Poprzedni temat «» Następny temat
Czarny Ogon - wschód
Autor Wiadomość
Ropucha
Samotnik
joxter



Klan:
samotnicy

Księżyce: 48
Mistrz: Imbirowy Pył, Miętowy Pąk
Płeć: kotka
Matka: Malinowy Nos
Ojciec: Fiołkowy Świt
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2020-02-08, 16:51   
   Wygląd: Czołg-kot; wysoka, grubsza i masywna, gęste czarne futro z białymi znaczeniami: biała plamka między złotymi ślepiami, pod czarnym nosem, brodzie, klatce piersiowej, skarpetki na wszystkich łapach, okolice pupy i spód ogona. Grube białe wibrysy znajdujące się na pół-płaskiej mordce. Posiada również poziomą, drobną bliznę na górnej, lewej wardze.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=312845#312845


***



Spacerek był dobrym pomysłem, szczególnie po tak burzliwej i dramatycznej ceremonii kociąt Zaśnieżonej Ścieżki. Nie to, że sytuacja pod Rozłożystym Drzewem nie przypadła Ropuszej Łapie do gustu, wręcz przeciwnie! Z wielkim bananem na łaciatym pysiu kotka przyglądała się jak jej matka radzi sobie z problematycznymi kiciami. Oh, i jeszcze jak wuje Sokół się spiął! Pazurki lizać, przyszła by na cerkę jeszcze raz! Ale nawet i ona dała się wciągnąć w wir negatywnych emocji, dlatego też spacerek z Bączkiem był świetnym pomysłem by odreagować.
- ... Kek, i ten łysolo-dwónogo usiadł na podłoge i zaczął wydawać z siebie jakieś dźiewne odgosy Bonk, jakby jakaś kicia z ciemnego lasu go opentała - grubasek zarechotała głośno a jej białe wibrysy zatańczyły w powietrzu. Opowiadała właśnie cętkowanej wojowniczce, jak kiedyś na swojej kilkudniowej wędrówce (aka szlajaniu się nie wiadomo gdzie) spotkała człowieka. - Mówie ci, majom pszczoły w łbach! - Rzuciła jeszcze zanim się zatrzymała i pacnęła kotkę ogonem w bok.
- A ty czo robiłaś, kiedy mnie nie było, he? Słyszałam, że się przeniosłaś do Kujoncej Genstwiny, fajnie się wojować Bonk? - Zapytała pokazując swoje kiełki i koniuszek różowego języka. Oczywiście terminatorka jedynie przekomarzała się z robaczkiem, w końcu awans to nie byle coś! Córce Przywódczyni było jedynie nieco żal, że akurat w tym czasie nie była na terenach Wichru by razem z innymi wykrzyczeć nowe imię kotki. Teraz musi jej to jakoś wynagrodzić.


BONK!
_________________
X
X
Hope when you take that jump you don't fear the fall
Hope when the water rises you built a WALL
Hope when the crowd screams out they're screaming your name!
- = ≡ Hope if everybody runs you choose toXs t a yX≡ = -

Hope that you fall in LOVE and it hurts so bad - ̗̀ y e a h ̖́ -
The only way you can know you GAVE IT ALL YOU HAD
And I hope that you don't suffer but take the pain
Hope when the moment comes
You'll say...
Ostatnio zmieniony przez Ropucha 2020-02-08, 16:52, w całości zmieniany 2 razy  
  Statystyki - lvl: 2 | S: 14 | Zr: 6 | Sz: 3 | Zm: 3 | HP: 75 | W: 35 | EXP: 30/150
 
Bączkowy Lot
Wojownik



Klan:
wicher

Księżyce: 27
Mistrz: -
Płeć: kotka
Matka: Pomarańczowa Skórka
Ojciec: Czerwony Pazur
Partner: XDDDDDD
Ciąża: nie
Multikonta: Agrestowy Liść (KG), Brudna stopa(KR), Porzeczkowa łapa(KC)
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2020-02-09, 20:58   
   Wygląd: Kociczka nie wyróżnia się niczym specjalnym jeśli chodzi o wygląd, lecz zarazem nie można nazwać jej zwyczajną. Jak na swój wiek jest dość grubiutka, lecz nie jest to kocięcy tłuszczyk, a zwykły tłuszcz spowodowany przejadaniem się gdy nikt nie patrzy. W temacie jej budowy można jeszcze powiedzieć, że przypomina bardziej ojca, spora, masywna, a do tego na jej pysku jest grymas niezadowolenia. Jednak gdy chodzi o kolorek futra, przypomina jakby mieszankę matki i ojca. Jej szorstkie, krótkie futro jest koloru burego z przejaśnieniami na pysku, gardle do brzucha i łapach. Jednak jej futro nie jest tylko bure, ponieważ kotka posiada na nim ciemniejsze czarne cętki które na łapach, ogonie i buźce zaczynają zamieniać się w pręgi(Bury cętkowany). Jej ślepia są bursztynowo-żółte. O dziwo nie posiada białych znaczeń.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=349459#349459


Takie rzeczy się zadziały na tej ceremonii, że szok! Jednak nie taki wielki, ale jednak był! Szok oraz lekkie zniesmaczenie. No bo hej, może jednak jako klan nie powinni się tak sami na siebie rzucać? Bonk jedyne czego chciała to spokojnej ceremonii, a co dostała w zamian? Medyka, lidera i zastępcę kłócących się nawzajem! No... Przywódczyni jednak poradziła sobie z tym wszystkim. Z tym całym szajsem, a Sokoli Cień też wtrącił swoje dwa słowa, więc raczej nie było tak źle. W końcu nikt nie dostał w nos i nikt nie musiał się lać w pyski!
A do tego Ropuszka się znalazła i w pewien sposób zapoznała z Węgielkiem! No i to była udana ceremonia! Nawet jeśli ani ona ani Ropucha nie dostały ani rangi wyżej, ani terminatora. Bączkowy Lot jednak miała na pysku lekki uśmiech, że Ropucha jeszcze o niej pamięta. Tyle dobrego!
A fakt, że czarna zabrała siebie i przy okazji jej cętkowaną osobę, był dobry dla nich obu, bo po chwili gdy obydwie wyszły z obozu, Ropucha zaczęła opowiadać o dwunogach. Bączek ledwo co interesował temat tych stworzeń, jednak słyszała, że mają dobre jedzonko. Jedzonko.... No właśnie!
Nie zapomniała ona o prowiancie! No nie ma mowy, jej osoba?! Jednak najpierw rozmowa z czarną kotką była na czele.
-Hmm, a możhe jesth coś, czhego nie wiemy? - Po swoich słowach uniosła lekko podbródek i trzepnęła uchem. -Może i pszczoły III khoty z ciemnego przypału? - No bo halo! Te cosie umiały jednak obezwładnić nawet najsilniejszych woowników. Co z lekka dawało Bączek ciarki na ogonie.
Gdy poczuła pacnięcie ogonem od Ropuchy, na jej pysku pojawiło się... Coś w stylu uśmiechu, lecz zadziornego.
-A Cho mhogłam robić? Trenhowałam z twoim bratem i gadałam z Węglem. Po zha... Nho wiesz. Czhekaniem na ciebie. - Jej ton nie był smutny ani oskarżający, a wręcz przeciwnie! Niech Ropuszka wie, że Bączek jej by nie zapomniała.
-Jhak o whojowaniu mhowa... - Otarła się bokiem o bok ropuszki, po czym skoczyła szybko i celnie( przynajmniej jej własna osoba tak uważała, a to, że rypnęła pyskiem raz w ziemie to nikt raczej nie zauważy!) ku pewnemu miejscu, by po chwili wyłonić się zza wyższych śmiesznie wyglądających traw z grubym gryzoniem, który prawdopodobnie pił wodę z mniejszej kałużki.
Podeszła do czarnej kotki i podała jej elegancko szarawe stworzonko. -Whojak czy nie, najważniejsze umiem.
_________________
Ostatnio zmieniony przez Bączkowy Lot 2020-02-09, 21:02, w całości zmieniany 1 raz  
  Statystyki - lvl: 2 | S: 7 | Zr: 6 | Sz: 7 | Zm: 7 | HP: 60 | W: 50 | EXP: 25/150
 
Ropucha
Samotnik
joxter



Klan:
samotnicy

Księżyce: 48
Mistrz: Imbirowy Pył, Miętowy Pąk
Płeć: kotka
Matka: Malinowy Nos
Ojciec: Fiołkowy Świt
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2020-02-13, 15:59   
   Wygląd: Czołg-kot; wysoka, grubsza i masywna, gęste czarne futro z białymi znaczeniami: biała plamka między złotymi ślepiami, pod czarnym nosem, brodzie, klatce piersiowej, skarpetki na wszystkich łapach, okolice pupy i spód ogona. Grube białe wibrysy znajdujące się na pół-płaskiej mordce. Posiada również poziomą, drobną bliznę na górnej, lewej wardze.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=312845#312845


Grube wibrysy drgnęły w powietrzu, niczym nóżki nieporadnego żuczka wywróconego na swój pancerzyk, kiedy kotka usłyszała uwagę cętkowanej. Czy jest coś, czego nie wiedzą? No, cóż, Ropucha w przeciwieństwie do swojego ukochanego braciszka, nie miała patyka w tyłku. Nie uważała siebie za wszystko wiedzącą alfę i omegę, która z łatwością mogła odpowiedzieć na każde pytanie. Wręcz przeciwnie - gdzieś tam w głębi, na swój własny płazi sposób, dzecie przywódczyni wiedziało iż urodziła się z niedoborem szarych komórek. Co oczywiście nie oznaczało, że owa drobnostka zatrzyma terminatorkę w czymkolwiek.
- Że pszczoły to wysaniki kici z ciemnego lasu? Or! Paszuje! Jak ciałem jedną zjeść to mnie dziabła, gupi lisi bobek, dziabła mnie tak porządnie. Bolało Bonk - wyżaliła się koleżance marszcząc swój nos i pysk. Wredny owad. Miał czelność dźgnąć ją w łapę tym swoim dziwny mieczo-tyłkiem, tylko dlatego, że chciała go spróbować? Bezczelność w czystej postaci. A nawet jeżeli nie zrozumiała w stu procentach sugestii wojowniczki, Ropucha mimo wszystko chętnie podąży ową ścieżką.
- Aaa... Wengiel to ten czarny, nie? - Mruknęła przypominając sobie czarnego kocura, którego wiedziała na ceremonii. Huh, ciekawe jaki kocurek był? - Oho! Czekałaś na mnie? - Spojrzała na kotkę z wielkimi ślepiami, po czym zmarszczyła swoje brewki zbita z tropu. Ropucha zdecydowanie nie oczekiwała usłyszeć z cętkowanego pyszczka właśnie tego. No bo jak można czekać na kogoś, na nią? Aj, dziwny ten świat.
Nie odepchnęła kotkę, kiedy ta otarła się o jej bok. W końcu żyli w klanie a kontakt fizyczny nie był czymś niezwykłym. Jednak córa Fiołkowego Świta była nadal zmieszana i jedynie gapiła się jak córka Czerwonego Pazura wystartowała przed siebie. Czarne ucho drgnęło, kiedy jakiś huk i pisk wydobył się z traw, jednak zanim Ropucha mogła zareagować okrągła główka Bączka znów pojawiła się w jej polu widzenia. Pojawiła się jednak nie sama, a z czymś.
- BONK! - Ta radość, ten podziw, te emocje! Jeżeli cętkowany robaczek chciał zainponoawć starszej koleżance, to bez dwóch zdań udało jej się to. - Naucz mnie! Jak to żrobiłaś! Skond wiedziałaś, że to tam to siedzi o tam? Powiedz! MÓW BONK, MÓW! PROSZEEE! - Grubasek napiął mięśnie i zaczął podskakiwać w miejscu, bombardując kotkę pytaniami. Co prawda to prawda, najważniejsze umiała.
_________________
X
X
Hope when you take that jump you don't fear the fall
Hope when the water rises you built a WALL
Hope when the crowd screams out they're screaming your name!
- = ≡ Hope if everybody runs you choose toXs t a yX≡ = -

Hope that you fall in LOVE and it hurts so bad - ̗̀ y e a h ̖́ -
The only way you can know you GAVE IT ALL YOU HAD
And I hope that you don't suffer but take the pain
Hope when the moment comes
You'll say...
  Statystyki - lvl: 2 | S: 14 | Zr: 6 | Sz: 3 | Zm: 3 | HP: 75 | W: 35 | EXP: 30/150
 
Bączkowy Lot
Wojownik



Klan:
wicher

Księżyce: 27
Mistrz: -
Płeć: kotka
Matka: Pomarańczowa Skórka
Ojciec: Czerwony Pazur
Partner: XDDDDDD
Ciąża: nie
Multikonta: Agrestowy Liść (KG), Brudna stopa(KR), Porzeczkowa łapa(KC)
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2020-02-15, 15:17   
   Wygląd: Kociczka nie wyróżnia się niczym specjalnym jeśli chodzi o wygląd, lecz zarazem nie można nazwać jej zwyczajną. Jak na swój wiek jest dość grubiutka, lecz nie jest to kocięcy tłuszczyk, a zwykły tłuszcz spowodowany przejadaniem się gdy nikt nie patrzy. W temacie jej budowy można jeszcze powiedzieć, że przypomina bardziej ojca, spora, masywna, a do tego na jej pysku jest grymas niezadowolenia. Jednak gdy chodzi o kolorek futra, przypomina jakby mieszankę matki i ojca. Jej szorstkie, krótkie futro jest koloru burego z przejaśnieniami na pysku, gardle do brzucha i łapach. Jednak jej futro nie jest tylko bure, ponieważ kotka posiada na nim ciemniejsze czarne cętki które na łapach, ogonie i buźce zaczynają zamieniać się w pręgi(Bury cętkowany). Jej ślepia są bursztynowo-żółte. O dziwo nie posiada białych znaczeń.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=349459#349459


-No jasne, że bholało! Mnie na przykład raz mysz dziabła. Nie dość, że jedzenie to jeszcze sie wyrywa. - Bonk sama teraz niebzyt wiedziała co wcześniej miała na myśli, a to jedna myśl, a to druga. Myśli jest dużo, a gdyby ich nie było, to pewnie nie było by ani jej ani Ropuchy tutaj i pewnie by nie stały teraz tu na tych terenach. No, szły. Bo i tak niezbyt stać mogły. Miałbyć to spacer, a Bączek musiała się ruszać. Bleh. - Nie bolhi już, cho nie? - Medykiem może nie była ani nie znała się na roślinkach, medyczkach i innych takich ważnych rzeczach, lecz chyba Lśniąca Sadzawka nie obraziłaby się dać im chociaż porady jak uśmierzyć ból Ropuszki w ten... Najmniej bolesny sposób, o!
-Tha. Mam chyba jakiś ulhubiony kholor. He. - Nie wiedziała, czy Ropucha załapie temat, lecz nawet jeśli nie, to Bączek sama sobie może pogratulować za refleksje.
-No. - Odpowiedziała spokojnie. -A na kogo miałabym czhekać? No napewno nie na twojego bratha. - Co jak co, lecz cętkowana kocica wolała unikać rudego. Nie, żeby go nie lubiła. Po prostu lepiej dla nich obydwu, by już nie zamiwniali ze sobą słów wychodzących po za ich obowiązki.
Kontakt fizyczny? Bączek tak tego nie widziała, a nie była fanką słów... różnie to bywało, tak jak z myślami! Ona po prostu otarła się bokiem i nic to wielkiego nie było! No.
Gdy usłyszała swe imie tylko podniosła uszy i z uśmiechem na pysku wyprostowała się dumnie.
Gdy w jej stronę padło kilkanaście, ba! Nawet w jej skromnym mniemaniu stonaście pytań, cętkowana tylko zamruczała potulnie.
-Threning. Jak chcesz moge ci coś powiedzieć! - Oznajmiła znajomce. -A thy nie mialaś jeszcze polowanhia?? - Nie wiedziała czy okiełzna pytania czarnej, lecz lepiej by było, by trochę zachowywali się ciszej, o.
_________________
  Statystyki - lvl: 2 | S: 7 | Zr: 6 | Sz: 7 | Zm: 7 | HP: 60 | W: 50 | EXP: 25/150
 
Ropucha
Samotnik
joxter



Klan:
samotnicy

Księżyce: 48
Mistrz: Imbirowy Pył, Miętowy Pąk
Płeć: kotka
Matka: Malinowy Nos
Ojciec: Fiołkowy Świt
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2020-03-08, 15:50   
   Wygląd: Czołg-kot; wysoka, grubsza i masywna, gęste czarne futro z białymi znaczeniami: biała plamka między złotymi ślepiami, pod czarnym nosem, brodzie, klatce piersiowej, skarpetki na wszystkich łapach, okolice pupy i spód ogona. Grube białe wibrysy znajdujące się na pół-płaskiej mordce. Posiada również poziomą, drobną bliznę na górnej, lewej wardze.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=312845#312845


- Zniewaga... - Ropucha zarechotała, słysząc słowa Bączka. Z jednej strony, każdy indywidualista z mózgiem, zamiast bandy pszczół w łbie, zdałby sobie sprawę, że zachowanie gryzonia było jak najbardziej zrozumiałe. W krytycznych sytuacjach nawet taka mała, szara myszka oślepiona instynktem przetrwania, bez dwóch zdań mogłaby zacząć gryźć w samo obronie. Jednak dla uszów głupiutkiego płaza, taka sytuacja była wręcz przekomiczna. Mysz gryząca kota, mysz atakująca kota, jedzenie atakujące konsumenta.
- 'Tóra wymaga zemsty. Odgryzłaś jej ża to łep, czo nie Bonk? Uhhh...? Aj, nieee. Już nie boli. Dawno przeształo. A ciebie? - Odbiła piłeczkę, zerkając w między czasie na swoją przednią łapkę, która księżyce temu była ofiarą rozgniewanego robaczka. Aj, jak ten czas leci.
- Oho - skomentowała krótko słysząc słowa kotki. Ten przebłysk inteligencji, który nasz kochany Bączek właśnie zaprezentował, był nieco za jasny dla głupiej terminatorki. Ropucha co prawda zrozumiała, że, hej! Jej koleżanka lubi kolor czarny, co w samo w sobie był już dużym zwycięstwem. Takie informacje były mimo wszystko dość istotne, jeżeli kiedykolwiek płaz będzie chciał sprezentować cętkowanej jakiś gładki kamyk czy piórko - przynajmniej teraz wie, jakie preferencje Bączek posiadała. Jednak no, wracając do sedna; nie zrozumiała aluzji, wsiąkając ową informację w "surowej" formie. - Na Janke nie trza czekać. On zawsze jeszt w obozie - zauważyła, puszczając oczko do koleżanki. - Czo, nie był fajnym miszczem? - Zapytała jeszcze, ciekawie stawiając uszy na baczności. Oho, ploteczki?
- TAK! - Odpowiedziała krótko i zwięźle, co oczywiście nie oznaczało iż było to pozbawione werwy i podziwu. Bo w końcu Bączek umiał polować! Była na tyle blisko by spojrzeć i obadać martwego piszczka z bliska. Z takiego bliska, że kilka dziko poruszających się wibrysów musnęło pyszczek cętkowanej, choć czarno-biała nie zdała sobie z tego sprawę, bardziej zafascynowana świeżą krwią która skapywała z futerka gryzonia. - Ano mom trening. Miszcz Imbirek mnie uczy! Ale nie takich fajnych rzeczy czo ty tu robisz! - Miauknęła spoglądając na kotkę z wielkimi złotymi oczami, które skrzyły się jak szalone. Mięśnie zaś spinały się i rozluźniały, niczym u rozbawionego pieska, który ma za dużo emocji.
_________________
X
X
Hope when you take that jump you don't fear the fall
Hope when the water rises you built a WALL
Hope when the crowd screams out they're screaming your name!
- = ≡ Hope if everybody runs you choose toXs t a yX≡ = -

Hope that you fall in LOVE and it hurts so bad - ̗̀ y e a h ̖́ -
The only way you can know you GAVE IT ALL YOU HAD
And I hope that you don't suffer but take the pain
Hope when the moment comes
You'll say...
  Statystyki - lvl: 2 | S: 14 | Zr: 6 | Sz: 3 | Zm: 3 | HP: 75 | W: 35 | EXP: 30/150
 
Bączkowy Lot
Wojownik



Klan:
wicher

Księżyce: 27
Mistrz: -
Płeć: kotka
Matka: Pomarańczowa Skórka
Ojciec: Czerwony Pazur
Partner: XDDDDDD
Ciąża: nie
Multikonta: Agrestowy Liść (KG), Brudna stopa(KR), Porzeczkowa łapa(KC)
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2020-03-15, 12:57   
   Wygląd: Kociczka nie wyróżnia się niczym specjalnym jeśli chodzi o wygląd, lecz zarazem nie można nazwać jej zwyczajną. Jak na swój wiek jest dość grubiutka, lecz nie jest to kocięcy tłuszczyk, a zwykły tłuszcz spowodowany przejadaniem się gdy nikt nie patrzy. W temacie jej budowy można jeszcze powiedzieć, że przypomina bardziej ojca, spora, masywna, a do tego na jej pysku jest grymas niezadowolenia. Jednak gdy chodzi o kolorek futra, przypomina jakby mieszankę matki i ojca. Jej szorstkie, krótkie futro jest koloru burego z przejaśnieniami na pysku, gardle do brzucha i łapach. Jednak jej futro nie jest tylko bure, ponieważ kotka posiada na nim ciemniejsze czarne cętki które na łapach, ogonie i buźce zaczynają zamieniać się w pręgi(Bury cętkowany). Jej ślepia są bursztynowo-żółte. O dziwo nie posiada białych znaczeń.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=349459#349459


Dla Bączek mysz była jedzeniem, bo czym innym? Każdy był jedzeniem! Wszystko było jedzeniem! Jak nie dla nich, to dla innych. Takie myszy jedzą jakieś pesteczki, a oni jedli myszki, a ich jadły uhh... Psy! To wszystko kręciło się wokół jednego, jedzenia! Nawet ich klan się na tym opierał, ich ciała!
-Ta zniewaga krwi wymhaga...ła i wymhaga! Ja zawsze od tamtegho czasu odgryzam myszom łby i łaphy. Nie mogą nic mi zrobić, jak są tylko brzuchem! - Odpowiedziała pociesznie i spokojnie. No co jak co, lecz wspominała swój kawałek futra dobrze, zanim mysz pozwoliła go sobie oderwać. No kto by pomyślał, że takie małe, a tak złośliwe! Gdyby mogła na swe słowa najpewniej wskazała by na swe czoło. Ma się ten łeb. Nawet jeśli to też jest jedzenie w pewnym sensie. Tylko takie zakazane. The forbidden snack. -nah nie boliii. Bardziej boli samo tho, że takie małe coś takiego zrobiło.- Nie wspominając o tym, jak dziwnie Bączek sie po tym zdarzeniu czuła. Ale mniejsza o to.
-No taa... - Odpowiedziała w sprawie rudego. Cętkowana nie chciała, by jego temat popsuł im spacer. -Nie, że nie fajny... Faajnyy, ale noo... Nie mówmy o nim. - Prosto z mostu, bez owijania w bawełnę. Rudzielec nauczył ją czego potrzebowała i tyle w temacie. Nadal musiała przemyśleć, co sądziła o bracie Ropuchy, kednak cętkowana i myślenie to dwa inne światy, więc pewnie troche czasu minie.
Gdy pyszczek czarnej był blisko jej własnego, tak, że ich wąsy niemalże się stykały, Bączek nie mogła kłamać, że czuła się z tym dobrze. Jednak podała czarnej kocicy piszczka pod łapy i z lekkim ukłonem miauknęła. - Proshe, to dla ciebie. - Po czym znów wstała, a jej gruba osoba odpowiedziała z uśmiechem. -Ja jak będe mieć kogoś sho nauczhania, to pierwsze co go naucze, tho walki i pholowania. I granic czy terenu, by sie nie zgubił ciul jeden. - spokojny ton, a cętkowana tylko trzepnęła swym małym uchem na urocze reakcje czarnej przyjaciółki. -To tak... Jest taka opcja, że ptaki cie widzą na przykład, to wtedy musisz sie ukrywać, a takie grrrryzonie cie wyczują, więc musisz iść pod wiatr, to jest dopiero coś! Jest jeszcze na przykład taki zając, to wtedy trzeba iść barrrrrdzoo pocichu.
_________________
  Statystyki - lvl: 2 | S: 7 | Zr: 6 | Sz: 7 | Zm: 7 | HP: 60 | W: 50 | EXP: 25/150
 
Fiołkowy Świt
Starszyzna
niepełny



Klan:
wicher

Księżyce: 113 [listopad]
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Multikonta: Żubrze Gardło, Czarny Kogut [KG]; Persefona [P]
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2020-04-30, 14:08   
   Wygląd: Bardzo wysoki, atletycznie zbudowany kocur o długich łapach. Krótkowłosy, rudy, klasycznie pręgowany, z białymi znaczeniami na pysku, szyi i przednich łapach. Siwe włosy zaczynają oprószać jego pysk i grzbiet. Duże, zielone oczy coraz wyraźniej pokrywa mgła. Najbardziej widoczne blizny: rozcięcia na nosie, duża blizna na lewej pięcie i grzbiecie.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=159095#159095


***

Postanowił wybrać się na spacer wzdłuż granic. Tak po prostu, bez żadnego konkretnego powodu, chciał przejść się i zrobić mały, jednoosobowy patrol, jak za starych dobrych czasów, kiedy wychodził pod przykrywką patrolu, a tak naprawdę czekał tylko, aż spotka kogoś z innego klanu, kogo mógłby zagadać. Gdy wychodził, zatrzymała go jednak Krokusowa Łąka. Chyba bała się o ojca, co było na pewno zrozumiałe, w końcu miał już swoje księżyce na karku i oczy, które nie widziały tak ostro jak kiedyś. Zgodziła się iść z nim na patrol, bo była to jednocześnie bardzo dobra okazja do tego, by porozmawiać na spokojnie o tym, co się wydarzyło w ostatnim czasie. Wszyscy potrzebowali teraz rozmowy i zrozumienia, i trochę czasu, by oswoić się z tym, co się wydarzyło, a także tym, co może się niebawem wydarzyć.
Przeszli spokojnie wzdłuż Szarych Topoli, rozmawiając. Gdy dotarli do miejsca, w którym granicę zaczął wyznaczać brzeg Czarnego Ogona, szli już głównie w ciszy, rozmyślając, zbierając myśli i ciesząc się swoją obecnością bez konieczności ciągłego zapychania ciszy słowami. Zatrzymał się, gdy Krokusowa Łąka również się zatrzymała, patrząc w stronę Krzywego Drzewa i szepcząc "spójrz, ktoś tu idzie". Fiołkowy Świt odwrócił głowę i zmrużył oczy, jednak nie widział nic, ponad rozmyty krajobraz ziem niczyich... i łagodnie poruszającą się, ciemną plamę. Och, chyba rzeczywiście ktoś szedł w ich stronę.
_________________

and I had no idea on what ground I was founded
all of that goodness is gone with you now

then when I met you, my virtues uncounted
all of my goodness is gone with you now



:)
  Statystyki - lvl: 8 | S: 17 | Zr: 18 | Sz: 16 | Zm: 9 | HP: 90 | W: 80 | EXP: 455/750
 
Szyszkowy Ogon
Wojownik
kirigami



Klan:
wicher

Księżyce: 77 [październik]
Mistrz: Zajęczy Sus [*]
Płeć: kotka
Matka: Gronostajowy Krok [*]
Ojciec: Kusowąsy [*]
Ciąża: nie
Multikonta: Szorstka Łapa [KW]
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2020-04-30, 14:45   
   Wygląd: Ogromna, klasycznie pręgowana bura kotka z białymi znaczeniami na pyszczku, piersi i palcach, o bladozłotych oczach. Zgarbiona, o matowym, potarganym futrze.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=5728


Kiedy stamtąd uciekła, biegła przed siebie. Chciała, żeby to okazało się drogą do Wichru, ale w tej chwili chciała uciec od tego przeklętego miejsca, od tych przeklętych dwunogów. Nikt nigdy nie sprawił, że czuła się tak okropnie, czuła, że okradziono ją z jej godności, potraktowano jak zwykłego pieszczocha. Lubiła koty, z którymi przyszło jej żyć i również się opiekować, ale mimo poczucia spełnienia przez niesienie pomocy, była zmęczona. Chciała nieść pomoc tym kotom, więzionym w tak małej przestrzeni, jakby jaskini. Było ich tam za dużo, a choroby roznosiły się jakby w uderzenie serca. Szyszkowy Ogon była odporna na większość z nich, ale takie szczęście nie dopisało chociażby kociakom. Koty chorowały, były niedożywione, a wojowniczka nawet nie miała możliwości zapolować, żeby pomóc swoim towarzyszom. Współczuła swoim przyjaciołom kiedy do gniazda wparowali kolejni dwunodzy z zamiarem wyłapania wszystkich kotów. Błagała Gwiezdnych, żeby pozwolili jej uniknąć kolejnego porwania. Za żadne skarby nie chciała wracać do tych dziwnych, śmierdzących miejsc. Nie pragnęła niczego bardziej niż jednej szansy na ucieczkę - i taka się trafiła. Wojowniczka uciekła między nogami dwunogów i zdołała uciec na tyle daleko i szybko, żeby zniechęcić ich do pościgu.
Nie wiedziała ile biegła, ile szła, nie pamiętała kiedy odpoczywała dłużej niż kilka chwil spędzonych na jedzeniu i piciu. Powoli zaczynała kojarzyć miejsca, a to dodatkowo zmotywowało ją do dalszego biegu. Niczego nie pragnęła bardziej niż możliwości powrotu do Klanu. Nie chciała żeby ją porwali, ale tak się stało. Pierwsza okazja do ucieczki pojawiła się tak późno, ale Szyszka nie zwracała na to uwagi - pewnie koty, które kiedyś znała dalej są w klanie, pewnie ją rozpoznają. Minęło wiele księżyców od momentu, kiedy otrzymała imię wojownika, ale przysięga, którą wtedy złożyła dalej ją obowiązywała. Starała się, żeby każdy kolejny dzień przeżyć w zgodzie z punktami Kodeksu Wojownika. To, że nie była w Klanie nie oznaczało, że nie była wojownikiem i mogła złamać dane słowo.
Biegła i czuła, jakby jej płuca płonęły. W końcu ujrzała znajome miejsce - drzewo, gdzie kiedyś znalazła swojego brata, który przepadł jak kamień w wodę. Była wycieńczona, ale niesamowicie szczęśliwa. Od domu dzieliło już ją tak niewiele, brzmiało to jak nierealny sen. Usiadła i próbowała przywrócić swój oddech do normalnego tempa. Najchętniej runęłaby jak długa i poszła spać tu i teraz, ale buzowało w niej coraz więcej emocji na raz. Mimo zmęczenia i uczucia, jakby powieki były niesamowicie ciężkie, trzęsła się wręcz z mieszanki podekscytowania, strachu, stresu i euforii. Chciała posiedzieć chwilę, ale nie mogła - była jak tykająca bomba, która lada moment mogła wybuchnąć. Wstała więc i ruszyła dalej przed siebie, spoglądając na krzywe drzewo. W końcu zobaczyła Czarny Ogon, a po drugiej stronie rzeki - dwa koty. Zmarszczyła brwi, żeby sprawdzić, czy może ich zna. Doszła jednak do wniosku, że wyglądają jak… koty i nie da rady ich od razu rozpoznać z takiej odległości. Pobiegła więc w kierunku rzeki, a kiedy już była na tyle blisko, żeby móc dopasować imię do pyszczka, chciało jej się płakać.
- Fiołkowy Świcie! Krokusowa Łąko!! Nawet nie wiecie jak się cieszę, że was widzę! - krzyknęła w ich stronę, z trudem trzymając swoje emocje na wodzy. Chciała wyć, chciała się śmiać, chciała ich uściskać, ale wiedziała, że nie może naruszyć granic Klanu. Wydawało jej się, jakby jej łapy były cienkimi gałązkami, które chybotały się pod jej ciężarem, a wrażenie to potęgowało to, że Szyszka aż cała się trzęsła z emocji.
_________________

there's a time that I remember when I did not know no pain
when I believed in forever and everything would stay the same
now my heart feels like december

  Statystyki - lvl: 3 | S: 12 | Zr: 7 | Sz: 8 | Zm: 6 | HP: 70 | W: 50 | EXP: 50/200
 
Fiołkowy Świt
Starszyzna
niepełny



Klan:
wicher

Księżyce: 113 [listopad]
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Multikonta: Żubrze Gardło, Czarny Kogut [KG]; Persefona [P]
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2020-05-01, 13:30   
   Wygląd: Bardzo wysoki, atletycznie zbudowany kocur o długich łapach. Krótkowłosy, rudy, klasycznie pręgowany, z białymi znaczeniami na pysku, szyi i przednich łapach. Siwe włosy zaczynają oprószać jego pysk i grzbiet. Duże, zielone oczy coraz wyraźniej pokrywa mgła. Najbardziej widoczne blizny: rozcięcia na nosie, duża blizna na lewej pięcie i grzbiecie.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=159095#159095


Nie rozpoznał jej. Zmarszczył brwi, patrząc na biegnącą w ich stronę postać, która znała ich imiona, jednak nie mógł połączyć jej głosu z nikim, kogo pamiętał. Pierwotna myśl o tym, że była to powracająca Oset lub Goździk, rozmyła się, gdy tylko dokładniej przyjrzał się biegnącej w ich stronę kotce. Odwrócił głowę w stronę Krokusowej Łąki, która szepnęła cicho: czy to Szyszkowy Ogon? Fiołkowy Świt wyprostował się, znów patrząc na burą kotkę. Zatrzymała się przy drugim brzegu Czarnego Ogona, dzięki czemu kocur faktycznie mógł lepiej ją widzieć... I, och, rzeczywiście, to chyba naprawdę była córka Kusowąsego!
- Szyszkowy Ogonie, to ty! - powiedział, uśmiechając się ciepło. - Jak dobrze znów cię widzieć. Wracasz do klanu, prawda? - spytał dla pewności, bowiem nie każdy, kto przychodził na granicę z klanem, musiał chcieć do niego powrócić. Wyglądała... naprawdę źle, jednak nie zamierzał mówić tego na głos, z całą pewnością była doskonale świadoma swojego stanu, zwłaszcza że wyglądała tak, jakby ze zmęczenia łapy miały się pod nią złamać jak cienkie gałązki. Co mogło dziać się w jej życiu, że wyglądała... tak?
_________________

and I had no idea on what ground I was founded
all of that goodness is gone with you now

then when I met you, my virtues uncounted
all of my goodness is gone with you now



:)
  Statystyki - lvl: 8 | S: 17 | Zr: 18 | Sz: 16 | Zm: 9 | HP: 90 | W: 80 | EXP: 455/750
 
Szyszkowy Ogon
Wojownik
kirigami



Klan:
wicher

Księżyce: 77 [październik]
Mistrz: Zajęczy Sus [*]
Płeć: kotka
Matka: Gronostajowy Krok [*]
Ojciec: Kusowąsy [*]
Ciąża: nie
Multikonta: Szorstka Łapa [KW]
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2020-05-01, 18:01   
   Wygląd: Ogromna, klasycznie pręgowana bura kotka z białymi znaczeniami na pyszczku, piersi i palcach, o bladozłotych oczach. Zgarbiona, o matowym, potarganym futrze.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=5728


Gdyby ktoś zapytał, jak się w tym momencie czuła, zdecydowanie miałaby problem z odpowiedzią. Wewnątrz niej buzowało tyle emocji na raz, że sama kotka nie wiedziała, która z nich przeważa. Była natomiast w stanie określić parę z nich - strach, zażenowanie tym, w jakim stanie się znajdowała, ale przede wszystkim radość, że udało jej się odnaleźć drogę do domu i spotkała koty, których tak dawno nie widziała i tak strasznie tęskniła! Każdego dnia w zamknięciu zastanawiała się, co robili jej przyjaciele i rodzina, co by musiała danego dnia robić. Tęskniła za rutyną, chciała wrócić do tego, jak było i przeklinała to, że dopuściła się do takiego stanu, że gdy porwali ją dwunodzy jej ciało nie było zdolne do przeciwstawienia się. Gdyby mogła cofnąć czas, posłuchałaby rodziców, którzy upominali ją, żeby dała sobie chwile odpoczynku. Szkoda, że na grzbiet Szyszkowego Ogona spadło wszystko na raz - w tamtej chwili myślała, że nie da sobie z niczym rady, że nie podniesie się, a porwanie chwilę później uświadomiło ją, że to już koniec. Na szczęście nigdy do końca nie porzuciła nadziei, aż w końcu Gwiezdni dali jej szansę na powrót do swojego utęsknionego życia w Klanie.
Z jej pyszczka nie schodził szeroki i szczery uśmiech, który tak dawno nie zagościł na mordce wojowniczki. Wzięła głęboki oddech i mrugnęła kilka razy, jakby chciała się przekonać czy to wszystko dzieje się naprawdę, czy to może nie jest sen, albo sztuczka Gwiezdnych i czy zaraz nie obudzi się po raz kolejny w ciasnej klatce z raną na brzuchu, obolała i na wpół świadoma. Ale to nie był sen - to wszystko było prawdziwe - szum rzeki, delikatny wiatr, koty po drugiej stronie rzeki. Wypuściła powietrze z nozdrzy ze świstem i uśmiechnęła się jeszcze szerzej, nawet jeśli to wydawało się być już niemożliwe.
- Tak, chciałabym wrócić, nawet bardzo! - przyznała, kiwając lekko głową. - Przepraszam za mój... niewyjściowy wygląd, ale nawet nie miałam czasu się doprowadzić do porządku! Trochę mi wstyd z tego powodu, ale mam nadzieję że mi wybaczycie - zaśmiała się nieco nerwowo po chwili, bo dopiero teraz zobaczyła w swoim odbiciu w wodzie, jak bardzo źle wyglądała - potargane futro, wyrwane kępki sierści na policzku, podkrążone oczy. W trakcie jej ucieczki ostatnią rzeczą, o jakiej myślała był wygląd, ale kiedy już nie musiała więcej uciekać i mogła się na chwilę zatrzymać, nie widziała już siebie. Widziała wrak.
_________________

there's a time that I remember when I did not know no pain
when I believed in forever and everything would stay the same
now my heart feels like december

  Statystyki - lvl: 3 | S: 12 | Zr: 7 | Sz: 8 | Zm: 6 | HP: 70 | W: 50 | EXP: 50/200
 
Fiołkowy Świt
Starszyzna
niepełny



Klan:
wicher

Księżyce: 113 [listopad]
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Multikonta: Żubrze Gardło, Czarny Kogut [KG]; Persefona [P]
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2020-05-01, 19:03   
   Wygląd: Bardzo wysoki, atletycznie zbudowany kocur o długich łapach. Krótkowłosy, rudy, klasycznie pręgowany, z białymi znaczeniami na pysku, szyi i przednich łapach. Siwe włosy zaczynają oprószać jego pysk i grzbiet. Duże, zielone oczy coraz wyraźniej pokrywa mgła. Najbardziej widoczne blizny: rozcięcia na nosie, duża blizna na lewej pięcie i grzbiecie.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=159095#159095


W życiu każdy popełnia błędy. Każdy myśli, że upadł tak bardzo, że nie da rady się już podnieść, nie mówiąc o tym, by iść dalej. Nie oznaczało to jednak, że był to koniec świata, że nie dało się ich naprawić. Fiołkowy Świt patrzył na kotkę spokojnie, a gdy powiedziała, że chce wrócić, spojrzał na Krokusową Łąkę.
- Kwiatuszku, pójdziesz po Kijankę? - spytał, choć widział po oczach córki, że ta nie zamierzała pozwolić mu na to, by sam biegł do obozu i z powrotem. Miał wrażenie, że czasem uważała go za dużo starszego, niż w rzeczywistości był! Zawahała się, jednak rzuciła w końcu krótko, że za chwilę wróci, po czym odwróciła się i odbiegła w stronę obozu. Fiołkowy Świt popatrzył za córką, jednak po kilku uderzeniach serca wrócił spojrzeniem do burej wojowniczki, która stała po drugiej stronie Czarnego Ogona.
- Nic się nie stało. Ważne, że wróciłaś do domu - odpowiedział w końcu na jej komentarz odnośnie jej wyglądu. - Tak wiele się wydarzyło, gdy cię nie było. Przede wszystkim przywita cię mój syn, Porywista Gwiazda, po którego poszła Krokus. Pamiętasz go, byłaś jeszcze wtedy w klanie? - poinformował ją. Z całą pewnością będzie musiał powiedzieć jej jeszcze o śmierci Wilgotnego Nosa i Kusowąsego, o kociętach Wilgotka i jego wnukach, które wciąż są bardzo młodymi kotami... tego było tak wiele i nie wiedział, od czego powinien zacząć i czy w ogóle powinien zrzucać na nią to wszystko, teraz gdy ewidentnie była zmęczona i głodna, a jedyne, co utrzymywało ją na łapach, była radość z tego, że udało jej się powrócić.
_________________

and I had no idea on what ground I was founded
all of that goodness is gone with you now

then when I met you, my virtues uncounted
all of my goodness is gone with you now



:)
Ostatnio zmieniony przez Fiołkowy Świt 2020-05-01, 19:07, w całości zmieniany 1 raz  
  Statystyki - lvl: 8 | S: 17 | Zr: 18 | Sz: 16 | Zm: 9 | HP: 90 | W: 80 | EXP: 455/750
 
Porywisty Wiatr
Gwiezdny
szansa


Klan:
wicher

Księżyce: 42 [ lipiec ]
Mistrz: Fiołkowy Świt
Płeć: kocur
Matka: Malinowa Gwiazda
Ojciec: Fiołkowy Świt
Partner: obowiązki
Życia: 9
Multikonta: Zajęczy Sus, Miodowa Łapa (KW); Kąsające Zimno (KC); Borsucza Łapa (KG)
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2020-05-01, 19:37   
   Wygląd: Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=310276#310276


Tak się składało, że Krokusowa Łąka nie musiała biec aż do obozu; Porywista Gwiazda wracał już powoli do swojej normalnej aktywności, bo jego łapa była już prawie całkowicie zagojona. Nie odważał się jeszcze na patrole i polowania, ale postanowił wybrać się na spacer w okolice Świszczących Traw, które powoli rosły, przygotowując się na Porę Zielonych Liści, kiedy to były najbardziej bujne i wysokie. Łapy go najpierw poniosły bardziej w stronę Płaszczących Wierzb, a tam w pewnym momencie rzuciła mu się sylwetka biegnącego w jego stronę kota… którym okazała się być Krokusowa Łąka. Starsza siostra go akurat szukała, a po kilku słowach wyjaśnienia kocur kiwnął głową i ruszył w stronę Czarnego Ogona. Momentami truchtał, ale nie za szybko; cały czas jednak oszczędzał łapę, żeby nie zaryzykować nagłego pogorszenia jej stanu.
Szyszkowy Ogon… zapewne gdyby nie przyjaźnił się z Kusowąsym, jej imię nigdy by mu się nie obiło o uszy. Z tego co pamiętał, po jej zaginięciu – które, co ciekawe, miało miejsce mniej więcej w tym samym czasie, co zniknięcie Szorstkiej Łapy – znaleziono ślady dwunoga i jej ojciec silnie wierzył, że właśnie to ją spotkało. Szkoda, że teraz Kusowąsy mógł co najwyżej na Srebrnej Skórce ucieszyć się z jej powrotu.
Oczywiście trochę czasu minęło, nim dotarł na miejsce. Skinięciem głowy i uśmiechem przywitał się z ojcem, natomiast buro-białej, mizernie prezentującej się w tym momencie kocicy posłał badawcze spojrzenie i o wiele bardziej oficjalne kiwnięcie łbem.
Szyszkowy Ogonie – odezwał się. Nie wiedział właściwie, czy powinien się przedstawiać, w końcu się nie znali, jednak… ojciec pewnie już poinformował ją, z kim ma do czynienia? – Kusowąsy wiele księżyców temu wspominał mi, że zostałaś porwana przez dwunogów? – zagadał tonem sugerującym, że chętnie dowiedziałby się na ten temat więcej.

/ nikt mnie nie wołał ale oto jestem lol
  Statystyki - lvl: 5 | S: 18 | Zr: 13 | Sz: 7 | Zm: 7 | HP: 85 | W: 55 | EXP: 260/400
 
Szyszkowy Ogon
Wojownik
kirigami



Klan:
wicher

Księżyce: 77 [październik]
Mistrz: Zajęczy Sus [*]
Płeć: kotka
Matka: Gronostajowy Krok [*]
Ojciec: Kusowąsy [*]
Ciąża: nie
Multikonta: Szorstka Łapa [KW]
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2020-05-01, 20:45   
   Wygląd: Ogromna, klasycznie pręgowana bura kotka z białymi znaczeniami na pyszczku, piersi i palcach, o bladozłotych oczach. Zgarbiona, o matowym, potarganym futrze.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=5728


Siedziała tak, sponiewierana, ale jej serce wypełniało aż po brzegi szczęście, a z pyszczka nie schodził uśmiech nawet na mrugnięcie okiem. Dawno nie była tak szczęśliwa, miała ochotę krzyczeć, skakać, ale przede wszystkim chciała SPAĆ. To, że jeszcze nie runęła na ziemię świadczyło jedynie o tym, że emocje kotłowały się w kotce i utrzymywały ją na nogach - co prawda chybotliwych, ale wciąż nogach.
Uśmiechnęła się na odpowiedź Fiołkowego Świtu. Nawet jeśli by jej wygląd przeszkadzał, to i tak nie miała zbytniej możliwości jego poprawy, zwłaszcza biorąc pod uwagę wyrwane kępki futra - nie odrosną przecież tak szybko, a kondycja futerka też nie poprawi się ot tak. Nigdy nie zwracała szczególnej uwagi na swój wygląd, bo zawsze oceniała go na całkiem przyzwoity, tak teraz wiedziała, że musi się w najbliższej przyszłości zająć swoim wizerunkiem, bo to wręcz niedopuszczalne! Będzie robiła za straszak dla niegrzecznych kociąt - kiedy nie będą się słuchać swoich rodziców to tak skończą, o! Bo Szyszka się nie słuchała i gdzie wylądowała? Lepiej być grzecznym, drogie dzieci.
- Pamiętam, ale jako małego kociaka, a tu proszę - Gwiazda! - zaśmiała się, unosząc nieco brwi. - A co u Wilgotnego Nosa i jego kociąt? Strasznie się za nimi wszystkimi stęskniłam, za wszystkimi wami się stęskniłam! - zapytała wesoło, zupełnie nieświadoma tego, że zarówno jej ostatni brat, ojciec i matka polowali na Srebrnej Skórce. Zaraz wróciła Krokusowa Łąka z rudym kocurem, zapewne Porywistą Gwiazdą. Och, jak on wyrósł! Kojarzyła go jako małego Kijanka, nigdy co prawda nie miała okazji z nim porozmawiać, bo życie potoczyło się jak się potoczyło i no. Nie było okazji. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, osiągając granice rozciągliwości swojej mordki do maksimum.
- Porywista Gwiazdo - przywitała się, pochylając nieznacznie łeb - Tak, mój ojciec się nie mylił. Po śmieci mojego brata, po zaginięciu kolejnych dwóch byłam strasznie przybita, później jeszcze zaginęła moja terminatorka i Spieniona Łapa odeszła na Srebrną Skórkę, a to już zupełnie mnie załamało. Zachowałam się głupio, jak mysi móżdżek wręcz! Bo zamiast otrząsnąć się z żałoby, to ja pracowałam do granic moich możliwości, znaczy, ja wiem, że w sumie to dobrze, bo wywiązywałam się z obowiązków wojownika, ale niedobrze, bo nie pozwalałam sobie na odpoczynek! Rodzice mnie prosili, żebym trochę wyhamowała, dała sobie czas, ale ja nie posłuchałam i to był błąd! Raz wyszłam na polowanie, a raczej na coś przypominającego polowanie, bo nic nie mogłam złapać. Byłam sfrustrowana i chciałam koniecznie coś złapać. Przez to, że nie obserwowałam otoczenia, nie zauważyłam w porę dwunogów i nie dałam rady im uciec - byli za silni, a i moje łapy już odmówiły posłuszeństwa. Wsadzili mnie do potwora i wywieźli na osiedle dwunogów, tak sądzę. Tam siedziałam przez, oj, długo, nawet nie wiem ile, co jakiś czas przechodzili obok dwunodzy, patrzyli na mnie i szli dalej, ja nie wiem o co im chodziło, naprawdę! Jakieś pięć księżyców temu, tak sądzę, zabrał mnie stamtąd inny dwunóg. Myślałam, że będzie jak w opowieściach innych kotów, że zabierze mnie do swojego legowiska i będę jego pieszczochem, ale wielkie było moje zdziwienie kiedy okazało się, że tych kotów było tam mnóstwo! Więcej nawet niż w Klanie Wichru, przysięgam! Nie wiedziałam co się dzieje, ale te koty były tam jak kocięta we mgle! Nie potrafili prawie nic, więc musiałam tam im pomagać. Kocięta non stop chorowały, cały czas było coś do zrobienia wokół nich. Na swojej ceremonii przysięgłam, że będę przestrzegać Kodeksu Wojownika, a ten mówi, że nie wolno zostawić kocięcia w potrzebie, więc im pomagałam jak tylko mogłam. W końcu dwunóg umarł, ale do domu wparowało mnóstwo innych dwunogów i zaczęli wyłapywać wszystkie koty! To było straszne! Nie mogłam nic zrobić, bo gdybym chciała zainterweniować, to złapaliby i mnie, a ja za żadne skarby nie chciałabym wrócić do tych okropnych stworzeń, przez nich czułam się jak nic niewarta kupa futra! - w trakcie długiego monologu oczy zaszły jej łzami, a od tego momentu łzy swobodnie skapywały po jej policzkach - Nikomu nie życzę, żeby przeżył to samo, naprawdę! Udało mi się uciec cudem, ale było blisko żebym już nigdy nie zobaczyła mojej rodziny. Przybiegłam tutaj najszybciej jak tylko mogłam i proszę cię, Porywista Gwiazdo, żebyś pozwolił mi wrócić do Klanu - dodała, cały czas szlochając, ale starając się powstrzymywać swoje emocje na wodzy. To były ciężkie wspomnienia i nie było łatwo Szyszce do nich wracać, mimo że opowiadała o nich prawie z lekkością w głosie.
_________________

there's a time that I remember when I did not know no pain
when I believed in forever and everything would stay the same
now my heart feels like december

Ostatnio zmieniony przez Szyszkowy Ogon 2020-05-01, 20:51, w całości zmieniany 1 raz  
  Statystyki - lvl: 3 | S: 12 | Zr: 7 | Sz: 8 | Zm: 6 | HP: 70 | W: 50 | EXP: 50/200
 
Fiołkowy Świt
Starszyzna
niepełny



Klan:
wicher

Księżyce: 113 [listopad]
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Multikonta: Żubrze Gardło, Czarny Kogut [KG]; Persefona [P]
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2020-05-01, 21:19   
   Wygląd: Bardzo wysoki, atletycznie zbudowany kocur o długich łapach. Krótkowłosy, rudy, klasycznie pręgowany, z białymi znaczeniami na pysku, szyi i przednich łapach. Siwe włosy zaczynają oprószać jego pysk i grzbiet. Duże, zielone oczy coraz wyraźniej pokrywa mgła. Najbardziej widoczne blizny: rozcięcia na nosie, duża blizna na lewej pięcie i grzbiecie.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=159095#159095


Uśmiechnął się, kiwając głową. To prawda, mimo że nie było jej dość długo, bo ponad obieg pór, to przecież rzadko kiedy zdarza się, by taki mały kociak został przywódcą w tym czasie. Póki co oszczędził jej detali odnośnie zmian we władzy, bo i na to przyjdzie czas, gdy już powróci do klanu i odpocznie. Chciał również nie dotykać od razu tematu jej najbliższej rodziny, która w zasadzie nie istniała w klanie. Jej rodzeństwo zmarło lub zniknęło z klanu, tak samo kocięta jej brata. Zostały jedynie jego wnuki... choć może ilość jego wnuków, zarówno tych biologicznych, jak i adoptowanych, będzie jakimś pocieszeniem? Uchylił już pysk, by odpowiedzieć na jej pytanie po chwili zastanowienia, jednak jego syn wszedł mu w słowo, witając się z zaginioną wojowniczką. Odwrócił głowę w jego stronę i skinął mu głową na powitanie, nie odzywając się. Pozwolił, by kocur zadał jej standardowe pytania, chociaż w myślach zastanawiał się, jak to się stało, że tak szybko tu dotarł. Nie powinien przecież jeszcze szaleć z aktywnością, był ranny... Ale może po prostu za bardzo się przejmował, jak to rodzic.
- To wszystko brzmi strasznie - powiedział cicho, gdy Szyszkowy Ogon mówiła. Współczuł jej tego, co przeżyła, bo widział, w jakim stanie powróciła do klanu i podejrzewał, że to, co mówiła, nie było kłamstwem. Rozumiał też rozbicie, jakie czuła bura wojowniczka - z jednej strony powrót do klanu, z drugiej - cierpiące kocięta, których przysięgała chronić na swojej ceremonii. Współczuł jej, bo podejrzewał, że sam miałby problem z wyborem, czy słuszne byłoby powrócenie do klanu, gdy chorowały i umierały kocięta.
_________________

and I had no idea on what ground I was founded
all of that goodness is gone with you now

then when I met you, my virtues uncounted
all of my goodness is gone with you now



:)
  Statystyki - lvl: 8 | S: 17 | Zr: 18 | Sz: 16 | Zm: 9 | HP: 90 | W: 80 | EXP: 455/750
 
Porywisty Wiatr
Gwiezdny
szansa


Klan:
wicher

Księżyce: 42 [ lipiec ]
Mistrz: Fiołkowy Świt
Płeć: kocur
Matka: Malinowa Gwiazda
Ojciec: Fiołkowy Świt
Partner: obowiązki
Życia: 9
Multikonta: Zajęczy Sus, Miodowa Łapa (KW); Kąsające Zimno (KC); Borsucza Łapa (KG)
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2020-05-02, 16:07   
   Wygląd: Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=310276#310276


Pozwolił sobie przysiąść, nie chcąc bardziej obciążać łapy – chociaż to wynikało z czystego zdrowego rozsądku, niż faktycznego bólu czy poczucia, że z raną dzieje się coś nie tak… na dodatek jak Szyszkowy Ogon zaczęła mówić, to tak się rozkręciła, że pozostawało mu tylko siedzieć i cierpliwie słuchać, analizując każde słowo i mały szczegół podawany przez dawną wojowniczkę. W zasadzie Kusowąsy mu wspominał, że jego córka była dosyć gadatliwa, nawet jeśli pod wpływem negatywnych wydarzeń zaczęło się to zmieniać, więc… nawet nie był szczególnie zdziwiony tak długą wypowiedzią, nawet jeśli przyprawiało go to o lekki ból głowy w związku z ilością informacji, jakie musiał przetrawić. Utrzymywał skupiony wyraz pyska, a jego czoło minimalnie się zmarszczyło, gdy usłyszał o śmierci Spienionej Łapy. Z jakiegoś powodu i na nim robiło to spore wrażenie nawet teraz, gdy minęło tak wiele księżyców, Szyszkowy Ogon zaś… naturalne, że była pod mocnym wpływem utraty siostry, tak naprawdę. Czy mogła wykazać się większym rozsądkiem i nieco sobie odpuścić? Owszem, ale zdawała się być tego świadoma. Co do jej losów – brzmiały one jak okropne doświadczenie, od samego porwania przez dwunogów, przez dziwne miejsca, w które trafiła, aż do kolejnej próby porwania przez dwunogów i konieczności wyboru między ratowaniem innych a ratowaniem własnej skóry… Szyszkowy Ogon właściwie wyczerpała temat; zawarła wszystko, czego potrzebował, a i zdawała się silnie to wszystko przeżywać i naprawdę chcieć wrócić do klanu. Kiwnął lekko głową na potwierdzenie słów ojca.
Możesz wrócić do domu, Szyszkowy Ogonie – odparł po krótkim namyśle tak miękkim głosem, jak tylko potrafił. Jakaś jego część miała ochotę zrzucić na kogoś innego poinformowanie buro-białej kocicy o losach jej rodziny, ale… nie potrafił się na to zdobyć. – Musisz jednak wiedzieć, że w klanie… wiele się zmieniło podczas twojej nieobecności. Twój ojciec odszedł na Srebrną Skórkę kilka księżyców temu, podobnie jak Wilgotny Nos – z twojej rodziny pozostały kocięta twojego bratanka, Wilczego Pomruku, a także część twojej dalszej rodziny od strony Twardej Gwiazdy – poinformował kotkę z nieco ciężkim sercem. Wolał, by wiedziała teraz, by mogła świadomie zdecydować, czy na pewno chce powracać do klanu. Choć on do takich kotów nie należał, to wiedział, że niektórzy żyli w klanie głównie z uwagi na obecność swoich najbliższych – i tak, jak Ropusza Łapa odeszła po śmierci ich brata, tak Szyszkowy Ogon mogła nie być gotowa na lojalność wobec klanu, w którym prawie nie miała już rodziny.
  Statystyki - lvl: 5 | S: 18 | Zr: 13 | Sz: 7 | Zm: 7 | HP: 85 | W: 55 | EXP: 260/400
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme Saphic 1.2 created by Sopel & Sklep internetowy | Modified by Foka







Fort Florence











Bleach OtherWorld

SnM: Naruto PBF





Smocze RPG - Smoki Wolnych Stad

HogwartDream



amaimon

vampire-knight

the-avengers