Poprzedni temat «» Następny temat
Samotna Wierzba
Autor Wiadomość
Tonące Słońce
Samotnik
Under the sea



Klan:
samotnicy

Księżyce: 69 [XI]
Mistrz: Jeżyna
Płeć: Kocur
Multikonta: Sokoli Cień, Racza Łapa [KW]; Kozicza Skok [KG]; Lód [KC]; Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa [GK] i inni
Wysłany: 2019-08-04, 20:28   
   Wygląd: Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=194574#194574


Było ciepło i całkiem przyjemnie. Po tym, jak wyłowił już smakowite ryby, którymi zamierzał się posilić, Toń postanowił jeszcze nieco popływać, a ostatecznie skierować się pod Samotną Wierzbę, by nieco odpocząć i zjeść parę płotek. To był wyjątkowo spokojny i przyjemny dzień, nie musiał się nigdzie spieszyć, czuł się naprawdę dobrze, a jego legowisko było nie tak daleko stąd, więc nie obawiał się późnego powrotu. Otrzepał się z wody, a następnie ruszył pod drzewo, przy którym wyczuł jakiś nowy, nieco obcy zapach, ale ostatecznie w tej okolicy kręciło się całkiem sporo kotów. Nie sądził, by jakiś nowy samotnik postanowił przygotować tutaj sobie własny zakamarek, w końcu Krzywucha nie byłaby z tego faktu zadowolona i bez dwóch zdań przegnałaby intruza. Odpocząć, poczekać, to coś zupełnie innego. W każdym razie Toń znalazł dla siebie dogodne miejsce w pobliżu drzewa, gdzie to rzucało nieco cienia, ale mógł też leżeć na słońcu bez większych problemów i czekać aż jego futro postanowi wyschnąć pod wpływem ciepła i wiatru, jaki delikatnie poruszał gałęziami wierzby. Czuł się przyjemnie rozleniwiony i chyba nie potrzebował do szczęścia niczego innego, przynajmniej w tej chwili, bo poza takimi momentami zdawał sobie sprawę z braku obecności w jego życiu innych kotów. Stałej obecności, bo to właśnie było tym, co mu doskwierało. Z drugiej jednak strony sam nie wiedział, jakby zareagował, gdyby miał teraz wrócić do Klanu. Czy byłby nadal tak swobodny i niczym nieskrępowany? Nie pamiętał już, jak to jest, tak naprawdę, a ponieważ jego doświadczenia dzieliły się właściwie jedynie na czarne albo białe, chyba nie był w stanie dostrzec możliwych półcieni.
Odetchnął głębiej i zabrał się do pierwszej płotki, całkiem świeżej i smakującej naprawdę wybornie. Nie był jakoś szczególnie wybredny, to też prawda, w końcu mógł jeść tylko to, co sam upolował, ale ryby smakowały mu właściwie od zawsze, a przynajmniej obecnie takie właśnie żywił przekonanie. Poruszył lekko swym śmiesznym uchem, gdy próbowała przysiąść na nim jakaś mucha i wbił ponownie zęby w rybę, by wyszarpnąć smakowity kęs, który z lubością przełknął aż nieznacznie przymykając ślepia.
_________________

SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light


  Statystyki - lvl: 5 | S: 8 | Zr: 9 | Sz: 16 | Zm: 13 | HP: 85 | W: 55 | EXP: 270/400
Stat. Med. - lvl:
3 | MED.EXP: 17/300
 
Lisia Łapa
Terminator
demaged



Klan:
cien

Księżyce: 47 (XI)
Mistrz: Tygrysiopręgi/ Chrząszczowy BRZUCH
Płeć: Kotka
Matka: Traszkowy Grzbiet [*][NPC]
Ojciec: Ostry Cierń [*][NPC]
Multikonta: Popielny Żar [KC], Dyniowa Łapa [KW], Cyprysowa Łuska [KG], Śliwkowa Łapa [KRz]
Wysłany: 2019-08-10, 21:15   
   Wygląd: Ciało kotki, niezmiennie pokryte jest rudym, pręgowanym tygrysio, krótkim futerkiem. Na pyszczku, piersi, brzuchu i łapach, oraz spodzie ogona, delikatnie się przejaśnia, wpadając bardziej w kremowy odcień. Mimo upływu księżyców, nie uległo ono wielkiej zmianie poza tym, że na jego długości pojawiło się kilka szczególnych blizn takich jak; blizna na piersi, barku oraz tylnej, lewej łapie. Córka Traszkowego Grzbietu wyrosła, stając się wysoką i smukłą, a przede wszystkim dorosłą kocicą. Ma długie łapy, które pozwalają jej na sprawne pokonywanie sporych dystansów, kształtny łepek do którego wrócimy i długi, biczowaty ogon zakończony charakterystyczną białą plamką. Posiada żywo-pomarańczowe ślepia, ciemny, drobny nosek w kolorze cegiełki, nieco pożółkłe kły oraz uszy w tym jedno dość mocno poszarpane. Można łatwo stwierdzić, nie będąc geniuszem, że zmieniła się nie do poznania i chyba tylko najbliższe jej niegdyś koty, będą w stanie ją sklasyfikować jako Lisek z dawnych lat.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=370786#370786


Nic nie trwa wiecznie
Tak samo mój spokój został zachwiany. Nie przez przejeżdżające gdzieś tam za mną potwory, na których warkot jedynie trzepnęłam uchem, a zapach kota - jakiegoś obcego kota. Nie było to coś nowego. Zdołałam się do tego przyzwyczaić, że będąc samotniczką co rusz wyczuwałam obce koty. Mniej lub bardziej groźne i rządne walki. Jak mogło być tym razem? Niezbyt chętnie otworzyłam przed momentem zamknięte, pomarańczowe ślepia i przejechałam spojrzeniem po możliwych miejscach bytowania wrogo nastawionego samotnika. Nie natrafiłam na jakieś zjeżone cielsko, syczącego starucha czy rzucającego się w moim kierunku w morderczych zamiarach zapaśnika kociego sumo. Nie - niedaleko odpoczywał bury kocur o bardzo dziwnych uszach zajadając w najlepsze ryby. Zapachy świeżo upolowanej zwierzyny i mokrego futra bez dwóch zdań zakręciły się w moim nosie, skutecznie ulatniając moją senność i ochotę na leniuchowanie. Przymrużyłam mocniej ślepia, skupiając wzrok swoich pomarańczowych oczu na jego sylwetce oceniając czy w razie zagrożenia mógłby zrobić mi jakąś krzywdę. Dałabym sobie odgryźć ogon, że DEFINITYWNIE tak. Nie był chudziną, nie był też kimś młodziutkim i bez doświadczenia. Jedyne co mi pozostało to albo nie zdradzenie swojego istnienia bardziej niż to konieczne, bo oczywistym było, że mógł mnie wyczuć. Dopiero teraz bardziej zainteresowałam się kierunkiem wiatru, który mnie zdradził. Zmarszczyłam lekko garbaty nos i westchnęłam z podirytowaniem. Przeklęty wiatr i kuszący zapach. Nie minęło wiele czasu a po szybkich za i przeciw zeskoczyłam w dwóch susach z Samotnej Wierzby i przeciągnęłam się porządnie pozwalając mojemu kręgosłupowi nieco popstrykać. Starość nie radość, nie? Chociaż nawet nie zaliczałam się do WIELCE starych kotów. Nawet to nie połowa drogi do emerytury i odejścia do klanowej starszyzny, a ja już odczuwam jakbym miała 140 księżyców. Bo..ile to ja mam teraz? Chyba coś około 40. Oh za jakie grzechy tyle już minęło...
xx- Smacznego dziwnouchy - odparłam podchodząc bliżej, siadając kawałek dalej od jedzącego, zachowując optymalny dystans dla własnego bezpieczeństwa. Przejechałam się na tego typu rozmowach. Życie samotnika tak naprawdę uczy życia, bowiem dopiero wtedy kiedy zostajesz z wszystkim sam zaczynasz rozumiesz wagę własnych decyzji. Jedne są dobre, a przy tych drugich możesz już nigdy nie zaznać tych pierwszych. Na samą myśl drgnęły mi delikatnie wibrysy a krzywy uśmiech składający się z pożółkłych kłów pojawił się na moim kremowo-rudym pyszczku. Nikomu jeszcze nie zaszkodziła rozmowa, a może nawet i uda mi się zdobyć jakąś dobrą rybę bądź resztki? Życie w mieście nauczyło mnie nie gardzić ŻADNYM jedzeniem. Czy to szczur czy ludzkie resztki - gardzisz, zdychasz z głodu. Proste.
_________________
Who, WHO are you REALLY
And where, WHERE are you going
I got nothin’ left to prove
Cuz I got nothin’ left to lose
See me bare my T E E T H for you
Who, who are Y O U
  Statystyki - lvl: 1 | S: 6 | Zr: 6 | Sz: 5 | Zm: 3 | HP: 60 | W: 40 | EXP: 65/100
 
Tonące Słońce
Samotnik
Under the sea



Klan:
samotnicy

Księżyce: 69 [XI]
Mistrz: Jeżyna
Płeć: Kocur
Multikonta: Sokoli Cień, Racza Łapa [KW]; Kozicza Skok [KG]; Lód [KC]; Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa [GK] i inni
Wysłany: 2019-08-18, 18:23   
   Wygląd: Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=194574#194574


Toń nie był wrogo nastawiony, nie prychał, nie syczał i nie zachowywał się jak jakiś dzikus, bo życie nauczyło go, że nie ma sensu skakać do wszystkich z pazurami i zębiskami. Nie należał do najsilniejszych jednostek na świecie, był o wiele szybszy, co zapewniało mu dość gwałtowny, ale na pewno potrzebny odwrót, który mógł uratować mu marne życie. Plusem był również brak ogona, bo goniący go przeciwnik, nie był w stanie złapać za żadną zdradziecko powiewająca za nim kitę. To, że był pozytywnie nastawiony do życia i do każdego kota, jakiego napotykał na swej drodze, można było spokojnie traktować jako słabość czy coś podobnego, ale Toń nie zamierzał się tym ani trochę przejmować, postępował zgodnie z własnymi zasadami, żył według swoich reguł, a zachowując ostrożność i prowadząc różne rozmowy, niejednokrotnie osiągał więcej, niż jedynie sycząc i walcząc o terytorium. To było coś, co go uspokajało, co mu pomagało, co było właściwie kwintesencją jego osoby.
Gdy kocica znalazła się przed jego nosem nastawił uszy i najeżył nieznacznie kryzę, ale całkiem spokojnie przeżuł kolejny kęs ryby, nie zamierzając dawać się prowokować. Nie znajdowali się na jego ziemiach, a nie sądził, by Krzywucha była zachwycona, gdyby się do niej przywlókł z rozwalonym nosem i zakomunikował, że zachlapał posoką drzewo, pod którym - jak mu się zdawało - lubiła czasem wypoczywać. Starał się traktować ją z szacunkiem, tak jak i obcych napotykanych na swej drodze, nic zatem dziwnego, że z uwagi na starą medyczkę nie kwapił się teraz z miejsca do walki i jedynie obserwował kocicę oceniając jej walory i potencjalne zdolności. Wydawało mu się jednak, że jest raczej znużona, niż chętna do pojedynku.
- Dziękuję, nieznajoma. Nie jesteś aby głodna? - odpowiedział całkiem przyjacielsko, a następnie pchnął w jej stronę drugą rybę. On sam nie potrzebował aż tyle jedzenia, a ponieważ właściwie polował na tych ziemiach jedynie dla siebie, pożywienia miał pod dostatkiem. Ryby, króliki, ptactwo powietrzne i wodne, do wyboru do koloru, nie miał na co narzekać.
_________________

SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light


  Statystyki - lvl: 5 | S: 8 | Zr: 9 | Sz: 16 | Zm: 13 | HP: 85 | W: 55 | EXP: 270/400
Stat. Med. - lvl:
3 | MED.EXP: 17/300
 
Lisia Łapa
Terminator
demaged



Klan:
cien

Księżyce: 47 (XI)
Mistrz: Tygrysiopręgi/ Chrząszczowy BRZUCH
Płeć: Kotka
Matka: Traszkowy Grzbiet [*][NPC]
Ojciec: Ostry Cierń [*][NPC]
Multikonta: Popielny Żar [KC], Dyniowa Łapa [KW], Cyprysowa Łuska [KG], Śliwkowa Łapa [KRz]
Wysłany: 2019-08-26, 18:47   
   Wygląd: Ciało kotki, niezmiennie pokryte jest rudym, pręgowanym tygrysio, krótkim futerkiem. Na pyszczku, piersi, brzuchu i łapach, oraz spodzie ogona, delikatnie się przejaśnia, wpadając bardziej w kremowy odcień. Mimo upływu księżyców, nie uległo ono wielkiej zmianie poza tym, że na jego długości pojawiło się kilka szczególnych blizn takich jak; blizna na piersi, barku oraz tylnej, lewej łapie. Córka Traszkowego Grzbietu wyrosła, stając się wysoką i smukłą, a przede wszystkim dorosłą kocicą. Ma długie łapy, które pozwalają jej na sprawne pokonywanie sporych dystansów, kształtny łepek do którego wrócimy i długi, biczowaty ogon zakończony charakterystyczną białą plamką. Posiada żywo-pomarańczowe ślepia, ciemny, drobny nosek w kolorze cegiełki, nieco pożółkłe kły oraz uszy w tym jedno dość mocno poszarpane. Można łatwo stwierdzić, nie będąc geniuszem, że zmieniła się nie do poznania i chyba tylko najbliższe jej niegdyś koty, będą w stanie ją sklasyfikować jako Lisek z dawnych lat.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=370786#370786


Byłam nauczona przez życie, że mimo wszystko nie można ufać pozorom. To, że kocur nie prychnął, syknął czy rzucił się jak wściekły pies nie oznaczało, że ma dobre zamiary. Podstęp to takie ładne słowo, które dałoby się temu przyczepić. Jakież było moje zdziwienie, kiedy ten przysunął w moim kierunku świeżą, pachnącą rybę. Spojrzałam na nią zaskoczona, nachylając się obwąchując. Może zatruta? Nie, przecież sam spożywał taką samą! Pachniała zbyt świeżo by móc być zatrutą, zresztą...zatrute pachną zupełnie inaczej. Jego przyjazny ton połączony z podarowaniem mi ryby sprawiły, że nieco się przysunęłam i pochwyciłam obślizgłą zwierzynę podchodząc i kładąc się niedaleko jego boku, nadal zachowując dystans. Och na Gwiezdny Klan, jak ta ryba pięknie pachnie i smakuje, a nawet nie wzięłam ani kęsa! Wystarczyło wgryźć się w jej grzbiet, przebić twarde łuski, poczuć jej smak na języku. Przez moje ciało przyszły ciarki przyjemności a już po chwili oskubałam rybę i zaczęłam się nią posilać, jednoznacznie odpowiadając na zadane wcześniej pytanie na temat głodu. Oczywiście, że byłam głodna, co za głupie pytanie! Podczas pobytu u pieszczochów w stajni, niby jadłam jakieś myszy ale cóż, droga aż tutaj trochę mnie kosztowała energii a zapychać żołądka stertą piszczek po wielu księżycach niedojadania, nie było czymś rozsądnym. Jednak ta ryba...ten zapach! Kilka kłapnięć i połowy obślizgłej piszczki już nie było. Oblizałam kremową wargę, uśmiechając się krzywo, po czym zerknęłam na burego, unosząc delikatnie brew.
xx- Mieszkasz tu? - Był to pokaźny teren, którym dałoby się z kimś na jakiś czas podzielić. Czuć było od tego miejsca dostatek zwierzyny. Ryby, ptaki, myszy, nornice, węże, szczury... Istna karta dań, którą z chęcią bym przeglądała i wybierała sobie takie zwierzyny na jakie to miałabym ochotę. Oblizałam się ponownie, czyszcząc wibrysy ze smakowitych resztek, wracając spojrzeniem pomarańczowych ślepi na martwą rybę. Niebo w gębie. - Pokaźny teren. Pachnie wieloma piszczkami, musi być tu jak w raju mm? Mijałam kilka takich miejsc, jednak w żadnym nie przywitano mnie rybą. Bardziej sykiem i pazurami a tego raczej nie da się zjeść - zażartowałam, żeby jakoś polepszyć atmosferę między nami, chociaż ta nie była jakaś tragiczna. Kto wie, może uda mi się jakoś tutaj ostać przez kilka dni? Jakaś alternatywa musi być, kiedy to Klan Cienia wypnie się na mnie zadkiem, jak ja na niego kilka księżyców temu. Hm...pewnego rodzaju ciekawy odwet. Obserwując nieznanego mi kocura, wyrwałam rybie kręgosłup i odrzuciłam go kawałek dalej, zaczynając wygryzać nieco większe ości i te mniejsze - nie chce by jakaś stanęła mi w gardle przyprawiając o wymioty. Jeszcze czego!
_________________
Who, WHO are you REALLY
And where, WHERE are you going
I got nothin’ left to prove
Cuz I got nothin’ left to lose
See me bare my T E E T H for you
Who, who are Y O U
  Statystyki - lvl: 1 | S: 6 | Zr: 6 | Sz: 5 | Zm: 3 | HP: 60 | W: 40 | EXP: 65/100
 
Tonące Słońce
Samotnik
Under the sea



Klan:
samotnicy

Księżyce: 69 [XI]
Mistrz: Jeżyna
Płeć: Kocur
Multikonta: Sokoli Cień, Racza Łapa [KW]; Kozicza Skok [KG]; Lód [KC]; Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa [GK] i inni
Wysłany: 2019-08-31, 12:51   
   Wygląd: Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=194574#194574


Toń wolał podchodzić do innych przyjaźnie. W najgorszym wypadku - z pewną dozą ostrożności, ale nie pokazując nigdy kłów i pazurów, bo nie należał do kotów, które z miejsca toczyłyby jakieś niemądre walki i wyrywały sobie kępy futra, nie o to w tym w końcu chodziło. Wolał mieć wielu przyjaciół, niż wielu wrogów, ostatecznie bowiem to było przydatne. Kiedy zaś inni dmuchali ci gorącym oddechem w kark, gdy ci wygrażali i sugerowali, że zabiją cię przy pierwszej lepszej okazji - nigdy nie wychodziło z tego nic dobrego, taka była prawda. Dlatego też kocur wolał oscylować po jasnej stronie mocy, pomagając na ile mógł, aczkolwiek woląc nie przekraczać pewnych granic - życie było mu mimo wszystko miłe i choć nie było idealne z uwagi na samotność, wolałby go jednak nie tracić. Czy zatem był nieco egoistyczny? Owszem. Ale jedynie w stosunku do tych licznych samotników, których spotykał na swej drodze. Żaden z nich nie był Łososiem, Jeżyną czy Bartkiem, nie byli również Lawendą, a za nich pewnie Toń skoczyłby w ogień, walczył i szarpał się wściekle. Bo to byli jego przyjaciele i jego rodzina. A tutaj? Każdy orze jak może.
- Po drugiej stronie Topiołek, nad Dziką Plażą, blisko Wrzosowisk. Generalnie na Borsuczych Pagórkach, ale Krzywucha nie ma raczej nazbyt wiele przeciwko temu, żebym czasem się tutaj kręcił. Przynoszę jej czasem rybę albo innego piszczka - wyjaśnił spokojnie, konsumując swój posiłek bez zbędnego pośpiechu, jednocześnie z zaciekawieniem obserwując nową znajomą. Nie miał pojęcia, jaka ona właściwie jest, poza tym, że chyba wściekle głodna, ale nie zamierzał teraz też odchodzić. Poruszył lekko uszami, gdy usłyszał jej kolejne słowa i skinął łbem, a na jego pysku wykwitł ciepły uśmiech, później nawet nieznacznie się zaśmiał. Ostatecznie bowiem takie właśnie było życie samotników - rzadko kiedy tolerowali się w okolicy, rywalizowali o tereny i musieli żyć na własną łapę, a skoro tak - czasem było trudno przetrwać.
- Cóż, jak dla mnie jest tutaj wystarczająco wszystkiego i jest to całkiem miłe doświadczenie. Można się najeść i wyspać, i odpocząć, a nikt nie brzęczy ci nad uchem i nie wyciąga na ciebie pazurów - odparł na to poruszając nieznacznie swymi śmiesznymi uszami, co zawsze wyglądało nieco komicznie. Przekrzywił łeb, by przyjrzeć się Lis z uwagą. - Chyba długo podróżowałaś? - zagadnął dość uprzejmie, ale był naprawdę ciekaw, skąd się tutaj wzięła ta kocica i jaka była jej historia.
_________________

SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light


  Statystyki - lvl: 5 | S: 8 | Zr: 9 | Sz: 16 | Zm: 13 | HP: 85 | W: 55 | EXP: 270/400
Stat. Med. - lvl:
3 | MED.EXP: 17/300
 
Lisia Łapa
Terminator
demaged



Klan:
cien

Księżyce: 47 (XI)
Mistrz: Tygrysiopręgi/ Chrząszczowy BRZUCH
Płeć: Kotka
Matka: Traszkowy Grzbiet [*][NPC]
Ojciec: Ostry Cierń [*][NPC]
Multikonta: Popielny Żar [KC], Dyniowa Łapa [KW], Cyprysowa Łuska [KG], Śliwkowa Łapa [KRz]
Wysłany: 2019-09-21, 11:26   
   Wygląd: Ciało kotki, niezmiennie pokryte jest rudym, pręgowanym tygrysio, krótkim futerkiem. Na pyszczku, piersi, brzuchu i łapach, oraz spodzie ogona, delikatnie się przejaśnia, wpadając bardziej w kremowy odcień. Mimo upływu księżyców, nie uległo ono wielkiej zmianie poza tym, że na jego długości pojawiło się kilka szczególnych blizn takich jak; blizna na piersi, barku oraz tylnej, lewej łapie. Córka Traszkowego Grzbietu wyrosła, stając się wysoką i smukłą, a przede wszystkim dorosłą kocicą. Ma długie łapy, które pozwalają jej na sprawne pokonywanie sporych dystansów, kształtny łepek do którego wrócimy i długi, biczowaty ogon zakończony charakterystyczną białą plamką. Posiada żywo-pomarańczowe ślepia, ciemny, drobny nosek w kolorze cegiełki, nieco pożółkłe kły oraz uszy w tym jedno dość mocno poszarpane. Można łatwo stwierdzić, nie będąc geniuszem, że zmieniła się nie do poznania i chyba tylko najbliższe jej niegdyś koty, będą w stanie ją sklasyfikować jako Lisek z dawnych lat.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=370786#370786


aaAAAA PRZEPRASZAM, JUŻ ODPISUJE

Byłam okropnie głodna, dlatego ryby po kilku łakomych kłapnięciach pyskiem nie było. Była na tyle dobra, że aż zrobiło mi się żal, że pożarłam ją tak szybko. Kiedy kocur opowiadał o nazwach miejsc, za którymi bądź obok znajduje się jego miejsce, ja właśnie kończyłam oblizywać co grubsze ości stanowiące kręgosłup nieistniejącej już ryby. Nie będę kłamać - nie kojarzyłam nazw tych miejsc, ani nawet kojarzyć nie chciałam. Było mi to zbędne, chyba, że chciałabym się tam udać na spacer krajoznawczy w poszukiwaniu przyjaznego terenu na jakąś spoko kryjówkę przed światem, gdyby nie wyszło mi dołączenie do Klanu Cienia. No własnie, który to dzień mija? Trzeci? A to na spokojnie mam jeszcze sporo czasu na namysły. Po bardzo owocnym spotkaniu z Chrząszczem, dałam sobie aż pięć wschodów słońca na namysły odnośnie powrotu. Nie sadziłam, że to się tak ładnie potoczy i że przy niewinnym spacerku spotkam dawnego kompana czy tam przyjaciela. A tu proszę! Wkopałam się w ponowne spotkanie, na pewno jeszcze z jakimś trzecim kołem. Oby ten mysi bobek nie wziął sobie na serio moich ostatnich słów na temat przyprowadzenia sobie towarzystwa. Byłoby nieciekawie.
xx- Kompletnie nie wiem o jakich miejscach mówisz dziwnouchy, ale brzmią zacnie - skwitowałam w końcu, posyłając mu zębaty uśmiech, po czym powróciłam do wylizywania ości, a kiedy w końcu nic na nich nie zostało, szybko pozbyłam się resztek zakopując je przed sobą a utworzoną kupkę ziemi uklepałam łapą, powracając do spokojnej, lezącej pozycji z podkulonymi pod siebie łapami. Kto by przypuszczał, że to spotkanie będzie takie pyszne? Szkoda, że nie zapuściłam się tu wcześniej, może miałby do rozdania nie tylko ryby, ale i zające z piszczkami oraz jakimś dobrym ptakiem? Pośród nazw miejsc jednak wyłapałam coś ciekawego. Dokładnie imię jakiegoś kota. No dobrze, więc to nie jego teren a jakiejś Krzywuchy, której podrzucał żarcie i go stąd nie wywalała. Ciekawe, ciekawe - Krzywucha? To właściciel tych terenów, mm? - rzuciłam w sumie obojętnym tonem, drapiąc się w pierś, po chwili przejeżdżając po niej językiem, wygładzając kremowo-rudawą sierść. Zgodziłam się ze stwierdzeniem o wygodzie tego miejsca. Żaden kot skalany długą wędrówką, brakiem własnego miejsca czy klanu nie pogardziłby taka ostoją. Nie mówiłam tu o zatrzymywaniu się na zawsze, oj nie! Jednak kilka dni usłanych bezpieczeństwem i świeżą, pulchną zwierzyną? Kusząca opcja, której nie mogłabym odmówić. Oj nie! Nie po szczurzych truchłach i pół pełnych puszkach z wyrobami mięso-podobnymi. Świeże rybie mięso po takich przygodach, to nie lada rarytas, proszę mi uwierzyć.
xx- A żeby tylko! - cmoknęłam od razu szczerząc żółte kły w rozbawionym uśmiechu. Mój ulubiony temat został zaczęty i nawet zignorowałam jego uważne spojrzenie na mnie. A niech patrzy, może rudego kota nigdy nie widział, kto wie! - Udało mi się odejść z Osiedla Dwunożnych wiele wschodów słońca stąd. Dawniej, jako terminatorka, bo cóż; jestem czystej krwi klanowym kotem, jednak splot przypadków skazał mnie na takie a nie inne życie. Moja wędrówka zaczęła się od momentu ataku puchacza i znalezieniu mnie przez ludzi. Potem poszła z górki i trafiłam tutaj. Trochę mi to zajęło, ale no. Za jeszcze jedną rybę dziwnouchy, jestem skłonna zdradzić ci więcej ciekawych rzeczy o Osiedlu Dwunożnych, byś tam się nie zapuścił - puściłam do niego rozbawiona oczko, charcząc w rozbawieniu. No co? Trzeba jakoś to wykorzystać...
_________________
Who, WHO are you REALLY
And where, WHERE are you going
I got nothin’ left to prove
Cuz I got nothin’ left to lose
See me bare my T E E T H for you
Who, who are Y O U
  Statystyki - lvl: 1 | S: 6 | Zr: 6 | Sz: 5 | Zm: 3 | HP: 60 | W: 40 | EXP: 65/100
 
Tonące Słońce
Samotnik
Under the sea



Klan:
samotnicy

Księżyce: 69 [XI]
Mistrz: Jeżyna
Płeć: Kocur
Multikonta: Sokoli Cień, Racza Łapa [KW]; Kozicza Skok [KG]; Lód [KC]; Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa [GK] i inni
Wysłany: 2019-09-26, 21:42   
   Wygląd: Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=194574#194574


Być może znalazłby i zająca, kto wie? Pytaniem jednak pozostawało, czy byłby aż tak skłonny się nim podzielić. Co prawda panowała obecnie Pora Zielonych Liści, pożywienia miał zatem w okolicy właściwie w bród i nie musiał się tym wcale przejmować, ale jednak istniały pewne zasady, o jakich należało pamiętać. I choć Toń niewątpliwie był uprzejmy i gościnny, to zdaje się, że nawet on posiadał jakieś własne granice. Lis sprawiała zaś wrażenie kota, który doskonale radził sobie samodzielnie, nic zatem dziwnego, że kocur uznał dość prędko, że ofiarowana jej ryba była zdecydowanie odpowiedniej wartości i nie powinien kłopotać się dalej tym, co kocica jeszcze do pyska włoży. Uśmiechnął się lekko na jej odpowiedź, bo cóż miał na to powiedzieć, potem zaś poruszył uszami, co wyglądało co najmniej zabawnie. Dawno już nikt go tak nie nazywał, ale nie czuł się z tego powodu źle, właściwie to nawet jego mordka nieco się rozpogodziła, a oczy błysnęły rozbawieniem, gdy dotarły do niego słowa nowej towarzyszki. Później zaś skinął łbem, aczkolwiek nie był to gest tak pewny i pełny, jak pewnie Lis by oczekiwała.
- Zwyczajowo tak. Nora Krzywuchy znajduje się tam dalej, ale tutaj można spotkać ją naprawdę często, okolica obfituje bowiem w różne, przydatne zioła - zakomunikował jedynie. Nie zamierzał ukrywać przed Lis tego, czym zajmuje się kocica. I tak prędzej czy później by się o tym przekonała, a pomoc medyczna zawsze mogła się jej przydać, nigdy bowiem nie było wiadomo, co może się wydarzyć. Doskonale wiedział, że Krzywucha nie robiła nic za darmo, ale o tym Lis mogła przekonać się już sama. Poza tym, chyba była na tyle długo samotnikiem, iż zdawała sobie z tego w pełni sprawę, w końcu ten świat mimo wszystko nie był jedynie usłany różami i składał się z wielu mniej lub bardziej przyjemnych spraw. Kiedy zaś Lis zaczęła udzielać mu odpowiedzi, uniósł nieznacznie brwi. Wiele było zatem kotów, które z jakiegoś powodu nie należały już do Klanów, ciekaw był jednak, czy Lis chciała to w jakikolwiek sposób zmieniać, czy takie życie, jakie prowadziła teraz, może jej odpowiadało. W końcu nigdy nie wiadomo, czyż nie? On sam odnalazł się całkiem nieźle w roli samotnika i już nawet nie był pewien, czy potrafiłby żyć pośród innych. Choć oczywiście, czasem brakowało mu codziennych rozmów i obecności innych.
- Widzę, że wiesz, jak na mnie wpłynąć - zaśmiał się na to, a następnie poruszył znowu nieznacznie wąsami. - A może opowiesz mi o tym, jeśli nauczę cię, jak łowić te ryby - rzucił więc na to, nieco rozbawiony, dochodząc do wniosku, że całkiem nieźle bawi się tą sytuacją. Nie czuł się źle, nie miał poczucia, że został osaczony albo wpuszczony w maliny, po prostu czerpał przyjemność z tego, co się właśnie działo.
_________________

SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light


  Statystyki - lvl: 5 | S: 8 | Zr: 9 | Sz: 16 | Zm: 13 | HP: 85 | W: 55 | EXP: 270/400
Stat. Med. - lvl:
3 | MED.EXP: 17/300
 
Lisia Łapa
Terminator
demaged



Klan:
cien

Księżyce: 47 (XI)
Mistrz: Tygrysiopręgi/ Chrząszczowy BRZUCH
Płeć: Kotka
Matka: Traszkowy Grzbiet [*][NPC]
Ojciec: Ostry Cierń [*][NPC]
Multikonta: Popielny Żar [KC], Dyniowa Łapa [KW], Cyprysowa Łuska [KG], Śliwkowa Łapa [KRz]
Wysłany: 2019-10-13, 14:58   
   Wygląd: Ciało kotki, niezmiennie pokryte jest rudym, pręgowanym tygrysio, krótkim futerkiem. Na pyszczku, piersi, brzuchu i łapach, oraz spodzie ogona, delikatnie się przejaśnia, wpadając bardziej w kremowy odcień. Mimo upływu księżyców, nie uległo ono wielkiej zmianie poza tym, że na jego długości pojawiło się kilka szczególnych blizn takich jak; blizna na piersi, barku oraz tylnej, lewej łapie. Córka Traszkowego Grzbietu wyrosła, stając się wysoką i smukłą, a przede wszystkim dorosłą kocicą. Ma długie łapy, które pozwalają jej na sprawne pokonywanie sporych dystansów, kształtny łepek do którego wrócimy i długi, biczowaty ogon zakończony charakterystyczną białą plamką. Posiada żywo-pomarańczowe ślepia, ciemny, drobny nosek w kolorze cegiełki, nieco pożółkłe kły oraz uszy w tym jedno dość mocno poszarpane. Można łatwo stwierdzić, nie będąc geniuszem, że zmieniła się nie do poznania i chyba tylko najbliższe jej niegdyś koty, będą w stanie ją sklasyfikować jako Lisek z dawnych lat.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=370786#370786


Nazywanie kocura per dziwnouchy wcale nie napawało mnie strachem. Nie wyglądał na takiego co dystansu do siebie na oczy nie widział. Zresztą, jakby poczuł się urażony, to na pewno by to jakoś pokazał. Chyba, że należał do tych co takie emocje ukrywają, tłamszą a potem przegryzają gardło jak się kot położy i zaśnie. Jak dobrze, że ja tu na noc nie zostawałam! Chociaż buras nie wyglądał an takiego skrytobójce...Podzielił się ze mną rybą i jeszcze spokojnie dołączył do konwersacji. Jego pysk nie wykrzywiał się w grymasie niezadowolenia czy urazy. Ba! Nawet mogę sięgnąć po określenie, że rozpogodził się po nazwaniu go - dziwnouchym. Nic nie poradzę, uszy miał dziwaczne jak te koty co w domu za oknami siedziały z obrożami na szyjach. Może jak mu tam było...rasowy jakiś? A Gwiezdny Klan wie, co mnie to obchodzi?
xx- A więc Krzywucha jest medyczką? - uniosłam brew a moje połamane wąsy nieco zadrżały kiedy pysk wykrzywił się w zębatym uśmiechu. Tylko jeden rodzaj kota zbiera zielska, może dwa; medycy i koty, którym odbiło i się na weganizm przerzuciły. Znałam jednego takiego, nazywał się chyba Berberys i żuł trawę zawsze jak go widziałam, zarzekając się, że nigdy mięsa do pyska nie włoży. Jak się można przekonać, długo tak nie pociągnął i skończył jak skończył. Nic nowego w tamtych stronach. Było mi w sumie trochę przykro, bo nie było nikogo kto by mi chwasty spod płotu przy uliczce wyrywał. Przynajmniej był szczęśliwy i nie chodził taki głodny jak reszta nieszczęśników na ulicach Miasta. - Ciekawe, na pewno przyda mi się ta wiedza na później. Niech zgadnę, nic za darmo? - prychnęłam doskonale znając odpowiedź na to pytanie. W życiu samotnika nie było nic za darmo, a jak już było - to zatrute, albo doprawione podstępem. Koty same z siebie bez intencji bądź celu sobie nie pomagają. Oczywiście chodzi o te, co zaznały życia w samotności, walki o każdy skrawek mięsa - na pewno nie o te co grzeją zadki w klanie i napychane są zasadami i wielkimi ideami odnośnie współpracy i opieki nad najsłabszymi. Z jednej strony tęskniłam za tym, wiedząc, że po odpowiedniej ilości księżyców na karku byłabym nietykalna, a z drugiej strony? Czy ja się nadawałam do takiej zabawy? Bysie samotnikiem an takich terenach nie jest takie trudne, a jak się teraz dowiaduje to i medyka tu mają dla siebie! Ha! Może ja jednak przemyśle ten powrót do Klanu Cienia jeszcze raz? Wtedy też po mojej propozycji, padła odpowiedź na którą i ja się zaśmiałam. Nie zawiodłam się, informacja za umiejętność i naukę - idealnie.
xx- A ty wiesz, jak mnie przekonać. - wyszczerzyłam pożółkłe kły i trzepnęłam poszarpanym uchem przekręcając nieznacznie łeb tak, aby strzeliło mi coś w karku. Starość nie radość jak to się mówi...Młody duchem, stary ciałem! A wcale taka stara nie byłam...co też się ze mną porobiło? - Jestem Lis. A teraz pytaj co konkretnie chcesz wiedzieć. Mogę się uznać za ekspertkę w tym temacie, zmarnowałam tam kilkanaście dobrych księżyców!
_________________
Who, WHO are you REALLY
And where, WHERE are you going
I got nothin’ left to prove
Cuz I got nothin’ left to lose
See me bare my T E E T H for you
Who, who are Y O U
  Statystyki - lvl: 1 | S: 6 | Zr: 6 | Sz: 5 | Zm: 3 | HP: 60 | W: 40 | EXP: 65/100
 
Tonące Słońce
Samotnik
Under the sea



Klan:
samotnicy

Księżyce: 69 [XI]
Mistrz: Jeżyna
Płeć: Kocur
Multikonta: Sokoli Cień, Racza Łapa [KW]; Kozicza Skok [KG]; Lód [KC]; Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa [GK] i inni
Wysłany: 2019-10-26, 13:37   
   Wygląd: Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=194574#194574


Nie obrażał się, a już na pewno nie był żadnym skrytobójcą. Takie mówienie o Toni było całkowicie jak strzelanie kulą w płot i nie miało żadnego, nawet najmniejszego kontaktu z rzeczywistością. Kocur był po prostu zbyt miły, by robić podobne rzeczy, aczkolwiek doskonale wiedział, że w obronie własnej, z całą pewnością posunąłby się do działań, których nie dałoby się nazwać jakoś łagodnie. Nie było jednak, o czym czasem niektórzy zapominali, istot krystalicznie czystych, które nigdy nie zbłądziły albo też nie zrobiły czegoś, czego potem po prostu żałowały. Teraz jednak Toń w ogóle się nad tym nie zastanawiał, czując się całkiem swobodnie w obecności Lis.
- Owszem. Możesz ją też nazwać uzdrowicielką, ale wyjdzie dokładnie na to samo - powiedział i poruszył nieznacznie barkami. - Tak, ale to chyba prawda stara, jak świat. Przynoszę jej króliki albo ryby i wydaje się zadowolona, ale trzeba uważać, by nie przekroczyć pewnych granic - dodał jeszcze, by kocica zdawała sobie sprawę z tego, z czym potencjalnie przyjdzie się jej mierzyć. Toń pamiętał doskonale, jak Krzywucha go uderzyła i nabrał do niej chyba jeszcze większego szacunku, niemniej jednak zrozumiał również, że kocica nie jest aż tak prosta, jak można było się spodziewać. Przymknął nieznacznie ślepia, zastanawiając się mimowolnie, czy jeszcze kiedyś będzie mu dane naprawdę porozmawiać z tą samotniczą medyczką, ale zaraz skupił się ponownie na Lis, bo powróciła do ich rozmowy, a Toń zdecydowanie nie chciał pozostawać gdzieś w tyle, bo później musiałby przyznać, że odpłynął myślami. Poruszył nieco zabawnie uszami, a później również się uśmiechnął, bo rozmowa toczyła się zdecydowanie przyjemnie, na dokładkę w kierunkach, które w pełni mu odpowiadały.
- Toń - powiedział prosto, bo nie sądził, żeby podawanie jej swego pełnego imienia miało sens. Nie teraz, nie tutaj, nie pasowało do tego, a przynajmniej tak czuł. Zaśmiał się cicho, rzucając przy okazji, że tego jest tak wiele, że właściwie nie wie, od czego zacząć, ale w końcu zdecydował się na jedną kwestię. - Słyszałem, że na Osiedlu żyją koty w... czymś jak Klany. Z przywódcą, który dyktuje im, co należy zrobić, ale są to raczej niebezpieczne stada. To prawda? - zapytał i chyba tylko ślepy nie dostrzegłby, jak mocno Toń jest zaciekawiony tym tematem.
_________________

SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light


  Statystyki - lvl: 5 | S: 8 | Zr: 9 | Sz: 16 | Zm: 13 | HP: 85 | W: 55 | EXP: 270/400
Stat. Med. - lvl:
3 | MED.EXP: 17/300
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme Saphic 1.2 created by Sopel & Sklep internetowy | Modified by Foka

Fort Florence











Bleach OtherWorld

SnM: Naruto PBF





Smocze RPG - Smoki Wolnych Stad

HogwartDream



amaimon

vampire-knight

the-avengers