Poprzedni temat «» Następny temat
Bylicowe Łąki
Autor Wiadomość
Świetlistooki
Gwiezdny



Klan:
gwiezdni

Księżyce: Więcej niż gwiazd na Srebrnej Skórze
Płeć: kocur
Wysłany: 2019-03-28, 12:35   Bylicowe Łąki
   Wygląd: Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.


Teren od Jasnych Skał po Świszczące Trawy upstrzony jest wysokimi kępami drobnolistnych, zielonkawych roślin, będących przedstawicielami wielu gatunków bylic. Niektóre pozostają wiecznie zielone, niektóre przypominają wysokie trawy lub chude krzewinki, innym zaś bliżej do zwykłych, skupionych gęsto bylin. Zwykle dają wytchnienie w postaci schronu na otwartych terenach Klanu Wichru, kwitnąc i intensywnie pyląc Porą Nowych oraz Zielonych Liści.
_________________
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc, ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
Ostatnio zmieniony przez Topniejący Lód 2020-04-21, 14:22, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Krzykliwa Mewa
Gwiezdny
W sercu oddech gwiazd



Klan:
wicher

Księżyce: 121 [II]
Mistrz: Biały Kwiat [*]
Płeć: kotka
Matka: Liliowy Płatek [*]
Ojciec: Srebrzysty Deszcz [*]
Partner: Bezchmurne Niebo [*]
Ciąża: nie
Multikonta: Tonące Słońce (S); Sokoli Cień, Raczek (KW); Kozicza Łapa (KG); Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Zamglona Łapa (GK); Czosnek (MGBG); Magnolia (NKT)
Wysłany: 2019-03-28, 17:42   
   Wygląd: Biel, biel, biel. Mniej więcej tak można by ją opisać, gdyby nie te czarne skarpety różnej długości, pokryty węglową barwą ogon - oczywiście nie cały! - i kilka ciemnych łat na brzuchu. I jedna, o której kocica nie wie, bo znajduje się dokładnie na jej karku, kształtem zaś przypomina idealną kropkę. Zależnie od światła jej oczy zdają się być złote lub jasnozielone, choć ona osobiście skłania się ku tej drugiej opcji. Futra nie ma ani długiego, ani krótkiego, ot takie w sam raz. Poduszki jej łap są różowe, chociaż po jej przygodach pojawiły się na nich czarne plamki. Bam, to wszystko!
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....ghlight=#110319


Właściwie Mewa nie mogła powiedzieć, że umieranie było jakoś szczególnie straszne, przynajmniej takie, jakiego sama doświadczała i z jakim właśnie się mierzyła, nie chciała porównywać się z tymi kotami, które ginęły pod ciosami przeciwników najróżniejszych gatunków, kształtów i rozmiarów, bo nie miało to najmniejszego sensu, ona w końcu odchodziła w zupełnie inny sposób, pod pewnymi względami z pewnością lepszy, na pewno mniej bolesny, a jednocześnie pozwalający jej na to, by móc spojrzeć na swoją rodzinę, na swoje dzieci i wnuki, by powiedzieć im: „do zobaczenia!”, a nie zniknąć tak po prostu i już więcej nie wrócić; to właściwie nie mieściło się w głowie Krzykliwej i gdy tej nocy ocknęła się z poczuciem, że na jej nosie osiada gwiezdny pył, zdała sobie sprawę z tego, że to nadeszło – wołanie Nieba stało się nazbyt natarczywe, a całe jej ciało krzyczało, że musi opuścić legowisko – nie zamierzała umierać tutaj, pośród tego mchu, ani tym bardziej na środku obozu, już dawno temu podjęła decyzję, jak chce odejść i zamierzała zrobić to we własnym stylu, bo teraz jeszcze trzymała w łapach swoje życie, ale wiedziała, że więcej już z niego nie otrzyma, uderzenia serca i oddech się kończyły, a ona zdawała sobie z tego w pełni sprawę, co nieco ją oszołomiło, a jednocześnie zesłało na nią taki spokój, że na jej pysku wykwitł jeden z najpiękniejszych uśmiechów, jakimi obdarzała świat; oto jej wędrówka zakończyła się, a Niebo w końcu wzywał ją do siebie.
- Czajko? Czajko! – odezwała się do córki, która tej nocy pełniła przy niej wartę, a gdy ta zbudziła się i zapytała, czy ma biec po medyka, czy mama źle się czuje, Mewa pokręciła łagodnie głową i podniosła się. – Zbierz wszystkie moje dzieci i wnuki, te które chcą iść ze mną. Muszę wyjść na swój ostatni spacer – powiedziała spoglądając na nią łagodnie, ale z miłością wymalowaną w zielonych oczach i chociaż natychmiast dostrzegła, że jej córce zbiera się na płacz, to ona sama nie zamierzała ronić łez, czuła się właściwie szczęśliwa, a do tego chciało jej się śmiać, bo to ona dyktowała warunki śmierci, a nie śmierć jej, była pewna, że za tą cienką granicą czeka już na nią Niebo, a za nim pewnie Opieniek i reszta jej rodziny, już zbierali się, żeby powitać ją na Srebrnej Skórce, tak jak ona zbierała swoich żywych krewnych, by po raz ostatni przebywać z nimi i z nimi obejrzeć ostatni wschód słońca na tym świecie.
Gdy Czajka zmuszona do tego przez Krzykliwą zostawiła ją samą i pognała budzić swoje rodzeństwo, Mewa podniosła się powoli i przeciągnęła ospale, ostrożnie, w końcu zamierzała dotrzeć na wybrane przez siebie miejsce o własnych siłach, wyszła następnie z legowiska, zatrzymała się przed Skręconym Pniem, który od długich księżyców był jej domem i rozejrzała się po obozie pogrążonym jeszcze we śnie, świt dopiero miał nadejść, a ona zamierzała na niego zdążyć; mimo wszystko miała całkiem sporo wspomnień z tym miejscem, ale to nie był jej prawdziwy dom, ten znajdował się daleko stąd, pogrzebany pod skałami i teraz się do niego udawała, była pewna, że właśnie tam uda się w towarzystwie Nieba, gdy ponownie się spotkają i zostaną ze sobą już na wieczność, której nic nie przerwie; potem zaś zaczęła dostrzegać swoją rodzinę, która wybudzona przez Czajkę gromadziła się, by spełnić życzenie seniorki – jeśli ktokolwiek z nich oferował jej pomoc – odmawiała, jeśli zadawali pytania – uśmiechała się jedynie łagodnie, jeśli protestowali – kręciła głową na znak, że ich protesty nic nie zmienią, ona sama wiedziała, że chce odejść i wiedziała, jak zamierza to zrobić.
- Chodźmy, mamy przed sobą trochę drogi, a do świtu już nie tak daleko! – zakomunikowała tak, by usłyszeli ją wszyscy, a potem powoli ruszyła do wyjścia z obozu, o własnych siłach, na własnych starych łapach, które niosły ją nie raz i nie dwa dalej niż sięgał wzrok, które przeprowadziły ją tutaj z dawnych ziem, które zabrały ją do sadzawki, w której krył się Gwiezdny Klan, na własnych łapach, na których zamierzała wejść na Srebrną Skórkę bez niczyjej pomocy.
- Część z was może mieć do mnie żal albo uważać, że czasami za bardzo was pouczałam, ale dożyłam przeszło stu dwudziestu księżyców i żadne z was nie może powiedzieć, żeby wiedziało więcej ode mnie, przykro mi. Wszystko co mówiłam, co robiłam, chociażby wydawało wam się mało przyjemne, robiłam po to, żebyście wiedzieli, jak iść przez życie, żebyście wiedzieli, że czasami ktoś krzywo na was spojrzy, żebyście pomyśleli o tym, co będzie. Każdy z was jest dla mnie ważny i każdego z was kochałam i będę kochać dalej, kiedy już dołączę do Nieba. Cieszę się, że zostałaś medykiem, Lśniąca, to wielki zaszczyt, wielka odpowiedzialność i niesamowite wyróżnienie. Cieszę się, że widziałam, jak zostajesz wojownikiem, Wilku. Obiecałam ci, że doczekam tego dnia i zobacz, wypełniłam przyrzeczenie. Cieszę się, że wróciliście do domu, Chłodku i Chmurko. Cieszę się, że znalazłaś swoje miejsce i jesteś wspaniałym wojownikiem, Zawilcu. Cieszę się, że znalazłaś szczęście, Czajko. Cieszę się, że wszyscy żyjecie, że jesteście zdrowi, że idziecie na przód, cieszę się z treningu każdego z was, z każdego terminatora i ucznia, jakiego szkolicie i wyszkoliliście. Cieszę się z waszych możliwości, z tego, że szukacie dla siebie miejsca w Klanie, że macie przyjaciół, że kochacie, że nie zostawiam was samych – przemówiła wymieniając imiona dzieci i wnuków, niezależnie od tego, czy zdecydowali się z nią iść, czy nie, była pewna, że reszta przekaże nieobecnym jej ostatnie słowa, jakie do nich kierowała za życia, bo Mewa nie zamierzała mówić dzisiaj: „żegnajcie”, a: „do zobaczenia” i to najlepiej już wkrótce.
Szła prze siebie pewnie, nie wahając się ani chwili, chociaż jej krok był powolny, nieco zdawała się nawet utykać i wyglądała już na słabą, jednak nie zamierzała przyjmować niczyjej pomocy, to był jej pochód, jej kondukt żałoby i miał dostosować się do tego, czego ona sobie życzyła, bo to ona dzisiaj odchodziła i to ona była tego dnia najważniejsza; nie czuła lęku, może tylko nieco smutku, że nie zdążyła przekazać im tego wszystkiego, co chciała, że odchodziła zanim zrozumieli, jak bardzo ich kochała; uśmiechała się lekko, a im bliżej byli miejsca, które wybrała, tym zdawała się iść szybciej, ci którzy byli najbliżej niej mogli nawet odnieść wrażenie, że nieco podskakiwała i wyglądała tak, jakby oczami duszy widziała już inne miejsca, inne koty, inne rzeczy, być może nawet inny czas, kto wie.
- O, to tutaj – zakomunikowała niespodziewanie siadając w wybranym przez siebie miejscu, a później położyła się wygodnie na zieleniącej się już trawie, nie kłopotała się chłodem czy rosą, dla niej to były już kwestie całkowicie drugorzędne i nie miała z nimi nic wspólnego, po prostu istniały, ale jej ciało lizał już gwiezdny pył, który zdawał się nieść ją już w dal. – Zobaczcie, jak pięknie! Drzewa się zielenią, idzie Pora Młodych Liści, jak wspaniale! Chciałam jej doczekać i zobaczcie, doczekałam! – powiedziała z ciepłym uśmiechem odmalowanym na całym pysku; wszystko czego pragnęła przed śmiercią, na co czekała, spełniło się, a teraz miała odejść dokładnie tak, jak to sobie zaplanowała.

//wszystkie dzieci i wnuki Krzykliwej Mewy, które chcą podążyć z nią w ostatnią podróż
_________________


[ you'll remember me when the west wind moves ]xxxxx
» upon the fields of barleyxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
» you can tell the sun in his jealous skyxxxxxxx
» when we walked in fields of g o l dxxxxxxxxxx
  Statystyki - lvl: 7 | S: 13 | Zr: 18 | Sz: 16 | Zm: 11 | HP: 100 | W: 60 | EXP: 585/600
Stat. Med. - lvl:
1 | MED.EXP: 31/100
 
Chmurne Niebo
Zaginiony
porcelana


Klan:
wicher

Księżyce: 54 [maj]
Mistrz: Sokoli Cień
Płeć: kotka
Matka: Krzykliwa Mewa
Ciąża: nie
Multikonta: Ważkowa Łapa [KRz] | Oszroniony Pazur [KG]
Wysłany: 2019-03-29, 20:44   
   Wygląd: Chmurka praktycznie nic się nie zmieniła. Wciąż jest piękną, drobną i niewysoką koteczką o niezwykle charakterystycznej, loczkowanej sierści, która zdecydowanie wyróżnią ją z tłumu i harmonijnej budowie ciała. Szczupła, delikatna postura wojowniczki idzie w parze z jej lekkim, cichym krokiem, pełnym niewymuszonej gracji. Sierść kocicy jest długa (półdługa wedle wzorca), miękka w dotyku i powykręcana na wszystkie strony, nie przylegająca do działa, co daje złudne wrażenie jakiejkolwiek masy. Kolorystycznie Chmurka jest flame-pointem; jej futerko jest w barwie biało-kremowej, wyłączając rudo-pręgowany, pióropuszowy ogon i łapy, oraz charakterystyczną równie rudą, niewielką maskę odchodząca od nosa i uszy zakończone niewielkimi pędzelkami. Dopełnieniem całokształtu urokliwej wojowniczki są duże, wyraziste oczy w kształcie migdałów o błękitnej barwie, różowy nos oraz długie, powykręcane wąsy.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=209991#209991


Chmurka została dość gwałtownie obudzona przez swoją przybraną siostrę Czajkę. Gdy koteczka otworzyła błękitne oczy, dostrzegła dość spanikowaną córkę Krzykliwej Mewy, która pośpiesznie kazała jej wyczołgać się spod swojego krzaczka i tak szybko jak się pojawiła przed Chmurnym Niebem tak też szybko zniknęła w wielkim pośpiechu. Kędzierzawa nie do końca rozumiała jeszcze co się dzieje, ale bez sprzeciwów wyszła ze swojej kryjówki. Powoli zaczynało świtać, a gdy pointka potruchtała w kierunku centrum obozu było już tam parę kotów. Chmurka od razu dostrzegła, że wszyscy zebrani to najbliższa rodzina Krzykliwej Mewy. Wtedy dopiero do jeszcze nieco zaspanego umysłu filigranowej wojowniczki zaczęło docierać co się tu właściwie dzieje. Serce zabiło jej dwa razy szybciej, a cała ta nerwowość Czajki udzieliła się i jej. Chmurka wiedziała, że jej łaciata, przybrana siostra miała dziś wartę przy Krzykliwej Mewie, a jej panika oznaczała tylko jedno - starsza kocica była gotowa do swojej ostatniej drogi i chciała ją podzielić z najbliższymi. Mewa zawsze taka była, zawsze robiła po swojemu i nawet w obliczu odejścia na Srebrną Skórkę, musiała odejść tak jak ona tego chciała, tak jak ona to sobie zaplanowała, a nie tak jak chcieli Gwiezdni, jak chciał Niebo. Krzykliwa nigdy nie pozwoliłaby sobie na odejście w legowisku czy na środku obozu, o nie, wszystko musiało być na jej warunkach. I właśnie zamierzała dopiąć swego. Nawet teraz kocica nie pozwoliła by ktoś pomagał jej w tej podróży, by ją podparł. Nie odpowiadała tez na pytania. Zamierzała iść o własnych siłach, choćby nie wiem co, choćby mieli maszerować w nieskończoność, stawiając zaledwie maleńkie kroczki na przód - Mewa musiała iść na własnych czterech łapach.
W gruncie rzeczy Chmurne Niebo było na to gotowa, widziała jak jej mama z dnia na dzień po prostu gasła w oczach, jak stawała się słabsza, jak co raz ciężej było jej stawiać każdy kolejny krok, przeżywać każdy kolejny dzień i chociaż próbowała, robiła wszystko co mogła, nie była w stanie dłużej walczyć. Wiedziała bowiem, że tej walki nie wygra. Był to mimo wszystko ciężki do zniesienia widok, Chmurka pamiętała Krzykliwą Mewę jaką tą wesołą, energiczną i sprawną kocicę i taką ją też zapamięta, a teraz jej przybrana mama była cieniem samej siebie.
Nadszedł więc czas, czas na ostatni przemarsz.
Gdy starsza kocica dała znak do wymarszu, Chmurka jeszcze raz przelotnie zerknęła na śpiący obóz klanu Wichru. Oni nie wiedzieli, mieli nie wiedzieć. To były ostatnie chwile Krzykliwej Mewy, które ta chciała spędzić z najbliższą rodziną. Chmurka miała ogromne szczęście, że było, że jest jej dane do niej należeć. Szli tak wszyscy, grupą, w milczeniu ciesząc się obecnością mamy, babci, mistrza, wzoru, przyjaciółki, a wszystko to zawarte było w jednym jedynym i niepowtarzalnym kocie. Teraz to Mewa była najważniejsza i wszystkie osobiste odczucia dotyczące siebie nawzajem pozostawały gdzieś na boku, gdzieś zanikały. Gdy kocica przerwała ciszę swoim nieco zachrypniętym już głosem, Chmurka poczuła jak jej błękitne oczy zachodzą łzami. Nie pozwoliła im jednak spłynąć, jeszcze nie bo chociaż była w głębi duszy spokojna, czuła, że nie utrzyma ich tak długo jakby chciała.
O, to tutaj.
Krzykliwa przysiadła na łące, która powoli skapywała się we wschodzącym słońcu, zatrzymując tym samym cały swój korowód. Tutaj więc kocica zapragnęła odejść, tutaj miała spotkać Niebo i wydać ostatnie słowa, ostatni oddech. Nikt nie oponował, wszyscy stanęli, przysiedli, położyli się w pobliżu biało-czarnej staruszki. Chmurka zrobiła miejsce kotom w jej mniemaniu bliższym Krzykliwej - związanych krwią, by mogli być jak najbliżej Mewy, a sama położyła się nieco dalej, tak, że pomiędzy nią, a krzykliwą spokojnie mógł ktoś zająć miejsce. Skierowała błękitne, zaszklone oczy na krajobraz, o którym mówiła kocica, uśmiechnęła się pod nosem i mruknęła cicho;
- Tak, pięknie...
_________________


If there's so much I m u s t be
Can I s t i l l just be me
The w a y I am?
  Statystyki - lvl: 3 | S: 5 | Zr: 15 | Sz: 8 | Zm: 5 | HP: 60 | W: 60 | EXP: 70/200
 
Wilczy Pomruk
Zaginiony
paint it, black


Klan:
wicher

Księżyce: 24 [VI]
Mistrz: Sokoli Cień
Płeć: kocur
Matka: Czajkowy Lot
Ojciec: Wilgotny Nos
Partner: Zaśnieżona Ścieżka
Multikonta: Lwi Zew ; Krucza Łapa; Lisica
Wysłany: 2019-03-29, 21:29   
   Wygląd: Wilk stał się większy niż ktokolwiek mógł by pomyśleć i bardziej muskularny. Dzięki długim wędrówkom od najmłodszych czasów i wspinaczkach masa mięśniowa urosła. Smoliste futro zostało na swym miejscu jednakże stało się o wiele bardziej szorstkie jak... wilcze. Wibrysy są również czarnego koloru, a jedyne co wyróżnia się i kontrastuje z ciemnym kolorytem są oczy, które od czasów młodości wyblakły i stały się jasno niebieskie, przypominające lód. Łapy umięśnione mają ślady wszelkich obdarć i zarysowań, a poduszki zgrubiałe i szorstkie również mają kolor czerni.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=296435#296435


Wilk poszedł spać w miarę wcześnie wiedząc iż kolejnego dnia czeka go trening, który... niestety musi być przesunięty w czasie czy tego Gołąb będzie chciał czy nie. Właśnie zdarzały się sytuacje, które nie mogły czekać. Sytuacje piękne, wzniosłe i smutne, a także bolesne zarazem. Takie, które będą trwać w umysłach kotów na wiele księżycy i wiele nieokreślonego czasu gdy reszta odejdzie na Srerbną Skórkę. I nie było w tym nic złego, bo taka jest kolei rzeczy. Natura była cudowna ale i bezlitosna w swych działaniach odbierając życia i je dając. Nie było co do tego żadnych wątpliwości. A jeszcze gdyby wziąć fakt iż mimo całego bólu jaki odczuwał w tamtym momencie Wilk to czuł się szczęśliwy, bo i Mewa była szczęśliwa.
Zbudzony przez wystraszoną i nerwową Czajkę już wiedział co się dzieje. Wiedział co ma nastąpić i mimo wielu przygotowań, bicia się z myślami to nie mógł się pogodzić z nieuniknionym. Jednak postanowił wziąć to na barki, postanowił mimo wszystko nie ukazywać cierpienia jakie gościło w jego sercu od dłuższego czasu. Postanowił trwać przy Krzykliwej do ostatniego jej bicia serca i wiedział, że dla niej to nic strasznego. Że spotka Niebo i wszystko będzie dobrze. I najważniejsze, że finalnie znów się zobaczą.
Poszedł szybkim krokiem (niemal biegiem) na wskazane przez matkę miejsce. Ojciec też tam był, i była Krzykliwa, na której pyszczku malował się jedynie uśmiech. A jej wzrok? Był inny. Jakby faktycznie już widziała kątem oka Srebrną Skórkę i połyskujące, niebieskie futro o błękitnych oczach i ogromnym uśmiechu mówiącym: Chodź kochanie, już czas abyś znów była obok. I wiedział, że jest to piękne.
Podszedł bliżej Mewy witając się z nią czule i niedługo po tym ruszyli dalej. Zdawało się jakby biało-czarna kotka niemal skakała z radości co było dla Wilka nieco... dziwne, ale wiedział iż to cała babcia dlatego uśmiechał się do niej szczerze i z miłością. Czajka natomiast wraz z Wilgotkiem nie byli zadowoleni. Można rzec iż Czajka była nerwowa, spoglądała na matkę i jakby smutniała z każdą chwilą. A Wilgotek? Również był smutny, ale trwał przy Czajce i Wilk wiedział, że to jest miłość.
- Oh babciu, nie mamy do Ciebie żalu. Jestem szczęśliwy, że jesteś i dziękuje Gwiezdnym iż mogłem spędzić z Tobą tyle czasu! - Odparł, a na licu Czarnego pojawiły się mimowolne łzy, które otarł łapą. W końcu dotarli na miejsce, a gdy Mew położyła się Czarny zaraz położył się obok spoglądajac na krajobraz, który faktycznie był cudowny.
- Doczekałaś. Oczywiście, że doczekałaś. Odchodzisz na swych własnych warunkach jak już powiedziałaś. I rzeczywiście widok jest niezmieski. - Zgodził się z babcią spoglądając na nią smutno, ale na pysku malował się dosyć dziwny uśmiech mieszający dwa uczucia: Cieszę się, że jesteś szczęśliwa i nie chcę abyś odchodziła. To wszystko dalej było takie nierealne. Takie... odległe. Czuł się jak we śnie i czy to sprawka Gwiezdnych?
Dotknął lekko nosem jej polika mówiąc jak mocno ją kocha i że dziękuje za wszystko co dla niego zrobiła. Wspinaczka na drzewo, wyjaśnienie sytuacji dotyczącej Lśnienia, rozwianie pewnych wątpliwości, podtrzymywanie na duchu gdy odszedł Mróz i Pokrzywa i wiele wiele innych rzeczy, które sprawiły iż ta babcia jest najlepsza na świecie. - I pozdrów ode mnie dziadka. - Rzekł i uśmiechnął się puszczając jej oczko. Wiedział iż Krzykliwa prawie na pewno nie może się doczekać chwili gdy ten po nią przyjdzie. Był pewien, że to będzie on. Że jako pierwszy powita kotkę wśród Gwiezdnych i otuli swym ciepłem, które w końcu znów poczuje.
_________________
***
I look inside myself and see my heart is black
I see my red door and must have it painted black
Maybe then I'll fade away and not have to face the facts
It's not easy facing up when your whole world is black
  Statystyki - lvl: 3 | S: 12 | Zr: 8 | Sz: 7 | Zm: 6 | HP: 70 | W: 50 | EXP: 175/200
 
Błyszcząca Łapa
Zaginiony


Klan:
wicher

Księżyce: 24
Mistrz: Borsucze Futro
Płeć: kotka
Matka: Zawilec
Ojciec: Chmielograb [*]
Partner: jest wakat
Multikonta: Drżący Płomień [Nkt] Hieroglif [Nkt] Akacjowy Kolec [*] Jenot [KG]
Wysłany: 2019-03-30, 20:39   
   Wygląd: Z całej czwórki kociąt, to ona niestety najbardziej wdała się w tatusia. Jej długie, puszyste, bure futerko przecinają, ciemne klasyczne pręgi. Żeby nie było jednak tak nudno, po jej ciele porozrzucane są całe 4 białe plamki: na pysku dwie różnych rozmiarów gwiazdki, większa na czole, mniejsza na nosie, na końcu każdej łapki małą, białą skarpetkę a od brody do brzucha biel ciągnie się na podobieństwo jakiegoś szykownego kołnierzyka. Nie należy do kotów ogromnych, ale masa futra dodaje jej dość sporo objętości, więc w miocie to ona wydaje się największą. Może niesłusznie - ale kto wie? Żeby się przekonać trzeba by było najpierw ją ogolić. Od tatusia odróżniają ją oczy - bladozielone, patrzące na świat z żywym zainteresowaniem i zachwytem - oraz uszy. W przeciwieństwie do nietoperzowych anten Chmielogbura, jej są stosunkowo małe i razem z drobnym pyszczkiem nadają jej twarzy w miarę sympatyczny wyraz. Ośmieliłabym się nawet stwierdzić, że kotka jest doprawdy urocza.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=283783#283783


...Obudziła ją ciocia Czajka. Kotka zamrugała parę razy oczami wciąż zaspana, ale starała się skupić na słowach krewnej i spróbować je zrozumieć. I po chwili udało jej się usłyszeć i zrozumieć każde pojedyncze słowo, ale złożone w całość nie wydawały się mieć żadnego sensu. Podniosła się ze swego legowiska i rozejrzała się dookoła. Poza Czajką na nogach było jeszcze parę innych osób. Wszyscy, jak zauważyła, byli jej krewnymi i wszyscy wydawali się zmartwieni. Na swoje różne sposoby, okazując to w różnych stopniach, ale kotka czuła, że panuje nieprzyjemna atmosfera. A może to tylko jej podświadomość, która zrozumiała słowa cioci a Błyskotce nie pozwalała w pełni ich zrozumieć, ale dawała jej sygnały? Delikatne oznaki tragedii, by nie miała problemów z przyswojeniem ich. Była dość emocjonalną osobą.
...Przeniosła wzrok z powrotem na Czajkę, by dopytać się jej i spróbować zrozumieć, ta jednak ruszyła budzić kolejne osoby. Błyskotka poczuła się samotna i porzucona a jednocześnie nieco zaskoczona, że taka rzecz bez znaczenia wywołuje w niej fale emocji. Czy to było naprawdę bez znaczenia? Nic nie rozumiała. Obecność rodziny dawała jej jednak odwagę i utrzymywała resztki spokoju. Podążyła za resztą na zewnątrz. Ich sylwetki zdawały się odcinać wyraźnie od otoczenia pokrytego cieniem. Zobaczyła również babcię, jej kochaną babcię. Dlaczego zbierali się tutaj wszyscy w nocy? Dlaczego babcia nie spała, musi przecież uważać na siebie, jest taka stara i delikatna, dlaczego, dlaczego. Pytania kołatały się w głowie Błyskotki, ale ustały, gdy zobaczyła szeroki uśmiech babci. I wszystkie zniknęły, zastąpiła je pustka i bezbrzeżny smutek. Z jej oczu zaczęły płynąć łzy i nie przyszło jej nawet do głowy by próbować ukryć czy uciec. Wciąż do końca tego do siebie nie dopuszczała, ale zrozumiała. Czuła to każdą częścią swojego ciała i wydawało się, że każda część płacze, krzyczy, rozpacza. Chciała przypaść do babci i się w nią wtulić, bała się jednak, że zachwieje delikatną równowagę jej ciała a ona przewróci się i rozpadnie w drobny proszek.
...Skinęła słabo, gdy babcia zakomunikowała, że czas na wymarsz. Ruszyła za nią czyniąc długie, powolne kroki. Nie musiała się specjalnie spieszyć, babcia nie poruszyła się prędko. Był to chód całkiem niezwyczajny dla buro-białej terminatorki, ale w obecnej sytuacji na więcej nie mogła się zdobyć. I nawet dobrze.
...- Żal do ciebie...? - powtórzyła, kiedy kocica zaczęła swój monolog. Jej testament. Błyskotka nie mogła nawet zrozumieć, dlaczego ktoś miałby mieć żal do takiej osoby. Z każdej strony babcia Mewa wydawała jej się idealna. Czucie wobec niej takich uczuć było jak... było po prostu profanacją. Wypełniło to kotkę kolejną falą smutku i gniewu a łzy dalej płynęły po jej twarzy, kiedy we względnej ciszy przerywanej jedynie pociąganiem nosa słuchała ciągu dalszego wypowiedzi. Słowa napełniły ją i napoiły, gdy jednak Mewa przestała mówić, terminatorka zdała sobie sprawę, że jej imię nie zostało wypełnione. No tak... nigdy nie dała jej żadnego powodu do dumy. Potrzebowała ciągłej pomocy i jedyne co potrafiła to się głupio uśmiechać. Dlaczego miałaby zostać zapamiętana?
...Zawahała się. Czy powinna iść z nimi dalej? Co prawda babcia powiedziała "każdy z was", ale czy miała to naprawdę na myśli? Spojrzała na swoją rodzinę. Czy mama w takiej sytuacji by zrezygnowała? Wzięła głęboki wdech. Nie, musi to zrobić. Nie zrobi z siebie idiotki. Musi tam pójść ze wszystkimi z uniesioną głową, to może... może zapomną, że była taka. Zacisnęła mocno zęby na języku i zmusiła się, by przestała płakać. Następnie ruszyła przed siebie, kontynuowała marsz. Nie próbowała jednak nadrabiać straconej odległości, kroczyła więc na samym końcu pochodu, może nie tak ważna jak cała reszta, ale przynajmniej obecna.
...Podniosła łeb z zaskoczeniem, kiedy cała grupa się zatrzymała. Już byli. Rozejrzała się dookoła. Było tu naprawdę ładnie. Delikatnie zazieleniona ziemia, krzewy i drzewa powoli pokrywały się przeróżnymi kolorami wschodu. Odbijały się w rosie, w oczach Krzykliwej Mewy i ogrzewały wnętrze Błyskotki. Przez chwilę pomyślała, że również chciałaby teraz umrzeć. Było tak miło i spokojnie... Spokój rozegnała jednak myśl, że zapewne Błyskotka ubarwiła tą scenę w swym umyśle. W rzeczywistości było to normalne miejsce, normalna rosa, normalny wschód i jego kolory. Dokonanie żywota z babcią byłoby pewnie dość żałosne. Jej serce znów stało się ciężkie. Życie było obrzydliwe. Życie było żałosne i jej narodziny były jej klątwą. Z nienawiścią, której nigdy w życiu by się po sobie nie spodziewała, zaczęła myśleć o ojcu. Jak mógł podarować jej coś tak przeklętego?!
...Na szczęście dla babci już się to skończyło. Chociaż jej życie nie było tak skażone jak jej własne. Dobrze... nie zasługiwała na to. Ale z drugiej strony, czym sobie Błyskotka zasłużyła? Ze świstem wciągnęła powietrze w płuca, po czym położyła się przy samej babci Mewie. Nie przejmowała się, że ktoś inny będzie chciał zająć to miejsce - a może zrobiła to właśnie dlatego? Czuła bardzo nieprzyjemną mieszankę smutku, goryczy i głębokiej ulgi.
  Statystyki - lvl: 2 | S: 5 | Zr: 9 | Sz: 7 | Zm: 5 | HP: 65 | W: 45 | EXP: 30/150
 
Borsucze Futro
Gwiezdny
play despacito



Klan:
wicher

Księżyce: 77 [XI]
Mistrz: Zajęczy Sus
Płeć: kocur
Matka: Miętowooka [NPC]
Ojciec: Twarda Gwiazda* [NPC]
Partner: -
Multikonta: Trzmiela Gwiazda [Pył], Kruk (KG), Olchowy Szept (KC), Gwieździsta Łapa (KW) | Bystry Nurt (S), Chmielograb/Piotr (MGBG), Barszczowa Łapa (GK)
Wysłany: 2019-03-31, 16:14   
   Wygląd: Srebrzysty rosły kocur o długim, gęstym futrze, które pokrywają czarne klasyczne pręgi. Kocur ma białą brodę, kryzę oraz krótkie skarpetki na przednich oraz dłuższe sięgające do pięt na tylnych. Jego broda jest silnie zarysowana, a nad nią znajduje się proporcjonalny, łososiowy w środku i czarny na zewnątrz nos, znad którego wyglądają limonkowe ślepia, które zależnie od światła są mniej lub bardziej żółte bądź zielone. Oczy Borsuka kształtem przypominają zaokrąglone kamienie, zwężające się prawie pod kątem ostrym do jednej strony. Z uszu wyrastają mu bujne, czarne pędzle, a żuchwę porastają bujne, długie bokobrody, często falujące na wietrze. Srebrzystego charakteryzują długie łapy ze słabo zarysowanymi mięśniami.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=5406


Srebrzysty wyszedł z obozu na "patrol", co robił ostatnimi czasy coraz częściej, ale zamiast faktycznie wypełniać swoj wojowniczy obowiązek, Borsuk tułał się po terenach Klanu Wichru. W ostatnich wschodach słońca zrobiło się cieplej, a promienie przyjemnie grzały okolicę, toteż jakoś tak łatwiej, o dziwo, było mu iść, choć łapy i tak miał ciężkie jak kamienie. Sunął po ziemi oderwany od rzeczywistości, aż w pewnym momencie nie dotarł do niego zapach Błyskotki i Mewy oraz... huh, Chmurki? I syna Wilgotka. Zamrugał wolno i rozejrzał się dookoła. Nie trudno było dostrzec gromadkę kotów otaczającą starszą kocicę. Słyszał o powrocie Chmurki do klanu, ale jakoś nie mógł w to uwierzyć, a teraz ją zobaczył i... nie poczuł nic? Niegdyś tak bardzo za nią tęsknił, a teraz była mu tak obojętna. Nawet go to zaskoczyło.
Syn Twardej Gwiazdy przysiadł parę długości drzewa od pozostałych kotów i obserwował ich z daleka, nie chcąc się wtrącać. Zresztą, nie miał siły na interakcje z innymi kotami. Nie wpadł też na to, że właśnie się z sobą żegnali. Krzykliwa ostatnio wyglądała coraz gorzej, ale Borsuk od tamtego dnia nie był w stanie spojrzeć jej w oczy i nic się nie zmieniło. Powiódł limonkowymi ślepiami ku kocicy i westchnął smutno. Niedługo później zrobiło mu się słabo i ostatkiem sił wrócił do obozu, w którym zasnął. Najwyraźniej nadmiar słońca, myślenia i wspomnień mu zaszkodził. Gdy zasypiał w kościach czuł, że kiedy się zbudzi, to Krzyki już z nimi nie będzie. Potem powieki kocura opadły i śniło mu się, że znów był szczęśliwy, że biegał po łące z babcia Błyskotki i zbierał z nią kwiaty, by na koniec pożegnać się na zawsze.

zt
_________________
wcisnę się w bezpieczny kąt
w dziurawą ścianę wbiję wzrok
do sieci wrzucę płaczliwy post
p o l u b i s z g o

ty tylko popatrzysz, a ja
poczuję się gorzej na samą myśl
zaczynam zamykanie bram
  Statystyki - lvl: 5 | S: 13 | Zr: 14 | Sz: 10 | Zm: 10 | HP: 80 | W: 60 | EXP: 265/400
Stat. Med. - lvl:
2 | MED.EXP: 16/200
 
Chłodny Oddech
Zaginiony
wśród swoich


Klan:
wicher

Księżyce: 67 (luty)
Mistrz: Gradowy Podmuch > Sokoli Cień
Płeć: kocur
Matka: Krzykliwa Mewa
Ojciec: Bezchmurne Niebo*
Multikonta: Jeżynowy Cierń (KR), Szepczący Pył (GK)
Wysłany: 2019-03-31, 19:05   
   Wygląd: Chłodny nigdy nie był zbyt wysoki i tak już pozostało. Jest średniej wielkości, dość przysadzistym, ale dobrze zbudowanym kocurem. Posturę odziedziczył po ojcu, choć jest osadzony na nieco dłuższych łapach. Po Niebie może także poszczycić się krótkim, miękkim i gęstym futrem, którego barwa to połączenie obojga rodziców - szarość ojca, którą miejscami pokrywa obecna w mniejszej ilości matczyna biel. Jest ona obecna na piersi, brodzie, brzuchu, końcówce ogona oraz wszystkich czterech łapach w postaci krótkich skarpetek. Lekko wydłużony pysk kocura zdobią dwa ciemnoniebieskie ślepia, spiczaste uszy (prawe naderwane), ciemnoszary nos i gęste, białe wąsy. Podczas życia poza Klanem nazbierał też trochę blizn. Ma dwie szramy od pazurów na prawej skroni, wyraźne ślady po ugryzieniu psa na karku, podłużną bliznę na lewym udzie oraz kilka pomniejszych, słabo widocznych - głównie na łapach.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=173448#173448


Od pewnego czasu nie czułem się najlepiej. Cóż, pomimo dobrego zdrowia miałem już swoje księżyce i przeziębienia będą pewnie łapały mnie częściej, niż dotychczas. Straciłem w ten sposób ucznia, ale cóż poradzić, nie będę za nim płakał tak jak pewnie on nie płacze za mną! W końcu nie za bardzo za mną przepada. Może mój siostrzeniec lepiej sobie z nim poradzi, znajdą jakiś wspólny język, w końcu Wilk był taki młody. Tak czy siak, nerwowe wezwanie Czajki podniosłoby mnie na cztery łapy nawet gdybym był połamany! Nie spałem, gdy przyszła, byłem już wyspany i gniłem z zakatarzonym nosem w lecznicy, więc szybko pozbierałem się i poszedłem za nią. Nie ukrywam, że jej drżący głos i chaotyczność wywołały we mnie niepewność i lekkie przerażenie. Nie chciałem jednak wysuwać pochopnych wniosków, więc poszedłem we wskazane miejsce.
Gdy ujrzałem moją mamę wśród kilku zebranych... zrozumiałem. Wyglądała na bardzo osłabioną, ale jednocześnie przepełnioną błogim spokojem i szczęściem. Wiedziałem już, na co czeka. Wiedziałem, że była gotowa na spotkanie z moim tatą, na pozostanie przy jego boku i oczekiwane na ponowne spotkanie nas - dzieci i wnuków. Moje serce nieoczkiwanie zaczęło tłuc się w piersi jak oszalałe, a moje oczy stały się wilgotne. Wiedziałem, że to już jej czas, ale oh, tak bardzo nie tego chciałem! Rozumiałem, ale bolało. I to bardzo, bardziej niż sądziłem, że będzie, ale jak dotąd odpychałem od siebie tą wizję, a teraz natarła ona na mnie ze zdwojoną siłą. Byłem jednak przekonany, że mama nie chciała rozpaczy i łez, nie chciała żałości i przygnębienia. Zacisnąłem więc powieki, pozbywając się gromadzących się kropel, i zbliżyłem się do zebranych, obdarzając każdego łagodnym uśmiechem Z mamą przywitałem się szeptem przez nieco zaciśnięte gardło i liznąłem ją w policzek. Nie ukrywam, że czułem się trochę, jakbym śnił. Nie chciałem przyjąć do wiadomości, że ten dzień nadszedł. Pociągając lekko nosem, siedziałem obok Mewy, oczekując wraz z nią na pozostałych.
W końcu dostaliśmy znak, że czas w drogę. Całą rodziną. W pierwszej chwili chciałem, jak przy każdym wspólnym spacerze, wspierać bok matki swoim bokiem, ale wyglądała na zdeterminowaną, by iść samodzielnie. Nie pozostało mi nic innego, jak to zaakceptować. Szedłem więc obok, ale pozwalając mamie iść swobodnie, tak jak chciała. Słuchałem uważnie i w milczeniu, co ma nam wszystkim do powiedzenia. Uśmiechałem się przy tym lekko, ciesząc się jej słowami i jej głosem, póki jeszcze mogłem. Chłonąłem jej obecność bardziej niż kiedykolwiek, w duchu licząc na wydłużenie tej chwili w wieczność, choć wiedziałem, że to niemożliwe. Nie mogłem też być egoistą, w końcu mama bardzo tęskniła za Bezchmurnym Niebem. Ostatecznie, prędzej czy później, wszyscy znów będziemy razem i ta myśl mnie odrobinę pocieszała, choć serce mi pękało. Tak czy inaczej, uśmiechnąłem się szerzej na wspomnienie o moim powrocie. No właśnie. Nie da się ukryć, że właściwie powinienem się cieszyć, że mogę osobiście pożegnać mamę, że zdążyłem ją odnaleźć i spędzać z nią czas. Wciąż jednak nie bylem gotów na pożegnanie... ale czy na to można być gotowym, gdy się kogoś kocha?
- Twoja mądrość i doświadczenie wiele nam dały, mamo. I co by nie było, wszyscy bardzo cię kochamy i zawsze będziemy kochać. Wielu mogłoby nam pozazdrościć tak wspaniałej i troskliwej mamy czy babci. Zawsze będziesz w naszych sercach, a my w wielu momentach będziemy wspominać twoje rady. - odrzekłem po jej słowach, spoglądając na nią głębokim i pełnym troski wzrokiem. Przelotnie zerknąłem jeszcze na resztę, upewniając się, że na pewno mówiłem za wszystkich. Przypuszczałem, że tak było. Nawet, jeśli tylko w tej chwili, w co jednak szczerze wątpiłem. Krzykliwa Mewa była zbyt dobra i troskliwa i jasnym było, że dla całej rodziny i całego Klanu zawsze chciała jak najlepiej. Bylem tego pewien, każdy powinien być.
Usiadłem na trawie blisko matki, która to położyła się beztrosko w trawie i chłonęła piękno okolicy. Chciałem się tym cieszyć razem z nią, choć nie było to łatwe ze względu na łamiące się serce. Ale starałem się. Dla niej. Żeby jej ostatnie chwile z nami były szczęśliwe, żeby mogła nas pożegnać bez trosk i zmartwień. Przymknąłem na chwilę oczy i lekko pociągnąłem zakatarzonym nosem, próbują odgonić smutek. Pierwsze promienie słońca muskały nasze futra, podobnie jak lekki, przyjemny powiew wiatru zwiastujący nadejście Pory Młodych Liści. Wciąż nie dopuszczałem do końca myśli, że patrzę na mamę z krwi i kości pewnie po raz ostatni, że dzisiaj w nocy już być może będzie nas obserwować ze Srebrnej Skórki razem z Niebem, Opieńkiem i resztą. Nie było mi łatwo się z tym pogodzić. Chciałbym spędzić z nią więcej czasu, nadrobić ten stracony przez moją bezmyślność i tchórzostwo. Otworzyłem ślepia i spojrzałem na mamę, która ze spokojem odpoczywała w trawie, radując się pięknem okolicy i obecnościś najbliższych. Chciałem, by ta chwila trwała długo. Jak najdłużej. Wiedziałem, że mama była gotowa, ale ja... nie byłem.
_________________



reset myself
and get back on track
i don't want this isolation
see the state I'm in now?
❄ ❅ ❄
  Statystyki - lvl: 2 | S: 9 | Zr: 7 | Sz: 6 | Zm: 5 | HP: 75 | W: 35 | EXP: 125/150
 
Persefona
Pieszczoch
maneater



Klan:
samotnicy

Księżyce: 95 [listopad]
Mistrz: Malinowy Nos
Płeć: kotka
Matka: Bezchmurne Niebo
Ojciec: Krzykliwa Mewa
Ciąża: nie
Multikonta: Fiołkowy Świt [KW]; Żubrze Gardło, Czarny Kogut[KG]
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2019-03-31, 19:41   
   Wygląd: Niewysoka, o krótkim, idealnie wypielęgnowanym białym futerku z szarymi znaczeniami na uszach, czole, ponad różowym nosem i na końcu tępo oderwanego ogona. Puszysta, o przyjemnie zaokrąglonych boczkach, krótkiej kufie i okrągłej głowie. Ma oderwane kawałki uszu i pokaźną bliznę po prawej stronie pyska, ciągnącą się aż na kark i zahaczającą o oko, które jest nieznacznie przymknięte i ma wyraźnie ciemniejszą barwę.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=186860#186860


Choć było przed świtem, to nie spała już od jakiegoś czasu. O świcie miała trening swojego terminatora, jednego z trzech których obecnie szkoliła na przyszłych wojowników. Oczywistym jest więc, że nim opuści legowisko wśród kolczastych gałęzi głogu i berberysu musi doprowadzić się do stanu bliskiego perfekcji. Układała więc futerko spokojnie, przemywając śnieżnobiałą sierść długimi ruchami szorstkiego języka. Nagłe pojawienie się nerwowej Czajeczki przerwało jednak jej toaletę, a sam jej widok oraz wiedza, że to ona spędzała tę noc przy Krzykliwej Mewie wystarczały, by serce podeszło jej do gardła. Wojowniczka poderwała się z miejsca i wyszła za siostrą, by choć przez krótką chwilę przylgnąć do niej bokiem w próbie uspokojenia jej; ta jednak zaraz pomknęła dalej, by zbierać resztę rodziny i Zawilcowa Skórka zrozumiała, że śmierć jeszcze nie zabrała Krzykliwej Mewy. Że wisi nad nią złowrogo niczym burzowa chmura, jednak nie odebrała im jej bez odpowiedniego pożegnania. Uchyliła mordkę i pozwoliła sobie na drżące westchnięcie.
Była, tak naprawdę, jedną z ostatnich, na których czekał pochód żałobników. Przywitała się z rodziną krótkim skinieniem głowy, do Krzykliwej Mewy zaś uśmiechnęła się delikatnie i przylgnęła do jej boku na krótką chwilę; zaraz jednak cofnęła się o pół kroku czując nieprzyjemny ucisk w piersi, zwłaszcza że jej matka nie życzyła sobie pomocy, podtrzymywania i traktowania jej jak zniedołężniałą staruszkę. Wciąż była sobą, była tą samą kotką która bez lęku sprzeciwiała się Gwiazdom, która poszukiwała Gwiezdnych na nowych ziemiach, która miała siłę fizyczną i psychiczną, jakiej nie zatraciła nigdy. Krok miała żywy, jakby chciała wyrywać się i biec przed siebie, na Srebrną Skórkę do Bezchmurnego Nieba, do Opieńka, Muchomorka i innych, którzy skończyli swój bieg wśród żywych. Zacisnęła zęby, przygryzając przy tym wnętrze policzka; uśmiechnęła się jednak blado i uniosła głowę, gdy i jej imię pojawiło się wśród tych, które wymieniła Mewa. Cieszę się, że znalazłaś swoje miejsce. Czy faktycznie znalazła? Czy to było to, czego pragnęła i do czego dążyła? Czy jej ambicje nie sięgały wyżej, aż po iskrzące gwiazdy? Umknęła wzrokiem zamykając oczy.
To tu.
- Minął pełen obieg pór, od kiedy przybyliśmy na te ziemie - odezwała się cicho zajmując miejsce obok Krzykliwej Mewy i Błyszczącej Łapy, która tak bardzo chciała mieć jej jak najwięcej dla siebie. Spojrzała na córkę krótko, jednak nie odezwała się. - Tak wiele się zmieniło, mamo, a ty miałaś w tym swój wkład. Odnalezienie Gwiezdnych, sprrawiedliwy przywódca i spokój w Klanie, to wszystko i wiele więcej nosi na sobie odcisk twoich łap - pociągnęła; chciała mówić więcej, jednak jej głos zaczął niebezpiecznie drżeć, a ona nie chciała, by całkowicie się złamał. Nie chciała też, by widać było że płacze; uniosła więc głowę i utkwiła spojrzenie w niebie, by nie pozwolić na to by łzy spłynęły po jej policzkach. Ostatecznie jednak opuściła wzrok i spojrzała na Krzykliwą Mewę; choć siedziała wyprostowana, dumna i chłodna jak zawsze oparła się po chwili barkiem o bok Chłodnego Oddechu. Nie chciała odwracać wzroku, ale już teraz czuła jak lekka i ciężka zarazem wydaje się być jej głowa, gotowa do tego by widzieć gwiazdy gdy tylko wojowniczka straci równowagę i padnie bez świadomości na młodą trawę obok umierającej matki.
_________________

her eyes and words are so icy
oh but she burns
like rum on the firex ̖́-
hot and fast and angry
as she can be
  Statystyki - lvl: 5 | S: 12 | Zr: 12 | Sz: 8 | Zm: 10 | HP: 75 | W: 65 | EXP: 360/400
 
Lśniąca Sadzawka
Medyk
jedyna mądra



Klan:
wicher

Księżyce: 64 X
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Ciąża: nie
Multikonta: Błękitna Toń [KG] Jaskółka [S] Różana Łapa [KW] Skrzące Słowo [KRz]
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2019-03-31, 20:37   
   Wygląd: Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła. Na lewej przedniej łapie ma małą bliznę po ukąszeniu szczura.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=263337#263337


Niezależnie od tego, co wydarzyło się ostatnimi czasy, jako medyk musiałam cały czas mieć czystą głowę i nie myśleć o niepotrzebnych rzeczach, zwłaszcza teraz, kiedy z Krzykliwą Mewą nie było najlepiej. Akurat spałam, kiedy przyszła do mnie ciotka Czajka i przekazała mi wszystkie potrzebne wieści. Momentalnie wstałam na równe łapy i szybko przeczesałam potargane futerko, by dołączyć do reszty rodziny.
Spodziewałam się, że śmierć przyjdzie po babcie już niebawem, jednak nie spodziewałam się, że nadejdzie to tak szybko. Nie spodziewałam się, że będzie to wyglądało w ten sposób i że wszyscy będziemy tego świadkiem.
Szłam, trzymając się raczej z tyłu, stale utrzymując ten sam wyraz pyska, obojętny jak zawsze. Dzisiaj jednak mój krok nie był tak mocny i pewny siebie jak zawsze, a bardziej leniwy. Garbiłam się lekko. Słuchałam słów babci, wyłapując przy tym również i swoje imię, a zaraz po tym również i gratulacje z powodu rangi, którą piastowałam. Kiedy dotarliśmy na miejsce, rozejrzałam się wokoło. Było tu pięknie. Wiedziałam jednak, że zaraz cała ta sielanka się skończy, a trawa wilgotna od rosy, stanie się mokrzuteńka przez łzy zebranych. Usiadłam więc obok mamy, opierając się lekko o jej bok, a następnie przytulając, gdy usłyszałam, że jej głos powoli zaczynał się łamać. Nie zbierało mi się na płacz - widziałam już dostatecznie dużo śmierci i wiem, że zobaczę jeszcze więcej, jednak rozumiałam, dlaczego Zawilcowa Skórka była tego bliska. To była jej matka. Byłoby mi równie ciężko, gdyby to ona, a nie Krzykliwa Mewa była w tym miejscu, dlatego chciałam jakoś okazać jej wsparcie. Co prawda każdemu będzie ono potrzebne, ale spośród zebranych, najbardziej obchodziła mnie mama. I Błyskotka, ale tej posłałam jedynie krótkie spojrzenie pełne współczucia i jeśli chciała, to śmiało mogła usiąść obok mnie.
_________________


falling too fast to prepare for this
tripping in the world could be dangerous
everybody circling is vulturous
N E G A T I V E, N E P O T I S T

everybody hoping they could be the one
i was born to run, i was born for this
nie kradnij bo to joint effort klon, łatki i zając


  Statystyki - lvl: 6 | S: 13 | Zr: 17 | Sz: 11 | Zm: 21 | HP: 80 | W: 70 | EXP: 280/500
Stat. Med. - lvl:
10 | MED.EXP: 615/2100
 
Krzykliwa Mewa
Gwiezdny
W sercu oddech gwiazd



Klan:
wicher

Księżyce: 121 [II]
Mistrz: Biały Kwiat [*]
Płeć: kotka
Matka: Liliowy Płatek [*]
Ojciec: Srebrzysty Deszcz [*]
Partner: Bezchmurne Niebo [*]
Ciąża: nie
Multikonta: Tonące Słońce (S); Sokoli Cień, Raczek (KW); Kozicza Łapa (KG); Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Zamglona Łapa (GK); Czosnek (MGBG); Magnolia (NKT)
Wysłany: 2019-03-31, 20:42   
   Wygląd: Biel, biel, biel. Mniej więcej tak można by ją opisać, gdyby nie te czarne skarpety różnej długości, pokryty węglową barwą ogon - oczywiście nie cały! - i kilka ciemnych łat na brzuchu. I jedna, o której kocica nie wie, bo znajduje się dokładnie na jej karku, kształtem zaś przypomina idealną kropkę. Zależnie od światła jej oczy zdają się być złote lub jasnozielone, choć ona osobiście skłania się ku tej drugiej opcji. Futra nie ma ani długiego, ani krótkiego, ot takie w sam raz. Poduszki jej łap są różowe, chociaż po jej przygodach pojawiły się na nich czarne plamki. Bam, to wszystko!
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....ghlight=#110319


Przeżyła ponad sto dwadzieścia księżyców i doskonale wiedziała, że nie było wiele kotów, które mogłyby pochwalić się czymś podobnym, większość z nich mimo wszystko ginęła w czasie walk, znikała nieoczekiwanie z Klanu, odchodziła we wcześniejszym wieku, ale niewielu było takich, którzy w zdrowiu docierali do granic wytrzymałości swojego ciała, które po prostu pewnego dnia stwierdzało, że nie jest już w stanie dłużej pracować, które mówiło, że te łapy już więcej nie uniosą ciała, że to serce nie zabije już więcej razy, a płuca nie nabiorą kolejnego tchu; nie umiałaby nawet wyjaśnić innym, jak to jest, kiedy wiesz już, że śmierć się do ciebie uśmiecha, że wyciąga do ciebie pomocną łapę i mówi, że już czas, że Srebrna Skórka czeka, że są tam wszyscy, których kochała, a którzy już odeszli, przed nią, zanim zdołała ich powstrzymać – mogli więc pytać, jak to możliwe, że ona wie, że to teraz, że to dzisiaj, dlaczego tak bardzo chce opuścić obóz, czy nie boi się tego, co nadejdzie – a ona nie byłaby w stanie powiedzieć im nic mądrego; domyślała się, że część z nich niedowierza, że nie są przekonani co do tego, co się ma wydarzyć, ha, młode niedowiarki nie wiedzące jeszcze, jak to jest, ale nie umiałaby nawet wybrać słów, zgodnie z którymi mogłaby im wyjaśnić te wszystkie zawiłości, jakie się w niej pojawiły, nie byłaby w stanie powiedzieć, że dlatego i dlatego wie, że umiera, bo brzmiało to niesamowicie abstrakcyjnie, ale jednocześnie tak właśnie było, ona po prostu wiedziała, była o tym przekonana, była pewna, że jej dni zostały policzone; na razie jednak jej myśli skupiły się na chwilę jeszcze na kotach, które poszły z nią, które chciały być z nią, gdy przyjdzie jej przekraczać granicę życia i śmierci, a na dokładkę żadne z nich nie protestowało, wszyscy wiedzieli, jakie wybrała warunki, jakie podyktowała i nie sprzeciwiali się, chociaż doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że chcieli ją podtrzymać, ulżyć jej jakoś, być tuż obok niej, podać jej łapę albo po prostu zatrzymać w miejscu – nie była na tyle niepoważna, by nie rozumieć, że każde jej dziecko i wnuk marzy o tym, by została z nimi jeszcze trochę, jeszcze parę chwil, chociaż parę dni, chociaż przecież i tak doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że to już nie zmieni nic – Mewa odchodziła i nie było siły, która mogłaby wstrzymać ją w miejscu, nie było magii, która spowodowałaby, że nagle miałaby znowu czterdzieści księżyców, chociaż czasem o tym marzyła, teraz jednak była gotowa do drogi; teraz posłała każdemu z nich uśmiech, spojrzała na nich z wielką miłością i chociaż pewnie nie dostrzegała już ich wszystkich, zbyt bowiem oślepła na starość, to czuła ich obecność – byli, słuchali jej, odpowiadali, przekazywali jej to, co uważali za najważniejsze – Chmurka przyznała, że było tu pięknie i niesamowicie uradowało to jej przybraną mamę, Wilk kazał jej pozdrowić Niebo, a Błyskotka ułożyła się u jej boku i została obdarzona przez babcię liźnięciem pomiędzy uszami, Chłodny docenił jej mądrość, a ona odwzajemniła jego delikatny dotyk, a Zawilec zapewniła ją, że bez niej wiele rzeczy nie miałoby miejsca, Czajka cicho wyznała, że niesamowicie mocno ją kocha, czuła również zapach Lśniącej, ale nie wymagała od niej, by cokolwiek mówiła, w końcu nie było to konieczne, a cała reszta po prostu była, może nie była w stanie się odezwać, może się wycofała, może się bala, ale Mewa podejrzewała, że nawet jeśli bali się z nią wyjść, to czuwali teraz w obozie; ale to wszystko było już nieważne, bo Mewa zaczynała zapadać się już w innym świecie, ciałem znajdowała się jeszcze tutaj, słuchała, obserwowała, ale widać było, że śmierć idzie ku niej i wyciąga po nią swoje ręce, kocica była jednak zadziwiająco spokojna, jakby to wszystko jej nie dotyczyło, jakby było jedynie chwilowo melodią nie związaną z nią samą, może nawet jej ciało nie należało już do niej, może posiadała tylko wspomnienia, tak samo jak wszystkie te koty, których nawoływanie słyszała, których głosy rozpoznawała, gdy śmiejąc się witały ją radośnie, chociaż dla innych zebranych w tym miejscu pozostawały niewidoczne, a ich ciepło i spokój nie obejmowały rodziny Krzykliwej Mewy, która w przeciwieństwie do niej pozostawała z pewnością pogrążona w żałobie, chyba nie mogąc zrozumieć dlaczego starsza jest taka niewzruszona, dlaczego właściwie spogląda przed siebie z wyczekiwaniem, jakiego nie dało się wręcz pominąć; po całej jej postawie było widać, że ona już wie, że się do niej zbliżają, ale widać było również, że czeka na kogoś szczególnego, że to jego wypatruje w tym świcie, który właśnie wstawał ponad terenami Klanu Wichru, widać było, że opuszcza już ten świat – jej rodzina nie mogła tego dostrzec, ale jej ciało gotowało się już do skoku, to uwięzione w tej ziemskiej powłoce, ono już grało, ono już naprężało mięśnie gotując je do skoku, do biegu, za jakim tęskniła od niepamiętnych księżyców, ono już drżało w uniesieniu; jej uszy słyszały uderzenie cięższych łap, jej oczy zaś dostrzegały wyraźnie niewielką na razie sylwetkę na tle wschodzącego słońca, która niewątpliwie cała spowita była szarym futrem; nie przypuszczała, by ktokolwiek z jej bliskich widział tego kocura, który pędził ku nim coraz szybciej i szybciej, który już się do niej śmiał, który wyróżniał się na tle tych złotych łanów, które szumiały ponad jego głową, który tak bardzo za nią tęsknił, że nawet po śmierci przychodził z nią rozmawiać, nie sądziła również, by on w tej chwili widział kogokolwiek poza nią, starą i zmęczoną, która leżała spokojnie czekając na moment, w którym będzie mogła ku niemu skoczyć i właśnie wtedy jej mięśnie spięły się całe – jej ciało ułożyło się do skoku, ale to nie było to ciało, które nosiła przez ponad sto dwadzieścia księżyców, to nie była ta powłoka, która zestarzała się i znikała; to była ona, Mewa, która przeżyła od urodzenia aż do tej chwili, której nie złapał borsuk, nie porwała rzeka, która wyszła zwycięsko ze swych walk, która pochowała syna, doczekała się wnuków, która obroniła Klan przed rozpaczą i nieodpowiednią Gwiazdą, to była ta sama Mewa, która miała dziewięćdziesiąt księżyców, ta sama, która miała ich sześćdziesiąt, trzydzieści i trzy, nic się w niej nie zmieniło, może jedynie poza wzrostem, ale poza tym była sobą, młodą i zwinną kocicą, która skłonna była jednym susem doskoczyć do kota, którego kochała miłością nieznaną, miłością nieokreśloną, a jednocześnie tak prostą, że pewnie żadne słowa by jej nie oddały; ale nikt już tego nie widział, nikt tego nie czuł, nikt nie rozumiał, wszyscy jednak usłyszeli ostatnie słowo, jakie wydobyło się za życia z pyska dawnej wojowniczki Klanu Wichru:
- Niebo!


//tak kończy się wędrówka Krzykliwej Mewy na tym świecie, dziękuję wszystkim za to, że z nią byli, że ją wspierali, że jej pomagali, dziękuję za każdą wspaniałą sesję, za każdą możliwość jej rozwoju, za jej upadki, smutki i radości, dziękuję za to, że przez tyle lat ją kochaliście; to na pewno nie ostatni post, jaki nią piszę, ale od teraz możecie ją spotykać jedynie w swoich snach.

Proszę was, poczekajcie aż przybędzie Niebo. Odejdę od was spokojnie i będziecie mogli dokończyć dzieła.
_________________


[ you'll remember me when the west wind moves ]xxxxx
» upon the fields of barleyxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
» you can tell the sun in his jealous skyxxxxxxx
» when we walked in fields of g o l dxxxxxxxxxx
  Statystyki - lvl: 7 | S: 13 | Zr: 18 | Sz: 16 | Zm: 11 | HP: 100 | W: 60 | EXP: 585/600
Stat. Med. - lvl:
1 | MED.EXP: 31/100
 
Bezchmurne Niebo
Gwiezdny
śpiące dwukropek trzy



Klan:
wicher

Księżyce: 107
Mistrz: Brak | Twarda Gwiazda [*]
Płeć: kocur
Matka: Szlachetna Gwiazda
Ojciec: Cichy Wiatr
Partner: Krzykliwa Mewa
Multikonta: Mokry [KW] || Deszczowa Noc [GK] || Sójcza Łapa [KG], Kukułcza Łapa [KC], Skra [KC], Motyla Łapa [S]
Wysłany: 2019-03-31, 20:52   
   Wygląd: Smukły, osadzony na długich łapach kocur stał się się bardziej puszystym osobnikiem. Zdecydowanie jest troszkę niższy od reszty, jednak uparcie trzyma się wersji, że to przez jego wiek. Nie było chwili, godziny ani dnia, żeby nie dbał o swój wygląd. Nie chciał zbytnio chudnąć lub przytyć, by nie stracić na swojej puchatowości i nie zyskać na wyglądaniu jak chodzący trup czy jedna wielka kulka futra (którą czasem zaskakująco dobrze udaje). Jego mocne łapy zdobią dość dobrze zbudowane mięśnie, pokazujące, że nie warto z nim zadzierać oraz zgrabnie ukryte pod futrem blizny po zaciętych walkach z cięższymi przeciwnikami. Jego kształt pyszczka wywodzi się zapewne od nieznanych rodziców jego matuli, gdyż jest on zadziwiająco krótki, aby nie powiedzieć, że płaski - choć z pewnością nie przypominający tego persowego. Owa mordka zakończony jest ciemnoróżowym, podchodzącym pod brąz, noskiem, a od bladego, puszystego futra odbija się również para bystrych oczu o pięknej lazurowej barwie.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=3708


Co prawda Bezchmurne Niebo rezydował na Srebrnej Skórce już od wielu, naprawdę wielu księżyców, ale przez większość czasu Gwiezdnym czuł się tylko w jednej trze… no, jakby się uprzeć, to może tak w połowie, i choć niektórym bardzo zależało na tym, żeby jednak był tym Gwiezdnym w stu procentach, to nic z tego, bo w odpowiedzi Niebo naprawdę teatralnie wywracał niebieskimi oczami i kręcił nosem, a wreszcie ignorował swojego towarzysza, bo co jak co, ale nie widział w ogóle opcji, żeby przestać uważnie przyglądać się Wichrzakom, a już w szczególności swojej najbliższej przyjaciółce, partnerce życiowej, matce jego dzieci, córce Liliowego Płatka, którą kochał, jak nikogo wcześniej ani nikogo później, którą odwiedzał tak często, jak tylko mógł, bo inaczej tęsknił tak strasznie i jakoś marniał w oczach, a przynajmniej w jego przekonaniu, gdy mówił o tym wszystkim Twardemu Głazowi czy takiemu Muchomorkowi. Musiał nad nią czuwać, doglądać ją, a w ostatnim czasie troskliwie pytać, czy nie oddycha jej się za ciężko, czy nie za bardzo bolą ją łapy, czy tych zmarszczek to nie jest już aby trochę za dużo, chociaż nie oczekiwał innej odpowiedzi niż ‘nie!’, którą sam uparcie udzielał na przykład takiemu Kruczemu Ogonowi, gdy ten myślał o wsadzeniu go do (o zgrozo!) starszyzny. A go przecież nawet siłą by nie wciągnęli do Mchowej Wnęki! Miał więc w pełni uzasadnioną nadzieję, że przez te Wieki od jego śmierci, gdy był na bieżąco z każdą nowinką, nie odczuwała aż tak braku jego obecności, a raczej jakby był tuż obok niej, jakby ten świergot ptaków był jego śmiechem, a lekki wietrzyk.. może i oddechem. Ewentualnie jakby dobrze krył się za tym niewielkim kamieniem w oddali – w końcu miał doświadczenie!
I choć nie tak dawno temu, w wysokiej trawie i między ślicznie pachnącymi stokrotkami powiedziała mu, że jeszcze nigdzie się z nim nie wybiera, a on tylko ze zrozumieniem pokiwał głową, to wreszcie nadszedł t e n moment, w końcu nie musiał już odliczać do chwili, gdy będzie mu dane lekkim krokiem zejść między ich malutkie i puchate dzieci i jeszcze bardziej malutkie i puchate wnuki (oczywiście odgórnie było wiadome, że to właśnie on wprowadzi ją na Srebrną Skórkę), bo tak oto zaczynała odchodzić we własnym czasie i na własnych warunkach, wypatrując kogoś szczególnego, gdy powoli i pięknie wschodziło słońce.
Ta chwila była jeszcze piękniejsza niż sobie kiedykolwiek wyobrażał, a z łapą na serduszku, robił to naprawdę często – i choć w teorii schodził przecież między swoje ukochane dzieci i wnuki, to w tym momencie zdawał się w ogóle ich nie dostrzegać, jego bystre oczy bowiem ugrzęzły jakby na dobre w postaci Krzykliwej Mewy, z którą spędził najlepsze chwile swojego krótkiego życia – krótkiego, bo już za moment, za chwilę, za jedno szarpnięcie sercem ku ukochanej mieli mieć przecież przed sobą całą wieczność. Tak wiele razem przeżyli i tak wiele jeszcze mieli razem przeżyć w miejscach domowych, najszczęśliwszych, gdzie spędzali wspólnie czas, w towarzystwie tych, za którymi on nie musiał już tęsknić, a za którymi ona na pewno tęskniła, w międzyczasie próbując znaleźć zwierzynę, którą chciałoby się prędko pochłonąć, połknąć i pochwycić! I chociaż powinno być przecież na odwrót, to im bliżej był kotki, tym tylko biegł szybciej i szybciej, jakby w ogóle istniała opcja, że może nie zdążyć i znowu będzie musiał czekać albo nawet nie będzie miał na co, bo pryśnie jak bańka mydlana, stąd od niego zależało właściwie wszystko.
- Mewo!
Jeżeli jakaś szansa jednak istniała – zdążył. I gdy ich nosy się wreszcie zetknęły, polizał ją po bladym czole i uśmiechnął się najcieplej jak tylko potrafił, a jego serdeczny śmiech jakby poniósł się po wszystkich Klanach – a może nawet dalej, może nawet do Krzykliwego Legowiska? Zaczepnie pociągnął ją za ucho. To co? Ku Twardemu Głazowi, ku Mętnookiemu, ku dziadom i pradziadom, ku wszystkim Gwiezdnym, ku nowemu życiu? Prosto na Srebrną (wyzbytą paskudnych pszczół) Skórkę? ...Ale-ale! Po schodach z gwiazd wchodzi się tylko raz, stąd oczywiście musieli to zrobić z klasą i stylem. Ugiął więc nieco puchate łapy i zmrużył błyszczące ślepia...
- Kto pierwszy ten lepszy, kupo futra!!
_________________


- ̗̀ O tak! Ty i ja! Zawsze będziemy razem, prawda? ̖́-
Zawsze na zawsze. Po śmierci w Gwiezdnym Klanie i jeszcze dłużej
  Statystyki - lvl: 4 | S: 12 | Zr: 10 | Sz: 8 | Zm: 8 | HP: 75 | W: 55 | EXP: 175/250
 
Krzykliwa Mewa
Gwiezdny
W sercu oddech gwiazd



Klan:
wicher

Księżyce: 121 [II]
Mistrz: Biały Kwiat [*]
Płeć: kotka
Matka: Liliowy Płatek [*]
Ojciec: Srebrzysty Deszcz [*]
Partner: Bezchmurne Niebo [*]
Ciąża: nie
Multikonta: Tonące Słońce (S); Sokoli Cień, Raczek (KW); Kozicza Łapa (KG); Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Zamglona Łapa (GK); Czosnek (MGBG); Magnolia (NKT)
Wysłany: 2019-03-31, 21:12   
   Wygląd: Biel, biel, biel. Mniej więcej tak można by ją opisać, gdyby nie te czarne skarpety różnej długości, pokryty węglową barwą ogon - oczywiście nie cały! - i kilka ciemnych łat na brzuchu. I jedna, o której kocica nie wie, bo znajduje się dokładnie na jej karku, kształtem zaś przypomina idealną kropkę. Zależnie od światła jej oczy zdają się być złote lub jasnozielone, choć ona osobiście skłania się ku tej drugiej opcji. Futra nie ma ani długiego, ani krótkiego, ot takie w sam raz. Poduszki jej łap są różowe, chociaż po jej przygodach pojawiły się na nich czarne plamki. Bam, to wszystko!
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....ghlight=#110319


Gdyby ktoś nie wiedział, to jest piosenka Mewy, ostatnia, z jej głosem: Klik

Ona nie zamierzała odchodzić z tego świata na warunkach innych niż własne, nie zamierzała zniżać się do czegoś, co dotyczyło każdego kolejnego kota, ona żyła we własny sposób, zawsze na przekór innym, na bakier z zasadami, na bakier z powagą i nie było nawet mowy, by miała odejść w legowisku, by miała sobie po prostu zasnąć, by miała zrobić cokolwiek tak, jak robili to inni, ona po prostu była na swój sposób wyjątkowa, była jedną jedyną Krzykliwą Mewą i nie istniała możliwość, by kiedykolwiek narodziła się druga taka jak ona, było to po prostu wykluczone; po prostu była sobą i była nią aż do chwili śmierci, Niebo nie powinien się zatem dziwić, że do tej pory wiecznie mu odmawiała, że nie chciała, żeby ją do siebie zabrał, żeby biegał z nią po Srebrnej Skórce - ona wiedziała, że coś jeszcze na nią czeka, że coś jeszcze musi zrobić, że coś jeszcze musi wypełnić, że to nie wszystko, co jej na tym świecie zostało i w końcu doczekała końca, a gwiezdny pył niemalże uderzył w jej oczy, nim się zbudziła i czuła się teraz taka szczęśliwa i bezpieczna, jak nigdy wcześniej.
- Jesteś! - dodała jak zawsze krzykliwe i hałaśliwe, a jej głos brzmiał znowu tak rześko i głęboko, jak dawniej, jak przed księżycami; na jej pysku nie było ani jednej zmarszczki, nie było można było na niej znaleźć ani jednego siwego włoskach, każdy z nich zniknął, znowu była tą wysmukłą, młodą kocicą, która skłonna była taplać się w błocie, jej łapy były zwinne i szczupłe, jej ogon tańczył szaleńczą sambę, uszy poruszały się, jakby chciały wyłapać każdy z możliwych dźwięków, jej oczy lśniły blaskiem miliardów gwiazd, a futro mieniło się blaskiem, którym lśnił całe Niebo; tam gdzie nie spojrzała zdawały się wyrastać stokrotki, a wszystko było tak niesamowicie piękne, tak cudowne - obejrzała się za siebie i uśmiechnęła szeroko do wszystkich swych dzieci, do swych wnuków, do tych, których zostawiała tutaj, a którzy dopiero do niej przyjdą, a potem spojrzała przed siebie, gdzie czekał na nią Opieniek i Muchomorek, gdzie była cała reszta, jej rodzice i rodzeństwo, jej przyjaciele, których żegnała na przestrzeni licznych księżyców, tam byli wszyscy ci, na których czekała i którzy czekali na nią; porzucała jedno życie na rzecz drugiego i nie mogła nic na to poradzić, nie czuła jednak lęku i bólu, wiedziała doskonale, że pewnego dnia to ona zejdzie ze Srebrnej Skórki i poprowadzi kolejne pokolenie do miejsca, gdzie już zawsze będą razem.
- Ha! I co? Myślisz, że się za bardzo zastałam? - rzuciła na to, a potem wystrzeliła w przód; jej łapy ledwie muskały ziemię, nabierała prędkości, łapała ją, tak samo jak wiatr, który huczał jej w uszach, który targał jej gwiezdne futro, tak pełne młodości, jak całe jej ciało, z jej gardła wyrwał się okrzyk świadczący o tym, że jeszcze chwila, a Mewa wzniesie się chyba w powietrze; pędziła tak prędko, jak tylko umiała, a im dalej była, tym więcej było dookoła stokrotek, minęła w pędzie krzewy róż i dostrzegła ścieżkę prowadzącą w górę, ścieżkę, która kończyła się nad klifem, ścieżkę, która prowadziła do jaskiń, w których mogła skryć się przed deszczem i tam, tam daleko w górze, widziała już ich wszystkich, widziała już swojego Opieńka i Muchomorka, widziała Miętę i Twardego, widziała innych, za którymi tęskniła od księżyców - i nic nie było już w stanie zatrzymać jej w tym pędzie.


//Do zobaczenia
_________________


[ you'll remember me when the west wind moves ]xxxxx
» upon the fields of barleyxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
» you can tell the sun in his jealous skyxxxxxxx
» when we walked in fields of g o l dxxxxxxxxxx
  Statystyki - lvl: 7 | S: 13 | Zr: 18 | Sz: 16 | Zm: 11 | HP: 100 | W: 60 | EXP: 585/600
Stat. Med. - lvl:
1 | MED.EXP: 31/100
 
Persefona
Pieszczoch
maneater



Klan:
samotnicy

Księżyce: 95 [listopad]
Mistrz: Malinowy Nos
Płeć: kotka
Matka: Bezchmurne Niebo
Ojciec: Krzykliwa Mewa
Ciąża: nie
Multikonta: Fiołkowy Świt [KW]; Żubrze Gardło, Czarny Kogut[KG]
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2019-04-14, 01:11   
   Wygląd: Niewysoka, o krótkim, idealnie wypielęgnowanym białym futerku z szarymi znaczeniami na uszach, czole, ponad różowym nosem i na końcu tępo oderwanego ogona. Puszysta, o przyjemnie zaokrąglonych boczkach, krótkiej kufie i okrągłej głowie. Ma oderwane kawałki uszu i pokaźną bliznę po prawej stronie pyska, ciągnącą się aż na kark i zahaczającą o oko, które jest nieznacznie przymknięte i ma wyraźnie ciemniejszą barwę.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=186860#186860


A więc stało się. Krzykliwa Mewa odeszła, jej boki przestały się unosić, a trawa w okolicy mordki starszej nie poruszała się już. Oznaczało to więc, że spotkała Niebo; spod rzęs i zbierających się w jej oczach łez widziała spokój, jaki malował się na mordce kotki. Pożegnali ją tak, jak tego sobie życzyła. Jej rodzina była tu wraz z nią i czuwała aż do momentu, w którym serce zastygło w jej piersi. Na własnych zasadach i na przekór wszystkim aż do samego końca; nie oczekiwała od swojej matki niczego więcej. Wtuliła mordkę w ramię Chłodnego Oddechu, pozwalając sobie tym samym na chwilę słabości. Chwilę, bo zaraz odwróciła głowę i pochyliła się, by polizać matkę po czole, pomiędzy uszami; tak, jak Krzykliwa Mewa robiła to jej, gdy była jeszcze kocięciem by ją uspokoić. Czy teraz była szczęśliwa? Czy była zadowolona z tego, co pozostawiła za sobą tu, wśród żywych? Chciała wierzyć że tak było. Że odeszła nie mając już żadnych zmartwień, niedopowiedzianych słów czy niedokończonych spraw.
Cała rodzina milczała, w skupieniu dzieląc języki. Ktoś płakał, ktoś próbował nie płakać; wszystko szumiało w uszach Zawilcowej Skórki, która wyprostowała się, spoglądając ponad głowami pochylonych nad zmarłą żałobników. Wystarczająco dużo czasu spędzili tutaj; ten chłodny wiatr który mierzwił ich futra ponaglał ich, by wrócili do obozu i powiadomili klan.
- Już czas - odezwała się cicho, jednak w obliczu ciszy jaka zapadła wydawać by się mogło, że jej lekko drżący głos był bardzo głośny. - Już czas, by Klan Wichrru należycie pożegnał Krzykliwą Mewę - oświadczyła, gdy choć jedna para błękitnych oczu uniosła się by spojrzeć na przemawiającą wojowniczkę.
- Chłodny Oddechu, pomożesz mi - wydała od razu jasne polecenie, by nie było wątpliwości jakie kto ma w tym wszystkim zadanie. Uważała, że to ona i jej brat powinni zająć się przeniesieniem ciała, jako że byli dziećmi nieboszczki. - Czajeczko, pójdziesz przodem i powiadomisz wojowników - dodała, zwracając się do siostry; wypadało poinformować pełniących wartę przy wejściu do obozu wojowników co się święci. Lśniąca Sadzawka, Błyszcząca Łapa i Wilczy Pomruk byli wnukami Krzykliwej Mewy... i po prawdzie w ich obowiązku leżało słuchanie się wojowników starszych od nich stażem. Na Chmurne Niebo spojrzała przelotnie, jednak w jej ciemnych oczach nie było widać niczego; równie szybko odwróciła wzrok, co go na niej zawiesiła. Następnie z pomocą Chłodnego Oddechu (i innych, jeżeli koniecznie chcieli się przyłączyć, nawet jeżeli nieśli tylko ogon Krzyliwej Mewy by nie wlókł się po trawie) poniosła ciało Krzykliwej Mewy w stronę obozu.
Jak dobrze, że przynajmniej nie postanowiła umierać na granicy lub w innym, oddalonym od obozu miejscu.

zt bo to się absurdalnie ciągnie XDD
_________________

her eyes and words are so icy
oh but she burns
like rum on the firex ̖́-
hot and fast and angry
as she can be
Ostatnio zmieniony przez Persefona 2019-04-14, 01:14, w całości zmieniany 1 raz  
  Statystyki - lvl: 5 | S: 12 | Zr: 12 | Sz: 8 | Zm: 10 | HP: 75 | W: 65 | EXP: 360/400
 
Chmurne Niebo
Zaginiony
porcelana


Klan:
wicher

Księżyce: 54 [maj]
Mistrz: Sokoli Cień
Płeć: kotka
Matka: Krzykliwa Mewa
Ciąża: nie
Multikonta: Ważkowa Łapa [KRz] | Oszroniony Pazur [KG]
Wysłany: 2019-04-19, 19:05   
   Wygląd: Chmurka praktycznie nic się nie zmieniła. Wciąż jest piękną, drobną i niewysoką koteczką o niezwykle charakterystycznej, loczkowanej sierści, która zdecydowanie wyróżnią ją z tłumu i harmonijnej budowie ciała. Szczupła, delikatna postura wojowniczki idzie w parze z jej lekkim, cichym krokiem, pełnym niewymuszonej gracji. Sierść kocicy jest długa (półdługa wedle wzorca), miękka w dotyku i powykręcana na wszystkie strony, nie przylegająca do działa, co daje złudne wrażenie jakiejkolwiek masy. Kolorystycznie Chmurka jest flame-pointem; jej futerko jest w barwie biało-kremowej, wyłączając rudo-pręgowany, pióropuszowy ogon i łapy, oraz charakterystyczną równie rudą, niewielką maskę odchodząca od nosa i uszy zakończone niewielkimi pędzelkami. Dopełnieniem całokształtu urokliwej wojowniczki są duże, wyraziste oczy w kształcie migdałów o błękitnej barwie, różowy nos oraz długie, powykręcane wąsy.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=209991#209991


Gdy tylko Chmurka ponownie postawiła łapy na ziemiach Klanu Wichru, Sokoli Cień uprzedził ją o stanie zdrowotnym jej przybranej mamy. Można powiedzieć, iż czarny wojownik w pewnym sensie naszykował swoją dawną podopieczną na ten waśnie dzień i tą właśnie chwile, gdy Krzykliwa Mewa postanowi odejść w spokoju na Srebrną Skórkę tak, jak ona tego chciała. Nie pozwoliła Gwiezdnym zabrać ją wcześniej, w legowisku czy innym nieodpowiednim miejscu. Kocica sama musiała wybrać sobie nie tylko czas, ale i miejsce. No i wybrała. Teraz najbliższe jej koty, które chciały uczestniczyć w jej ostatnim pochodzie, siedziały tu razem z nią, dzieląc ostatnie chwile jej życia. Słońce właśnie wschodziło leniwie na niebo, gdy Krzykliwa Mewa wraz z zamknięciem powiek, wraz z ostatnim oddechem wyrzuciła z siebie jedno imię.
Niebo.
Czekała na niego, było to widać, a teraz w końcu znów byli razem. Duch kocicy opuścił jej ciało dołączając do panteonu Gwiezdnych w towarzystwie Bezchmurnego Nieba, który to miał ją zaprowadzić na należne jej miejsce wśród Gwiazd. Chmurka uśmiechnęła się lekko pod nosem mimo łzy spływającej jej po policzku. Wiedziała, że jej mama jest teraz szczęśliwa, że będzie nad nimi wszystkim czuwać z góry. Nic już ją nie bolało, nic jej nie doskwierało, znów mogła biegać, skakać i śmiać się w towarzystwie swojego partnera. Była szczęśliwa i wolna, odeszła tak jak sama tego chciała. Odchowała dzieci, wnuki, wyszkoliła ogrom terminatorów, zawsze służyła mądra radą i zrozumieniem, a teraz czas by w końcu odpoczęła.
Nim jeszcze wrócili do obozu, zabierając ze sobą bezwładne ciało Krzykliwej Mewy, Chmurka podeszła do przybranej mamy i nachyliła się by po raz ostatni polizać ją między uszami.
- Kocham cię, mamo, dziękuje za wszystko - mruknęła cicho. Wiedziała, że duch Mewy na pewno ją słyszy, na pewno wie jak kędzierzawa koteczka jest jej niezmiernie wdzięczna, że wszystko co ma zawdzięcza właśnie jej osobie. Chmurne Niebo miała ogromne szczęście. - Pozdrów ode mnie Opieńka - dodała jeszcze z lekkim uśmiechem po czym cofnęła się pół kroku, gdy głos zabrała Zawilcowa Skórką. Miała rację, trzeba wracać, trzeba wyprawić należyty Krzykliwej pogrzeb.

[ zt ]
_________________


If there's so much I m u s t be
Can I s t i l l just be me
The w a y I am?
  Statystyki - lvl: 3 | S: 5 | Zr: 15 | Sz: 8 | Zm: 5 | HP: 60 | W: 60 | EXP: 70/200
 
Chłodny Oddech
Zaginiony
wśród swoich


Klan:
wicher

Księżyce: 67 (luty)
Mistrz: Gradowy Podmuch > Sokoli Cień
Płeć: kocur
Matka: Krzykliwa Mewa
Ojciec: Bezchmurne Niebo*
Multikonta: Jeżynowy Cierń (KR), Szepczący Pył (GK)
Wysłany: 2019-04-19, 22:12   
   Wygląd: Chłodny nigdy nie był zbyt wysoki i tak już pozostało. Jest średniej wielkości, dość przysadzistym, ale dobrze zbudowanym kocurem. Posturę odziedziczył po ojcu, choć jest osadzony na nieco dłuższych łapach. Po Niebie może także poszczycić się krótkim, miękkim i gęstym futrem, którego barwa to połączenie obojga rodziców - szarość ojca, którą miejscami pokrywa obecna w mniejszej ilości matczyna biel. Jest ona obecna na piersi, brodzie, brzuchu, końcówce ogona oraz wszystkich czterech łapach w postaci krótkich skarpetek. Lekko wydłużony pysk kocura zdobią dwa ciemnoniebieskie ślepia, spiczaste uszy (prawe naderwane), ciemnoszary nos i gęste, białe wąsy. Podczas życia poza Klanem nazbierał też trochę blizn. Ma dwie szramy od pazurów na prawej skroni, wyraźne ślady po ugryzieniu psa na karku, podłużną bliznę na lewym udzie oraz kilka pomniejszych, słabo widocznych - głównie na łapach.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=173448#173448


Westchnąłem i dotknąłem nosem czoła siostry, która po swoich słowach oparła się bokiem o mój bark. Wiedziałem, że to przeżywa tak samo jak ja. Każdemu z nas było ciężko, ale wszyscy staraliśmy się nie wprowadzać smutnej, żałobnej atmosfery. Mewa chciała być pożegnana ciepło i ze spokojem, a my mieliśmy zamiar jej to zapewnić. Pociągnąłem znów zakatarzonym nosem, spoglądając przez chwilę w jaśniejące niebo, ale ostatecznie przeniosłem spojrzenie na mamę.
Nie wiem, jak wiele czasu minęło od momentu, gdy zawiesiłem wzrok na jej niemal niezauważalnie podnoszącym się boku do chwili, gdy zastygły one w bezruchu. Miałem wrażenie, że trwało to długo, ale nie mam pojęcia ile w rzeczywistości. W każdym razie, gdy ten moment nastał, poczulem, jak moje serce i gardło nagle zaciskają się boleśnie, a nieprzyjemny, piekący gorąc oblał całą moją głowę. Stało się. Krzykliwa Mewa, moja mama, odeszła na Srebrną Skórkę. Przymknąłem ślepia, czując jak Zawilec wciska we mnie pyszczek, starając się zapewne powstrzymać łzy lub szloch. Pozwoliłem jej na to oczywiście, nawet jeśli miała mnie całego obsmarkać. Miała do tego pełne prawo. Teraz i zawsze. Spojrzałem jeszcze na Czajkę, łapiąc z nią na chwilę kontakt wzrokowy, starając się wyrazić wsparcie i troskę. Zostaliśmy dorosłymi sierotami, które musiały teraz zadbać o siebie nawzajem oraz pozostałych członków rodziny, która musiała teraz poradzić sobie bez głównego filaru. Moje siostry były jednak silne i dorosłe. Zawilec szybko oderwała się od mojego boku, by polizać matkę po czole. Również to po niej uczyniłem. Po raz ostatni. Nasze nosy, prędzej czy później, znów się zetkną - icta myśl nieco podnosiła mnie na duchu, gdy patrzyłem na nieruchome ciało matki. Nie mogłem się z tym faktem jeszcze pogodzić, nadal czułem niedosyt jej obecności, głosu i opowieści. Będę za tym tęsknić do czasu, aż znów się nie spotkamy. Z zamyślenia wyrwał mnie głos Zawilec, która mnie wywołala. Zamrugałem i skinąlem głową na jej polecenie po czym wstałem, by pomóc jej z przeniesieniem ciała na należyty pogrzeb z udziałem całego Klanu. Starałem się w tym czasie nie myśleć za wiele, choć nie było to w tej chwili łatwe. Czułem, że moje łapy są zwiotczałe, a moje wnętrzności były skurczone, ale nie mogłem stracić równowagi.

/zt
_________________



reset myself
and get back on track
i don't want this isolation
see the state I'm in now?
❄ ❅ ❄
  Statystyki - lvl: 2 | S: 9 | Zr: 7 | Sz: 6 | Zm: 5 | HP: 75 | W: 35 | EXP: 125/150
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme Saphic 1.2 created by Sopel & Sklep internetowy | Modified by Foka







Fort Florence











Bleach OtherWorld

SnM: Naruto PBF





Smocze RPG - Smoki Wolnych Stad

HogwartDream



amaimon

vampire-knight

the-avengers