Poprzedni temat «» Następny temat
Borsucza Nora
Autor Wiadomość
Fiołkowy Świt
Starszyzna
niepełny



Klan:
wicher

Księżyce: 111 [październik]
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Multikonta: Żubrze Gardło, Czarny Kogut [KG]; Persefona [P]
Interwencja MG: tak

Wysłany: 2020-08-24, 01:12   
   Wygląd: Bardzo wysoki, atletycznie zbudowany kocur o długich łapach. Krótkowłosy, rudy, klasycznie pręgowany, z białymi znaczeniami na pysku, szyi i przednich łapach. Siwe włosy zaczynają oprószać jego pysk i grzbiet. Duże, zielone oczy coraz wyraźniej pokrywa mgła. Najbardziej widoczne blizny: rozcięcia na nosie, duża blizna na lewej pięcie i grzbiecie.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=159095#159095


Prośba Popielnego Żaru nie była w żadnym stopniu zaskakująca. Fiołkowy Świt pokiwał głową, zgadzając się na przekazanie wieści Miękkiemu Obłokowi. Kocur z całą pewnością będzie potrzebował teraz wsparcia partnerki oraz kociąt; podobnie zresztą jak jego siostry, które również straciły najstarszego z braci. Czasem... zapominał, że Zaćmiony Księżyc była rodzoną siostrą Miękkiego Obłoku, a Lawendowy Kwiat była ich młodszą siostrą.
- Popielny Żar. Bardzo ładne imię. Pasuje ci - uśmiechnął się pogodnie. Jej futerko z całą pewnością przypominało mu popiół, a beżowe rozjaśnienia na mordce i piersi były jak nieśmiały żar tlący się pod płatkami spopielonego drewna. Na jej kolejne pytanie poruszył wąsami i usiadł w końcu. Myślał, że będzie to krótka pogawędka, jednak wyglądało na to, że mieli szansę na dłuższą rozmowę.
- Klan Wichru stracił młodego przywódcę i najbardziej doświadczonych wojowników. To bolesna strata... ale mamy wielu młodych, ambitnych wojowników, którzy na pewno uniosą ciężar, jaki spadł na ich barki - odpowiedział po chwili zastanowienia. Na ostatnich ceremoniach wielu młodych wojowników otrzymało swoje imiona, większość oczekiwała na przydział pierwszych terminatorów. Wszyscy mieli szansę na to, by stać się doświadczonymi, silnymi i lojalnymi wojownikami, którzy popchną Klan Wichru do przodu. - A ja... trzymam się. Jak Stara Łódź trwam pomimo tego, że utknąłem na mieliźnie - dodał jeszcze, gdy przypomniał sobie, że kotka pytała również i o jego samego. A on... nie był pewien tego, jak się czuł. Czuł się... pusty. Trwał jak relikt przeszłości, który istniał tylko dlatego, że nie potrafił zrobić niczego innego. Jak Stara Łódź, porzucona przez dwunogów na plaży nad Słoną Wodą.
Nie przyszło mu do głowy to, że kotka mogła być zbyt młoda, by wiedzieć, o czym mówił.
_________________

and I had no idea on what ground I was founded
all of that goodness is gone with you now

then when I met you, my virtues uncounted
all of my goodness is gone with you now



:)
  Statystyki - lvl: 8 | S: 17 | Zr: 18 | Sz: 16 | Zm: 10 | HP: 90 | W: 80 | EXP: 420/750
 
Popielny Żar
Wojownik
siła



Klan:
cien

Księżyce: 53 [X]
Mistrz: Grzybowa Polana [*]
Płeć: kotka
Matka: Trzcinowa Sadzawka
Ojciec: Miekki Obłok
Partner: Dębowy Cień
Ciąża: nie
Multikonta: Śliwkowa Pestka [KRz], Pęknięta Łapa, Lisi Wrzask [KC], Cyprysowa Łuska [KG] | Dynia [GK]
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2020-08-28, 21:30   
   Wygląd: Wysoka;zdrowo wyglądająca;zgrabna. Kocica przestała w końcu przypominać kościotrupa, a stała się zdrowo wyglądającą kocicą, która gdzieniegdzie miała troszkę więcej zdrowego tłuszczyku po niedawnym rozwiązaniu - oczywiście, że mówimy tu o brzuchu! Ma długie, powabne łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, co za tym idzie? Jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze cegiełki a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota a ich wnętrze ma ciemno-różowy kolor. Porusza się z gracją i pewnością siebie ze spokojnym i łagodnym uśmiechem na mordce.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=7996


- Dziękuje - skinęła lekko łbem na komplement od Wichrowego wojownika, a końcówka jej ogona lekko drgnęła. Pamiętała krótki okres czasu kiedy nie czuła się zbyt dobrze z własnym imieniem. Była wtedy młoda u głupiutka, nie lubiła zmian chociaż ta jaką wprowadził Wężowa Gwiazda nie była wcale taka drastyczna - ba, wręcz logiczna. Kocica wraz z otrzymaniem imienia terminatorki, a później wojowniczki - przestała być tylko leniwa piszczką z imienia, a kimś więcej. Popielny Żar brzmiał elegancko i cóż, zrozumiała to dopiero później, teraz nosząc to miano z dumą. - Twoje również jest ładne, Fiołkowy Świcie. Delikatne i łagodne, pasuje do twojej osoby - mruknęła spokojnie posyłając do kocura lekki uśmiech. Mimo nieprzyjemnego, nawet przygnębiającego początku rozmowy, balansowali między smętnymi a nieco weselszymi tematami co było na swój sposób...Kojące da kocicy. Gdy wojownik przysiadł, wojowniczka rozluźniła się jeszcze trochę, a jej ogon nieco luźniej owinął się wokół jej łap gdy nadstawiła uszy by w spokoju wysłuchać wypowiedzi rudego starszego.
- Na pewno - mruknęła gdy Fiołkowy Świt skończył, wzdychając bezgłośnie. - Mój klan również stracił młodą i dobrze zapowiadającą się przywódczynię wraz z dwójką silnych wojowników. Jest jednak pełen młodych i gotowych działać kotów, więc niedługo klan stanie na mentalne nogi. Życzę wam tego samego, a z twoich słów wynika, że nie ma co się martwić - strata Sokolego Cienia mogła być naprawdę sporym ciosem, tak jak i Porywistej Gwiazdy, który w końcu naprawdę dobrze się zapowiadał. Z tego co udało się samej Popielicy wywnioskować ze spotkań z rudzielcem, był kompetentny do rangi jaką otrzymał; wielka szkoda, że Gwiezdni zabrali go tak szybko nie dając mu szansy na wykazanie się. Podobnie jak Płomykówce, chociaż ona na stołku siedziała nieco dłużej. Mimo to dalej oboje byli młodymi kotami, które mogły jeszcze długo dowodzić klanem a przez nieprzyjemny zbieg okoliczności...Cóż, szansa na to została im odebrana.
- Stara...łódź? - powtórzyła kiedy jej uszy drgnęły z zaciekawieniem na dźwięk nowego, nieznanego słowa jakim była "łódź". Ów słowo obiło jej się o uszy już kiedyś, jednak nigdy nie dopytała co ono oznaczało, bo nie odczuwała takiej potrzeby. Teraz jednak kiery Fiołkowy Świt się do niego porównał, kocica wolała jednak wiedzieć co oznacza. - Wybacz, nie rozumiem tego słowa. Co ono oznacza? To...łódź?
_________________
  Statystyki - lvl: 5 | S: 10 | Zr: 15 | Sz: 12 | Zm: 8 | HP: 80 | W: 60 | EXP: 145/400
 
Fiołkowy Świt
Starszyzna
niepełny



Klan:
wicher

Księżyce: 111 [październik]
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Multikonta: Żubrze Gardło, Czarny Kogut [KG]; Persefona [P]
Interwencja MG: tak

Wysłany: 2020-09-10, 21:21   
   Wygląd: Bardzo wysoki, atletycznie zbudowany kocur o długich łapach. Krótkowłosy, rudy, klasycznie pręgowany, z białymi znaczeniami na pysku, szyi i przednich łapach. Siwe włosy zaczynają oprószać jego pysk i grzbiet. Duże, zielone oczy coraz wyraźniej pokrywa mgła. Najbardziej widoczne blizny: rozcięcia na nosie, duża blizna na lewej pięcie i grzbiecie.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=159095#159095


Uśmiechnął się lekko, poruszając przy tym mlecznobiałymi wąsami w lekkim rozbawieniu. Rzadko kiedy słyszał, że jego imię do niego pasowało. Częściej spotykał się z tym, że jego imię było ładne... ale kompletne bez sensu. Świadczyło to jednak wyłącznie o tych, którzy nigdy nie skupiali się na obserwacji wschodzącego słońca i nie wiedzieli, o czym mówili - wszak niebo potrafiło przybrać łagodną, fiołkową barwę, gdy słońce budziło się ze snu. Niestety, obserwacje wschodu słońca nie były teraz tak proste, jak na starych terenach. Wówczas, gdy siedział przed obozem, na Skalnej Półce, widział tereny Czterech Klanów, nad którymi budził się dzień. Teraz żaden z klanów nie miał terenu, który górował nad pozostałymi, co utrudniało obserwację nieba... i było to jedną z wielu małych rzeczy, za którymi Fiołkowy Świt tęsknił.
- Och? Wybacz, zupełnie nie pomyślałem o tym, że to nie jest coś, co wiele kotów pamięta - uśmiechnął się do kotki i stulił po sobie uszy w przepraszającym geście. - "Stara Łódź" to nazwa miejsca zgromadzeń, które było na terenach nad Słoną Wodą. Sama łódź natomiast... przypominała połowę łupiny orzecha, dwunodzy używali ich do tego, by płynąć po Słonej Wodzie. Podejrzewam, że była to taka wodna odmiana potworów, bo wydawała podobne dźwięki. A ta, która była miejscem zgromadzeń, była porzucona przez dwunogów na plaży - wyjaśnił, przekrzywiając łagodnie głowę w bok. - Wybacz moją ciekawość, ale... pamiętasz stare tereny? Czy urodziłaś się już tutaj, na tych ziemiach?
_________________

and I had no idea on what ground I was founded
all of that goodness is gone with you now

then when I met you, my virtues uncounted
all of my goodness is gone with you now



:)
  Statystyki - lvl: 8 | S: 17 | Zr: 18 | Sz: 16 | Zm: 10 | HP: 90 | W: 80 | EXP: 420/750
 
Popielny Żar
Wojownik
siła



Klan:
cien

Księżyce: 53 [X]
Mistrz: Grzybowa Polana [*]
Płeć: kotka
Matka: Trzcinowa Sadzawka
Ojciec: Miekki Obłok
Partner: Dębowy Cień
Ciąża: nie
Multikonta: Śliwkowa Pestka [KRz], Pęknięta Łapa, Lisi Wrzask [KC], Cyprysowa Łuska [KG] | Dynia [GK]
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2020-09-25, 18:27   
   Wygląd: Wysoka;zdrowo wyglądająca;zgrabna. Kocica przestała w końcu przypominać kościotrupa, a stała się zdrowo wyglądającą kocicą, która gdzieniegdzie miała troszkę więcej zdrowego tłuszczyku po niedawnym rozwiązaniu - oczywiście, że mówimy tu o brzuchu! Ma długie, powabne łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, co za tym idzie? Jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze cegiełki a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota a ich wnętrze ma ciemno-różowy kolor. Porusza się z gracją i pewnością siebie ze spokojnym i łagodnym uśmiechem na mordce.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=7996


Nie poczuła się specjalnie urażona tym, że starszy od niej kocur nieznacznie się zapomniał. Właściwie to jego słowa rozpaliły w niej ciekawość i chęć zgłębienia wiedzy w tym, czego nie potrafiła bądź wiedziała. A do czegoś takiego należało połączenie słowa "łódź" z jakąś jego definicją. Poczuła się zupełnie jak podczas spotkania z Niebem, który wrócił ze swojej wyprawy i zarzucił ją nieznanymi ciekawostkami i opowieściami. Na to niewinne wspomnienie, poczuła jak w jej głowie zaciskają się bolesne supełki. Dlaczego wciąż o tym pamiętała? Najwyraźniej jej mózg nie wyrzucał wszystkiego co złe i ów rzeczy zostawiały w nim ślad. Gdy Fiołkowy Świt uraczył ją odpowiedzią na jej pytanie, Popielica nadstawiła w jego stronę uszy i z zainteresowaniem wlepiła spojrzenie w jego posiwiałą mordkę, chłonąc każde wypowiedziane słowo.
xx- Niesamowite - odparła z lekkim uśmiechem, wyobrażając sobie opisaną łódź, która jak się okazało, była tak jak przypuszczała wytworem łap dwunożnych. Nie było trudno zestawić to pojęcie z właśnie ludźmi. Tylko oni nazywali rzeczy i stworzenia w tak dziwny sposób! Zresztą koncept pływających potworów był dla niej czymś przerażającym i obcym. Nie mogła sobie wyobrazić aby te potwory które biegały po Grzmiącej Ścieżce mogły nagle z niej zeskoczyć i pływać w wodach Grzmiącej Ścieżki stając się kolejnym niebezpieczeństwem. Na całe szczęście koryto rzeki biegnącej przy granicy z Cieniem było zbyt małe by zmieścić gigantycznego potwora. Tyle dobrego! - Słona Woda musiała być naprawdę ogromna, że zmieścił się tam...Pływający potwór. Jednak co tam robiła? Ludzie porzucili łódź? Była...martwa? - dopytała zaciekawiona. Wątpiła by koty zbierały się na żywym potworze, który gotów był je zabić, jednak wolała się dopytać. Gdy jednak padło pytanie w jej kierunku, uśmiechnęła się pogodnie i zaśmiała się cicho pod nosem.
xx- Nic nie szkodzi - mruknęła, mrużąc przyjaźnie ślepia. - Urodziłam się już tutaj i niestety nie dane było mi zobaczyć poprzednich terenów. Jedynie mam mgliste wspomnienie o tym, że moja mistrzyni, Grzybowa Polana mi coś o nich mówiła w kontekście przenosin. Ciekawi mnie jak bardzo te obecne różnią się od poprzednich.
_________________
  Statystyki - lvl: 5 | S: 10 | Zr: 15 | Sz: 12 | Zm: 8 | HP: 80 | W: 60 | EXP: 145/400
 
Fiołkowy Świt
Starszyzna
niepełny



Klan:
wicher

Księżyce: 111 [październik]
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Multikonta: Żubrze Gardło, Czarny Kogut [KG]; Persefona [P]
Interwencja MG: tak

Wysłany: 2020-10-04, 01:14   
   Wygląd: Bardzo wysoki, atletycznie zbudowany kocur o długich łapach. Krótkowłosy, rudy, klasycznie pręgowany, z białymi znaczeniami na pysku, szyi i przednich łapach. Siwe włosy zaczynają oprószać jego pysk i grzbiet. Duże, zielone oczy coraz wyraźniej pokrywa mgła. Najbardziej widoczne blizny: rozcięcia na nosie, duża blizna na lewej pięcie i grzbiecie.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=159095#159095


- Słona Woda była ogromna. Ciągnęła się tak daleko, że w którymś momencie łączyła się z niebem i tonęło w niej słońce - odpowiedział, kiwając głową. - Łodzie, na których pływali dwunodzy, po prostu znikały gdzieś daleko - dodał. Wiele czasu spędził, tak po prostu, obserwując Wielką Słoną Wodę. Od kiedy został terminatorem, jego ulubioną rozrywką było obserwowanie, jak słońce gdzieś daleko za terenami Klanów Rzeki i Cienia, a później - jak gaśnie, zanurzając się w wodzie gdzieś daleko poza terenami Klanu Wichru. Nie bez powodu jego imię brzmiało Świt.
- Była porzucona, z całą pewnością martwa. Miała wiele dziur, które nie wyglądały na celowe - w końcu dwunodzy lubią gładkie, nienaturalnie równe kształty. Przypominała mi butwiejący pień, pusty w środku i z wieloma otworami wygryzionymi przez owady... - odparł jeszcze na jej pytanie dotyczące samej Starej Łodzi. Była martwa, to na pewno, jednak ciężko było mu opisywać faktyczny stan, w jakim się znajdowała, skoro była dla niego kompletnie obca. Gdy mówiło się o kamieniu lub drzewie, było to prostsze - rozmówca z całą pewnością wiedział, z czego składał się kamień lub drzewo i potrafił sobie je zwizualizować, a opisujący miał wiele punktów odniesienia. W tym wypadku Fiołkowy Świt musiał polegać jedynie na swojej wyobraźni... oraz pamięci, która nie była już tak dobra, jak kiedyś.
- Przede wszystkim różnicą było to, że nie byliśmy sąsiadami - uśmiechnął się, poruszając białymi wąsami w rozbawieniu. - Klany rozdzielała Mknąca Rzeka, która wpadała do Słonej Wody. Naszym sąsiadem był Grom, a po drugiej stronie rzeki był wasz klan oraz Klan Rzeki. Trudno mi powiedzieć, czy wasze tereny różniły się od tych, które macie teraz, bo z mojego brzegu rzeki widać było jedynie spory las po drugiej stronie, który dzieliliście z Klanem Rzeki... i o który, o ile dobrze pamiętam, były jakieś spory - powiedział, z lekkim uśmiechem wracając wspomnieniami do tego, co pamiętał z ziem, na których się wychował. Pamiętał rzekę i to, że w kilku miejscach były kamienie, po których można było przejść na drugą stronę. Pamiętam rozmowy z Cienistymi, które nie raz przeprowadzał, po prostu przekrzykując szum nieraz niespokojnej rzeki. Im więcej myślał o tym, co było kiedyś, tym świadomość śmierci własnego syna, dwóch terminatorów i starego zastępcy klanu była mniej nachalna. Potrzebował tej chwili oddechu. - Klan Wichru natomiast mieszkał na wysokim klifie. U szczytu pagórka było wejście do obozu, który znajdował się w jaskini, a pod nim znajdowała się Bursztynowa Grota, miejsce spotkań z Gwiezdnym Klanem, do którego wejście skierowane było na Słoną Wodę, która uderzała z wielką mocą o ścianę klifu. Wówczas, by wejść do groty, trzeba było liczyć na pozwolenie od Gwiezdnych, by uspokoili wodę i ukazali przejście po kamieniach - teraz, by dostąpić zaszczytu dzielenia snu z Przodkami, wystarczy odnaleźć sadzawkę i napić się z niej wody - uśmiechnął się lekko. - Wtedy Bursztynowa Grota była chroniona... i zdarzało się, że koty, których Gwiezdny Klan nie chciał widzieć na Srebrnej Skórce jedynie w roli gościa, tonęły, wciągnięte przez grzmiący nurt i rozbite o skały...
Zmarszczył lekko brwi. To był plus Szepczącej Sadzawki. Teraz gdy Gwiezdni nie chcieli cię widzieć, po prostu nie dopuszczali do tego, byś zasnął, zamiast zabijać za to, że ośmieliłeś się pokazywać swój pysk przed ich obliczem jako ktoś, kto mógł dostąpić tego zaszczytu.
_________________

and I had no idea on what ground I was founded
all of that goodness is gone with you now

then when I met you, my virtues uncounted
all of my goodness is gone with you now



:)
  Statystyki - lvl: 8 | S: 17 | Zr: 18 | Sz: 16 | Zm: 10 | HP: 90 | W: 80 | EXP: 420/750
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme Saphic 1.2 created by Sopel & Sklep internetowy | Modified by Foka







Fort Florence











Bleach OtherWorld

SnM: Naruto PBF





Smocze RPG - Smoki Wolnych Stad

HogwartDream



amaimon

vampire-knight

the-avengers