Poprzedni temat «» Następny temat
Szare Brzozy
Autor Wiadomość
Świetlistooki
Gwiezdny



Klan:
gwiezdni

Księżyce: Więcej niż gwiazd na Srebrnej Skórze
Płeć: kocur
Wysłany: 2018-04-01, 02:35   Szare Brzozy
   Wygląd: Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.


Pojedynczy rząd wysokich, smukłych brzóz stoi od wielu, wielu księżyców w tym miejscu, oddzielając tereny przejęte przez Klan Rzeki od smrodu i ryku potworów dobiegających od Grzmiącej Ścieżki. Ich liście są drobne, nieco poszarzałe, jednak drzewa trzymają się dzielnie. I tak nie mają wyboru.
_________________
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc, ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
 
 
Echo.
Zmarły
wanderlust


Klan:
rzeka

Księżyce: 28 [czerwiec]
Mistrz: Wronie Pióro
Płeć: kocur
Matka: Chabrowy Pąk
Ojciec: Szemrzący Potok
Multikonta: Zajęczy Sus (KW), Łania Łapa (KG), Szerszeniowy Jad (GK)
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2018-04-07, 16:45   
   Wygląd: Wysoki, długołapy, proporcjonalny kocur o długim, jasnoszarym futrze, które jest pokryte gęstymi ciemniejszymi zawijasami. Na mordce, szyi, podgardlu, podbrzuszu, przednich stopach i tylnych łapach znajdują się białe znaczenia. Na świat spogląda dużymi, złotymi oczami.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=5286


Nie chciał zbliżać się zanadto do terenów klanu Rzeki. Nie był w stanie przewidzieć, jak potraktują go ci idioci, gdy oznajmi patrolowi, że chciałby się zobaczyć z Chabrowym Pąkiem i czy bardzo proszę możecie ją tu zawołać. Przegonią go? A może ROZSZARPIĄ NA STRZĘPY? Może tak teraz traktuje się wszystkich, nie tylko wygnańców z Rzeki? Jednak… wypadałoby się spotkać z matką. A i będzie przechodził niedaleko, dlaczego by więc nie poczekać? To nie tak, że gdzieś mu się spieszyło, prawda? Zmarszczył nos i przykucnął na skraju Grzmiącej Ścieżki. Chciał wrócić na drugą jej stronę ze swojej wycieczki wokół Topiołek. Tereny te były piękne, ciekawe, z pewnością nie odkrył nawet połowy interesujących miejsc, jednak nie czuł, by tam było jego miejsce, jego własny rewir. Podejrzewał, że prędzej coś takiego znajdzie w pobliżu terenów klanu Cienia. Ewentualnie… kusiła go nieco perspektywa zamieszkania przy osiedlu dwunogów, jednak podczas wędrówki na nowe ziemie trochę zobaczył i nie był taki pewien, czy na pewno by tam chciał żyć. W przypadku klanowych kotów przynajmniej mniej więcej wiedział, czego się spodziewać, a jeśli chodziło o same miasto i żyjące tam koty… no, niezbyt.
Żaden potwór się nie zbliżał, dlatego szary kocur wyprostował się i ruszył – nie swoim zwyczajnym, wolnym krokiem, nawet nie truchcikiem, a biegiem. Nie ryzykował niepotrzebnie, że nagle jednak pojawi się potwór, a wtedy skończy jak te koty z klanu Gromu, które straciły życie po drodze. Rowy były chyba najgorszą częścią przepraw przez tę Grzmiącą Ścieżkę, dlatego z rezygnacją stwierdził, że nie ma zamiaru zbyt często udawać się na drugą stronę. Trzeba było się WSPINAĆ. To było MĘCZĄCE. Bardziej męczące niż bieg przez ulicę, serio. Wyłonił się w końcu i stanął pomiędzy brzozami, nieopodal granicy. Mógł zobaczyć nieckę, pojedyncze drzewa, gładką trawę poprzerywaną krecimi kopcami… Nie wiedział do końca, jakie były tereny klanu Rzeki, jak się nazywają. Nie zapamiętywał tego, bo nie potrzebował tego na przyszłość. Usiadł jednak przy granicy, czekając na patrol. Lub po prostu jakiegokolwiek kota z Rzeki.

/ Chaber
  Statystyki - lvl: 3 | S: 10 | Zr: 11 | Sz: 6 | Zm: 5 | HP: 70 | W: 50 | EXP: 65/200
 
Magnolia.
Zaginiony


Klan:
rzeka

Księżyce: 64 [V]
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda
Matka: Lisie Futerko [*]
Ojciec: Omszony Pazur [*]
Ciąża: nie
Multikonta: Krzykliwa Mewa, Sokoli Cień [KW], Tonąca Łapa [KRz], Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Zamglona Łapa [GK], Czosnek [MGBG]
Wysłany: 2018-04-07, 19:11   
   Wygląd: Jest dokładnym, niemalże idealnym pomieszaniem swych rodziców. Po ojcu odziedziczyła długie, puszyste futro i delikatne prążki, które można bez problemu wypatrzeć na jej sierści. Po matce z kolei wzięła najpiękniejszą na świecie barwę - płomienną niczym zachodzące słońce - rudą. Nie jest to rzecz jasna jedyna rzecz, jaką ukradła Lisiemu Futerku, bowiem oto wokół ciemno różowego nosa rozchodzi się delikatna plama bieli, która miejscami zlewa się na jej gardło i resztę ciała, prawie niewidoczna. Można dostrzec ją również przy dłuższych pasmach jej futra nieco śmiesznie wystających poza jej uszy - dość duże i szpiczaste zresztą. Jednakże okazuje się, że Chaber jest jeszcze większym złodziejaszkiem niż można by przypuszczać, bowiem jej oczy z całą pewnością należą do Omszonego Pazura. Mają ten sam kształt i niezapomnianą, turkusową barwę wpadającą w błękit lśniący pomiędzy rudym futrem młodej marzycielki.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=140463#140463


Chaber czuła się źle. Z każdym kolejnym dniem zdawała się marnieć. Nie dość, że jeden z jej synów został wygnany za swój haniebny czyn, to jeszcze Osika postanowił ostatecznie odejść z Klanu. Wiedziała doskonale, że pewnego dnia to zrobi, rozumiała go, ale jej matczyne serce było obecnie w rozpaczy, roniła łzy i nie umiała znaleźć sobie żadnego miejsca. Czuła się podle, czuła się źle, zaczynała mieć wrażenie, że faktycznie nie jest nikomu do niczego potrzebna. Miała poczucie, że została wykluczona i jedynie z uprzejmości trzyma się ją jeszcze w Klanie, jednocześnie jednak była pewna, że gdyby tylko postanowiła odejść, nikt nawet nie próbowałby jej zatrzymać. Była jednak strachliwa, a może gdzieś w głębi serca czuła przynależność do Rzeki, i nadal pozostawała wśród kotów, które kiedyś, bardzo dawno temu, nazywała jeszcze rodziną. Teraz byli jej obcy, nieprzychylni i nie wiedziała, czy ktokolwiek z nich naprawdę ma dla niej dobre słowo. Chciała wierzyć w to, że na tym świecie jeszcze jest dla niej jakieś miejsce, ale zaczynała w to coraz bardziej wątpić.
Wyruszyła na spacer nie mogąc znaleźć sobie miejsca w obozie. Nie miała obecnie o kogo dbać, wszyscy byli na polowaniach, patrolach, poznawali nowy obóz i okolicę, jej dzieci, które pozostały w Klanie, wyfrunęły w świat. Dusiła się. Nie umiała znaleźć sobie miejsca i nie chciała jednocześnie pozostawać nigdzie nazbyt długo, by inne koty nie mogły na nią patrzeć z kpiną niemalże płonącą w ich spojrzeniach. Zacisnęła mocno zęby kierując się ku granicy, jakby podświadomie chciała jednak opuścić Klan, jakby chciała wyrwać się z pewnych ram. Może nie była stworzona do takiego życia? Może cały czas się myliła? Może jej świat był gdzie indziej i dawno temu powinna była wyruszyć na poszukiwanie Szmera mając nadzieję, że znajdzie jego ślad?
Teraz jakiś ślad znalazła. Do jej nosa doleciała znajoma woń Osiki, zaraz więc uniosła głowę i jeśli syn na nią teraz patrzył, mógł spokojnie dostrzec na jej pysku zmęczenie, oznaki starości, cierpienia i wszystkiego tego, co niosła na swoim grzbiecie. Potrzebowała chwili, by go odszukać, a gdy tylko to się stało, ruszyła ku niemu zaciskając mocno szczęki. Wyszła poza ziemie Klanu Rzeki, a potem skierowała się ku Osice, jednocześnie kiwając na niego głową, by stąd odeszli, by nie zbliżali się aż tak do tych ziem. Musiała go chronić, a nie wiedziała, co przyjdzie do głowy niektórym Rzeczniakom.
- Osika - powiedziała, niemalże wychrypiała, a jej łagodny głos zdawał się być pusty. Trąciła syna nosem w policzek, ale nawet w tym geście nie było nazbyt wiele życia.
_________________
How does a moment last forever?
How can a story never die?
It is
love we must hold onto
Never easy, but we try
Sometimes our happiness is captured
Somehow,
a time and place stand still
Love
lives on inside our hearts and always will
  Statystyki - lvl: 5 | S: 11 | Zr: 16 | Sz: 10 | Zm: 8 | HP: 80 | W: 60 | EXP: 115/400
 
Echo.
Zmarły
wanderlust


Klan:
rzeka

Księżyce: 28 [czerwiec]
Mistrz: Wronie Pióro
Płeć: kocur
Matka: Chabrowy Pąk
Ojciec: Szemrzący Potok
Multikonta: Zajęczy Sus (KW), Łania Łapa (KG), Szerszeniowy Jad (GK)
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2018-04-08, 14:21   
   Wygląd: Wysoki, długołapy, proporcjonalny kocur o długim, jasnoszarym futrze, które jest pokryte gęstymi ciemniejszymi zawijasami. Na mordce, szyi, podgardlu, podbrzuszu, przednich stopach i tylnych łapach znajdują się białe znaczenia. Na świat spogląda dużymi, złotymi oczami.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=5286


Był jej synem. Obiecał, że będą się spotykać. Zaskoczyło go jednak, że nie zjawił się tutaj żaden patrol, a ona sama, jednak było to przyjemne zaskoczenie – mniej świadków, mniej rozmów z durnymi rzeczniakami. Przyglądał się jej uważnie, a końcówka jego ogona lekko drgnęła. Nie wyglądała najlepiej. Jej zaciśnięte zęby, wyraz pyska, postawa; nigdy nie widział jej w takim stanie. Podążył za nią posłusznie jak kocię, gdy dała mu znak, że chce odejść od granicy. Słusznie. W końcu by przyszedł jakiś patrol, a wtedy mogliby jego przegonić, a ją jeszcze zbesztać. Stulił lekko uszy na jej zachrypnięty głos. Czy… czy aż tak ją to wszystko uderzyło?
Była jedynym powodem, dla którego żałował odejścia z klanu. Ale nie mógł wrócić. Mógł tylko ją stamtąd wyciągnąć, tylko czy to nie byłoby narażaniem jej? Co było lepsze: dalsza męka w klanie Rzeki, niechybnie prowadząca do przedwczesnej śmierci, czy może życie samotnika, brak domu, brak życzliwych kotów, konieczność radzenia sobie na własną łapę? Dla niego: to drugie. Ale czy dla niej też? Czy to by jej wróciło siły? A może odwrotnie, może by to była dla niej mordęga i jeszcze większe cierpienie, niż pozostawanie w tym zgniłym klanie?
Mamo – odezwał się w podobny sposób, jednak jego głos brzmiał tak, jak zawsze, a może nawet lepiej, jakby wreszcie przestał trzymać w sobie negatywne emocje, których dostarczało mu przebywanie w klanie Rzeki.
Był silniejszy od Głoga, Jaśmin i Bławatek, na tyle silny, by porzucić klan… ale jej by nie porzucił, nie całkowicie. Był Osiką. Był Echem. Dla niej: był przede wszystkim synem. Obojętne mu było, jak się będzie do niego zwracać. Być może nawet nie chciał jej mówić o swoim nowym imieniu, a przynajmniej nie teraz, gdy wyglądała tak, jak wyglądała, a pewnie czuła się jeszcze gorzej, niż wyglądała. Przełknął ślinę i ostrożnie, jakby bał się, że matka pęknie niczym krucha gałązka, musnął ogonem jej grzbiet, szarość z rudym na chwilę stały się niczym jedno. Nie wiedział, co powiedzieć, na pysk cisnęło mu się pytanie co się dzieje?, ale wiedział mniej więcej, co by usłyszał.
Czy – zaczął powoli, jednak urwał, spojrzał na matkę, po czym odwrócił wzrok, by zerknąć przed siebie, pomiędzy drzewa. – Czy wciąż chcesz tam być?
  Statystyki - lvl: 3 | S: 10 | Zr: 11 | Sz: 6 | Zm: 5 | HP: 70 | W: 50 | EXP: 65/200
 
Magnolia.
Zaginiony


Klan:
rzeka

Księżyce: 64 [V]
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda
Matka: Lisie Futerko [*]
Ojciec: Omszony Pazur [*]
Ciąża: nie
Multikonta: Krzykliwa Mewa, Sokoli Cień [KW], Tonąca Łapa [KRz], Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Zamglona Łapa [GK], Czosnek [MGBG]
Wysłany: 2018-04-15, 16:16   
   Wygląd: Jest dokładnym, niemalże idealnym pomieszaniem swych rodziców. Po ojcu odziedziczyła długie, puszyste futro i delikatne prążki, które można bez problemu wypatrzeć na jej sierści. Po matce z kolei wzięła najpiękniejszą na świecie barwę - płomienną niczym zachodzące słońce - rudą. Nie jest to rzecz jasna jedyna rzecz, jaką ukradła Lisiemu Futerku, bowiem oto wokół ciemno różowego nosa rozchodzi się delikatna plama bieli, która miejscami zlewa się na jej gardło i resztę ciała, prawie niewidoczna. Można dostrzec ją również przy dłuższych pasmach jej futra nieco śmiesznie wystających poza jej uszy - dość duże i szpiczaste zresztą. Jednakże okazuje się, że Chaber jest jeszcze większym złodziejaszkiem niż można by przypuszczać, bowiem jej oczy z całą pewnością należą do Omszonego Pazura. Mają ten sam kształt i niezapomnianą, turkusową barwę wpadającą w błękit lśniący pomiędzy rudym futrem młodej marzycielki.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=140463#140463


Obecnie kocica wyglądała nieco jak własny cień i nic nie było w stanie tego zmienić. Straciła kolejne bliskie sobie koty, a świadomość, że każdy z jej synów może zostać po prostu rozszarpany przez Czerwię, czy kogokolwiek innego, sprawiała, że Chaber właściwie nie sypiała. Czuła się potwornie, dodatkowo nie miała teraz w Klanie nikogo, kim mogłaby się opiekować i czuła się co najmniej wykluczona. Ponownie bezużyteczna. Bezużyteczna jak zawsze. Wiedziała, że nie ma dla niej miejsca w Klanie Rzeki, a jednocześnie miała świadomość, że poza nim nie poradziłaby sobie ze swoją niechęcią do walki i niezbyt przychylnym nastawieniem do polowania, które było dla niej nienazbyt miłe. Pozostawało jej zatem jedynie zostanie pieszczochem, co wcale nie było tak miłą perspektywą. Mówiąc inaczej, Chaber czuła, że znalazła się w klatce, z której nie było wyjścia, przez co marniała coraz bardziej w oczach.
- A gdzie indziej mam być, kochanie? – zapytała cicho i uśmiechnęła się do Osiki tak smutno, jak tylko było to możliwe. Jej oczy zdawały się pozostawać bez wyrazu, jakby na zawsze miała zamieszkać w nich już obojętność. Niezależnie od wszystkiego jednak wciąż chciała oddalić się jeszcze bardziej od granicy z Rzeką, żeby przypadkiem nie znalazł ich patrol. Nie zamierzała tłumaczyć się z niczego Czerwi, Jeżynie, czy komukolwiek innemu. Nie chciała jednak też patrzeć na cierpienie syna, nie chciała całkowitym przypadkiem doprowadzić również do jego śmierci.
- Gdzie mogę cię znaleźć, kochanie? Daleko stąd? Będę musiała iść długi czas? – zapytała nadal schrypnięta, nadal nieco bezbarwna, ale bardzo zależało jej na tym, by dowiedzieć się takich rzeczy. Były dla niej naprawdę istotne, bo musiała wiedzieć, gdzie dokładnie szukać syna, gdy przyjdzie czas.
_________________
How does a moment last forever?
How can a story never die?
It is
love we must hold onto
Never easy, but we try
Sometimes our happiness is captured
Somehow,
a time and place stand still
Love
lives on inside our hearts and always will
  Statystyki - lvl: 5 | S: 11 | Zr: 16 | Sz: 10 | Zm: 8 | HP: 80 | W: 60 | EXP: 115/400
 
Echo.
Zmarły
wanderlust


Klan:
rzeka

Księżyce: 28 [czerwiec]
Mistrz: Wronie Pióro
Płeć: kocur
Matka: Chabrowy Pąk
Ojciec: Szemrzący Potok
Multikonta: Zajęczy Sus (KW), Łania Łapa (KG), Szerszeniowy Jad (GK)
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2018-04-15, 17:04   
   Wygląd: Wysoki, długołapy, proporcjonalny kocur o długim, jasnoszarym futrze, które jest pokryte gęstymi ciemniejszymi zawijasami. Na mordce, szyi, podgardlu, podbrzuszu, przednich stopach i tylnych łapach znajdują się białe znaczenia. Na świat spogląda dużymi, złotymi oczami.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=5286


Ze mną? – Chciał zabrzmieć pewnie, ale wyszło z tego jakieś marne pytanie, i kocur aż zacisnął zęby, zdawszy sobie sprawę, jak słabo to zabrzmiało. Chciałby, by Chaber odeszła, ale mimo wszystko był w tej kwestii rozdarty, bo podobnie jak ona nie chciała narażać jego na rzeczne patrole, on nie chciał, by musiała mierzyć się każdego dnia z niebezpieczeństwem, czy wreszcie – by zginęła, bo nie byłby w stanie jej obronić, w końcu nie miał zbyt wiele doświadczenia ani nawet siły.
Ja… wszędzie. Na razie nie mam swojego miejsca, wciąż szukam – przyznał ostrożnie, jednak wiedział, że powinien się w końcu zdecydować, chociażby po to, by móc coś powiedzieć matce. Błąkał się, co tu dużo mówić. Jednak to nie było błąkanie bezcelowe, ani po to, by po prostu uciec z klanowego obozu, jak to robił kiedyś. Teraz po prostu… stawał się mieszkańcem tych terenów, nawet jeśli był to spory kawałek ziemi. – Prawdopodobnie jednak… podoba mi się taki las za Czarnym Ogonem, niedaleko terenów Klanu Cienia. Myślałem, by tam zamieszkać – dodał więc po chwili namysłu i analizowania, gdzie dokładnie by chciał żyć. Za Grzmiącą Ścieżką – zbyt ryzykownie. Przy Osiedlu Dwunogów – to samo. Siedlisko Koni – podobnie. Przy terenach klanu Rzeki – nigdy w życiu. Niedaleko Wichru było jezioro, które też odpadało, bo nie lubił wody, a przy Gromie nie było niczego szczególnie ciekawego. Wybór był oczywisty. Liczył na to, że Leśne Ostępy mają sporo ciekawych miejsc, może jakieś opuszczone nory, coś, co będzie mógł sobie zawłaszczyć i trochę ewentualnie przerobić na własny użytek, jednak na razie nie podjął odpowiednich kroków, by takie miejsce znaleźć. A powinien. – Wydaje mi się, że w jedną stronę to więcej niż pół dnia z obozu – zaryzykował podanie odległości, chociaż nie był tego taki pewien. Jego matka obecnie nie wyglądała, jakby w ogóle powinna iść dalej, niż parę długości drzewa od terenów klanu.
  Statystyki - lvl: 3 | S: 10 | Zr: 11 | Sz: 6 | Zm: 5 | HP: 70 | W: 50 | EXP: 65/200
 
Magnolia.
Zaginiony


Klan:
rzeka

Księżyce: 64 [V]
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda
Matka: Lisie Futerko [*]
Ojciec: Omszony Pazur [*]
Ciąża: nie
Multikonta: Krzykliwa Mewa, Sokoli Cień [KW], Tonąca Łapa [KRz], Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Zamglona Łapa [GK], Czosnek [MGBG]
Wysłany: 2018-04-26, 17:42   
   Wygląd: Jest dokładnym, niemalże idealnym pomieszaniem swych rodziców. Po ojcu odziedziczyła długie, puszyste futro i delikatne prążki, które można bez problemu wypatrzeć na jej sierści. Po matce z kolei wzięła najpiękniejszą na świecie barwę - płomienną niczym zachodzące słońce - rudą. Nie jest to rzecz jasna jedyna rzecz, jaką ukradła Lisiemu Futerku, bowiem oto wokół ciemno różowego nosa rozchodzi się delikatna plama bieli, która miejscami zlewa się na jej gardło i resztę ciała, prawie niewidoczna. Można dostrzec ją również przy dłuższych pasmach jej futra nieco śmiesznie wystających poza jej uszy - dość duże i szpiczaste zresztą. Jednakże okazuje się, że Chaber jest jeszcze większym złodziejaszkiem niż można by przypuszczać, bowiem jej oczy z całą pewnością należą do Omszonego Pazura. Mają ten sam kształt i niezapomnianą, turkusową barwę wpadającą w błękit lśniący pomiędzy rudym futrem młodej marzycielki.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=140463#140463


- Chciałabym być z wami, ale to zdaje się czeka mnie dopiero na Srebrnej Skórce - powiedziała cicho patrząc dość uważnie na syna, chwytając jego wejrzenie, wiedząc dobrze, czego by pragnął. I to nie do końca tak, że nie chciała z nim odejść. Bała się jednak, wiedziała, że życie poza Klanem jest dla niej zbyt niebezpieczne, że jest do niego niedostosowana, wiedziała również, że nie umiałaby tak do końca porzucić domu, chociaż w nim wcale jej nie chciano, o czym przekonywała się dobitnie niemalże każdego dnia. Była jednak chyba zbyt przerażona, by świadomie dokonać jakiegoś rozsądnego kroku, by wreszcie ostatecznie wziąć życie w swoje łapy, a nie pozwalać, żeby prowadzoną ją bezwolnie niczym zwierzę na rzeź. Zastanawiała się czasem, co stało się z ciekawskim kotem, którym była niegdyś, ale zdaje się, że nie chciała tak naprawdę do końca szukać odpowiedzi, bo nie przyniosłyby jej niczego dobrego.
- To dość daleko. Ale... to dobrze, kochanie. Tam raczej nie znajdzie cię nikt z... nie znajdzie cię tam Czerwia, ani nikt inny, musieliby to robić specjalnie - odezwała się po chwili patrząc mniej więcej w kierunku, który jej syn opisywał. Poruszyła nieznacznie uchem zastanawiając się, czy kiedykolwiek byłaby w stanie do niego dotrzeć. Potem zaś przyszło jej do głowy, że musiałaby wyruszyć jak najbardziej okrężną drogą, żeby żaden patrol nie był w stanie podążyć jej tropem, żeby nie znalazł miejsca, gdzie krył się jej syn. Nie mogła na to pozwolić.
- Noce bywają jeszcze zimne, więc gdzie sypiasz? Czy na pewno nie marzniesz? Nie czujesz głodu? - zapytała z troską skupiając się na tym, czy synowi jest dobrze, czy też nie. Nie troszczyła się o siebie, bo nie miała takiej potrzeby, to bowiem już i tak niewiele by zmieniło.
_________________
How does a moment last forever?
How can a story never die?
It is
love we must hold onto
Never easy, but we try
Sometimes our happiness is captured
Somehow,
a time and place stand still
Love
lives on inside our hearts and always will
  Statystyki - lvl: 5 | S: 11 | Zr: 16 | Sz: 10 | Zm: 8 | HP: 80 | W: 60 | EXP: 115/400
 
Echo.
Zmarły
wanderlust


Klan:
rzeka

Księżyce: 28 [czerwiec]
Mistrz: Wronie Pióro
Płeć: kocur
Matka: Chabrowy Pąk
Ojciec: Szemrzący Potok
Multikonta: Zajęczy Sus (KW), Łania Łapa (KG), Szerszeniowy Jad (GK)
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2018-05-06, 15:25   
   Wygląd: Wysoki, długołapy, proporcjonalny kocur o długim, jasnoszarym futrze, które jest pokryte gęstymi ciemniejszymi zawijasami. Na mordce, szyi, podgardlu, podbrzuszu, przednich stopach i tylnych łapach znajdują się białe znaczenia. Na świat spogląda dużymi, złotymi oczami.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=5286


Przełknął nerwowo ślinę i odwrócił wzrok na słowa matki. Wyrzuty sumienia paliły i zazwyczaj starał się je spychać w głąb siebie, ignorować, ale… nawet jeżeli nie taka była intencja matki, to teraz poczuł poczucie winy z powodu odejścia z klanu. Odejścia od niej. Próbował sobie wmawiać, że tak było lepiej, że nie chciał wiecznie żyć w kłamstwie i pogardzie, jaką reprezentowała Rzeka, ale to było wysoce egoistyczne podejście… i mógł mieć tylko nadzieję, że Chaber nie ma mu tego jakoś mocno za złe. Że kiedyś mu wybaczy… i że Bławatek się nią zaopiekuje i obroni przed wściekłą tłuszczą. Na Jaśmin nawet nie liczył, a tym bardziej jej nie ufał. Robiła wiele krzyku, jeszcze bardziej szargając reputację całej ich rodziny, ale nic ponadto, a potem nawet przestała się wydzierać.
Wątpię, by ktokolwiek mnie szukał. Dopóki nie przekraczam granic, jestem bezpieczny – odezwał się cicho. A tego nie zamierzał robić, szczególnie jeżeli chodziło o granice klanu Rzeki. Gdy był młodszy, to mógł się w to bawić z Cienistymi, ale teraz sobie odpuścił; ryzyko było zbyt duże. – Mimo wszystko nawet za Chmielograbem klan Rzeki się nie fatyguje – dodał, nim ugryzł się w język. Podejrzewał, że wspomnienie buro-białego mysiego móżdżka nie jest matce do niczego potrzebne, jednak… czuł także, że jego braciszek dobrze się ma. Kto wie, może nawet podążył za Czterema Klanami? Jeżeli miał trochę oleju w głowie, to bez większego problemu dałby radę; wystarczyło tylko trzymać się odpowiednio daleko od kotów, które go wygnały i pozbawiły praw do życia w klanie.
Szukam starych nor, osłoniętych przed wiatrem. W sumie nie mam problemu przez długie futro – odparł spokojnym tonem, patrząc z troską na rudą kocicę. – Pewna… samotniczka nauczyła mnie polować jeszcze jak byłem w klanie – bo Wronie Pióro przez pół mojego życia się o to nie postarał – i całkiem nieźle mi idzie. A u Bławatek wszystko w porządku?
  Statystyki - lvl: 3 | S: 10 | Zr: 11 | Sz: 6 | Zm: 5 | HP: 70 | W: 50 | EXP: 65/200
 
Magnolia.
Zaginiony


Klan:
rzeka

Księżyce: 64 [V]
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda
Matka: Lisie Futerko [*]
Ojciec: Omszony Pazur [*]
Ciąża: nie
Multikonta: Krzykliwa Mewa, Sokoli Cień [KW], Tonąca Łapa [KRz], Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Zamglona Łapa [GK], Czosnek [MGBG]
Wysłany: 2018-05-07, 10:50   
   Wygląd: Jest dokładnym, niemalże idealnym pomieszaniem swych rodziców. Po ojcu odziedziczyła długie, puszyste futro i delikatne prążki, które można bez problemu wypatrzeć na jej sierści. Po matce z kolei wzięła najpiękniejszą na świecie barwę - płomienną niczym zachodzące słońce - rudą. Nie jest to rzecz jasna jedyna rzecz, jaką ukradła Lisiemu Futerku, bowiem oto wokół ciemno różowego nosa rozchodzi się delikatna plama bieli, która miejscami zlewa się na jej gardło i resztę ciała, prawie niewidoczna. Można dostrzec ją również przy dłuższych pasmach jej futra nieco śmiesznie wystających poza jej uszy - dość duże i szpiczaste zresztą. Jednakże okazuje się, że Chaber jest jeszcze większym złodziejaszkiem niż można by przypuszczać, bowiem jej oczy z całą pewnością należą do Omszonego Pazura. Mają ten sam kształt i niezapomnianą, turkusową barwę wpadającą w błękit lśniący pomiędzy rudym futrem młodej marzycielki.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=140463#140463


Jego matka nie miała na celu zawstydzenia go, spowodowania, żeby było mu przykro, czy czegokolwiek podobnego. Wyraziła po prostu chęć, wskazała, czego najbardziej na świecie by pragnęła i nie było w tym tak naprawdę niczego dziwnego. Marzyła o tym, by być z dziećmi, by jednak Szemrzący się odnalazł, by mogła na niego spojrzeć i zapytać, co się z nim stało i dlaczego odszedł bez słowa. Nie mówiła, że go kocha, bo sama już nie wiedziała, co do niego czuje, ale po prostu pragnęła móc na niego spojrzeć, zadać pytania, jakie od dawna już ją gnębiły, chciała faktycznie poznać prawdę, a może przy okazji zrozumieć, gdzie i jakie popełniła błędy. Chciała również być ze swoimi dziećmi, marzyła o tym, by wszystko potoczyło się inaczej, ale jak widać – to były jedynie pragnienia.
- Może masz rację, kochanie. Nikt o ciebie nie pytał, dzięki Gwiezdnym – powiedziała na to cicho, a gdy wspomniał o Chmielograbie, jej uszy cofnęły się, położyły na czaszce. Mimo że wiedziała, jaki straszliwy czyn popełnił jej syn, nie umiała przestać o nim myśleć, nie mogła mówić o nim jako o kimś obcym i to potwornie ją bolało, ba, dusiło ją nieprawdopodobnie mocno i nie wiedziała, jak do tej sprawy podchodzić. Z jednej strony nie chciała go znać za to, co zrobił, z drugiej – wciąż był jej dzieckiem i wyrzucała sobie, że być może za mało czasu mu poświęcała, może sama nie dopilnowała jego wychowania i była dla niego nazbyt pobłażliwa. Przełknęła ślinę próbując skupić się na rozmowie, jaką właśnie prowadzili.
- Obiecaj, że gdzieś się osiedlisz. Żebym wiedziała, dokąd mam przyjść i była pewna, że nie stanie ci się nic złego – odparła łamiącym się głosem, ale przezwyciężyła się, przełknęła to wszystko, co stanęło jej ością w gardle, a później odetchnęła głęboko. – Samotniczka? Opowiesz mi o tym? Zaś jeśli chodzi o mojego kuzyna, cóż, nie spodziewałam się niczego wielkiego – wyznała szczerze, a następnie spojrzała z niezadowoleniem w stronę ziem Rzeki, obozu, tego wszystkiego, co się tam kryło. Jak wiele jadu płynęło z jej tak zwanej rodziny i ją zatruwało? Czy musiała stać się taka jak oni, żeby przeżyć?
_________________
How does a moment last forever?
How can a story never die?
It is
love we must hold onto
Never easy, but we try
Sometimes our happiness is captured
Somehow,
a time and place stand still
Love
lives on inside our hearts and always will
  Statystyki - lvl: 5 | S: 11 | Zr: 16 | Sz: 10 | Zm: 8 | HP: 80 | W: 60 | EXP: 115/400
 
Echo.
Zmarły
wanderlust


Klan:
rzeka

Księżyce: 28 [czerwiec]
Mistrz: Wronie Pióro
Płeć: kocur
Matka: Chabrowy Pąk
Ojciec: Szemrzący Potok
Multikonta: Zajęczy Sus (KW), Łania Łapa (KG), Szerszeniowy Jad (GK)
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2018-05-12, 17:49   
   Wygląd: Wysoki, długołapy, proporcjonalny kocur o długim, jasnoszarym futrze, które jest pokryte gęstymi ciemniejszymi zawijasami. Na mordce, szyi, podgardlu, podbrzuszu, przednich stopach i tylnych łapach znajdują się białe znaczenia. Na świat spogląda dużymi, złotymi oczami.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=5286


Wspomnienie Chmielograba być może nie było najlepszym pomysłem, jednak Echo też nie chciał udawać, że nic się nie stało, nic, zupełnie, w ogóle, to w porządku, że zgwałcił jakąś kotkę i został wyrzucony z klanu, w którym się urodził, a teraz przejdźmy do rozmowy o pogodzie. Nie potrafił. Miał jednocześnie straszny dysonans, jeżeli chodziło o sylwetkę buro-białego brata, z którym, jak mu się zdawało, złapał jakąś nić porozumienia krótko przed tym… wydarzeniem, które doprowadziło do tego, że kocur został wygnany. Potem ten jednak okazał się niemoralnym, głupim kocurem, myślącym tym, co miał między łapami. No i okłamywał ich przez jakieś dwadzieścia księżyców, udając, że nie potrafił mówić, nigdy nie bronił matki… nie miał powodów, by myśleć o Chmielograbie dobrze. Jednak coś go uwierało, jeżeli chodziło o jego osobę. Mimo wszystko to była rodzina, nawet jeżeli dość mu daleka, obecnie znajdująca się niemal na samym dnie wraz z Jaśmin… Otworzył pysk, jakby chciał coś powiedzieć, być może na temat brata, ale się zawahał. Mimo wszystko ruda kocica nie powiedziała nic na wzmiankę o buro-białym; może lepiej było jednak ominąć tę kwestię.
Dobrze – odparł szczerze, patrząc jej w oczy. Miał zamiar zamieszkać w okolicy Leśnych Ostępów, ale jeszcze parę dni potrzebował, by podjąć ostateczną decyzję. – Och, spotkaliśmy ją kiedyś na plaży z Bławatek. Powiedziała, że jeżeli chcemy się czegoś nauczyć, to możemy do niej przyjść… więc postanowiłem skorzystać z tej okazji – odpowiedział zgodnie z prawdą, jednak nie wdając się w szczegóły dotyczące tożsamości owej kocicy. Bo samotniczka ta wygnana z klanu Wichru za morderstwo. O ile jego relacja z Bystrym Nurtem była… dziwna, o ile miał do niej mieszane uczucia, o ile potępiał przemoc w ogóle, o ile nawet trochę się jej bał… tak było w niej coś, co dało się lubić. W zasadzie może któregoś dnia powinien spróbować odnaleźć dużą kocicę i dowiedzieć się więcej o okolicznościach jej wyrzucenia z klanu? Wracając jednak do chwili obecnej, wolał zataić przed matką fakt, z jakimi kotami się zadaje, żeby się niepotrzebnie martwiła. – A ja… cóż, miałem pewne nadzieje związane z Wronim Piórem – przyznał. Trening dobrze się zapowiadał, jednak na tym się skończyło. Spotkania z czarnym kocurem były nieregularne, nudnawe i w gruncie rzeczy nie wyciągnął z nich tak wiele, jak się spodziewał. A różnooki naprawdę wydawał mu się jednym z niewielu sensownych wojowników w Rzece, ech. – On po prostu… miał zdrowe podejście. Nie naciskał na mnie, jeśli chodzi o zostawanie Najlepszym Wojownikiem w Klanie Rzeki, jak to niektórzy by chcieli… powiedział mi, że każdy ma prawo do wątpliwości. A ja miałem spore, jak zresztą sama wiesz. – Odnośnie Gwiezdnego Klanu. Odnośnie Kodeksu Wojownika. Odnośnie przyzwolenia na morderstwo, które się w nim znajdowało. Odnośnie samej instytucji klanu i wreszcie – odnośnie klanowej władzy i żyjących w klanie kotów.
Ostatnio zmieniony przez Zajęczy Sus 2018-05-14, 20:42, w całości zmieniany 1 raz  
  Statystyki - lvl: 3 | S: 10 | Zr: 11 | Sz: 6 | Zm: 5 | HP: 70 | W: 50 | EXP: 65/200
 
Magnolia.
Zaginiony


Klan:
rzeka

Księżyce: 64 [V]
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda
Matka: Lisie Futerko [*]
Ojciec: Omszony Pazur [*]
Ciąża: nie
Multikonta: Krzykliwa Mewa, Sokoli Cień [KW], Tonąca Łapa [KRz], Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Zamglona Łapa [GK], Czosnek [MGBG]
Wysłany: 2018-05-13, 12:57   
   Wygląd: Jest dokładnym, niemalże idealnym pomieszaniem swych rodziców. Po ojcu odziedziczyła długie, puszyste futro i delikatne prążki, które można bez problemu wypatrzeć na jej sierści. Po matce z kolei wzięła najpiękniejszą na świecie barwę - płomienną niczym zachodzące słońce - rudą. Nie jest to rzecz jasna jedyna rzecz, jaką ukradła Lisiemu Futerku, bowiem oto wokół ciemno różowego nosa rozchodzi się delikatna plama bieli, która miejscami zlewa się na jej gardło i resztę ciała, prawie niewidoczna. Można dostrzec ją również przy dłuższych pasmach jej futra nieco śmiesznie wystających poza jej uszy - dość duże i szpiczaste zresztą. Jednakże okazuje się, że Chaber jest jeszcze większym złodziejaszkiem niż można by przypuszczać, bowiem jej oczy z całą pewnością należą do Omszonego Pazura. Mają ten sam kształt i niezapomnianą, turkusową barwę wpadającą w błękit lśniący pomiędzy rudym futrem młodej marzycielki.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=140463#140463


Gdyby nie to, że Osika odszedł z Klanu właściwie tuż po tym, jak wyrzucono z niego Chmielograba, być może Chaber byłaby bardziej skłonna do rozmów o swoim zdradzieckim synu. Na razie jednak była słaba, załamana, żałosna - jak zawsze. Mierziło ją to, czuła się podenerwowana, zaczynała brzydzić się już samą sobą, ale jednak nie następował wciąż przełom, który mógłby dać jej ostatecznie wolność. Nie umiała się odnaleźć, coraz częściej nawiedzały ją mało przyjemne myśli, a ona nie wiedziała już nawet, jak powinna żyć. Ani gdzie. Być może najwłaściwsze dla niej byłoby po prostu podążenie za swoim rodzeństwem i rodzicami, którzy w jej mniemaniu zamieszkiwali już od dawna Srebrną Skórkę, gdzie mogli być sobą, mogli w końcu żyć swobodnie i nie musieli zastanawiać się, kiedy znowu zostaną nazwani bezużyteczną kupą futra. Mimo to nie umiała jeszcze zrobić potrzebnego jej kroku, nie umiała powiedzieć, że jej syn był potworem, że być może nie umiała ich sama wychować, że mimo wszystko wciąż jeszcze coś do niego czuje, że jest jej dzieckiem i chociaż wie, że postąpił potwornie, nie umie zerwać więzów krwi, jakie go z nią łączyły. Tylko jeszcze nie teraz, Osika musiał dać jej chwilę.
- To było nieco niebezpieczne, kochanie, ale widzę, że postąpiłeś słusznie. Być może jesteś mądrzejszy od swojej matki - powiedziała w końcu, a w jej głosie zabrzmiała nuta prawdziwej goryczy. Jednocześnie, pomimo smutku, jaki od niej bił, Osika mógł również dostrzec ciepłe uczucie, a także coś na kształt dumy, kryjące się w jej spojrzeniu. Zrobił to, czego chciał, odszedł, radził sobie, żył na własną łapę i Chaber była przekonana, że prędzej czy później zrozumie, że to było słuszne. Ułoży sobie życie. I kto wie, być może zajdzie dalej niż jakikolwiek kot z Klanu.
- Był najlepszy z nich wszystkich. Zawsze. Chociaż nie jakiś wyjątkowy, ale myślę, że jego również znużyło takie życie, to wszystko, co robi Świetlik i jego głupia siostra. Być może to był jego bunt, ale bardzo niemądry...
_________________
How does a moment last forever?
How can a story never die?
It is
love we must hold onto
Never easy, but we try
Sometimes our happiness is captured
Somehow,
a time and place stand still
Love
lives on inside our hearts and always will
  Statystyki - lvl: 5 | S: 11 | Zr: 16 | Sz: 10 | Zm: 8 | HP: 80 | W: 60 | EXP: 115/400
 
Echo.
Zmarły
wanderlust


Klan:
rzeka

Księżyce: 28 [czerwiec]
Mistrz: Wronie Pióro
Płeć: kocur
Matka: Chabrowy Pąk
Ojciec: Szemrzący Potok
Multikonta: Zajęczy Sus (KW), Łania Łapa (KG), Szerszeniowy Jad (GK)
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2018-05-25, 16:43   
   Wygląd: Wysoki, długołapy, proporcjonalny kocur o długim, jasnoszarym futrze, które jest pokryte gęstymi ciemniejszymi zawijasami. Na mordce, szyi, podgardlu, podbrzuszu, przednich stopach i tylnych łapach znajdują się białe znaczenia. Na świat spogląda dużymi, złotymi oczami.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=5286


Potrząsnął lekko głową na jej słowa, ale nic nie dodał. W jego mniemaniu Chabrowy Pąk była mądrą, silną kocicą – na tyle mądrą, by zrezygnować z drogi wojownika, która jej nie odpowiadała, oraz na tyle silną, by wytrzymać to wszystko, co spadało jej na grzbiet. Obawiał się tylko, gdzie jest granica. Jak długo można wytrzymać pogardę, szykanowanie, krzyki i wrzaski, krzywe spojrzenia? Miał tylko nadzieję, że Bławatek będzie ją wspierać, a nowe pokolenie klanu Rzeki okaże się inteligentniejsze od zastępczyni, przywódcy i ich popleczników w stylu Ognistopręgiej. Cóż, Chaber sama się zajmowała kociętami, więc te raczej myślały o niej dobrze; Echo pamiętał ją jako opiekuńczą matkę, chociaż… też kwestia tego, że był jej synem, a nie dzieckiem innej klanowej kocicy.
Szkoda, że koniec końców nie okazał się być dobrym mistrzem – odparł, jednak jego głos nie był przepełniony żalem czy goryczą. Nie był specjalnie rozczarowany, w końcu i tak nie miał wysokich oczekiwań, prawda? – Masz teraz dużo do roboty w kociarni? – spytał, przenosząc rozmowę na tematy być może bliższe Chaber, a i pokrewne jego myślom sprzed chwili. Nie pamiętał, czy ktoś miał jakieś kociaki krótko przed przenosinami albo był w ich czasie w ciąży; za mało się interesował tymi sprawami. Chciał jednak pokazać matce, że interesuje się tym, co robi, a poza tym chciał dowiedzieć się więcej na temat tego, jak ona właściwie sobie radziła w tym wszystkim.
  Statystyki - lvl: 3 | S: 10 | Zr: 11 | Sz: 6 | Zm: 5 | HP: 70 | W: 50 | EXP: 65/200
 
Magnolia.
Zaginiony


Klan:
rzeka

Księżyce: 64 [V]
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda
Matka: Lisie Futerko [*]
Ojciec: Omszony Pazur [*]
Ciąża: nie
Multikonta: Krzykliwa Mewa, Sokoli Cień [KW], Tonąca Łapa [KRz], Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Zamglona Łapa [GK], Czosnek [MGBG]
Wysłany: 2018-05-28, 09:31   
   Wygląd: Jest dokładnym, niemalże idealnym pomieszaniem swych rodziców. Po ojcu odziedziczyła długie, puszyste futro i delikatne prążki, które można bez problemu wypatrzeć na jej sierści. Po matce z kolei wzięła najpiękniejszą na świecie barwę - płomienną niczym zachodzące słońce - rudą. Nie jest to rzecz jasna jedyna rzecz, jaką ukradła Lisiemu Futerku, bowiem oto wokół ciemno różowego nosa rozchodzi się delikatna plama bieli, która miejscami zlewa się na jej gardło i resztę ciała, prawie niewidoczna. Można dostrzec ją również przy dłuższych pasmach jej futra nieco śmiesznie wystających poza jej uszy - dość duże i szpiczaste zresztą. Jednakże okazuje się, że Chaber jest jeszcze większym złodziejaszkiem niż można by przypuszczać, bowiem jej oczy z całą pewnością należą do Omszonego Pazura. Mają ten sam kształt i niezapomnianą, turkusową barwę wpadającą w błękit lśniący pomiędzy rudym futrem młodej marzycielki.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=140463#140463


Być może była mądrzejsza, niż podejrzewała. Albo niż chciała przyznać. Przez księżyce była sprowadzana do roli tak mało znaczącej, że nie umiała już znaleźć w sobie na nic sił. Starała się, ale wszystko wskazywało na to, że potrzebowała w życiu prawdziwego przełomu, żeby pójść na przód. Teraz zaś znowu zapadała się w sobie – tak jak dawniej, kiedy jej rodzice, a później rodzeństwo odchodziło powoli z tego świata, z ich ziem, by ostatecznie ją porzucić. Teraz zaś znikały jej dzieci, które miały być jej ostoją. Jedyne co jej pozostawało, to zacisnąć z całej zęby i spróbować coś zrobić, działać dla kogoś, iść na przód. Wiedziała, że kocięta wkrótce się pojawią, że to kwestia czasu, by mogła się nimi zająć, by mogła się na czymś skupić. Jednak – czuła to podświadomie – co zrobi, gdy już nie będzie nikogo, nad kim mogłaby czuwać?
- Szkoda. Szkoda, że spora część kotów nie okazała się taka, jaka się wydawała – dodała dość gorzko i spojrzała gdzieś w bok, w stronę dawnych ziem, jakby miała na myśli kogoś konkretnego, kto tam został. I może faktycznie tak było, ale nie chciała tego wydobywać na światło dzienne. Jeszcze nie. Była, zdaje się, zbyt osłabiona, żeby cokolwiek zrobić. Kim była? I kiedy dokładnie stała się własnym cieniem? To ją przerażało, ale po raz kolejny nie chciała dręczyć swego syna niemądrymi opowieściami o własnym stanie zdrowia.
- Jeszcze nie, ale już wkrótce to powinno się zmienić, myślę, że pojawi się sporo kociąt, które będą potrzebowały opieki i wsparcia. I kogoś mądrego, kto je poprowadzi – powiedziała i uśmiechnęła się gorzko do syna, jakby chciała mu coś przekazać. Jakby chciała powiedzieć mu, że jest ostatnim bastionem przed tymi wszystkimi mądrymi kotami na stołkach, które nie wiedziały nawet, jak nazywają się poszczególni członkowie Klanu, które spokojnie nazywały innych bezużytecznymi, gdy tak im się zachciało.
_________________
How does a moment last forever?
How can a story never die?
It is
love we must hold onto
Never easy, but we try
Sometimes our happiness is captured
Somehow,
a time and place stand still
Love
lives on inside our hearts and always will
  Statystyki - lvl: 5 | S: 11 | Zr: 16 | Sz: 10 | Zm: 8 | HP: 80 | W: 60 | EXP: 115/400
 
Echo.
Zmarły
wanderlust


Klan:
rzeka

Księżyce: 28 [czerwiec]
Mistrz: Wronie Pióro
Płeć: kocur
Matka: Chabrowy Pąk
Ojciec: Szemrzący Potok
Multikonta: Zajęczy Sus (KW), Łania Łapa (KG), Szerszeniowy Jad (GK)
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2018-06-01, 19:26   
   Wygląd: Wysoki, długołapy, proporcjonalny kocur o długim, jasnoszarym futrze, które jest pokryte gęstymi ciemniejszymi zawijasami. Na mordce, szyi, podgardlu, podbrzuszu, przednich stopach i tylnych łapach znajdują się białe znaczenia. Na świat spogląda dużymi, złotymi oczami.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=5286


„Szkoda, że spora część kotów nie okazała się taka, jaka się wydawała”… czy matce chodziło tylko o Wronie Pióro, Świetlikową Gwiazdę czy Czerwony Mak? O inne, niemal przypadkowe koty z klanu Rzeki? A może chodziło też o kogoś zdecydowanie im bliższego, chociażby właśnie Chmielograba, o którego wcześniej otarły się myśli Echa? Nie zdziwiłby się, jednak wciąż: nie chciał poruszać jego tematu. Może kiedyś, ale nie tak szybko, gdy matka wyraźnie była wciąż przybita, i to nie tylko zachowaniem oraz wygnaniem buro-białego, ale także odejściem samego Osiki. Kiwnął tylko głową, ale nie komentował, a zamiast tego bardziej zainteresował się odpowiedzią Chabrowego Pąka na jego pytanie.
Wkrótce? – spytał, unosząc lekko łuki brwiowe, co rozszerzyło jego i tak duże już złote ślepia. – Jakieś kocice spodziewają się potomstwa? – Czy w ogóle go to interesowało, czy raczej pytał tylko ze względu na matkę? Cóż, po nim można się raczej spodziewać tego drugiego. Wymruczał jeszcze, że z pewnością będzie odpowiednią do tego zadania kocicą i nie liczyło się to, co burczeli pod nosami inni.
Powinienem już iść, mamo – powiedział po usłyszeniu odpowiedzi na poprzednie pytanie i chwili milczenia ściszonym głosem, po czym podszedł bliżej córki Lisiego Futerka i dotknął nosem jej ucha w jakimś niekoniecznie udanym wyrazie czułości. – Odprowadzę cię na granicę. Przyjdź do mnie, kiedy tylko będziesz chciała, tylko bądź ostrożna – dodał jeszcze, uważnie patrząc na rudą kocicę, po czym ruszył z powrotem w kierunku terenów klanu Rzeki. Nie przekraczając granicy, pożegnał się z matką i odszedł w stronę Leśnych Ostępów, wzdłuż Rzeki i Wichru.

zt
  Statystyki - lvl: 3 | S: 10 | Zr: 11 | Sz: 6 | Zm: 5 | HP: 70 | W: 50 | EXP: 65/200
 
Magnolia.
Zaginiony


Klan:
rzeka

Księżyce: 64 [V]
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda
Matka: Lisie Futerko [*]
Ojciec: Omszony Pazur [*]
Ciąża: nie
Multikonta: Krzykliwa Mewa, Sokoli Cień [KW], Tonąca Łapa [KRz], Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Zamglona Łapa [GK], Czosnek [MGBG]
Wysłany: 2018-06-02, 19:10   
   Wygląd: Jest dokładnym, niemalże idealnym pomieszaniem swych rodziców. Po ojcu odziedziczyła długie, puszyste futro i delikatne prążki, które można bez problemu wypatrzeć na jej sierści. Po matce z kolei wzięła najpiękniejszą na świecie barwę - płomienną niczym zachodzące słońce - rudą. Nie jest to rzecz jasna jedyna rzecz, jaką ukradła Lisiemu Futerku, bowiem oto wokół ciemno różowego nosa rozchodzi się delikatna plama bieli, która miejscami zlewa się na jej gardło i resztę ciała, prawie niewidoczna. Można dostrzec ją również przy dłuższych pasmach jej futra nieco śmiesznie wystających poza jej uszy - dość duże i szpiczaste zresztą. Jednakże okazuje się, że Chaber jest jeszcze większym złodziejaszkiem niż można by przypuszczać, bowiem jej oczy z całą pewnością należą do Omszonego Pazura. Mają ten sam kształt i niezapomnianą, turkusową barwę wpadającą w błękit lśniący pomiędzy rudym futrem młodej marzycielki.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=140463#140463


Miała na myśli wszystkich. Każdego kota, którego znała, o którym myślała dobrze, a później, niespodziewanie, odkrywała, że cały jej świat był niczym więcej niż ułudą. Mówiła również o swoim synu, który był jednym z jej ukochanych dzieci, a który rozdarł jej serce na strzępy, o czym nie dało się tak łatwo zapomnieć, niestety. Gorycz bardzo mocno w niej wzbierała, ale starała się jej z siebie nie wylać, nie przerzucić wszystkiego na Osikę, który był dla niej tak ważny, z którym mogła widywać się teraz tylko raz na jakiś czas, co również łamało jej zniszczone już serce, z którym nie zawsze sobie radziła. Obecnie zaś miała wrażenie, że jeszcze parę kroków, jeszcze parę słów i całkiem się rozsypie, jakby składała się tylko z licznych, nie przystających do niczego części. Jakby całe jej życie właśnie tak wyglądało...
- Tak - odparła i jej głos zabrzmiał dziwnie chrapliwie, jakby poczuła, że już nie jest w stanie więcej unieść. Być może Osika również to dostrzegał, skoro chwilę później uznał, że czas się rozstać. - Pierzasta i Śliwka będą rodzić już wkrótce, więc pewnie będę miała się kim zajmować - dodała przekazując mu tę informację niemalże automatycznie, nie myśląc jeszcze nawet o tym, że jej kuzynka pewnie nie będzie chciała w ogóle oddać potomstwa pod jej skrzydła, chociaż jej niechęć wydawała się Chaber, cóż, właściwie absurdalna.
- Przyjdę - obiecała mu ze ściśniętym gardłem, a później razem z nim wróciła na ziemie Rzeki i patrzyła za nim, gdy odchodził. Nic nie mogła poradzić na to, że po jej mordce płynęły łzy, nad którymi nie była w stanie zapanować. Tęskniła. I nie miała już wiele w Klanie, nie miała już prawie w ogóle szczęścia. Była rozdarta i nie potrafiła sobie poradzić sama ze sobą.

//zt
_________________
How does a moment last forever?
How can a story never die?
It is
love we must hold onto
Never easy, but we try
Sometimes our happiness is captured
Somehow,
a time and place stand still
Love
lives on inside our hearts and always will
  Statystyki - lvl: 5 | S: 11 | Zr: 16 | Sz: 10 | Zm: 8 | HP: 80 | W: 60 | EXP: 115/400
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme Saphic 1.2 created by Sopel & Sklep internetowy | Modified by Foka







Fort Florence











Bleach OtherWorld

SnM: Naruto PBF





Smocze RPG - Smoki Wolnych Stad

HogwartDream



amaimon

vampire-knight

the-avengers