 60 | EXP: 90/500
Stat. Med. - lvl:
3 | MED.EXP: 160/300
 
Lśniąca Łapa,
Samotnik
byłam zobaczyłam



Klan:
samotnicy

Księżyce: Piętdziesiąt pięć [Lipiec]
Mistrz: Bezchmurne Niebo | ser Malina
Matka: Bezchmurne Niebo
Ojciec: Krzykliwa Mewa
Ciąża: nie
Multikonta: Mściwy Syk [GK] | Pies [S]
Wysłany: 2018-07-29, 13:05   
   Wygląd: Lśniąca Łapa jest drobną, smukłą i urokliwą kotką. Ma dobrze zadbane, króciutkie, niebiesko-białe futerko, które pachnie słoną morską wodą i wiatrem, a najczęściej zroszone jest kropelkami porannej rosy. Jej ubarwienie składa się z niebieskiej szarości, która bieli ustępuje miejsca na pyszczku, od wysokości czoła po gładkie poliki, prawa łapka na palcach, tylce łapy "skarpety", podgardle oraz brzuch, odrobina na karku oraz na szalenie nakrapianym ogonie. Ogon ten może się poszczycić rekordową długością i właściwościami biczo-podobnymi. Córka Mewy i Nieba jest posiadaczką długich, zgrabnych kończyn, na których porusza się z gracją.. Nie jest jakoś przesadnie wysoka, lecz stanowczo przewyższa większość swoich rówieśników. Najbardziej przyciągającym jest jej chłodny, bladobłękitny wzrok, który od czasu do czasu roztapia swój wewnętrzny lód. Pod oczami, znajduje się mały, cielisty nosek, który jest bardzo czuły.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=160236#160236


Było zbyt przyjemnie.
Gdy jej ciało przyległo do chłodniejszej ziemi wydała z siebie pomruk zadowolenia. Jednocześnie jej grzbiet smyrały grzejące promienie słońca. Warunki idealne do popołudniowego chilloutu. Przeciążone mięśnie wypoczywały wygodnie rozciągnięte na trawie. Dopiero w tej chwili zdała sobie sprawę z tego, jak przerwa w podróży była jej potrzebna. Odetchnęła z ulgą przeciągając się. Jedyne co towarzyszyło jej słodkiemu leniuchowaniu to świergotanie ptaków. Natomiast cały ten relaks doprowadził do tego, że pozwoliła pewnemu kocurowi niepostrzeżenie zbliżyć się do niej. Dwie lodowate lampy błyskowe zapaliły się, gdy Lśniąca zorientowała się, że nie jest tutaj sama. Szlag. Mogła się lepiej pilnować. Poczuła zimny pot na karku, gdy przed sobą ujrzała postać. Zamarła w bezruchu pozostawając w zupełnej gotowości, czy to do samoobrony, czy też ucieczki. Z czym mogłaby mieć problem biorąc pod uwagę jak bardzo była zmęczona. Jednakże teraz leżała nieruchomo niczym głaz, a jedynym oznakiem życia były poruszające się ślepia. Nieznacznie przymrużyła oczy, podejrzliwie przyglądając się nieznajomemu. Zmierzyła go wzrokiem od samych opuszek łap, puchatej sierść zarówno na klatce piersiowej jak i mordce, aż po uszy, które… Długi ogon drgnął z ciekawości. Jeszcze nigdy w swojej życiowej karierze nie widziała takich uszu. Były włochate i komicznie wygięte, ale odziwo nie dodawały żartobliwego nastroju samemu kocurowi. Wyglądał przez nie: przyjaźnie? Ot, jakby samymi uszami chciał otoczyć wszystko i wszystkich. Jeżeli kocur okaże się być tak interesującym na jakiego wygląda, to może trochę z nim pogawędzi, oczywiście jeżeli pierwej nie zapragnie jej zaatakować. Tak właściwie ciężko było stwierdzić co wyglądało bardziej zaskakująco: wygięta para puchatych uszu czy ogromna jak na kocie rozmiary ryba, którą trzymał dumnie w swoim pysku. Tuż po inspekcji potencjalnego rywala bezceremonialnie rzuciła wzrokiem gdzieś za jego postać. Plan ucieczki wymagałby przeprawienia się przez Grzmiącą Ścieżkę, a do przejścia przez nią za pierwszym razem trzeba wiele szczęścia. Tego najwyraźniej teraz jej brakowało. Pozostawiając kocura w niezręcznej ciszy, aby atmosfera była najgęstsza, wróciła oczami do jego zielonych (czy może bardziej złotych, biorąc pod uwagę wściekłe słońce). Zastrzygła uchem słysząc jego rozkoszną, aczkolwiek marną próbę wypowiedzi. Jej powieki uniosły się, tym samym kończąc na tę chwilę podejrzliwy grymas, aby przerodzić się w pytające spojrzenie. Procesy myślowe oraz aparat słuchu zakomunikował jej, że nieznajomy się zwyczajnie witał. Nie rozwiewało to żadnej z jej obaw, ale mimowolnie poczuła się spokojniejsza.
Dopiero teraz zrozumiała gdzie się znajduje. Musiała być tak przemęczona, że nawet nie wyczuła obcej woni, która roznosiła się wszędzie. Najwyraźniej weszła temu panu na podwórko. No cóż, za błędy się płaci tak też i ona będzie musiała się z tego wyplątać. Z tego co udało się jej cudem zrozumieć z następnej wypowiedzi samotnika, pytał się o muszelkę. To zwłaszcza sugerowały jego oczy, które spoglądały na nią wyraźnie zainteresowane. Ah ,ah, ah niestety, ale nie mój drogi. Ja się czegoś dowiem i ty się czegoś dowiesz. Wznieciło to jedynie w kocicy pewność siebie. Jest informacja na przetarg. Gdy myślała, że wszystko już zrozumiała kocur podstawił jej pod nos rybę. Za ten gest zasłużył sobie najbardziej zdziwionym spojrzeniem, jakie zostało kiedykolwiek posłane przez oczy Lśniącej. Jak naiwnym trzeba być, aby dzielić się zdobyczą (co prawda sporą) z kimś zupełnie obcym? Ohoho to będzie ciekawe. Pora wziąć sytuację w obroty. Twarz kotki jakby w ułamku sekundy wyzbyła się wszelkiego chłodu, który teraz działałby na jej niekorzyść, ale zastąpił zwyczajnie neutralny wyraz mordki. Srogie, lodowate oczy zdawały się jedynie przejawiać ciekawość. Po długiej ciszy zaczęła:
- Dzień dobry nieznajomy – wydobył się słodki, aczkolwiek pewny siebie głos – wybacz jeżeli naruszyłam twoją… prywatność. – mówiła spokojnie, zachowując dla siebie wszelkie procesy myślowe, które teraz buzowały w jej głowie. Pamiętając o jego zaciekawieniu muszelką, położyła na nią łapę i przyciągnęła bliżej siebie. Co prawda nie zakryła jej całkowicie – niech sobie podgląda.
_________________


There's nothing more cruel than to be loved by everybody
There's nothing more cruel than to be loved by everybody but you
Than to be loved by everybody but you, but you

If I can get my shit together
I'm gonna run away and never see any of you again
Never see any of you again

Ostatnio zmieniony przez Lśniąca Łapa, 2018-07-29, 14:05, w całości zmieniany 1 raz  
  Statystyki - lvl: 2 | S: 3 | Zr: 6 | Sz: 8 | Zm: 9 | HP: 65 | W: 45 | EXP: 55/150
 
Tonące Słońce
Samotnik
Under the sea



Klan:
samotnicy

Księżyce: 87 [VII]
Mistrz: Jeżyna
Płeć: kocur
Partner: Lawenda
Multikonta: Sokoli Cień, Racza Sadzawka [KW]; Koziczy Skok [KG]; Lodowy Pył [KC]; Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa [GK] i inni
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2018-07-29, 14:29   
   Wygląd: Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=194574#194574


Toń był z całą pewnością zbyt ufną jednostką i kiedyś mógł się na tym poważnie sparzyć, jednak na razie nie widział żadnych przeciwwskazań do zapoznawania się z kocicą, która tak niemądrze wdarła się na jego ziemie. Owszem, nie były one zbyt duże, ale dbał o to, by oznaczać ich granice, by wyraźnie podkreślać, że ktoś tutaj mieszka i można spodziewać się go właściwie w każdej chwili. Były to rzeczy, jakie bez dwóch zdań wyniósł z Klanów i nie dało się tego w żaden sposób ukryć, tak jak chociażby jego chęci dzielenia się z innymi posiłkiem. Był wychowywany w duchu jedności, w duchu tego, że ma działać dla dobra całego Klanu, a nie tylko siebie i właśnie teraz to robił, właśnie tak się zachowywał i tak postępował nie zamierzając z tego rezygnować. Wychodził z założenia, może dziecięcego, ale jednak, że w ten sposób może zdobyć przyjaciół, zjednać sobie przychylność innych kotów i znaleźć kogoś, kto będzie chciał dzielić z nim ten świat, to życie, kto będzie mniej zadufany w sobie i zapatrzony we własne ja niż Świetlik uważający, że jest nie tylko najmądrzejszym kotem na świecie, ale i najbardziej prawym. Po jego wybuchu w dniu wygnania wiedział już, że kocur stracił jakikolwiek jasny osąd, ale podejmowanie jakiejkolwiek dyskusji z przywódcą Klanu Rzeki było z góry skazane na porażkę, tak więc Toń jedynie wyjaśnił swoje podejście do sprawy, podziękował za uratowanie życia za kocięcia i odszedł, by żyć własnym życiem. Nie przeszkadzało mu to, bo od samego początku jego świat walił się i sypał. Stracił rodzinę, dach nad głową, z ledwością przeżył w przemoczonym kartonie, a potem, gdy był jeszcze właściwie dzieckiem, niemalże zginął w szczękach bobra. W porównaniu z tym konieczność opuszczenia Klanu, w którym rządziła jedynie uprzywilejowana grupa było niczym. Poza tym nauczył się już brać los na klatę i nie myśleć o takich sprawach.
Kiedy kocica przysłoniła muszlę łapą wzruszył barkami na znak, że to jej tajemnica i nie musi mu nic mówić. Sam kiedyś również dostał taką muszelkę od Perły, ale ta musiała zaginąć dawno temu w czasie przenosin. Żałował tego, to oczywiste, ale nie mógł w żaden sposób cofnąć czasu. Dlatego po prostu szedł nadal na przód starając się postępować zgodnie ze swoimi własnymi zasadami, nawet jeśli niektóre koty uważały go za głupca, szaleńca albo dwulicową bestię, której nie można w żaden sposób zaufać. To, tak naprawdę, nie było jego sprawą.
- Wyglądasz na bardzo zmęczoną, więc podejrzewam, że nie zawracałaś sobie głowy kwestią zapachu. Tym razem ci wybaczę, bo wydaje mi się, że idziesz co najmniej znad Wielkiej Słonej Wody - powiedział, kiedy już położył przed nią rybę i z zaciekawieniem zaczął się jej przyglądać bez żadnej krępacji. Można powiedzieć, że w pewien dziecięcy sposób Toń był po prostu bezwstydny i nie widział problemów tam, gdzie dostrzegali je inni, być może ze względu na to, że wciąż miał nieco dziecięcą mentalność i nic nie było w stanie tego z niego wyplenić.
- Jestem Toń, Tonące Słońce właściwie, chociaż nie ma już sensu używać tego imienia. A ty? - dodał jeszcze całkiem przyjaźnie, bo obecność kocicy niezbyt mu przeszkadzała, tym bardziej, że miał z kim w końcu porozmawiać. Na dokładkę ta była wyraźnie zmęczona drogą, nie sądził więc, żeby miała wielką ochotę rzucać się do niego i brać do jakiejkolwiek walki.
_________________

SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light


  Statystyki - lvl: 6 | S: 9 | Zr: 11 | Sz: 18 | Zm: 14 | HP: 90 | W: 60 | EXP: 90/500
Stat. Med. - lvl:
3 | MED.EXP: 160/300
 
Lśniąca Łapa,
Samotnik
byłam zobaczyłam



Klan:
samotnicy

Księżyce: Piętdziesiąt pięć [Lipiec]
Mistrz: Bezchmurne Niebo | ser Malina
Matka: Bezchmurne Niebo
Ojciec: Krzykliwa Mewa
Ciąża: nie
Multikonta: Mściwy Syk [GK] | Pies [S]
Wysłany: 2018-07-29, 20:39   
   Wygląd: Lśniąca Łapa jest drobną, smukłą i urokliwą kotką. Ma dobrze zadbane, króciutkie, niebiesko-białe futerko, które pachnie słoną morską wodą i wiatrem, a najczęściej zroszone jest kropelkami porannej rosy. Jej ubarwienie składa się z niebieskiej szarości, która bieli ustępuje miejsca na pyszczku, od wysokości czoła po gładkie poliki, prawa łapka na palcach, tylce łapy "skarpety", podgardle oraz brzuch, odrobina na karku oraz na szalenie nakrapianym ogonie. Ogon ten może się poszczycić rekordową długością i właściwościami biczo-podobnymi. Córka Mewy i Nieba jest posiadaczką długich, zgrabnych kończyn, na których porusza się z gracją.. Nie jest jakoś przesadnie wysoka, lecz stanowczo przewyższa większość swoich rówieśników. Najbardziej przyciągającym jest jej chłodny, bladobłękitny wzrok, który od czasu do czasu roztapia swój wewnętrzny lód. Pod oczami, znajduje się mały, cielisty nosek, który jest bardzo czuły.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=160236#160236


No takiej ochoty nie miała.
Nie chciała tracić przychylności samca, który najwyraźniej był całkiem skory do rozmowy. W dodatku oferował posiłek i wybaczył jej wtargnięcie. Wzorowy gospodarz. Już dawno nauczyła się, że z jej marnymi umiejętnościami bojowymi musi nadrabiać biegłością w rozmowie. Wykorzystywała to wyjątkowo często, a opowieści i anegdot Lśniąca znała całkiem sporo. Toteż czasem samą gadaniną udało jej się uniknąć zagrożenia czy też zapełnić brzuch. Niestety nie wszyscy byli chętnymi słuchaczami, a co za tym idzie, ta jedna rzecz w której błękitnooka była dobra - traciła sens. Wtedy do akcji wkraczały długie łapy, które po dziesiątkach księżyców były idealnie przystosowane do długich wędrówek. Te same łapy zaprowadziły ją tutaj.
Wracając do gospodarza. Jego pręgowane ciało, mimo bycia młodszym, górowało teraz nad leżącą kotką. Pomimo takiej nierównowagi córka Nieba nie miała zamiaru się podnosić, zwłaszcza że można było to odebrać za brak wychowania, bądź co gorzej, za atak. Dlatego też tym razem pozwoliła sobie nie prostować długich łap i zwyczajnie trzymała je przy sobie. Końcówka ogona jedynie kołysała się rytmicznie, jakby miała uspokoić swoją właścicielkę. Kocurek przemówił. Napięcie w powietrzu jakby trochę opadło. Doprawdy nie mogła się nadziwić dlaczego samiec był tak gościnny. Żył domyślnie w pobliżu Klanów i Grzmiącej Ścieżki. Musiał dodatkowo się liczyć oczywiście z innymi samotnikami, może trochę bardziej imponującymi jak Lśniąca, a raczej niewiele z nich podzieli jego pokojowe nastawienie. Była terminatorka nie narzekała, chociaż w głowie dalej karciła się za swoją nieuwagę. Nieznajomy tak wzorowo ją gości, że nie mogła odpuścić sobie najzwyklejszego:
- Dziękuję - miauknęła patrząc błękitnymi oczami w jego złote. Ot, zwykły zwrot grzecznościowy, magiczne słówko. Jednak to dalsza część jego wypowiedzi okazała się być bardziej godna uwagi. Lśniąca postawiła uszy pionowo na dźwięk "Wielkiej Słonej Wody". Dalej pamiętała jej smak, jej burzące się fale, jej usłane kamykami i muszelkami brzegi oraz miękki piasek. Na sam dźwięk tej nazwy widzi przed oczami zarówno zachody jak i wschody słońca, ale i również Fiołka i Malinkę, którzy razem z nią figlowali na Muszelkowej Wydmie. Poszukiwania ślimaczego partnera spełzły na niczym, ale samo wspomnienie dodawało kotce siły w łapach. Była to najszczęśliwsza chwila w jej poprzednim życiu, pierwszy raz eksplorowała. Ale może właśnie to było w tym innego? Nie była przecież sama, zarówno Fiołeczek i Malinka byli z nią wtedy. Przez następnie księżyce sama sobie była sterem, żaglem i oficerem i mimo że było to wyjątkowo wygodne - to nie było to samo. I jak wiele radości było zawarte w tym wspomnieniu: to jedynie przeszłość. Gorzkie przypomnienie, że teraz zarówno rudzielec jak i biała kocica mogą albo nie żyć albo darzyć ją nienawiścią, gorzej, zapomnieć o niej. - Tu akurat masz rację, znad samej Wielkiej Słonej Wody - powiedziała dla samej satysfakcji wypowiedzenia tej znajomej nazwy. Na jej pyszczku natomiast pojawiła się imitacja uśmiechu. Teraz to ona była obiektem obserwacji, lecz nie tak bezpośredniej jak gdy sama mierzyła kocura wzrokiem. Wydawać by się mogło, że we wzroku burasa iskrzyło coś niewinnego, a może jej się wydawało? W końcu każdy na początku wygląda niewinnie.
Zastrzygła uchem na dźwięk głosu samca. Tonące Słońce. Przez chwilę zapomniała o całej fasadzie ukrywania emocji, ukrywania własnego poruszenia emocjonalnego. Przez chwilę uchyliła mordkę w zdziwieniu, a niedowierzanie zagościło w jej oczach. Po zrozumieniu swojego błędu na nowo znieżywiła swoją twarz do zera i chłodny wzrok powędrował do oczu Toni. Głupia, zachowuj się. Teraz rozmowa nabrała innej wagi. To nie żaden przypadek, o nie Gwiezdny Klanie żaden przypadek. Tak szlachetne imiona nie zdarzają się u zwyczajnych dachowców. Jestem blisko. I jak przez całe swoje klanowe życie nie zwracała kompletnie żadnej uwagi na imiona, a ich zmianę wraz z rangą na zbędną, to Tonące Słońce był posiadaczem najpiękniejszego imienia w calusieńkim świecie. Jako, że Lśniąca była postacią o bogatej wyobraźni, samo brzmienie tego przydomka stawiało przed nią wcześniej wspomniany obraz. Tam, gdzie słońce zawsze tonęło w głębinach. Gdzie pierwszy raz wybrała się na wyprawę z przyjaciółmi. Gdzie wyruszyła na wyprawę w celu odnalezienia siebie. Gdzie pożegnała się ze starymi ziemiami biorąc ze sobą jedynie muszelkę. Dom. Była tak blisko. Teraz nie miała zamiaru się powstrzymywać.
Wszystko jasne, że był wojownikiem, zachowywał się zbyt cywilizowanie na zwykłego włóczykija. Potrafił łowić ryby, właśnie dzielił się jedną z nich. Jedyne co szwankowało to jego poczucie terytorialne, bo zwyczajne intruza by przegonił, ale za to Lśniąca była najbardziej wdzięczna. Z jego słów wywnioskowała łatwo, że najwyraźniej wojownikiem już nie był. Wyglądał dość młodo, więc ciężko było jej uwierzyć, że którykolwiek klan odrzuci młodą krew. Jednakże to nie umiejętności czy wygląd cechują wojownika, ale jego czyny. Kto wie czego dopuścił się Toń, czy też zwyczajnie zapałał miłością do podróży jak i ona? Mimo wszystko mógł być niebezpieczny, chociaż na takiego nie wyglądał. Ciepły głos i puchata sierść przeczą tym domysłom, ale taka już jest Lśniąca, nieufna.
- Miło mi cię poznać Toniu - miauknęła wirując ogonem w powietrzu - Masz zniewalająco piękne imię - dodała bez ogródek -Jestem Lśniąca Łapa - przedstawiła się melodyjnym głosem nie zbaczając na fakt, że nadal była tą felerną Łapą. No nic, taki już jej los być wiecznie młodym. Pozwoliła sobie na kęs ryby, która teraz mogła jedynie czekać na miłosierne pożarcie. Nie była słona jak się spodziewała, w końcu - Nigdy nie jadłam jeszcze ryby, od jak dawna na nie polujesz? To musi być skomplikowane, w końcu wydają się tak... nieuchwytne - skorzystała z sytuacji do zagajenia rozmowy, może uda jej się dowiedzieć czegoś o Tonącym. Koniec końców chciała zapytać go jeszcze o drogę, aby więcej nie błądziła, jednak teraz to on grał pierwsze skrzypce w jej głowie. Poczęstunek to przyjemny bonus.
_________________


There's nothing more cruel than to be loved by everybody
There's nothing more cruel than to be loved by everybody but you
Than to be loved by everybody but you, but you

If I can get my shit together
I'm gonna run away and never see any of you again
Never see any of you again

Ostatnio zmieniony przez Lśniąca Łapa, 2018-07-29, 20:47, w całości zmieniany 1 raz  
  Statystyki - lvl: 2 | S: 3 | Zr: 6 | Sz: 8 | Zm: 9 | HP: 65 | W: 45 | EXP: 55/150
 
Tonące Słońce
Samotnik
Under the sea



Klan:
samotnicy

Księżyce: 87 [VII]
Mistrz: Jeżyna
Płeć: kocur
Partner: Lawenda
Multikonta: Sokoli Cień, Racza Sadzawka [KW]; Koziczy Skok [KG]; Lodowy Pył [KC]; Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa [GK] i inni
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2018-07-30, 22:40   
   Wygląd: Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=194574#194574


Wzorowy gospodarz! Być może ucieszyłby się, gdyby dowiedział się, że tak właśnie jest postrzegany przez kocicę, która mimo miny świadczącej o tym, że nie jest do końca zadowolona i pewnie wcale mu nie ufa, wydawała mu się dość miła. Poza tym coś ich łączyło, chociaż była to tylko i wyłącznie muszelka. Być może w oczach innych, dla niego jednak ta mała pamiątka miała wielkie znaczenie, a jednocześnie sugerowała mu, że jego rozmówczyni przybyła tutaj także znad Wielkiej Słonej Wody. Podążała zatem za Klanami i istniał cień szansy, że być może była czyjąś zaginioną córką, ciotką, siostrą albo siostrzenicą, że wracała do domu, za którym tęskniła. A może była jednym z samotników, którzy również ruszyli tropem Klanów wychodząc z założenia, że wolą już znane zło niż takie, które miało dopiero nadejść? Toń mógł spokojnie tworzyć w swojej głowie wiele opowieści na jej temat, mógł nadawać jej role zagubionych księżniczek albo okrutnych zdrajczyń i do pewnego stopnia go to oczywiście bawiło, jednak tak naprawdę najbardziej cieszył się z tego, że może otworzyć do niej pysk i po prostu z nią porozmawiać. Być może gdzieś podświadomie liczył na jakąś nić porozumienia, a może na to, że kocica postanowi zatrzymać się tutaj chociażby na chwilę dłużej, na moment, na jedną noc, by wypoczęła. Nie wiedział, dokąd ta właściwie zdąża, ale był skłonny zaoferować jej nocleg w swojej wygodnej norze, z jakiej czynił piękny zakątek.
Dostrzegł zmianę na jej pysku, kiedy się przedstawił, ale nie do końca był w stanie rozszyfrować, co się za nią kryje. Zdziwienie? Oszołomienie? Sam przedstawiał się najczęściej jako Toń, ale nie mógł odmówić piękna brzmienia Tonącemu Słońcu, które kojarzyło mu się od zawsze z Wielką Słoną Wodą i słońcem, które opadało w jego fale, by powoli ciemnieć i zamieniać niebo w niezliczone fajerwerki różnorodnych barw. Być może ona też widziała to jakoś podobnie, może znała ten widok, skoro niosła ze sobą muszelkę i teraz przywołał w niej jakieś wspomnienia z dawnych lat? Gdy się do niego ponownie odezwała posłał jej ten swój łobuzerski uśmiech, a jego zabawne uszy zafalowały, gdy nimi poruszył wprawiając w tan długie włosy, które z nich wyrastały.
- Dziękuję, myślę, że tutaj również gdzieś odnajdę takie tonące słońce - zauważył jeszcze z błyskiem w oku, a gdy się przedstawiła wydał z siebie ciche "o!". - Lśniąca Łapa? Zatem należysz do Klanu, prawda? I nie wydaje ci się, że nasze imiona mają coś wspólnego? Woda lśni, gdy odbija się w niej słońce - dodał z uśmiechem, jak zawsze nieco paplając, ale tak niesamowicie mu to pasowało, nie dało się w tym również znaleźć żadnego kłamu. Gdy powiedziała, że nigdy nie jadła ryby jego uśmiech stał się jeszcze bardziej szelmowski, ale zdecydowanie przyjazny. - Zatem spróbuj! Może potem nie będziesz chciała już jeść niczego innego! I właściwie zacząłem łowić ryby jak miałem jakieś... cztery księżyce? Łosoś mnie wtedy tego nauczył, ale przypłaciłem to stratą ogona - wyjaśnił jej całkiem szczerze, bo nie były to przecież rzeczy, jakie należy ukrywać. Może się bardzo odsłaniał, ale w ogóle się tym nie przejmował.
_________________

SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light


  Statystyki - lvl: 6 | S: 9 | Zr: 11 | Sz: 18 | Zm: 14 | HP: 90 | W: 60 | EXP: 90/500
Stat. Med. - lvl:
3 | MED.EXP: 160/300
 
Lśniąca Łapa,
Samotnik
byłam zobaczyłam



Klan:
samotnicy

Księżyce: Piętdziesiąt pięć [Lipiec]
Mistrz: Bezchmurne Niebo | ser Malina
Matka: Bezchmurne Niebo
Ojciec: Krzykliwa Mewa
Ciąża: nie
Multikonta: Mściwy Syk [GK] | Pies [S]
Wysłany: 2018-07-31, 21:13   
   Wygląd: Lśniąca Łapa jest drobną, smukłą i urokliwą kotką. Ma dobrze zadbane, króciutkie, niebiesko-białe futerko, które pachnie słoną morską wodą i wiatrem, a najczęściej zroszone jest kropelkami porannej rosy. Jej ubarwienie składa się z niebieskiej szarości, która bieli ustępuje miejsca na pyszczku, od wysokości czoła po gładkie poliki, prawa łapka na palcach, tylce łapy "skarpety", podgardle oraz brzuch, odrobina na karku oraz na szalenie nakrapianym ogonie. Ogon ten może się poszczycić rekordową długością i właściwościami biczo-podobnymi. Córka Mewy i Nieba jest posiadaczką długich, zgrabnych kończyn, na których porusza się z gracją.. Nie jest jakoś przesadnie wysoka, lecz stanowczo przewyższa większość swoich rówieśników. Najbardziej przyciągającym jest jej chłodny, bladobłękitny wzrok, który od czasu do czasu roztapia swój wewnętrzny lód. Pod oczami, znajduje się mały, cielisty nosek, który jest bardzo czuły.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=160236#160236


Tego się nie spodziewała.
Zarówno takiej uprzejmości ze strony nowo napotkanego kota, jak i jego skłonności do rozmowy. I to nie byle jakiej, bo wyjątkowo ciepłej i przyjaznej. Niczym żarówka wabi ćmę, Toń zachęcił Lśniącą Łapę do spędzenia z nim dłuższej chwili. Nie robił tego może jakoś bezpośrednio, jakby sam jedynie podświadomie używał swojego wrodzonego magnetyzmu. Nie było w tym również żadnych egoistycznych pobudek czy metod manipulacji, oj nie! Bury kocur był po prostu charyzmatyczny. Ciężko było się oprzeć temu zjawisku, właściwie kto odmówiłby sobie pożywienia i świetnego towarzystwa? Na pewno nie Lśniąca. Koteczka nie uświadczyła takiego poczucia spokoju od czasu poznania Sroki. Samo wspomnienie czarno-białej kotki wywoływało iskierki rozbawienia w jej brzuchu. Sroka jednakże wymagała nieustannie jej pomocy czy uwagi, w zamian darząc ją ciepłem i wsparciem. Natomiast będący tu Tonące Słońce bezinteresownie chciał pomóc kotce oczekując od niej jedynie… towarzystwa. Ta świadomość wywoływała miłe uczucie w gardle koteczki, które teraz samo chciało rwać się do dialogu. Jej uwadze nie umknęły również te figlarne uszy. Zdawało jej się, że być może żyły własnym życiem, jakby Tonący miał je zaledwie przyczepione do głowy. Ponownie spojrzała w oczy samotnika, gdy ten przemówił.
Tonące Słońce był bardziej otwarty, pełen emocji co wielce kontrastowało z osobą Lśniącej. Widok tak radosnego kota burzył jej własne opanowanie emocji. Instynkt socjalny kazał się dopasowywać do zachowań rozmówcy, roześmiać się chociażby, lecz jej chłodna natura odmawiała pozostawiając w jej głowie wiele sprzeczności. Z jednej strony widząc migoczące oczy Toni pragnęła sama uśmiechnąć się szeroko, ale jakby z obawy przed okazaniem komfortu, swobody, krzty słabości – powstrzymywała się. Można odbierać to jako zachowanie przesiąknięte absurdem, jakby koteczka zachowywała się niczym zbuntowana, obrażona na świat nastolatka. Jednakże warto podkreślić, że w świecie, gdzie Lśniąca nie jest w stanie obronić się własnymi łapami, do jej dyspozycji pozostaje jedynie bariera emocjonalna. Nawet teraz była tylko i wyłącznie na łasce kocura. Już nie czuła się zagrożenia, jednak czuła tą nierównowagę mocy. W jej głowie widziała siebie jako kogoś zależnego od woli innego kota, podległego, co (ujmując lekko) wywoływało w niej palącą gorycz. Toteż uzbrajając się w nic innego jak własne uczucia, mogła sobie minimalnie rekompensować fizyczną niedoskonałość. I jedynie w tymże pałacu myśli była w stanie poczuć się silna. Kiedy emocje trzymała na wodzy, a słowa były w stanie zarówno ranić jak i leczyć.
Tak jednak nie było w przypadku Toni. Pomimo tego, że nadal wyczuwała tą nierównowagę mocy, to nie odbierała jej jako atak na siebie. Kocur łagodnie przyjął przeprosiny za wejście na posesję. Wcale nie wynikało to z jakiegoś poczucia wyższości, lecz ze zwykłej… empatii?. Coś co mógł posiadać jedynie kot wychowany do życia w grupie. Kiedy buras wspomniał jak bardzo ich imiona są podobne do siebie, serce zabiło jej mocniej. Tak poetyckie porównanie sprawiało że, Lśniąca poczuła się na równi z nim. Nierównowaga mocy zniknęła. Chociaż nigdy nie przejmowała się jak ją zwano; nie rozumiała koncepcji zmiany imienia w klanie; ani nie przykładała do tej sprawy wiele uwagi, to teraz poczuła się wyjątkowo.
Woda lśni, gdy odbija się w niej słońce. Gdyby jej policzki były bardziej bezwłose, może zdobyłaby się na rumieniec. Kocur był bardzo zdolny do wprowadzania błękitnookiej w skołowanie. Ta wypowiedź bardzo przypominała jej o samej sobie. Jak bardzo ekspresywna była za czasów kocięctwa, jak głośno wielbiła krople wody zdobiące wnętrza tunelów czy zwyczajny mech na kamieniach. Te widoki nadal wywołują u niej zachwyt. Sęk w tym, że przestała werbalnie je ubóstwiać. Nie mogła już nikomu powiedzieć jak bardzo kocha każdy krajobraz. Nie było nikogo kto by usłuchał, a z czasem zwyczajnie wstydziła się przyznawać do swojej wrażliwości na świat. Zatrzymała ją jedynie w swoim sercu. Po to wyruszyła: aby zobaczyć to czego nikt nie widział. Ale najwyraźniej koniec końców, mogła to tylko zachować dla siebie. Może kiedyś znajdzie się ktoś, kto chciałby posłuchać o tysiącach drobnostek, które ją zachwyciły? Teraz powinna jednak coś powiedzieć.
- Tak, pochodzę z Klanu Wichru – powiedziała ze szczyptą dumy. Ta nazwa brzmiała jednocześnie znajomo i obco na jej języku. Teraz odnosząc się do podobieństwa imion – Rzeczywiście, dopełniają się – miauknęła. Tak naprawdę chciałaby mu o tym powiedzieć coś więcej, ale ugryzła się w język. Nie chcąc pozostawiać sprawy bez komentarza kontynuowała – Powinieneś jednak zobaczyć jak wspaniale woda odbija blask gwiazd i księżyca. Nie jest to tak barwne widowisko, ale równie olśniewające – dodała przytulając długi ogon do swojej sylwetki. Tym razem pozwoliła sobie na odrobinę rozmarzenia w głosie.
Nie czekając na dalsze zachęty wzięła kolejny kęs ryby. Mięso zdawało się mieć zupełnie inną teksturę niż się spodziewała – nie mówiąc już o samym przedzieraniu się przez łuski. Była bardzo dobra, głód kotki tylko spotęgował smak ryby. Spojrzała wymownie na Toń, aby się do niej przyłączył. Przełknęła ciężko słysząc resztę jego wypowiedzi. O zgrozo. Dopiero teraz rzuciła okiem za warstwy i warstwy futra, aby dojrzeć sterczący kikucik. Nie wyglądał tragicznie, jednak nie spodziewała się go tam ani trochę. Gdy jej pyszczek był już wolny od jedzenia powiedziała:
- To naprawdę bardzo wcześnie, jak na naukę czegoś, co zapewne jest skomplikowane – aprobata nigdy nie zaszkodzi. Słysząc wzmiankę o Łososiu musiała chwilę się zastanowić, żeby dojść do wniosku że uczył go kot, a nie jakaś ryba z rzeki. Co za niedorzeczność! – Czy to – zaczęła lekko niezgrabnie – Czy to ryba ci go odgryzła? – zapytała być może niekulturalnie, ale zebrała się chociaż na tyle, aby przyciszyć głos. W końcu wypadek Toni nastąpił rzekomo podczas połowu, więc niewykluczone, że sprawcą mogła być zębata ryba.
_________________


There's nothing more cruel than to be loved by everybody
There's nothing more cruel than to be loved by everybody but you
Than to be loved by everybody but you, but you

If I can get my shit together
I'm gonna run away and never see any of you again
Never see any of you again

  Statystyki - lvl: 2 | S: 3 | Zr: 6 | Sz: 8 | Zm: 9 | HP: 65 | W: 45 | EXP: 55/150
 
Tonące Słońce
Samotnik
Under the sea



Klan:
samotnicy

Księżyce: 87 [VII]
Mistrz: Jeżyna
Płeć: kocur
Partner: Lawenda
Multikonta: Sokoli Cień, Racza Sadzawka [KW]; Koziczy Skok [KG]; Lodowy Pył [KC]; Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa [GK] i inni
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2018-07-31, 21:47   
   Wygląd: Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=194574#194574


Był niesamowicie otwartą jednostką, która nie zamykała się w sobie, mówiła co widzi, co czuje, co jest dla niego istotne. Właśnie z tego powodu został wydalony z Klanu, bo najwyraźniej ktoś nie był w stanie zrozumieć, że nie każdy musi się ze wszystkim zgadzać, że nie każdy nosi klapki na oczach, że nie każdy jest posłuszną marionetką. Nie wiedział zupełnie, jak wygląda to w innych Klanach, ale wiedział na pewno, że nie chce nigdy więcej znaleźć się w pobliżu Świetlika albo Czerwi, którzy byli dla niego właśnie kwintesencją nepotyzmu, egocentryzmu i dwulicowości. Na całe jednak szczęście myślał o nich coraz rzadziej domyślając się, że Klan żyje spokojnie bez niego, a on bez nich, jednocześnie zaś wychodził z założenia, że jeśli ktoś będzie chciał, to po prostu go odnajdzie. Jeżyna wiedziała, w którą mniej więcej stronę zamierzał się udać, a ponieważ oznaczał dokładnie swoje terytorium, swoją drogą chyba coraz większe, to na pewno rozpozna woń swojego byłego ucznia. Jeśli Bartek uzna, że chce się z nim zobaczyć, również odnajdzie do niego drogę, tak samo Perła, Łosoś czy Mały. Nie zamierzał biegać za nimi i prosić o ich atencję, bo doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że teraz na pewno mają swoje zmartwienia, a on nie należy już do ich najbliższego kręgu zainteresowań. Na całe jednak szczęście miał na tyle grubą skórę, że potrafił się z tym pogodzić i po prostu ruszyć dalej, bo nie mógł tego rozpamiętywać cały czas. Zajmował się sobą, domem i nowymi przygodami, jakie się przed nim teraz rozciągały, a to zajmowało mu naprawdę sporo czasu.
Nie dziwił się właściwie, że Lśniąca nie chce się z nim śmiać, że nie jest taka otwarta. Nie dość, że wydawała się zmęczona, to jeszcze przecież w ogóle go nie znała, a on sam przekonał się, że samotnicy w większości nie należą do najprzyjemniejszych jednostek. Oczywiście, zdarzały się wyjątki, ale potrafił zrozumieć, jakie obawy względem niego żywi kotka - w końcu w każdej chwili mógł się na nią rzucić lub coś podobnego, teraz jedynie próbując uśpić jej czujność. Trzeba zatem przyznać, że Lśniąca zachowywała się w takim wypadku bardzo poprawnie, tak jak należy, pozostawała czujna i gotowa na to, co jeszcze może nadejść. Na całe jednak szczęście trafiła na Toń, na całkiem spore dziecko, które jednak umiało sobie samo radzić, znało jakieś ogólne zasady dobrego wychowania i wiedziało, że lepiej czasem mieć paru przyjaciół, niż od razu na każdego rzucać się z pazurami. Dopiero gdyby udowodniła mu, że nie jest nic warta, pewnie kazałby jej jak najprędzej odejść i bratać się z innymi dręczycielami, stręczycielami, mordercami i prawdziwymi wyrzutkami, do których on sam w swoim przekonaniu się nie zaliczał.
Gdyby tylko wiedziała, że ma przed sobą miłośnika natury i wszystkiego tego, co można zaobserwować! Kocur uwielbiał wstawać przed świtem tylko po to, by patrzeć, jak słońce pojawia się na horyzoncie. Leżał wśród wrzosów obserwując ptaki kołujące po niebie, spoglądał w rzekę, by dowiedzieć się, jak pływają ławice, liczył gwiazdy na niebie i ich odbicia w wodzie, słuchał grania świerszczy i szumu liści, gdy zrywał się gwałtowny wiatr. Zachwycał się dokładnie wszystkim i niczym, bo każda, najmniejsza nawet rzecz była w stanie zaprzeć mu dech, gdy tylko dostrzegł jej skrywane piękno. Kochał otaczający go świat w każdej postaci, być może dlatego, że chociaż wyrzucony i zapomniany zdołał przeżyć jako kocię, potem ranny - jako terminator, a teraz wygnany - jako wojownik. Wciąż trwał, tak jak świat, który go karmił, poił, dawał mu schronienie i kołysał do snu, dawał mu wszystko, a on mógł tylko patrzeć na jego piękno.
- Z Klanu Wichru! - rzucił niemalże podskakując w miejscu, jednak Lśnienie prędko podjęła rzucony przez niego wątek, a jemu aż zalśniły ślepia, przez co wyglądał nieco bardziej atrakcyjnie. Cały aż zaczął emanować jakąś radością, wewnętrznym blaskiem, bo ktoś rozumiał jego zachwyty tym, co go otacza. - Gdybyś została ze mną do nocy, moglibyśmy pójść na Dziką Plażę i nieco dalej, wzdłuż wrzosowisk. Wtedy gwiazdy pięknie odbijają się w wodzie, a ona tak cicho i łagodnie obija się o brzeg, można się w niej zanurzyć, a wtedy księżyc płynie po twoim ciele. Posłuchałabyś ze mną świerszczy i pokazałbym ci z daleka Samotną Wierzbę, która wieczorami kołysze się tak tajemniczo na wietrze. Ale oczywiście, tylko jeśli tego chcesz.
Na jej gest dotyczący ryby nachylił się i oderwał sobie całkiem spory kawałek mięsa, które zjadł ze smakiem i oblizał się przymykając ślepia. Ryby tutaj smakowały dokładnie tak samo jak w Klanie Rzeki, a teraz, gdy łowił je tylko dla siebie miał całkiem spory posiłek, którym mógł zapchać się na długi czas. Nawet teraz, dzieląc się brzaną z Lśniącą miał sporo mięsa dla siebie i nie musiał martwić się tym, że będzie później burczało mu w brzuchu, a nawet gdyby tak się stało - umiał znosić i tolerować chwilowy głód, jaki go dopadał. Następnego dnia mógł w końcu zawsze zapolować. Teraz jednak poruszył znowu nieco zabawnie uszami i posłał promienny uśmiech rozmówczyni.
- Nie sądzę, żeby było to trudniejsze od zwykłego polowania, ale dziękuję za uznanie. Jeśli chcesz, to pokażę ci na czym polega ta sztuka - zakomunikował, a gdy spostrzegł, iż stara się dobrze obejrzeć miejsce po jego ogonie uniósł się i bez żadnej krępacji zademonstrował jej sterczącą sierść, która pokrywała resztę ciała, ledwie widoczną, ledwie istniejącą, po czym pokręcił głową. - Ależ nie! Po prostu kiedy polowałem niespodziewanie pojawił się w obozie bóbr i mnie zaatakował. Nikt się go tam nie spodziewał! W końcu miało być tam bezpiecznie, a ten wyskoczył z wody tak niespodziewanie, że ledwie zdołałem wezwać pomocy - wyjaśnił jej całkiem radosnym tonem, ale nieco uniesiona sierść na karku świadczyła o tym, jak się z tym naprawdę czuje, że wspomnienie drapieżnika nadal robi na nim wrażenie. Niestety.
_________________

SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light


  Statystyki - lvl: 6 | S: 9 | Zr: 11 | Sz: 18 | Zm: 14 | HP: 90 | W: 60 | EXP: 90/500
Stat. Med. - lvl:
3 | MED.EXP: 160/300
 
Lśniąca Łapa,
Samotnik
byłam zobaczyłam



Klan:
samotnicy

Księżyce: Piętdziesiąt pięć [Lipiec]
Mistrz: Bezchmurne Niebo | ser Malina
Matka: Bezchmurne Niebo
Ojciec: Krzykliwa Mewa
Ciąża: nie
Multikonta: Mściwy Syk [GK] | Pies [S]
Wysłany: 2018-08-02, 21:50   
   Wygląd: Lśniąca Łapa jest drobną, smukłą i urokliwą kotką. Ma dobrze zadbane, króciutkie, niebiesko-białe futerko, które pachnie słoną morską wodą i wiatrem, a najczęściej zroszone jest kropelkami porannej rosy. Jej ubarwienie składa się z niebieskiej szarości, która bieli ustępuje miejsca na pyszczku, od wysokości czoła po gładkie poliki, prawa łapka na palcach, tylce łapy "skarpety", podgardle oraz brzuch, odrobina na karku oraz na szalenie nakrapianym ogonie. Ogon ten może się poszczycić rekordową długością i właściwościami biczo-podobnymi. Córka Mewy i Nieba jest posiadaczką długich, zgrabnych kończyn, na których porusza się z gracją.. Nie jest jakoś przesadnie wysoka, lecz stanowczo przewyższa większość swoich rówieśników. Najbardziej przyciągającym jest jej chłodny, bladobłękitny wzrok, który od czasu do czasu roztapia swój wewnętrzny lód. Pod oczami, znajduje się mały, cielisty nosek, który jest bardzo czuły.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=160236#160236


Jednak ten entuzjazm jej nie odstraszał.
Wręcz przeciwnie, im więcej szczęścia emitowało od ciała kocura, tym bardziej było ono zasysane przez Lśniącą. Nigdy nie pomyślałaby, że w takim miejscu uda jej się odnaleźć sprzymierzeńca. Na tak obcych ziemiach, które mimo wszystko miały stać się jej nowym domem. Kiedy prowadząc koczowniczy tryb życia nawet nie myślała o tym co zostawia za sobą, dopiero teraz, leżąc i przeżuwając rybie mięso zrozumiała, że nie chciałaby zostawić tego miejsca, swojego domu. Może to rzeczywiście będzie finał jej wędrówki? Klan od zawsze był jej domem. I tym razem nie rozczaruje jej widok pustego obozowiska, nie dość że pozbawionego życia – to jeszcze zawalonego, zniszczonego. W głębi serca liczyła na to, że znów będzie mogła wędrować z chęci, a nie przymusu. Żeby zawsze miała gdzie wrócić. Chociaż teraz przyznałaby szczerze, że ma dość szwendania się po obcym gruncie, po suchej i spękanej ziemi. Jak bardzo chciałaby się poczuć przynależna do Klanu. Jak bardzo pragnęła być w nim chciana.
Raz jeszcze głos Tonącego Słońca wyłowił ją z głębi myśli. Zdawało się, że euforii kocura nie było końca. Nie zrozumiała jego ekscytacji wzbudzonej jej pochodzeniem. Wywnioskowała, że najwyraźniej łączyły go ciepłe wspomnienia z jej klanem. Mimo tego bardziej pobudzony się wydawał, gdy opisała mu nocne niebo odbijające się w tafli wody. Takiej reakcji nie spodziewała się po nikim. Przełknęła prędko ślinę, aby zagasić suchość w gardle, która nagle ją ogarnęła. Komuś jednak zależało. Ktoś jednak widział coś więcej poza czubkiem nosa, ktoś nadal patrzył zachwycony na niebo. Ktoś widział zroszoną trawę o poranku i nie odwracał wzroku, lecz badał pojedyncze krople nawet na własnych wąsach. Dla Lśniącej było to abstrakcyjne uczucie. Jak długo wędrowała spotkała jedynie koty, które pobieżnie zachwycały się wonią kwiatów. Amatorzy! To nic! Nic nie wiedzieli i równie bardzo nic nie widzieli! Ciało kotki zadrżało posyłając dreszcz przez jej grzbiet. Czy rzeczywiście musiała zajść tak daleko, by poznać kota co posiada prawdziwe oczy? Jak niewielu musiało być miłośników natury, amantów piękna. Wypowiedź Toni przelewała się do jej głowy. Zazdrościła mu talentu pisarskiego, obrazowania urody świata. Swoimi zmysłami zdawała się wyczuwać więcej niż inni, odbierać o wiele silniejsze sygnały od świata. Nigdy nie mogła jednak ich przełożyć na słowa. Zresztą. Nie miała komu o tym opowiadać. Jej oczy zrobiły się bardziej okrągłe, a mordka rozluźniła się. Niemalże zaczarowana słowami Tonącego Słońca miauknęła:
- Chcę – być może trochę za cicho. Prędko odchrząknęła i dodała – Z przyjemnością – aby nie zabrzmieć zbyt otępiale. Może odpowiedziała zbyt pochopnie? Czyżby nie spieszyło jej się w odnalezieniu Klanu Wichru? Jednakże niebo powoli czerwieniało zwiastując zbliżającą się noc. Już teraz musiałaby poszukiwać miejsca na nocleg, ale teraz… kiedy jeszcze nie skończyła rozmawiać. Miała okazję zobaczyć nowe rzeczy, nowe zjawiska. Miałaby teraz po prostu uciec? Wykluczone. Obecnie Toń nie zyskałby nic na zaatakowaniu jej. Nie chciał jej wypędzić, a jedyne na czym mu zależało to jej obecność. Nie miała zamiaru mu tego odmawiać. Zamiast tego raz jeszcze zatopiła zęby w podwieczorku.
Ty razem złotooki zaproponował jej naukę łowienia ryb. Zaczęło ją przytłaczać jak wiele kocur był w stanie zaoferować, a ona była wobec tego bierna. Nie wypadało przecież jedynie brać, w zamian trzeba coś ofiarować. Przypomniało jej to, jak ongiś Krzykliwa Mewa u stóp Mknącej Rzeki wspominała coś o pływaniu i łowieniu ryb, jednakże nie doczekały się tego robić razem. Może jeszcze będzie szansa, a przynajmniej żeby raz jeszcze się zobaczyć. – Brzmi wspaniale – zaczęła – Nie miałam wiele spotkań z wodą. W dodatku większość z nich nie była ani trochę przyjemna – dodała z lekkim zmarszczeniem czoła. Faktem było, że wchodzenie do wody nigdy nie było dla niej w żaden sposób rekreacyjne. Owszem, lubiła jej aspekt wizualny, połyskującą taflę, chłodną bryzę, lecz tak właściwie nigdy nie moczyła się w niej dla samej przyjemności. Muszelkowa Wydma mogłaby być wyjątkiem, jednakże nie była to planowana kąpiel. Zdarzało jej się niefortunnie przeskoczyć przez rów: tym samym mocząc sobie w nim tyłek. Nie raz w drodze zaskakiwał ją deszcz, nie ważne jak piękne było to zjawisko, za każdym razem wymuszało na niej postój. Chociaż jeden z incydentów był wyjątkowy: przejeżdżający samochód ochlapał ją kałużą. Nie do pomyślenia.
Najbardziej przejęła ją jednak opowieść o stracie ogona. Nerwowo trzepnęła własnym, wyjątkowo długim biczem. Ciężko byłoby sobie wyobrazić życie bez niego. Ponowna nauka chodzenia, biegania, funkcjonowania. Zwłaszcza, że jej własny ogon był jej… znakiem rozpoznawczym? Cały usiany białymi plamami, jedyny w swoim rodzaju. W dodatku Toń spotkał taki los nie w jakiejś niebezpiecznej krainie, ale we własnym obozie. Ciężko odgadnąć co rzeka przyniesie. Miejsce, które miało być schronem okazało się nieprzewidywalne. W głębi serca współczuła kocurowi, lecz nie miała zamiaru tego okazywać. Spodziewała się, że jej współczucie nic tu nie da, zwłaszcza że rana nie była już świeża. Nurtowała ją jedna rzecz: jak bury poradził sobie z tą stratą. Badawczo spojrzała na jego twarz i mruknęła – Długo musiałeś leżeć w lecznicy? To musiało być dość traumatyczne przeżycie dla kociaka – oh ironio Lśniąca również przeszła przez ciężkie sytuacje w dzieciństwie. Niestety, wyleczenie jej problemów nie wymagało opatrunku z pajęczyny czy maści z liścia.
_________________


There's nothing more cruel than to be loved by everybody
There's nothing more cruel than to be loved by everybody but you
Than to be loved by everybody but you, but you

If I can get my shit together
I'm gonna run away and never see any of you again
Never see any of you again

  Statystyki - lvl: 2 | S: 3 | Zr: 6 | Sz: 8 | Zm: 9 | HP: 65 | W: 45 | EXP: 55/150
 
Tonące Słońce
Samotnik
Under the sea



Klan:
samotnicy

Księżyce: 87 [VII]
Mistrz: Jeżyna
Płeć: kocur
Partner: Lawenda
Multikonta: Sokoli Cień, Racza Sadzawka [KW]; Koziczy Skok [KG]; Lodowy Pył [KC]; Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa [GK] i inni
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2018-08-04, 12:11   
   Wygląd: Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=194574#194574


Lśniąca miała okazję zapoznać się z jego najprawdziwszą i najczystszą stroną, która nie była niczym zmącona, w której nie było chociażby cienia kłamstwa. Nie był tutaj oszustwa, nie było w nim również żadnego gniewu, jakby kocur nauczył się, że to uczucie jest złudne niczym błyszczące na bagnach światełka skłonne sprowadzić cię w najgorsze miejsce, skłonne by pchnąć cię w objęcia śmierci. Pewnie dlatego właśnie entuzjazm wręcz z niego kapał, był pod tym względem niczym prawdziwe słońce, czasem może aż nazbyt gorące, ale tak pełne entuzjazmu, że nie dało się go w ogóle powstrzymać. Znajdował w tym wielką przyjemność, w tym spoglądaniu na przód, w tym życiu w pełni wolno, swobodnie i tak, jak żyć chciał, w zgodzie ze światem, szczęśliwy, że może podziwiać każdy cud natury, szczęśliwym, że może iść na przód słuchając grania świerszczy, jakie umykały spod jego łap. Chciał, by cały świat taki właśnie się stał, by zapomniano o jakiś niemożliwych do spełnienia wymaganiach, by wszystko stało się prostsze, a inni po prostu umieli doceniać różnorodność, nie zaś zasklepiali się w swoich spojrzeniach na świat, w swoim gniewie i okrutnej wręcz zaściankowości i ślepocie.
Jego oczy były stworzone do tego, by widzieć więcej. By dostrzegać pojedyncze źdźbło trawy kołyszące się na wietrze, by wyłapać z błota najmniejszego ślimaka, by dostrzec błysk oszlifowanego szkła na brzegu morza. Wstawał wczas tylko po to właśnie, by patrzeć jak słońce budzi się do życia, kładł się czasami, gdy księżyc zmierzał już na spoczynek, gdyż całą noc ścigał świetliki, gdyż gonił srebrną tarczę po całym jeziorze. Dostrzegał to, co dla innych kotów było całkowicie zakryte, uśmiechał się jedynie, gdy te wzruszały barkami albo wywracały oczami na kolejne jego odkrycia, na opowieści o kluczach ptaków szybujących po wieczornym niebie, na jego zachwyty nad muszlami i kamieniami, na jego uwagi dotyczące rosy osiadłej na wąsach. Miał zupełnie inne spojrzenie na świat, jaki go otaczał, nie bał się z ciekawości polizać Grzmiącej Ścieżki, nie bał się również wspiąć na drzewo, by sprawdzić, czy z jego wysokości będzie mógł zanurzyć łapy w chmurach. Nie stąpał po ziemi, on wędrował ponad nią unosząc się zawsze w jakiś przedziwny sposób, ale nie wszyscy to tolerowali uważając, że jest wręcz śmieszny.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę - powiedział na to, a na koniec niemalże zamruczał jak kociak z zadowolenia, nie było w tym jednak niczego nieprzyjaznego, czy też zbereźnego, w jego słowniku bowiem nie było nawet takiego słowa, nie znał go i nie wiedział do końca, co oznacza. Cieszył się naprawdę, że będzie mógł pokazać Lśniącej te wszystkie cuda, bo z tonu jej głosu i spojrzenia, z jej wypowiedzi wnioskował, że była w stanie zrozumieć jego zachwyty. Tym bardziej postanowił sobie, że zrobi wszystko, by przyjemnie spędziła ten wieczór, a później pozwoli jej się przespać, nim wyruszy ostatecznie w drogę. Nie taką daleką, jak podejrzewał, bo zamierzał przeprowadzić ją przez Grzmiącą Ścieżkę i wskazać dokładnie granice Klanu Wichru, jeśli tylko faktycznie do niego zdążała po księżycach rozłąki. Nie sądził, by znalazła się tutaj w końcu przypadkiem.
- O, to wszystko kwestia tego, jak podchodzić do wody. Ale warto pokonać opory, w Porze Zielonych Liści jest w niej bardzo przyjemnie, a czasami stanowi ona doskonałą osłonę przed przeciwnikiem - wyjaśnił jej spokojnie, jednocześnie uśmiechając się ciepło i kiwając nieco głową, jakby to miało być potwierdzenie jego słów. Zastrzygł lekko uszami, gdy Lśniąca zadała mu kolejne pytanie, ale ponieważ on już zupełnie inaczej podchodził do tej sprawy, uśmiechnął się do niej, a jego ślepia zabłyszczały, on zaś uniósł łeb i spojrzał w stronę nieba, jakby chciał zwrócić się do kogoś, kto się tam znajdował.
- Sądziłem, że umrę, Łosoś nie umiał sobie poradzić z moją raną, tak samo Gwiazda, ale w końcu Szałwia dał radę i przeżyłem, nauczyłem się na nowo chodzić, polować i walczyć, ale przede wszystkim nauczyłem się, że trzeba żyć - odpowiedział na to i spojrzał wprost w jej oczy nie czując żadnego wstydu czy skrępowania, nie było w nim czegoś podobnego. Uśmiechnął się do niej łagodnie, ale też bardzo ciepło. - Nie pozwolili mi odejść, widać miałem dostrzec to, czego inni nie widzą i zrozumieć, że życie jest jedno i trzeba w nim chwycić wszystko, choćby trzeba było wędrować dalej niż do miejsca, gdzie tonie słońce - dodał jeszcze i zamknął na moment oczy głęboko wciągając świeże powietrze, które przyniósł mocniejszy podmuch wiatru wraz z setką różnych zapachów.
_________________

SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light


  Statystyki - lvl: 6 | S: 9 | Zr: 11 | Sz: 18 | Zm: 14 | HP: 90 | W: 60 | EXP: 90/500
Stat. Med. - lvl:
3 | MED.EXP: 160/300
 
Lśniąca Łapa,
Samotnik
byłam zobaczyłam



Klan:
samotnicy

Księżyce: Piętdziesiąt pięć [Lipiec]
Mistrz: Bezchmurne Niebo | ser Malina
Matka: Bezchmurne Niebo
Ojciec: Krzykliwa Mewa
Ciąża: nie
Multikonta: Mściwy Syk [GK] | Pies [S]
Wysłany: 2018-08-09, 15:17   
   Wygląd: Lśniąca Łapa jest drobną, smukłą i urokliwą kotką. Ma dobrze zadbane, króciutkie, niebiesko-białe futerko, które pachnie słoną morską wodą i wiatrem, a najczęściej zroszone jest kropelkami porannej rosy. Jej ubarwienie składa się z niebieskiej szarości, która bieli ustępuje miejsca na pyszczku, od wysokości czoła po gładkie poliki, prawa łapka na palcach, tylce łapy "skarpety", podgardle oraz brzuch, odrobina na karku oraz na szalenie nakrapianym ogonie. Ogon ten może się poszczycić rekordową długością i właściwościami biczo-podobnymi. Córka Mewy i Nieba jest posiadaczką długich, zgrabnych kończyn, na których porusza się z gracją.. Nie jest jakoś przesadnie wysoka, lecz stanowczo przewyższa większość swoich rówieśników. Najbardziej przyciągającym jest jej chłodny, bladobłękitny wzrok, który od czasu do czasu roztapia swój wewnętrzny lód. Pod oczami, znajduje się mały, cielisty nosek, który jest bardzo czuły.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=160236#160236


Nowa wizja wieczoru.
Plan pierwotnie polegał na przywłóczeniu się do jakiejś dziupli i odpoczynku, może nawet zostałaby w pobliżu tych króliczych nor. Oczywiście z początku zakładając, że były opuszczone. Prawdopodobnie nawet nie uraczyłaby się wieczornym polowaniem. Zwłaszcza, że była potwornie przemęczona, co za tym idzie, byłaby niezdatna do łowów. Gdy tylko nastałby wschód słońca, zadbałaby o potrzeby swojego żołądka i … poszłaby w dal. Nie wiadomo jak długo musiałaby błądzić, jak wiele musiałaby ryzykować pytając innych o drogę. Kto wie, może przychylny wicher podsunąłby jej klanową woń? To jedynie domysły – teraz harmonogram zajęć wyglądał inaczej. Z reguły nie przepadała za niespodziankami, ale taki obrót spraw by jak najbardziej korzystny. Takie towarzystwo było jak najbardziej korzystne. Może tego teraz było jej trzeba – chwili oddechu? Może poznanie Tonącego Słońca ty tylko prolog jej powrotu do klanu? Do tego trybu życia. Zdawała sobie sprawę, że porzucenie jej dawnych nawyków będzie konieczne, jeśli tylko zechciałaby powrócić. Nie chodzi tu tylko o schemat polowań, obowiązków, rang, imion, zachowań – to wszystko rzeczywiście było ważne. Jednakże najciężej będzie jej zaufać. Zrozumieć, że (chociaż nie zawsze) będzie musiała mieć nadzieję w kimś innym oprócz siebie. Być zależnym. I nie ważne jak wiele razy wmawiała sobie, że to normalne. Ani trochę nie podobał jej się ten pomysł. Może uda jej się to jakoś pogodzić?
Niepojęte. Co prawda nigdy nie wątpiła w to, że jest całkiem interesującą osobą. Koty różnie reagowały na jej obecność, ale zawsze znalazł się ktoś zaciekawiony jej podróżami. Nie przykuwała sobą wiele uwagi, miasteczka były zabiegane a pustkowia… puste. Lśniąca wygląda na spokojnego kota, który nie budzi żadnego wrażenia swoją aparycją. Także nikt nie obawiał się jej obecności. Udawało jej się prześlizgiwać przez podwórka i posesje bez najmniejszego problemu, nikt się jej nie obawiał. Dlatego też córkę Nieba zastanawiało, co tak zaciekawiło Toń w jej osobie. Najwyraźniej obecność byłej Wichrzaczki sprawiała mu radość. Zawirowała ogonem w powietrzu. Czyżby też był głodny opowieści? Dziejów jej podróży. Dzieci Sroki zawsze chętnie słuchały. Biorąc pod uwagę, że łączy ich zamiłowanie do natury, zapewne chciałby usłyszeć co zobaczyła. A może to bardziej… ona pragnęła mu o tym opowiedzieć? Nie wiadomo czy kiedykolwiek będzie mogła wejść w taką dyskusję z innym kotem. O tym co naprawdę kocha. Dlatego warto by było wyzbyć się tego chłodu, chociaż na chwilę. Na drobną sekundę otworzyć się.
Jej wąsy drgnęły, gdy głos Toni znów uniósł się w powietrzu. Nie miała już wątpliwości co do pochodzenia Słońca. Wiedza kocura zapewniała ją, że jego dawnym domem był Klan Rzeki, chociaż nie wykluczała, że mogła się pomylić. Nie miała zamiaru poruszać tej kwestii i pytać, nie było to na tyle ważne. Zwłaszcza, że mogło to wywołać nieprzyjemne emocje, a skrzywdzenie burego to ostatnie czego teraz chciała. – Hmm – mruknęła przechylając nieznacznie głowę. Wyglądała na pogrążoną w myślach. – To nie łatwe zadanie - delikatnie potarła opuszkami palców muszelkę, która bezpiecznie spoczywała u jej boku. Poczuła jak dawne uczucie wraca. W jej oczach coś zaiskrzyło – Woda to dziki żywioł. Piękny, wdzięczny, ale wydaje się taki nieobliczalny. Trudno mi jest zaufać czemuś, czego nie rozumiem – odparła bez grama wstydu. Wierzyła, że przyznanie się do braku wiedzy jest jedynie pierwszym krokiem do jej pozyskania – Widzisz, nie ważne pod jaką postacią: zarówno śnieżyca, mżawka, potok czy leniwa rzeka to nadal woda, chociaż o innej naturze – podczas swojej wypowiedzi podniosła się do pozycji siedzącej. Uprzednio (jak to koty mają w zwyczaju) przeciągnęła się z cichym pomrukiem. Nie wypadało przecież dyskutować leżąc na ziemi. – Ciekawi mnie – wbiła oczy w Toń, gdy już usiadła. Skierowała błękitno-białą mordkę prosto w niego – potrafisz przewidzieć nurt wody? Słyszałam, że on może się gwałtownie zmieniać. – Błękitne oczy były głodne odpowiedzi, jednakże kocica trzymała resztę emocji na wodzy. Typowy dla niej, wręcz naukowy ton głosu był wyraźnie słyszalny. Dla własnego komfortu owinęła długi ogon wokół łap i drobnej muszelki. Odzyskała część siły w łapach. Nadal odczuwała bolesne skutki podróży, jednakże obecnie były w miarę znośne. Nie musiała już się martwić, że w pewnej chwili odmówią posłuszeństwa.
Inna kwestia ją teraz zastanowiła. Wysłuchiwała samotnika z dozą zdumienia. Był niesamowicie spokojny. Najwyraźniej minęło już wiele czasu, rany nie były na tyle świeże, aby przypominać o tragedii, którą szczęśliwie ominął. To podejście wydawało się jej aż nadto znajome, ale jednak… Sama zdążyła już pogodzić się z życiem, jego okrucieństwem, mimo tego w głębi serca nigdy nie zapomniała. Kiedy nie rozdrapuje się starych blizn, nie ma powodu do płaczu. Tak więc robiła, godziła się z faktem dokonanym. Ale Toń potrafił na głos przywołać to zdarzenie i nawet nie mrugnąć. Lśniąca nie wiedziała czy kiedykolwiek będzie w stanie wymówić na głos to jedno imię, które tak dawno jej odebrano. I nikt nie wyjaśnił: dlaczego? Nie chciała jednak skupiać uwagi na sobie, gdyż była bardziej ciekawa przeżyć samca. Toteż słysząc co miał do powiedzenia, wstrzymała oddech. Przygryzła język w ustach, jednocześnie nie zmieniając ekspresji twarzy. Pomyśleć, że w jednej chwili, będąc tak młodym można prędko stracić życie. Toń okazał się być bardzo wytrwały w czasie próby. Klan również zachował się odpowiedzialnie nie poddając się, utrzymując go przy życiu. Jej uszy wychwyciły również dawne imię, nie była pewna czy dobrze łączy fakty. Tak właściwie to nie mówiło jej ono wiele, chociaż gdy tak się zastanowić, kojarzyło jej się ze starą wichrową lecznicą. Sucha ściółka, przenikający półmrok, para zimnych ślepi wpatrująca się w inne – zielone. Zapomnienie. Cóż za ironia wręcz, że nie mogła go sobie przypomnieć. Spotkali się raz, ale pamięć o rozkosznych zapachach ziół wydawała się utrzymać to wspomnienie.
- To piękna historia – przyznała szczerze – dziękuję, że podzieliłeś się nią ze mną - „życie jest jedno i trzeba w nim chwycić wszystko, choćby trzeba było wędrować dalej niż do miejsca, gdzie tonie słońce”. Wydała z siebie krótki, cichy śmiech jednocześnie zamykając oczy. Wypuściła ciężko powietrze nosem i dodała – Wyobraź sobie, że musiałam spędzić wiele księżyców poza domem, żeby to sobie uświadomić. Niesamowite jak uparty potrafi być umysł, jak wiele trzeba przejść żeby zrozumieć te najprostsze rzeczy. – powiedziała bez wchodzenia w szczegóły. To nie mógł być przypadek, że spotkali się akurat u schyłku jej podróży. Tak jakby Toń miał podsumować dla niej wszystko, czego się nauczyła. Wróciła jednak myślami do dymnego kocura o wiecznie smutnej mordce. Zapewne on wpłynął na pozytywną opinię Toni na temat Wichru. Toteż wolała się upewnić.
- Szałwia… czy pochodzi on z Klanu Wichru? – chwyciła się tego pytania niczym tonący człowiek tratwy. Każdy strzępek wspomnień, każdy fragment jej starego życia wydawał się bezcenny. Nie ważne że nie miał tak naprawdę wiele wspólnego ze Lśniącą Łapą. Zapomnienie był kawałkiem jej historii dzieciństwa. Nie ważne jak drobnym – dawał jej nadzieję, że nie tak dużo się zmieniło bez niej.
_________________


There's nothing more cruel than to be loved by everybody
There's nothing more cruel than to be loved by everybody but you
Than to be loved by everybody but you, but you

If I can get my shit together
I'm gonna run away and never see any of you again
Never see any of you again

  Statystyki - lvl: 2 | S: 3 | Zr: 6 | Sz: 8 | Zm: 9 | HP: 65 | W: 45 | EXP: 55/150
 
Tonące Słońce
Samotnik
Under the sea



Klan:
samotnicy

Księżyce: 87 [VII]
Mistrz: Jeżyna
Płeć: kocur
Partner: Lawenda
Multikonta: Sokoli Cień, Racza Sadzawka [KW]; Koziczy Skok [KG]; Lodowy Pył [KC]; Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa [GK] i inni
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2018-08-09, 20:31   
   Wygląd: Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=194574#194574


Gdybyś była ciekawa, jaki głos ma Toń: https://youtu.be/XMV3h9F6jq4?t=103 i https://youtu.be/smCSnDvliSU?t=82

Toń wychodził z założenia, że Lśniąca powinna odpocząć ten jeden wieczór, najeść się, zająć umysł czymś przyjemnym, czymś co sprawiało jej przyjemność, a nie wieczną wędrówką, która przecież i tak miała się zaraz zakończyć. Chciał dać jej gwiazdkę z nieba, skoro zdecydowała się z nim zostać, podziwiać to wszystko, czego nie widzieli inni. Był pewien, że ona również dostrzeże nartniki sunące po powierzchni wody, że znajdzie cień ryby, która przemknie gdzieś blisko i może nawet dostrzeże tor gwiazdy, która będzie opadała na ziemię, ażby wstąpić w czyjeś sny, by podnieść kogoś na duchu. A może będą świadkami narodzin następnej gwiazdy, która tej nocy powędruje na Srebrną Skórkę, by od tej pory roztaczać nad nimi swoje opiekuńcze skrzydła? Mimo że nie należał już do Klanu, był przekonany, że przodkowie nadal ku niemu spoglądają, w końcu nie dopuścił się żadnego haniebnego gwałtu, a poza tym uważał, że tak naprawdę te koty muszą mieć wielkie, wspaniałe serca, więc nawet jeśli nieco zboczy się z drogi, mogą ją rozświetlić niezapomnianym blaskiem, byś się więcej nie zagubił. Być może był marzycielem również w tym względzie, być może pozwalał sobie na zbyt wielkie uniesienia, ale nie umiał spojrzeć na to inaczej. Tak czy inaczej miał wrażenie, że w towarzystwie Lśniącej zobaczy tej nocy coś niezwykłego, czego nie miał jeszcze okazji podziwiać. Potem zaś pokaże jej księżyc pływający w jeziorze, pokaże jej, jak próbuje go złapać. Był również przekonany, że właśnie takie zajęcia pozwolą jej odpocząć i ze świeżym umysłem przekroczyć następnego dnia Grzmiącą Ścieżkę, a następnie stanąć na granicy swego Klanu, za którym krył się dom.
Oczywiście, że był ciekawy! Gdyby tylko zechciała, mogłaby mu opowiedzieć o wszystkim, co widziała, a on z całą pewnością słuchałby jej z wypiekami na pysku, zaś jego ślepia lśniłyby co najmniej jak dwie gwiazdy opadłe z dalekiego nieba. Mimowolnie spojrzał w stronę muszelki, którą ta trzymała wciąż tak blisko i uśmiechnął się nostalgicznie wciągając głęboko powietrze, jakby zakładał, że zapach Wielkiej Słonej Wody za moment połaskocze go w nos, a całe jego ciało aż zadrżało. Zdawał się pytać, czy to pamięta. I co jeszcze widziała na swej drodze, czy spotkała Klany Ryb, czy może dotknęła łapą chmur, czy znalazła się na dnie oceanu albo przepłynęła na jego drugą stronę. Był niespokojnym duchem spragnionym każdej takiej historii, sam zresztą żeglował pod wiatrami podobnych, był niczym Sindbad Żeglarz i coraz bardziej było to po nim widać. Wędrował na razie wzdłuż granic, ale chciał zobaczyć to, co się tam kryło. A pewnego dnia może pójdzie zobaczyć co jest za Borsuczymi Pagórkami. By wrócić tutaj z niezmierzonymi skarbami.
- Woda jest taka, jak my. Niestała! Wciąż wędruje i się zmienia, unosi się gdzieś w dal, a ty nie możesz za nią nadążyć. Ale czy tak naprawdę nie czujesz, że ty też taka jesteś? Gdzieś w głębi. jak fale na Wielkiej Słonej Wodzie. Jeśli poczujesz jej rytm, jej oddech i nie pozwolisz sobie na strach, możesz wędrować wraz z nią, nie jak bezwolne liście i patyki, ale jak jeden z prądów - odpowiedział na to, a jego ślepia znowu zajaśniały, jakby opowiadał jej o jakimś cudzie, zdawało się nawet, że jest w stanie zamruczeć z zadowolenia. - Nie przepadam za śniegiem, bo w Porze Nagich Drzew ledwo przeżyłem, ale to nie znaczy, że nie umiem docenić niezwykłości każdego z płatków. Jeśli to poznasz, tak naprawdę, to przestaje być straszne.
Spojrzał wprost w jej oczy. Bez skrępowania, wykręcania się, jego wejrzenie było jasne i pewne, nie kryło się w nim ani zło, ani zawiść, żaden chochlik nie mieszkał za tymi nieco złocistymi tarczami. Był ufny, ale i całkowicie swobodny, nie krył się po kątach, nie robił niczego podobnego. Trudno byłoby jednak powiedzieć, że kierował się jakąś przesadną dumą czy miłością własną, wyglądało to nieco tak,jakby ich nie posiadał, a może o nich całkiem zapomniał. Uśmiechnął się z cieniem niedowierzania, gdy zadała mu kolejne pytanie i niepewnie pokręcił głową.
- Nie, zdaje się, że nie kryją się we mnie takie cudowności. Czasami jednak jesteś w stanie wyczuć to odpowiednio wcześniej... Gdy wdziera się gdzieś chłodniejsza woda, chociażby, ale trudno mi to wyjaśnić, skoro nigdy nie pływałaś - przyznał z całkowicie rozbrajającą szczerością, gdyż nie miał co przed nią ukrywać i nawet nie zamierzał tego robić. Właściwie daleki był od ukrywania swych myśli, inna sprawa, że w większości przypadków dało się z niego czytać jak z otwartej księgi, nie było w nim chociażby cienia jakiegoś kłamstwa. Nie mógłby być przebiegłym złodziejem, bo natychmiast przejrzano by pewnie jego zamiary. Uczucia malowały prawdziwe pejzaże na jego pyszczku, choć czasem zdarzało mu się skryć je pod zwyczajną uprzejmością. Teraz jednak, w rozmowie z Lśniącą, był wyraźnie poruszony i grał niemalże całym sobą.
Jedynie uniesione nieznacznie futro na karku świadczyło o tym, jak trudny był dla niego ten czas, jak wielkie znaczenie miała tamta historia i jak wiele musiał wycierpieć zanim stanął na łapach. Nie mógł jednak wiecznie się w niej pogrążać, nie mógł się w niej nurzać jak w smole, która tylko by go zatrzymywała. Stanął wtedy pyskiem w pysk z Gwiezdnymi, wiedział o tym, chociaż żaden z nich nigdy nie rozmawiał z nim tak prawdziwie, czuł jednak ich obecność. Zdecydowali najwyraźniej, że to nie jego czas, a on odszedł na ziemię, zachłysnął się życiem i czerpał z niego teraz tak wiele, jak umiał. Co z tego, że nie posiadał ogona? Nauczył się biec szybko. Co z tego, że wyrzucono go z Klanu? Nadal mógł być dobry i uprzejmy dla innych. Co z tego, że był samotny? Mógł pójść żebrać o rozmowę koty z Klanów. W jego odczuciu nie istniała sytuacja bez wyjścia, zawsze dało się znaleźć chociażby marny prześwit, którym mógł się wymknąć. Ból jedynie go umocnił, zbudował mu fundamenty trwalsze niż ze spiżu i pchnął go w górę, niby strzelistą wieżę, która wciąż i wciąż zbliżała się do nieba szukając odpowiedzi na swoje pytania.
- Ale odnalazłaś się, a czy nie to jest najważniejsze? Może przede mną też jeszcze wielka historia i wielka wędrówka? Kto wie, co przyniesie mi wiatr wraz z Porą Nagich Drzew? Przecież nie wiem jeszcze, czy to życie, które mam, jest tym, które miałem mieć. Trzeba w nim jednak szukać drogi, która jest naszą własną. I ty nią przyszłaś! Jesteś tutaj i już wkrótce wrócisz do domu, jestem pewien - powiedział na to, a jego ślepia niemalże krzesały w tym momencie iskry. Sam był taką iskrą. Nieposkromioną, niezatrzymaną, nie mogącą ustać w miejscu, nic więc dziwnego, że nachylił się nieco ku Lśniącej patrząc wprost w jej oczy, zanim ta jeszcze zdążyła się ponownie odezwać. - Podzieliłem się z tobą jedną historią, teraz ty podziel się ze mną opowieścią o muszli. Wtedy znowu coś ci opowiem - dodał spokojnie, chociaż było w tym również coś z zaczepiania, o jakim Toń tak naprawdę nie miał pojęcia. Chciał z nią rozmawiać tak długo, jak będzie miała siłę, chociaż przecież zdawał sobie sprawę z tego, że słońce faktycznie opadało coraz niżej. Wiedział jednak, kiedy mniej więcej wyruszyć na Dziką Plażę, by pokazać jej lśnienie na wodzie, by ukazać jej w pełni tonące słońce, choć nie tak imponujące, jak na ich dawnych ziemiach, ale mimo wszystko wciąż czarowne. Będą mogli zaczekać na pierwsze gwiazdy, będą patrzeć na księżyc wyłaniający się z mroku. Najpierw jednak postanowił odpowiedzieć na jej pytanie, gdyż nie wypadało jej tak porzucać z niewiedzą i niepewnością.
- Ależ tak, był wtedy terminatorem medyka i opatrzył wspaniale moje rany. Teraz jest już medykiem w Klanie Wichru - dodał w formie wyjaśnienia posyłając jej nieco jakby nostalgiczny uśmiech, jakby wrócił na chwilę do czasu, gdy miał może osiem księżyców i walczył o każdy kolejny dzień, następne tchnienie i następny wschód słońca. Jak wiele zatem przetrwał...
_________________

SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light


  Statystyki - lvl: 6 | S: 9 | Zr: 11 | Sz: 18 | Zm: 14 | HP: 90 | W: 60 | EXP: 90/500
Stat. Med. - lvl:
3 | MED.EXP: 160/300
 
Lśniąca Łapa,
Samotnik
byłam zobaczyłam



Klan:
samotnicy

Księżyce: Piętdziesiąt pięć [Lipiec]
Mistrz: Bezchmurne Niebo | ser Malina
Matka: Bezchmurne Niebo
Ojciec: Krzykliwa Mewa
Ciąża: nie
Multikonta: Mściwy Syk [GK] | Pies [S]
Wysłany: 2018-08-15, 22:30   
   Wygląd: Lśniąca Łapa jest drobną, smukłą i urokliwą kotką. Ma dobrze zadbane, króciutkie, niebiesko-białe futerko, które pachnie słoną morską wodą i wiatrem, a najczęściej zroszone jest kropelkami porannej rosy. Jej ubarwienie składa się z niebieskiej szarości, która bieli ustępuje miejsca na pyszczku, od wysokości czoła po gładkie poliki, prawa łapka na palcach, tylce łapy "skarpety", podgardle oraz brzuch, odrobina na karku oraz na szalenie nakrapianym ogonie. Ogon ten może się poszczycić rekordową długością i właściwościami biczo-podobnymi. Córka Mewy i Nieba jest posiadaczką długich, zgrabnych kończyn, na których porusza się z gracją.. Nie jest jakoś przesadnie wysoka, lecz stanowczo przewyższa większość swoich rówieśników. Najbardziej przyciągającym jest jej chłodny, bladobłękitny wzrok, który od czasu do czasu roztapia swój wewnętrzny lód. Pod oczami, znajduje się mały, cielisty nosek, który jest bardzo czuły.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=160236#160236


A Toń nadal zadziwiał.
Kiedy myślała, że już usłyszała wszystko o pasji kocura, to ten znów przypominał jak wielkie jest jego serce. Nie wiedziała jak dokładnie dobierał słowa, ale gdy go słuchała była zdumiona. Kwieciste obrazy wylewały się z jego ust i koteczka nie mogła się powstrzymać: wszystkie na baczność stawały przed jej oczami. Z tego właśnie powodu przeszła przez nią cicha myśl. Jak wiele rzeczy dokładnie widział bury? Szybko jednak wyrzuciła ten tok myśli z głowy, aby zastąpić go następnym – poprawniejszym. Jak dużo doświadczył? Incydent z bobrem zaliczał się jak najbardziej do ważnych przeżyć, jednakże czy Słońce od zawsze był tak elokwentny? Dotąd było jej dane usłyszeć jedynie poezję podwórkową, toteż taka konwersacja była wyjątkowo odświeżająca.
Sceptyczny wyraz powoli opuszczał jej pyszczek. Tak jakby Tonące Słońce wiedział jakie nuty trzeba zagrać, aby każdą sprawę przestawić w ciepłym świetle. Sama nazwa Wielkiej Słonej Wody nie wydawała się już odległa jak kiedyś. Teraz nabierała innego znaczenia. Tajemnicy, wewnętrznej historii, którą znają tylko ci, którzy morze widzieli na własne oczy. Koniec końców wzięła głęboki oddech i spojrzała w bok. Wyglądała na pogrążoną w zadumie, jednak… skoro miała mieć obok siebie ratownika (to nic że nowo poznanego, jesteśmy już w tym za głęboko na podejrzliwości!), to prawdopodobnie nie było już powodu do wątpliwości. Gdy wysłuchała co miał do powiedzenia w sprawie wody, westchnęła. Z twarzy zniknęło zmieszanie, aby na jego miejsce wkroczył delikatny uśmiech.
- Dobrze – mruknęła – szkoda mi odmówić nowego doświadczenia. Kto wie? Może jeszcze tej nocy będę pływać jak rybka? – powiedziała ironicznie, chociaż w jej głosie słychać było odrobinę nadziei. „Byle nie pod wodą” – dodała w myślach. Skoro pływanie opierało się również na wyczuciu, na swoistym pojednaniu z rzeką, to może miała szansę? Brzmiało to jak idealny plan rekreacyjny. Nie mniej jednak nie chciała robić sobie zbyt dużo chęci, aby tylko się nie rozczarować przy pierwszej porażce. Była odrobinę zawiedziona, wbrew logice, że były Rzeczniak nie posiadał nadprzyrodzonych umiejętności władzy nad wodą. Mimo tego w jej oczach nadal posiadał status „maga”, który tajemniczo potrafi unosić się na wodzie. Niedługo jednak to zjawisko przestanie być „magiczne”. Tak niestety już jest ze sztuczkami czarodzieja, że gdy tylko je zrozumiesz, już na zawsze stracą czar. Była to cena, którą Lśniąca Łapa zawsze była w stanie zapłacić. To bowiem przekładała zawsze nad dziecinną radość. Wybadanie i pojęcie świata wokół niej zawsze było priorytetem. Bardziej czarujące od wszystkich zaklęć były uszy Toni, które z każdą jego wyraźniejszą ekspresją potrząsały gęstymi włoskami. Nie ważne jak jego postać wydawała się niepozorna: ciepła, radosna – z jego pyszczka wydobywały się prawdy życiowe. Takie, których nie spodziewałaby się usłyszeć w takim miejscu, o takiej porze. Jakby kocur rzeczywiście został jej zesłany, jako podsumowanie jej wędrówki. Normalnie przyjęłaby to wszystko milczeniem. To taki niemy pakt, układ, który daje do zrozumienia jak głęboko wszystko do niej dotarło. Nie tym razem. Chciała uchylić rąbka swojego serca. Być może już nigdy nie zobaczy ten wesołej mordki? Być może to jedyna szansa by wylać trochę strachu, nie ważne jak brudnego, który gnieździł się w jej klatce piersiowej od dawna.
- Jestem wdzięczna – przyznała się – wdzięczna, że zamiast gnić w tej.. tej powłoce – na błękitno-białej mordce pojawił się wstręt – tym bezsilnym stanie. Gdzie dzień i noc zlewały się w jedno. Gdzie żałoba zmieniała się w egoizm, podłe samolubstwo – jej oczy, przed chwilą spokojnie, znów pokryły się lodem. Czasem zastanawia się nad tym, gdy leży przed snem, gdy wpatruje się we własne, wędrujące łapy. Czy gdyby wtedy nie wyruszyła w podróż, nie opuściła klanu. Czy gdyby pozostała, to czy pewnego dnia nie pogrążyłaby się w złości kompletnie? Czy nie doprowadziłoby to samodestrukcji? Do destrukcji bliskich wokół niej? Nigdy nie chciała nikogo zawieść. Ale w chwili, gdy na każdym kroku zawodzisz samego siebie… wszystko okazuje się jasne. – Że zamiast tego raz podjęłam decyzję tak szaloną, że musiała zadziałać. Wyruszyłam w podróż życia. – zaśmiała się krótko pod nosem – Jest wiele rzeczy, których żałuję. Jednak z czasem dowiadujesz się, że gdyby nie te drobne porażki, nie byłbyś tak silny jak jesteś teraz – lód zaczął topnieć i wzrok Lśniącej, który przed chwilą dziko skakał po krajobrazie teraz spoczął na oczach samca. Taka była prawda. Marzenia małego odkrywcy spowił cień bólu. Raz skrzywdzona dusz nie mogła już nigdy zaakceptować prawdy. Zgorzkniała postać zamykała się w sobie, aby kłębić gniew. To wszystko był zaledwie mechanizm samoobrony. Bardzo koślawy, niejasny, ale jedyny w jak koteczka była uzbrojona. Nie ważne jak długo marzenie o podróżach nęciło córkę Mewy. NIGDY nie stało by się jawą, gdyby nie jej nagła decyzja.
- Do domu – zamruczała cicho tak, jakby wcześniej nie słyszała tego słowa. Jej łapka wygładziła brzeg różowej muszli. – Nie jestem już niczego pewna. Jestem świadoma zmian: zawsze są nieuniknione. Mimo to głupio liczę, że tak naprawdę nic się nie zmieniło – wyznała, po chwili przybierając bardziej pewny siebie wygląd – Wyrosłam z uciekania przed problemami. Jeśli Wicher nadal jest taki jakim go pamiętam, to być może niepotrzebnie się zamartwiam – zmrużyła brwi – jeśli jednak nie… - jej twarz skamieniała na chwilę, aby po chwili się rozluźnić – być może znajdzie się jeszcze kilka miejsc, które mogłabym zwiedzić – Na jej twarz zawędrował smutny uśmiech. Mimo tego wiedziała, że to nie koniec świata. Życie nie skończy się na tej jednej chwili, czy miałaby ona być szczęśliwą czy smutną.
Toteż był to niejasny wstęp do jej opowieści. Jej oczy otworzyły się szerzej, aby zabłyszczeć w wolno gasnącym słońcu. Uczucie dumy zastąpiło niepokój. Toń był przejęty jej osobą, toteż jako dobry podróżnik, musiała się prawidłowo zaprezentować. Bardzo spodobało jej się takie rozwiązanie. Handel opowieści. Odchrząknęła i jednym zgrabnym ruchem obróciła muszelkę w stronę Toni, aby wcześniej skryta, teraz mogła zostać dokładnie obejrzana. Miała przeciętny kształt muszli. Jakby żłobione fale układające się w półkolisty grzebień. Jej tekstura wyraźnie gładzona wodą morską. Bardziej czuły na zapach osobnik mógłby się również doszukać woni morskiej. Miała barwę zarówno bieli jak i różu, który niczym gradient rozciągał się na całej powierzchni. Potwierdzenie jej domysłów o Szałwii teraz zostało tylko w jej podświadomości. Miedzy dwoma samotnikami pozostawała wisząca w powietrzu tajemnica, którą kocica podsycała wydłużającą się ciszą.
- Czy spotkałeś kiedyś dwunoga?
_________________


There's nothing more cruel than to be loved by everybody
There's nothing more cruel than to be loved by everybody but you
Than to be loved by everybody but you, but you

If I can get my shit together
I'm gonna run away and never see any of you again
Never see any of you again

  Statystyki - lvl: 2 | S: 3 | Zr: 6 | Sz: 8 | Zm: 9 | HP: 65 | W: 45 | EXP: 55/150
 
Tonące Słońce
Samotnik
Under the sea



Klan:
samotnicy

Księżyce: 87 [VII]
Mistrz: Jeżyna
Płeć: kocur
Partner: Lawenda
Multikonta: Sokoli Cień, Racza Sadzawka [KW]; Koziczy Skok [KG]; Lodowy Pył [KC]; Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa [GK] i inni
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2018-08-16, 16:24   
   Wygląd: Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=194574#194574


Właściwie można powiedzieć, że Toń nie dobierał w żaden sposób swoich słów, nie łączył ich, nie tworzył wcześniej jakiś zawiłych zdań w głowie, właściwie paplał co mu ślina przynosiła na język, a ponieważ cały był nieco lekki, nieco nieważki i chodził zawsze ponad ziemią, to nie było to w jego przypadku niczym dziwnym. Był swoistym marzycielem, który nie miał zbyt wielkiej potrzeby dotykania ziemi, nie czuł się z nią związany, nie czuł, że musi się jej jakoś oddawać czy podporządkowywać, potrafił wędrować własną drogą, we własną stronę pamiętając o tym, żeby było mu ciepło, nie chciało mu się pić i jeść, ale poza tym szukał gwiazd na dnie jeziora i słońca za ostatnim wzgórzem. Żył tym, co podpowiadała mu wyobraźnia, bardzo często nie zatrzymywał się w miejscu, jakby nie miało to dla niego znaczenia. Gdyby był człowiekiem, być może zostałby żeglarzem i pisarzem, zwiedzałby odległe zakątki świata, relacjonował to wszystko w niesamowitych opowieściach i żył na skrzydłach losu. Był jednak kotem i niektóre jego działania były całkowicie ograniczone, nie mógł zobaczyć ziemi z lotu ptaka, nie mógł wspiąć się na najwyższe wieże, nie wiedział jak daleko musiałby wędrować, by w końcu dotrzeć do gór. Cieszył się jednak tym, co miał i tymi wszystkimi domysłami, jakie nie gasły w jego wyobraźni i w jego sercu. Był, jeśli tak można powiedzieć, cały w sobie swoistym poematem. Albo nigdy nie stracił dziecięcego ducha, który wiecznie niósł go na przód.
- Jeśli tak, to zawstydzisz każdego kota, który uważa się w tej dziedzinie za prawdziwego mistrza - powiedział na to, a jego ślepia znowu błysnęły. Uśmiechnął się do niej i skinął lekko głową na znak, że spokojnie, będzie przy niej, kiedy będzie próbowała wejść do wody. To nie były żadne magiczne sztuczki i oczywiście, gdy już wiedziało się na czym polega pływanie to swoisty czar pryskał, ale można i należało szukać go dalej, głębiej, w tej wodzie, która cię opływała, w ściganiu świateł na jej powierzchni, w obserwowaniu ryb, które nagle uciekały na bok, gdy zorientowały się, że mkniesz w ich stronę. Sama zdolność pływacka przestawała mieć znaczenie, nie była cudowną iluzją, ale to cię potem otaczało było nią z całą pewnością, co do tego nie można było mieć wątpliwości.
- Złamanie samego siebie jest zawsze najtrudniejsze. Mnie było łatwo płakać i cierpieć, patrzeć na to, że nie mam już sił. Tylko robiło się coraz duszniej i ciemniej, a ja nie lubię mroku, takiego nieprzeniknionego i nieposkromionego - powiedział na jej kolejne słowa kiwając z namysłem głową i przypominając sobie te wschody słońca, które spędził leżąc w lecznicy i czekając na śmierć, myśląc o tym, że bez ogona nic nie zrobi, aż w końcu do jego świadomości przedarła się ta jedna, prosta iskra, która roznieciła wielki płomień zmuszając go do tego, by poszedł na przód. Nie po to się urodził, przeżył w kartonie, odchował się i nauczył jakoś stawiać kroki, by poddawać się, gdy jego ciało zostało zranione, a inni walczyli, by pokonało ranę, chorobę i ból. Skoro inni włożyli tak wiele sił w to, by go podtrzymać, nie mógł upaść. Jednak, tak samo jak Lśniąca, musiał do pewnych wniosków dojść przemierzając coś, co można by górnolotnie nazwać nawet Ciemnym Lasem. Dlatego dość dobrze rozumiał kotkę i spokojnie kiwał głową, gdy ta mówiła.
- Nie wiem, jaki był ani jaki jest Klan Wichru, więc w tym względzie ci nie pomogę, ale wierzę, że trzeba spróbować. Jeśli tego nie zrobisz, zawsze będziesz się zastanawiała, czy tutaj, teraz, nie było końca twojej wędrówki - zakomunikował po chwili namysłu unosząc nieco łeb, ale kiedy Lśniąca odsłoniła muszlę, pochylił się nieco w jej stronę. Poruszył nosem mając wrażenie, że unosi się na niej nadal słony zapach tej Wielkiej Wody. Była inna niż ta, jaką dostał od Perły, ale podobna do paru, które widział na plaży. Niosła w sobie wiele wspomnień i wielką nostalgię, nie była jednak czymś, co wręcz wyrywało mu serce. Uśmiechnął się jednak nieco smutno na wspomnienie dawnych ziem, zastrzygł uszami na pytanie kocicy, a jego oczy zajaśniały rozbawione.
- Czemu ją tutaj przyniosłaś? - zapytał trzymając ją przez dłuższą chwilę w napięciu, kiedy nie udzielał odpowiedzi na postawione przez nią pytanie, aż w końcu skinął łbem. - Urodziłem się w gnieździe jednego z nich.
_________________

SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light


  Statystyki - lvl: 6 | S: 9 | Zr: 11 | Sz: 18 | Zm: 14 | HP: 90 | W: 60 | EXP: 90/500
Stat. Med. - lvl:
3 | MED.EXP: 160/300
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme Saphic 1.2 created by Sopel & Sklep internetowy | Modified by Foka







Fort Florence











Bleach OtherWorld

SnM: Naruto PBF





Smocze RPG - Smoki Wolnych Stad

HogwartDream



amaimon

vampire-knight

the-avengers