Poprzedni temat «» Następny temat
Grzmiąca Rzeka - Kamienisty Brzeg
Autor Wiadomość
Świetlistooki
Gwiezdny



Klan:
gwiezdni

Księżyce: Więcej niż gwiazd na Srebrnej Skórze
Płeć: kocur
Wysłany: 2018-03-31, 23:08   Grzmiąca Rzeka - Kamienisty Brzeg
   Wygląd: Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.


Nazwa tych terenów mówi chyba sama za siebie. Znajduje się tu przede wszystkim łagodnie opadający ku Grzmiącej Rzece jej brzeg, który stanowią przede wszystkim kamienie - małe, duże, czarne, brązowe, szare - gdyby ktoś postanowił je kolekcjonować, naprawdę miałby w czym wybierać. Niestety, jest to chyba jedyna zaleta takiego wybrzeża, a i ją trudno nią nazwać. Niektóre kamyki są drobne, przez co dostają się między poduszki łap, co zdecydowanie utrudnia chodzenie, zaś jeśli przy nieostrożnym kroku zachrzęszczą, mogą spłoszyć znajdującą się w pobliżu zwierzynę.
_________________
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc, ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
 
 
Wysoka Fala
Wojownik
again asleep



Klan:
rzeka

Księżyce: 67 (VIII)
Mistrz: Tonące Słońce/Omszały Kamyk/Świetlikowa Gwiazda
Płeć: kotka
Matka: Paprociowy Kwiat [*]
Ojciec: ???? [Lodowa Skóra]
Partner: Czarny Bez o:
Ciąża: nie
Multikonta: Malinowe Chaszcze [KG], Krogulcza Gwiazda, Dębowy Cień, Koń [KC] || Iskra [MGBG]
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2018-04-02, 14:42   
   Wygląd: W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=249239#249239


Więc... To jest to, tak? To są te tereny, na które tak długo szli? To ta wyprawa, przez którą ponieśli takie straty? Grzmiąca Rzeka, jakieś chaszcze, pagórki... I tyle? Jak przechodziła przez dawne tereny na miejsce połączenia wszystkich czterech klanów to wyglądało wszystko podobnie. Mama tłumaczyła jej, że wszystko będzie dobrze, że będą razem odkrywać nowe tereny i że jej pomoże się przyzwyczaić do zupełnie nowych ziem... A tu co? Ogromny pies wpadł w ich szeregi, zabijając i raniąc klanowe koty, przerzedzając ich szeregi i pozostawiając chaos i żałobę. Burza, która wtedy przechodziła przez serce Badylarki przez większą część przeprowadzki oraz podczas szybkiego pogrzebu Paprociowego Kwiatu się już uspokoiła, po niej pozostała jedynie pustka. Cisza towarzysząca zawsze wielkim tragediom.
Stanęła tuż nad brzegiem nowej rzeki, przez chwilę skupiając swoje myśli na ocierających się o siebie kamyczków, by potem skupić wzrok na szumiącej wodzie, płynącej bystrym nurtem. Spojrzała na swoje odbicie, pomimo że było ono ledwo widoczne, to dostrzegła matowe futro oraz zamyślone ślepia, nawet już nie błyszczące strachem. Po śmierci matki... Wszystko stało się jej obojętne? Nagle najbliższa ci osoba zostaje siłą zabrana przez o wiele większą siłę i... Nie będzie mogła już nigdy jej odzyskać. Uniosła wzrok na granatowe niebo upiększone gwiazdami zastanawiając się, jak może być w tym Gwiezdnym Klanie. Czy jest jakaś opcja, żeby się o tym przekonać...?

//Cichy
_________________
  Statystyki - lvl: 5 | S: 7 | Zr: 15 | Sz: 13 | Zm: 10 | HP: 75 | W: 65 | EXP: 125/400
 
Cichy Krok
Zaginiony
odwilż


Klan:
rzeka

Księżyce: 43 [kwiecień]
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda [*]
Płeć: kocur
Matka: Ubłocona Mordka [NPC]
Ojciec: Że kto? (Ciernisty Grzbiet [NPC])
Partner: Badylarka
Multikonta: Mysiowąsa [KG], Leszczynowa Gałązka [KW], Pustułcza Pieśń [KC]
Wysłany: 2018-04-08, 17:50   
   Wygląd: Mini gepard, tylko w innej wersji kolorystycznej | Wysoki, liliowy, cętkowany kocur z białymi znaczeniami i bladobłękitnymi oczami || KP
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=5593


Przeprowadzka... cóż, nie wyglądała tak, jak to sobie wyobrażał. Po pierwsze nie sądził, że będzie trwała aż tak długo, chociaż przecież mógł się spodziewać, że będzie to daleka podróż od ich rodzimych terenów. Już na początku drogi czuł niepokój i bał się, że coś się im stanie. I nie mylił się. W pewnym momencie bowiem matka Badylarki, Zwiewnej i Tęczy została zaatakowana przez psa, który wpadł między rzeczniaków i niedługo po tym zmarła. Jakiś inny wojownik za to został porwany przez bestię i nie wiadomo, co się z nim stało. Cichą Łapą mocno wstrząsnęła ta sytuacja i już do końca wyprawy rozglądał się za każdym nowym niebezpieczeństwem. I chociaż zwykle trzymał się na odległość od Wysokiej Łapy, po części z powodu incydentu na ostatniej ceremonii, a po części z powodu śmierci jej matki, to jednak obserwował rudą kotkę, kiedy tylko mógł, gotowy w razie czego ją obronić. Na szczęście nic takiego się nie wydarzyło i wkrótce wszystkie klany, w tym klan Rzeki, dotarł na miejsce. Na swoje nowe tereny. Do swojego nowego domu. Cicha Łapa oczywiście pomagał w organizacji nowego obozu, a po skończeniu miał wreszcie chwilę dla siebie. Wtedy właśnie znalazł sobie własne legowisko, jednak z racji, że zapadał już wieczór, udał się do wspólnego legowiska wszystkich terminatorów i tam zasnął.
Teraz był jednak nowy dzień w ich nowym domu i Cicha Łapa, wykorzystując chwile wolną od treningu i innych obowiązków, postanowił wybrać się na... spacer? Można tak to nazwać. W każdym bądź razie musiał odpocząć od tego zgiełku, jaki panował w obozie, bo nawet w jego Zaciszu było słychać szum obozowego życia. Wyszedł z obozu i zaczął iść wzdłuż brzegu Grzmiącej Rzeki (nie mylić z Grzmiącą Ścieżką). Nowe tereny były trochę podobne do tych starych, też było jeziorko, chociaż to było płytsze, a jego brzegi bardziej porośnięte szuwarami.Gdy opuszczali stare tereny, śnieg dopiero topniał, zaś tutaj wszędzie zaczynało się zielenić. Miękka, świeża, jasnozielona trawa, po której stąpał liliowy terminator, pąki liści na drzewach, które rosły nieopodal w większych lub mniejszych skupieniach, ptaki, które swoim śpiewem zaznaczały terytorium bądź też szukały partnerów - to wszystko były oznaki Pory Młodych Liści. Radosnej pory, zwiastującej nowe życie, więcej zwierzyny na Stosie oraz dłuższe i cieplejsze dni. Cicha Łapa jednak nie był radosny. Wciąż męczyły go wspomnienia Wysokiej Łapy na ceremonii oraz to, jak zachowywała się po śmierci matki, i że nie rozmawiali ze sobą tak długo. A nawet nie musieli rozmawiać, wystarczyło posiedzieć razem w ciszy, jednak i to do tej pory nie miało miejsca. Cętkowany kocur był zły na siebie, że wciąż nie zrobił pierwszego kroku, jednak obawiał się. Obawiał się odrzucenia, że zrobi coś źle, że Badylarka jednak nie będzie miała ochoty dłużej się z nim zadawać. Jednocześnie nie mógł już dłużej znieść tego czekania, a z drugiej strony obawiał się spotkania z przyjaciółką. Czemu to wszystko musiało być takie skomplikowane?
Szedł, rozglądając się uważnie na boki, aż nagle dostrzegł znajome, rude futerko i zatrzymał się gwałtownie. Poczuł falę paniki, która przeszła przez jego ciało i przez chwilę miał ochotę szybko się odwrócić i uciec w drugą stronę. Wiedział jednak, że nie może. To była jego okazja. Poza tym, Badylarka pewnie zaraz by go zobaczyła i nie wiadomo co by sobie pomyślała, gdyby tak po prostu stchórzyłby i zwiał. Nie. Musiał coś wreszcie zrobić. Choć to było trudne. Jednak musiał. Wziął głęboki wdech, po czym zaczął powoli iść w stronę rudej kotki, starając się wyglądać jak najbardziej naturalnie, chociaż jego krok był sztywny, a mina nieco niepewna - chociaż właściwie to akurat było normalne. Im bardziej zbliżał się do Wysokiej Łapy, tym bardziej wątpił w swoje działanie, jednak teraz już nie było odwrotu. W końcu, gdy był na lisią długość od terminatorki, stanął, patrząc na nią i czekając, aż ta na niego spojrzy, o ile nie zrobiła tego wcześniej. I tutaj właściwie... jego pomysły się skończyły. Zgarbił się nieco, nie wiedząc, co dalej zrobić. Co się robi w takich sytuacjach? Miał ochotę spojrzeć na własne łapy z zakłopotania, jednak powstrzymał się. Nie mógł zachowywać się jak tchórz. Szkoda tylko, ze jego wspaniały plan skończył się na tym, że stał teraz jakby szedł na wydanie, patrząc nieśmiało na Badylarkę.
No to, tego...
_________________
cause we all get lost sometimes, you know?
it's how we l e a r n and how we g r o w
and I wanna lay with you 'til I'm old
you shouldn't be fighting on your own

and if you feel you're sinking
- ̗̀ I. will. j u m p. right. over ̖́-
into cold, cold water for you
  Statystyki - lvl: 3 | S: 6 | Zr: 10 | Sz: 12 | Zm: 5 | HP: 70 | W: 50 | EXP: 145/200
 
Wysoka Fala
Wojownik
again asleep



Klan:
rzeka

Księżyce: 67 (VIII)
Mistrz: Tonące Słońce/Omszały Kamyk/Świetlikowa Gwiazda
Płeć: kotka
Matka: Paprociowy Kwiat [*]
Ojciec: ???? [Lodowa Skóra]
Partner: Czarny Bez o:
Ciąża: nie
Multikonta: Malinowe Chaszcze [KG], Krogulcza Gwiazda, Dębowy Cień, Koń [KC] || Iskra [MGBG]
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2018-04-15, 21:59   
   Wygląd: W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=249239#249239


Przeprowadzka to był jeden z najgorszych momentów w życiu Badylarki. Głównym tego powodem była utrata matki, co było dla niej ogromnym ciosem, bo już... Nie miała nikogo. Prócz jednej osoby, której tak bardzo wtedy potrzebowała. Widziała również auto rozjeżdżające koty z innego klanu, ogromnego psa rozszarpującego jej matkę, bandy dzikich samotników... Zacisnęła oczy i potrząsnęła głową, próbując uwolnić się od przerażających obrazów, które nie chciały jej opuścić, nawiedzając ją nie tylko podczas dnia, ale również i we snach. Ponownie pochyliła głowę, wpatrując się w bystry nurt rzeki. Nagle dostrzegła, że na drugim brzegu coś się rusza. Dopiero, jak cętkowany terminator zaczął podchodzić coraz bliżej podniosła na niego wzrok, jednak ten się zatrzymał i się dalej nie ruszył. Jej serce zabiło raz mocniej, jakby uwalniając się na jedną krótką chwilę z okowów żałoby oraz smutku, jej wzrok się rozjaśnił czując, jak powracają do niej emocje, co towarzyszyły jej przy ich ostatnim spotkaniu... Jednak zaraz potem została z powrotem rzucona o ziemię, przez co jej słaby uśmiech, który na chwilę rozkwitł na pyszczku zniknął, a pomarańczowe ślepia zasnuły ponownie mgłą. Czuła, jak łapy zaczynają jej drżeć w czasie, w którym zwróciła się w jego kierunku, po paru uderzeniach serca opuszczając również głowę. Tak bardzo potrzebowała jego ciepła w tej chwili. Czuła, jak bardzo tego potrzebuje, w wyobraźni już miała obraz tego, jak wtula się w krótkie futerko terminatora i zapomina o całym źle, które zdołała zobaczyć... Jednak nie potrafiła zrobić kroku. Stała jak sparaliżowana, a jedyne, na co mogła sobie pozwolić to bardziej urywany oddech i drżenie już całego ciała. Pomocy.
_________________
  Statystyki - lvl: 5 | S: 7 | Zr: 15 | Sz: 13 | Zm: 10 | HP: 75 | W: 65 | EXP: 125/400
 
Cichy Krok
Zaginiony
odwilż


Klan:
rzeka

Księżyce: 43 [kwiecień]
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda [*]
Płeć: kocur
Matka: Ubłocona Mordka [NPC]
Ojciec: Że kto? (Ciernisty Grzbiet [NPC])
Partner: Badylarka
Multikonta: Mysiowąsa [KG], Leszczynowa Gałązka [KW], Pustułcza Pieśń [KC]
Wysłany: 2018-05-11, 18:56   
   Wygląd: Mini gepard, tylko w innej wersji kolorystycznej | Wysoki, liliowy, cętkowany kocur z białymi znaczeniami i bladobłękitnymi oczami || KP
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=5593


Nie wiedział, czego ma się spodziewać po przyjaciółce. Żalu? Przerażenia? Smutku? Pretensji? To ostatnie najbardziej przychodziło mu na myśl, w końcu tyle czasu minęło, a on nic nie zrobił, co w oczach kotki mogło wyglądać jak brak troski czy odrzucenie. Ale on chciał się o nią troszczyć! Właśnie to skierowało jego kroki w to miejsce, przed oblicze płomiennorudej kotki. Jednak gdy przez jedno uderzenie serca zobaczył blade przebłyski radości w oczach terminatorki, zaskoczył się. Nie tego się spodziewał, jednak od razu poczuł w sobie jakąś zmianę, jakieś ciepło, jakiś impuls, który sprawił, że jego obawy trochę osłabły i miał ochotę coś zrobić, zbliżyć się do Badylarki. Gdy jednak w jej ognistych, zwykle żywych oczach pojawiła się mgła, zawahał się. Niestety nie umiał czytać w myślach, choć bardzo w tej chwili chciał umieć. Chciał wiedzieć, o czym myślała ruda terminatorka, ponieważ to mogłoby pod powiedzieć mu, co powinien zrobić. Chciał jej jakoś pomóc, jednocześnie bojąc się, że zbytnio się narzuca, że naruszy jej przestrzeń osobistą albo, co gorsza, wystraszy ją i zniechęci do siebie. Noe chciał tego, ale obawiał się, że tak się stanie, jeśli zrobi chodź jeden niewłaściwy krok. Jednak stojąc tak bezczynnie raczej nie pomoże ani sobie, ani Wysokiej Łapie.
Uciekł na moment wzrokiem w bok, czując się nieco niezręcznie, jednak po chwili znów spojrzał niepewnie w oczy Badylarki. Stali oboje na przeciw siebie, dwa chude, wysokie koty, a miedzy nimi tylko przytłaczająca cisza.
Zrób coś...
Przypomniał sobie ich ostatnie spotkanie, przed przenosinami, jak Badylarka nie była jeszcze terminatorką. Przypomniał sobie tamte uczucia, tamte ciepło i wszystko, co się wtedy wydarzyło. Te wspomnienia sprawiły, że serce zaczęło mu bić jeszcze szybciej niż wcześniej.
No dalej...
Postawił krok do przodu, przełamując tę niewidzialną barierę pomiędzy nimi, a następnie kolejny krok, aż jego pyszczek znalazł się tuż przy mordce przyjaciółki. Mógł teraz z bliska spojrzeć w ogniste oczy Badylarki, które tam bardzo pragnął, aby zniknął z nich ten smutek i przygnębienie. Chociaż rozumiał, że rudej kotce musi być ciężko po takiej stracie, sam nie chciałby stracić matki, nawet jeśli nie miał z nią najbliższych więzi. Wpatrywał się w ślepia Wysokiej Łapy, czując jednocześnie zmieszanie, niepewność i ciepło, rosnące w jego wnętrzu. Nagle odwrócił wzrok, uświadamiając sobie, że takim właśnie zachowaniem może wystraszyć przyjaciółkę. Poruszył końcówką ogona, nadal spoglądając gdzieś w bok. Podszedł bliżej i co teraz? Co powinien zrobić? Kolejny ruch? A może lepiej, jeśli poczeka na Badylarkę? Może ona coś zrobi? Może powinien dać jej szansę na ruch, zamiast samemu kierując w tym tańcu?
_________________
cause we all get lost sometimes, you know?
it's how we l e a r n and how we g r o w
and I wanna lay with you 'til I'm old
you shouldn't be fighting on your own

and if you feel you're sinking
- ̗̀ I. will. j u m p. right. over ̖́-
into cold, cold water for you
  Statystyki - lvl: 3 | S: 6 | Zr: 10 | Sz: 12 | Zm: 5 | HP: 70 | W: 50 | EXP: 145/200
 
Wysoka Fala
Wojownik
again asleep



Klan:
rzeka

Księżyce: 67 (VIII)
Mistrz: Tonące Słońce/Omszały Kamyk/Świetlikowa Gwiazda
Płeć: kotka
Matka: Paprociowy Kwiat [*]
Ojciec: ???? [Lodowa Skóra]
Partner: Czarny Bez o:
Ciąża: nie
Multikonta: Malinowe Chaszcze [KG], Krogulcza Gwiazda, Dębowy Cień, Koń [KC] || Iskra [MGBG]
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2018-05-16, 16:14   
   Wygląd: W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=249239#249239


Pretensji? Dlaczego Cichy miałby się po niej tego spodziewać? W końcu to była przeprowadzka. W chwili, kiedy Paprociowy Kwiat została zamordowana przez jakiegoś kundla, on prawdopodobnie był gdzieś indziej, a potem pomagał komuś innemu. Nie jego wina, że przez dłuższy czas nie mógł przy niej być. Chociaż bardzo Badylarce wtedy brakowało czyjegoś ciepła oraz wsparcia. Obserwowała wtedy liliowego terminatora z pewnej odległości, mając nadzieję, że w końcu do niej podejdzie… I się doczekała. Właśnie teraz był czas, w którym będzie mogła się swobodnie wypłakać, puścić wszystkie wstrzymujące jej uczucia wodze i dać się ponieść po raz… Drugi w życiu. I to jeszcze z tym samym kocurem. Jednocześnie chciała to wszystko powtórzyć, a z drugiej strony… Co, jeśli Cicha Łapa uznał, ze to był błąd? Że już nie chce niczego… takiego? Tak bardzo bała się odrzucenia z jego strony. Oznaczałoby to utratę kolejnej bliskiej jej osoby… A nie chciała na coś takiego pozwolić. Ale w takim razie… Co teraz ma zrobić? Jak ma reagować? Czy pozwolić liliowemu prowadzić w tym przedziwnym tańcu, czy sama ma wykonać pierwszy krok?
Nim się jednak obejrzała, kocurek postawił krok w jej stronę, na co ruda terminatorka podniosła wzrok z gleby i skierowała go na niego. W jej ślepiach tliła się niepewność, jej serce zaczęło bić dużo szybciej niż normalnie. Jednocześnie chciała jego bliskości, pragnęła poczuć ponownie zapach jego miękkiego futerka i ciepły, kojący dotyk… Z drugiej strony miała ochotę uciec, głównie przez te wszystkie emocje, co kłębiły się w jej serduszku. Zaczęła mieć również wyrzuty sumienia. Przecież bliskość z nim oznaczałaby chwilę zapomnienia… A jak ona może zapomnieć o mamie? Czy… Czy może sobie na to wszystko pozwolić?
Zdecydowała, że raz może.
Zrobiła to, co syn Ubłoconej Mordki wcześniej – postąpiła parę kroków w jego stronę, nieco obniżając głowę i ocierając się o bok jego szyi policzkiem, pozostawiając pyszczek w tamtym miejscu. Wtuliła nos w jego sierść, wdychając tak znajomy jej zapach oraz przymrużając ogniste oczy. Było jej teraz dobrze. Ciepło. Przyjemnie. Od śmierci matki się tak nie czuła, nadal tęskniąc za bezpieczeństwem, jakie jej potrafiła zapewnić paroma gestami oraz słowami otuchy. Czy Cichy może być jej dobrym substytutem? Czy… Czy się sprawdzi w roli kogoś, kto będzie ważny dla Badylarki? Na pewno to pokaże czas, a sama ruda zamierzała dać mu szansę.
- G... G-gdzie byłeś... W-wtedy? - zapytała cichym, nieco ochrypniętym tonem, wypowiadając chyba pierwsze słowa w ich towarzystwie. Nie mogła jednak dłużej dać trawić się wątpliwościom, chciała znać odpowiedź na to pytanie, które zatruwało ją od środka jeszcze bardziej.
_________________
  Statystyki - lvl: 5 | S: 7 | Zr: 15 | Sz: 13 | Zm: 10 | HP: 75 | W: 65 | EXP: 125/400
 
Cichy Krok
Zaginiony
odwilż


Klan:
rzeka

Księżyce: 43 [kwiecień]
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda [*]
Płeć: kocur
Matka: Ubłocona Mordka [NPC]
Ojciec: Że kto? (Ciernisty Grzbiet [NPC])
Partner: Badylarka
Multikonta: Mysiowąsa [KG], Leszczynowa Gałązka [KW], Pustułcza Pieśń [KC]
Wysłany: 2018-05-20, 08:15   
   Wygląd: Mini gepard, tylko w innej wersji kolorystycznej | Wysoki, liliowy, cętkowany kocur z białymi znaczeniami i bladobłękitnymi oczami || KP
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=5593


xCichy był zagubiony i strach przed innymi i tym, jak na niego reagują zatruwał wszystkie jego myśli, przez co już sam nie wiedział, czego się spodziewać i czy jego przeczucia są słuszne czy nie. W zasadzie było tak od samego początku, od samego dzieciństwa, wtedy jednak nie myślał nad tym tak dużo, ba, nie zdawał sobie sprawy z własnych obaw. Był nieświadomym świata i samego siebie kociakiem, teraz jednak był dorosły i rozumiał niektóre rzeczy lepiej, niż by chciał. I o ile te rzeczy, których jeszcze nie pojmował, przyprawiały go o niepokój, tak nieokreślone uczucia związane z osobą Badylarki budziły w nim jakieś ciepło, coś co sprawiało, że nawet nie musiał do końca ich rozumieć. Wystarczyłaby mu jedynie bliskość kotki, nic więcej.
xWstrzymał oddech, a jego serce zdawało się wyrywać z piersi, gdy ruda terminatorka otarła się o niego, a Cichy mógł wreszcie poczuć jej dotyk, jej ciepło. Czyli jednak nie został odtrącony. Przez moment stał nieruchomo, po chwili jednak wypuścił powietrze z płuc i rozluźniając się otarł policzkiem o bark Wysokiej Łapy, tam go zostawiając. Zamknął oczy i wciągnął powietrze przez nos, czując słodki zapach rudej kotki oraz jej miękkie, puszyste futerko na policzku. Zrozumiał, że ona go teraz potrzebowała. Musiał być przy niej i ją wesprzeć, tak jak ona zrobiła to dawno temu, gdy uronił łzy, a ona go pocieszyła. Teraz Cichy chciał zrobić to samo dla Badylarki, a to chyba był dobry początek.
xOtworzył nagle bladobłękitne oczy, gdy usłyszał cichy głos przyjaciółki i zamarł na moment, spinając mięśnie, co bez wątpienia mogła poczuć Badylarka. Tak dawno nie słyszał jej głosu. W zasadzie prawie go nie znał, mając okazję go usłyszeć dwa, może trzy razy w życiu i to na dodatek dawno temu. Zdawało mu się, jakby ten głos był zupełnie inny niż kiedyś, poważniejszy, dojrzalszy, ale jednocześnie tak samo delikatny jak kiedyś. Jednak nie to sprawiło, że zamarł. Dotarło do niego bowiem, że to on musi się teraz odezwać. On, ten który ma wadę wymowy, który się jąka, zacina i nie potrafi ułożyć normalnego zdania. Nie chciał tego. Nie chciał odzywać się w towarzystwie Badylarki. Nie chciał psuć tego wszystkiego swoją nieudolnością. Bał się, że ruda kotka zrazi się jego sposobem mówienia albo że się przestraszy. Nie chciał, aby tak się stało. Poczuł, jak oczy mu wilgotnieją, jednak zacisnął szybko powieki i lekko drżąc, wziął oddech.
x... Psze-epraszam... – powiedział nawet bardziej zdecydowanie, niż się spodziewał. – Ja... ja... – chciał coś powiedzieć, coś z siebie wydusić, ale nie potrafił znaleźć słów, aby opisać jego myśli. Czuł się okropnie z tym, że wcześniej nie było go przy Badylarce, kiedy zapewne najbardziej tego potrzebowała. Całe jego ciało coraz bardziej drżało. – Pszepra-... aszam... – wymusił cicho, po czym głośno zacisnął zęby. To jedyne, co był w stanie z siebie wydusić. Nie mógł powiedzieć niczego więcej, po prostu nie umiał.
_________________
cause we all get lost sometimes, you know?
it's how we l e a r n and how we g r o w
and I wanna lay with you 'til I'm old
you shouldn't be fighting on your own

and if you feel you're sinking
- ̗̀ I. will. j u m p. right. over ̖́-
into cold, cold water for you
  Statystyki - lvl: 3 | S: 6 | Zr: 10 | Sz: 12 | Zm: 5 | HP: 70 | W: 50 | EXP: 145/200
 
Wysoka Fala
Wojownik
again asleep



Klan:
rzeka

Księżyce: 67 (VIII)
Mistrz: Tonące Słońce/Omszały Kamyk/Świetlikowa Gwiazda
Płeć: kotka
Matka: Paprociowy Kwiat [*]
Ojciec: ???? [Lodowa Skóra]
Partner: Czarny Bez o:
Ciąża: nie
Multikonta: Malinowe Chaszcze [KG], Krogulcza Gwiazda, Dębowy Cień, Koń [KC] || Iskra [MGBG]
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2018-05-20, 13:08   
   Wygląd: W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=249239#249239


Czasami Badylarka również wspominała czasy, w których spotkali się w starym obozie, a następnie tarzali się w śniegu na samym środku obozu, nie przejmując się zupełnie dziwnymi spojrzeniami rzucanymi w ich kierunku. Chciałaby jeszcze kiedyś móc poczuć taką beztroskę, taką… Radość, którą czerpała w tamtym momencie z chwili. Oczywiście, że Wysoka Łapa go nie odtrąciła, chociaż w serce nadal wbijał się ostry jak brzytwa cierń, nie dając ranie powstałej po śmierci matki się zagoić. A to, że cały czas jej myśli przypominały, że nie było przy niej liliowego terminatora zdecydowanie nie pomagało. Jednak wtulała się w jego miękkie, chociaż krótkie o tym samym charakterystycznym zapachu Cichego, co go wcześniej tak intensywnie czuła. Przysiadła, przysuwając się bliżej syna Ubłoconej Mordki, wtulając się mocniej w jego bok szyi, która zaczęła lekko wilgotnieć od łez, a całe ciało rudej kotki drżało, próbując powstrzymać wybuch smutku. Nie chciała go straszyć, ale jednocześnie tak bardzo potrzebowała mu się wypłakać.
- T… T-tak s-się… B-bała-am… - powiedziała cichutko, jednocześnie przyjmując jego przeprosiny. Gdyby było inaczej… Nie pozwoliłaby sobie na okazywanie w jego obecności emocji, szybko by uciekając. Nie przeszkadzała jej wada wymowy, którą usłyszała po raz pierwszy. Ona również się zacinała, jąkała… A to, że kocur nie wymawiał niektórych głosek było nawet urocze. Oczywiście tak będzie myśleć, jak już uspokoi się burza emocji w jej wnętrzu, która ujawniała jej bardziej zapatrzoną w siebie naturę, którą próbowała ukryć.
- J-jak t-ten… P-pies… - dodała łamiącym się głosem, obniżając głowę, przesuwając ją po boku szyi starszego kota aż do piersi, o którą oparła się mocno czołem. Dobrze, że oboje byli wysocy. Gdyby jedynie ruda była tak wyrośnięta to prawdopodobnie nie mogłaby tak wtulić się w sierść terminatora dwóch mistrzów.
_________________
  Statystyki - lvl: 5 | S: 7 | Zr: 15 | Sz: 13 | Zm: 10 | HP: 75 | W: 65 | EXP: 125/400
 
Cichy Krok
Zaginiony
odwilż


Klan:
rzeka

Księżyce: 43 [kwiecień]
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda [*]
Płeć: kocur
Matka: Ubłocona Mordka [NPC]
Ojciec: Że kto? (Ciernisty Grzbiet [NPC])
Partner: Badylarka
Multikonta: Mysiowąsa [KG], Leszczynowa Gałązka [KW], Pustułcza Pieśń [KC]
Wysłany: 2018-05-20, 15:25   
   Wygląd: Mini gepard, tylko w innej wersji kolorystycznej | Wysoki, liliowy, cętkowany kocur z białymi znaczeniami i bladobłękitnymi oczami || KP
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=5593


xCzuł jak trzęsą mu się łapy na których się opierał i miał wrażenie, że zaraz upadnie, trzymał się jednak wytrwale, będąc przytulonym do Badylarki, której za żadne skarby nie zamierzał odstępować ani na krok. Po chwili jednak ruda kotka usiadła, a Cichy bez wahania zrobił to samo, jeszcze bardziej wtulając pysk w jej długie futerko na barku. Bała się. Bała się, a jego przy tym nie było. Oh, jak bardzo chciałby to zmienić. Jednak jego przeprosiny chyba zostały przyjęte, a przynajmniej tak mu się wydawało. Pomimo własnego drżenia poczuł, jak również ciało Badylarki zaczyna się trząść, jakby chciała płakać. Jeszcze nigdy przyjaciółka nie płakała w jego towarzystwie, więc przez pierwsze uderzenia serca spanikował, jednak po chwili uświadomił sobie, że musi ją wspierać i chyba najlepszą pomocą będzie w tej chwili po prostu bycie przy niej. Ponownie zacisnął powieki, chcąc powstrzymać własne łzy. To nie był czas na jego płacz, to Badylarka przeżywała tragedię i żałobę, to na niej powinien się skupić, a nie na sobie. Ruda kotka była chyba tą osobą w jego życiu, na której najbardziej zależało, choć sam do tej pory nie do końca rozumiał, jak to się właściwie stało, że znaleźli się tak blisko siebie. Nie wnikał. Jego uczucie rosło z każdym dniem i z każdym spotkaniem i czuł coraz bliższą więź z córką Paprociowego Kwiatu. Przekonał się też, że i Badylarka uważa go za kogoś na tyle bliskiego, żeby się wypłakiwać i szukać w nim wsparcia. Był gotów być tym wsparciem. Był tego pewien chyba jak niczego innego w życiu.
xJusz... – chciał uspokoić rudą terminatorkę, widząc, jak żywo i boleśnie wspomina wydarzenia z przeprowadzki. Nie wiedział, co mówić, ale nie chciał milczeć. – N-nie bój się... – zamruczał cicho, schylając głowę, żeby następnie przeciągnąć szorstkim językiem pomiędzy uszami Badylarki, a następnie zacząć delikatnie 'czyścić' futerko na jej karku. Nie wiedział jak, nie wiedział skąd, ale nagle opuściły go wątpliwości i obawy i zamykając oczy... po prostu pozwolił samemu sobie robić to, co podpowiadało mu serce, instynkt czy cokolwiek takiego. Po chwili zaczął również po cichu mruczeć, zupełnie tak jak kiedyś i wtedy to pomogło, więc teraz pewnie też pomoże. Zupełnie nie przejmował się tą samolubną stroną Badylarki, nie myśląc nawet o tym, czy była ona samolubna czy nie. Nie na tym się skupiał. Z resztą ostatnią rzeczą, jaką by mógł zrobić, było wyszukiwanie wad innych kotów.
_________________
cause we all get lost sometimes, you know?
it's how we l e a r n and how we g r o w
and I wanna lay with you 'til I'm old
you shouldn't be fighting on your own

and if you feel you're sinking
- ̗̀ I. will. j u m p. right. over ̖́-
into cold, cold water for you
  Statystyki - lvl: 3 | S: 6 | Zr: 10 | Sz: 12 | Zm: 5 | HP: 70 | W: 50 | EXP: 145/200
 
Wysoka Fala
Wojownik
again asleep



Klan:
rzeka

Księżyce: 67 (VIII)
Mistrz: Tonące Słońce/Omszały Kamyk/Świetlikowa Gwiazda
Płeć: kotka
Matka: Paprociowy Kwiat [*]
Ojciec: ???? [Lodowa Skóra]
Partner: Czarny Bez o:
Ciąża: nie
Multikonta: Malinowe Chaszcze [KG], Krogulcza Gwiazda, Dębowy Cień, Koń [KC] || Iskra [MGBG]
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2018-07-03, 15:27   
   Wygląd: W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=249239#249239


Czy przeprosiny zostały przyjęte? Wysoka Łapa bardzo pragnęła ciepła tego liliowego futerka, być może dlatego tak szybko mu wybaczyła. Ale nadal w jej pamięci tkwiło to, jak Cichy, zaaferowany przeprowadzką i wszystkim, co było z nią związane, nie zauważył tego, jak cierpi ona. I jak cierpiało jej rodzeństwo po stracie jednej z najbliższych osób. Bolało ją to, że nie podszedł i nie zapytał, czy wszystko w porządku, chociaż doskonale wiedział, co się działo. Za silna więź jednak łączyła ją z kocurem, aby tak po prostu się od niego odwrócić. To z nim po raz pierwszy dzieliła języki z kimś, poza rodziną. To oni razem tarzali się w śniegu na środku starego, bezpiecznego obozu. Nie wyobrażała sobie porzucić wszystkich tych cudownych wspomnień tylko dlatego, że terminator Białego Pióra oraz Różanego Kolca popełnił błąd. Czuła, jak przeciągnął językiem pomiędzy jej uszami, by potem zjechać na jej kark, a ona mogła spokojnie wypłakać się w jego futro. Słyszała również jego delikatny, cichy głos, który dopiero teraz udało jej się usłyszeć. Cieszyła się, że syn Ubłoconej Mordki się do niej odezwał. I zupełnie nie przeszkadzała jej jego wada wymowy. Zaczęła słyszeć również jego mruczenie, przy którym rozluźniła zaciśnięte powieki, biorąc głęboki oddech. Czuła, jak po jej ciele przechodzi dreszcz wywołany przez nieznane, dziwne uczucie. Ale za to było ono wyjątkowo przyjemne. Wtuliła się mocniej, po dłuższej chwili przestając płakać i pozwalając, aby chwila ta trwała jak najdłużej.
Chociaż wiedziała, że w końcu przyjemne chwile muszą się skończyć, nie chciała dopuścić do swojej świadomości tej wiadomości. Przesunęła po jego futerku głowę, kierując nos w stronę szyi i jeszcze bardziej przybliżając się do niego, unosząc przy tym prawą łapę i opierając ją o jego. Żaden strach przed nowymi terenami, przed przyszłością ani wspomnieniami nie mógł się równać z poczuciem bezpieczeństwa, jaki zapewniał jej drugi terminator. Nie chciała, żeby to się kiedykolwiek skończyło.
_________________
  Statystyki - lvl: 5 | S: 7 | Zr: 15 | Sz: 13 | Zm: 10 | HP: 75 | W: 65 | EXP: 125/400
 
Cichy Krok
Zaginiony
odwilż


Klan:
rzeka

Księżyce: 43 [kwiecień]
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda [*]
Płeć: kocur
Matka: Ubłocona Mordka [NPC]
Ojciec: Że kto? (Ciernisty Grzbiet [NPC])
Partner: Badylarka
Multikonta: Mysiowąsa [KG], Leszczynowa Gałązka [KW], Pustułcza Pieśń [KC]
Wysłany: 2018-07-30, 23:17   
   Wygląd: Mini gepard, tylko w innej wersji kolorystycznej | Wysoki, liliowy, cętkowany kocur z białymi znaczeniami i bladobłękitnymi oczami || KP
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=5593


xxKażdy popełnia błędy, jednak sztuką jest umieć je wybaczać i dawać drugą szansę. Cichy właśnie taką szansę otrzymał, co właśnie sobie uświadomił, przez co poczuł presję ściskającą jego płuca, ale jednocześnie ulgę i... radość. Czuł jednak, że nie może teraz świętować ze względu na Badylarkę i jej stan, który się chyba jednak polepszył. Wciąż płakała, a liliowy terminator pozwalał jej na wylewność, czyszcząc jej długie, rude, nieco potargane futerko, wciągając raz za razem słodki, kojący zapach kotki. Po dłuższej jednak chwili płacz ustał, a Wysoka Łapa przytuliła się mocniej do kocura, po czym... położyła łapę na łapie Cichego, co wywołało u niego mieszankę uczuć. Najpierw przeszedł go zimny dreszcz od czubków palców po koniuszek ogona, a po nim fala gorąca, tego znajomego, tego, którego czuł już parę razy wcześniej w życiu. Z gorącem przyszedł przyspieszony jeszcze bardziej puls i rozgalopowane serce, które nagle dało o sobie znak. Jego miarowe bicie z pewnością było wyczuwalne przez Badylarkę, która była przytulona do piersi i boku liliowego terminatora. Tym razem jednak Cichy nie spieszył się, choć w pierwszym momencie chciał. Zamiast tego zaczął mruczeć jeszcze głośniej, nie przerywając lizania, a na dodatek po chwili... uśmiechnął się, czując się z tym bardzo dobrze. Może nawet bardziej, niż powinien.
xxNie sostafię... – zamruczał cicho do ucha przyjaciółki – Nie sostafię cię jusz nigdy – jednak czym było to tajemnicze uczucie, którym darzył rudą kotkę? Czy tylko przyjacielską sympatią, czy czymś więcej? Po tych słowach liliowy kocur przesunął długi ogon do ogona Badylarki, po czym oplutł go wokół tego drugiego, chcąc przypieczętować swoją mniej lub bardziej świadomie składaną obietnicę.
_________________
cause we all get lost sometimes, you know?
it's how we l e a r n and how we g r o w
and I wanna lay with you 'til I'm old
you shouldn't be fighting on your own

and if you feel you're sinking
- ̗̀ I. will. j u m p. right. over ̖́-
into cold, cold water for you
  Statystyki - lvl: 3 | S: 6 | Zr: 10 | Sz: 12 | Zm: 5 | HP: 70 | W: 50 | EXP: 145/200
 
Wysoka Fala
Wojownik
again asleep



Klan:
rzeka

Księżyce: 67 (VIII)
Mistrz: Tonące Słońce/Omszały Kamyk/Świetlikowa Gwiazda
Płeć: kotka
Matka: Paprociowy Kwiat [*]
Ojciec: ???? [Lodowa Skóra]
Partner: Czarny Bez o:
Ciąża: nie
Multikonta: Malinowe Chaszcze [KG], Krogulcza Gwiazda, Dębowy Cień, Koń [KC] || Iskra [MGBG]
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2018-07-31, 13:33   
   Wygląd: W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=249239#249239


Mruczała cicho, a burza emocji w jej sercu uspokajała się z każdym pociągnięciem języka liliowego terminatora, który działał na nią w... Specyficzny sposób. Jeszcze przy nikim nie czuła się tak bezpiecznie i swobodnie, jak przy synu Ubłoconej Mordki.
- O-obiecujesz...? - zapytała cichutko, chcąc mieć stuprocentową pewność, że jak cokolwiek złego się wydarzy to będzie mogła liczyć na Cichą Łapę, że zawsze ją wesprze i nie zostawi, nieważne co się będzie działo. Czuła, jak jego nieco biczowaty ogon plącze się z jej kitą w ciepłym, lekkim uścisku, przez który zadrżała delikatnie przez przejście przez szczupłe ciało zagubionej kotki nieznanego uczucia. Chciała tak trwać wieczne, jednak prawdopodobnie nie będzie im to dane. Musieli wracać do obozu i zająć się rzeczami, które pomogą klanowi przystosować nowy obóz do użytkowania. Chociaż Wysoka nie miała pojęcia, co by mogła robić, jak nie ma siły nawet na to, aby pobiec.
- M... W-wracamy d-do obozu? - zadała kolejne pytanie, jednak dużo później, napawając się przez tę całą przerwę ciepłem i zapachem liliowego terminatora, który jej się niezwykle podobał. Był taki... Ulotny, delikatny, niemal niewyczuwalny pod wonią przynależności do klanu Rzeki, ale wyczuwalny dla nosa Badylarki, który był wepchnięty w jego krótkie futerko na szyi. Po chwili od pytania odsunęła głowę, pierwszy raz spoglądając komuś w oczy na dłużej, niż przelotnie, chociaż nadal była nieco speszona swoją odwagą. Może nie powinna tak naciskać? Jak Cichy zareaguje na jej śmiałe posunięcia? Wcześniej reagował dobrze... Ale czy będzie tak samo i tym razem?
_________________
  Statystyki - lvl: 5 | S: 7 | Zr: 15 | Sz: 13 | Zm: 10 | HP: 75 | W: 65 | EXP: 125/400
 
Cichy Krok
Zaginiony
odwilż


Klan:
rzeka

Księżyce: 43 [kwiecień]
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda [*]
Płeć: kocur
Matka: Ubłocona Mordka [NPC]
Ojciec: Że kto? (Ciernisty Grzbiet [NPC])
Partner: Badylarka
Multikonta: Mysiowąsa [KG], Leszczynowa Gałązka [KW], Pustułcza Pieśń [KC]
Wysłany: 2018-08-11, 11:45   
   Wygląd: Mini gepard, tylko w innej wersji kolorystycznej | Wysoki, liliowy, cętkowany kocur z białymi znaczeniami i bladobłękitnymi oczami || KP
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=5593


xxCzy obiecywał? Obietnica była czymś wiążącym, czymś, czego nie można złamać, ponieważ wtedy można stracić czyjeś zaufanie i przyjaźń, można go po prostu stracić. Dlatego obietnicy nie można składać bezmyślnie, a rozważnie. Cichy nie zniósł by konsekwencji złamania przez niego obietnicy, a więc czy chciał ją składać? Musiał podjąć tę decyzję. Musiał wziąć to na klatę.
xxObiecuję – wymruczał do ucha Badylarce z pewnością w głosie, na jaką się zdobył. Obiecuję, że będę cię bronił i zawsze będę przy tobie. Czuł, że tego chce, że ruda kotka była dla niego na tyle ważna, że nie chciał jej nigdy stracić. Cieszył się, że i ona chciała być przy nim, że go nie odtrąciła i teraz, gdy złożył obietnicę, musi zrobić wszystko, aby nie złamać jej serca i jej nie zawieść. Nie mógł popełnić błędu i czuł jakieś dziwne przekonanie, że wszystko będzie dobrze. Jeśli tylko będą trzymać się razem.
xxPo dłuższej chwili ciszę przerwał głos Wysokiej, na który liliowy otworzył wcześniej zamknięte oczy, przypominając sobie o istnieniu reszty świata i rzeczywistości. Nie chciał wracać, nie chciał przerywać tej chwili, chociaż kiedyś musiał. Poczuł, jak Badylarka odrywa od niego głowę i wtedy jego spojrzenie spotkało się z jej, co spowodowało, że poczuł, jak gorąc pali go w policzki. Patrzył w oczy kotki, które były niczym płomienie, niczym dwa ogniki. Były piękne, jak cała postać rudej terminatorki.
xxNiestety tszeba... – miauknął, po czym uśmiechnął się ciepło do Badylarki. Nie speszył się jej odwagą, a właśnie dodało mu ona jemu samemu pewności siebie. Chciał wstać, jednak nie potrafił oderwać wzroku od kotki. W końcu jednak wstał i zaczekał na Badylarkę, po czym idąc przy jej boku, udał się w kierunku obozu.

Zt <3
_________________
cause we all get lost sometimes, you know?
it's how we l e a r n and how we g r o w
and I wanna lay with you 'til I'm old
you shouldn't be fighting on your own

and if you feel you're sinking
- ̗̀ I. will. j u m p. right. over ̖́-
into cold, cold water for you
  Statystyki - lvl: 3 | S: 6 | Zr: 10 | Sz: 12 | Zm: 5 | HP: 70 | W: 50 | EXP: 145/200
 
Głogowy Cień
Zaginiony
takzapominajka


Klan:
rzeka

Księżyce: 74 [maj]
Mistrz: XDD
Matka: Chabrowy Pąk (Magnolia)
Ojciec: Szemrzący Potok
Partner: Kos
Multikonta: Fiołkowy Świt [KW]; Żubrze Gardło, Kogucia Łapa [KG]; Persefona [P]
Wysłany: 2018-09-24, 02:18   
   Wygląd: Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=208120#208120


Czas w Klanie Rzeki ciągnął się jak guma od starych majtek. Absolutnie nic ciekawego nie działo się nigdzie. Żadnych skandali, żadnych plotek, żadnych gorących niusów, które gumowe ucho Głogowego Cienia wyłapywało bez trudu. Absolutnie nic. Zupełnie jakby wszystko wokół niego zamarło, tak jak zamierało powoli życie z powodu pory opadających liści, która na dobre rozsiadła się w okolicy i nie zamierzała ustępować miejsca ostatnim podrygom pory zielonych liści. Z tego powodu zdecydował, że musi znaleźć sobie jakieś zajęcie - a na dobry początek wybrał łowienie ryb. Było to zajęcie bezbolesne i dość nudne, jednak potrzebował czegoś, czegokolwiek, byleby tylko rozruszać swój ospały od nicnierobienia umysł. Pociągnął nosem, gdy przekroczył Grzmiącą Rzekę. Rozejrzał się najpierw po Piaszczystej Mieliźnie, jednak wspominając swoją nieudaną próbę polowania w tym miejscu porzucił plan polowania w tym miejscu. Zamiast tego ruszył w górę rzeki, by po jakimś czasie zatrzymać się w okolicy Kamienistego Brzegu. Rozejrzał się i posmakował powietrze, jednak nie wyczuł żadnego zagrożenia, które mogłoby się czaić w pobliżu, więc przysiadł na brzegu i wyciągnął szyję, by popatrzeć na taflę wody i rozeznać się w tym, jakie rybki sobie tu pływają. W momencie w którym przypomniał sobie, że do łowienia ryb musiał włożyć łapę do wody przez chwilę zwątpił w słuszność swojego pomysłu, jednak ech. Skoro już tu przylazł, to raz próbuje, jak nie wyjdzie to pójdzie szukać guza na pobliskiej granicy z Klanem Gromu. Nie będzie, że fatygował się na darmo. Usadowił się tak, żeby nie rzucać cienia na wodę i z cichym "plask" zanurzył końcówkę ogona w wodzie. Podobno niektóre koty w ten sposób polowały, więc można spróbować. Przynajmniej nie ma ryzyka, że skończy z palcami do amputacji, bo mu zamarzną na kość w chłodnej wodzie.
I czekał. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
_________________
if i took you everywhere, then well, you wouldn't know how to walk
if i spoke
on your behalf, then well, you wouldn't know how to talk
if i gave you everything and everything is what i bought
i
can take it all back, i never cared 'bout what you thought

i didn't mean to make you mad, i don't like when you're upset
i'ma call
you later on, baby girl, don't you forget
  Statystyki - lvl: 5 | S: 9 | Zr: 16 | Sz: 12 | Zm: 8 | HP: 85 | W: 55 | EXP: 75/400
 
Gruszkowa Łapa
Gwiezdny
. . .



Klan:
gwiezdni

Księżyce: 16 i śmierć
Mistrz: Chmurne Niebo (?)
Płeć: kotka
Matka: Tymiankowy Listek [NPC] [*]
Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] [*]
Partner: ---
Multikonta: Trawiaste Zbocze [KG] Nawałnica [S] Lśniące Futerko [NPC/KRz] Pszczela Łapa [KC] Sucha Łapa [KW]
Wysłany: 2018-09-24, 15:39   
   Wygląd: Kotka na pewno urosła, może nie dużo ale zawsze. Każdy kto na nią spojrzy może stwierdzić jedno, jest dość puchata. Nie chodzi o to iż jest gruba, ma tylko bardzo dużo swojego płowego futerka. Pewnie niektórym może się zdawać że ono jest trochę brudne, no jak to z płowym umaszczeniem. U niej zawsze będzie dawało wrażenie na brudne, lecz może coś w tym jest. Bo ostatnimi czasami nie dbała o swoje futerko, kto to wie. Pewnie jedno i drugie. Jej łapki nadal są dość masywne, możne nie jakoś specjalnie wielkie ale zawsze trochę większe. Posiada także złote oczy, które ostatnio mają w sobie więcej strachu niż smutku.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=214261#214261


Wojownik ledwo co zanurzył swój ogon, a już po niedługiej chwili w tafli wody mógł ujrzeć cień jakiejś rybki. Z początku był on bardzo niewyraźny i mały, lecz z czasem przybrał kształty, które może Głogowy Cień znał. Owa rybka była wyjątkowo mała i podłużna, zaś pyszczek był dość szpiczasty. Gdyby kocur był wielkim znawcą zwierzyny pewnie od razu zgadłby iż to jest ciernik, który jak widać zaciekawiony podpłynął do czarnej końcówki ogona, ale jeszcze na wszelki wypadek zachowywał pewną bezpieczną odległość.

Głóg: lvl: 4 | S: 6 | Zr: 15 | Sz: 11 | Zm: 7 | HP: 80 | W: 50 [Prz: 0/3]
_________________
xx xx
but this was my deathbed
Ixxd i e dxxt h e r exxa l o n e
when I closed my eyes tonight

- ̗̀♢ you carried me home ♢ ̖́-
  Statystyki - lvl: 2 | S: 7 | Zr: 8 | Sz: 5 | Zm: 6 | HP: 65 | W: 45 | EXP: 25/150
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme Saphic 1.2 created by Sopel & Sklep internetowy | Modified by Foka







Fort Florence











Bleach OtherWorld

SnM: Naruto PBF





Smocze RPG - Smoki Wolnych Stad

HogwartDream



amaimon

vampire-knight

the-avengers