Poprzedni temat «» Następny temat
Wyprawa Płomykówkowego Lotu
Autor Wiadomość
Srebrzysty Pazur
Gwiezdny
The last goodbye



Klan:
grom

Księżyce: 82
Mistrz: Dumny Wąs || Krucze Serce
Płeć: Kocur
Matka: Nie pamiętam
Ojciec: Nie pamiętam
Partner: Rosa
Multikonta: Sokoli Cień, Racza Łapa (KW); Tonące Słońce (S); Lód (KC); Koziczy Skok (KG); Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa i inni
Wysłany: 2019-10-06, 17:57   
   Wygląd: Srebrzysty nie jest już małym kocięciem o wielkich dwukolorowych oczach. Teraz jego ciało stało się masywne, pod gęstym długim futrem szarej barwy kryją się mięśnie. Oczy - prawe zielone i lewe błękitne - straciły już swój dziecięcy blask nabierając chłodu oraz pewnej dozy nieczułości. Białe końcówki łap oraz ogona zdają się już nie rzucać tak bardzo w oczy, tak samo jak i jasna sierść na lewym uchu. Poduszki łap przybrały bardziej liliową barwę, nos jednak pozostał niemalże czarny odznaczając się na tle całego jego ciała. Na końcach jego uszu pojawiły się niewielkie, ledwie dostrzegalne, pędzelki, a szczęka wydłużyła się nieznacznie nadając mu bardziej drapieżny wygląd. Pomimo iż nie jest już kocięciem, które wciąż jeszcze miałoby prawo, by rosnąć, jego ciało wciąż zdaje się zmieniać, jakby Gwiezdny Klan pragnął uczynić z niego największego kota we wszystkich czterech Klanach.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p?p=87535#87535


Owszem, był to zagajnik, do którego zmierzali. Droga była jednak długa, dłuższa chyba, niż przypuszczali, a ich łapy były bardzo zmęczone. Gdy dotarli w końcu do drzew, zorientowali się także, że słońca za chwilę zniknie za linią horyzontu. Ochładzało się, choć na całe szczęście - oni zdążyli się wysuszyć. Byli jednak nieprawdopodobnie wręcz brudni, byli zmęczeni, ich łapy bolały i w pewnym sensie piekły, potrzebowali na pewno wypoczynku. Zagajnik zdawał się być cichy, jakby pogrążony już we śnie, ale jednocześnie - cudownie wręcz spokojny, jasno pokazujący, że tutaj mogą być bezpieczni, że tutaj mają opiekę Gwiezdnych. Płomykówka była tą, która niemalże z miejsca wyczuła obecność przodków, którzy zdawali się ich otaczać, zaś niewielka sadzawka, jeziorko, czy czymkolwiek było to, na co spoglądali, emanowała siłą i blaskiem, jakiego nie dało się przegapić. Byli na miejscu, ale okolica zdawała się ich usypiać, zdawała się ich zapraszać do tego, by w pełni wypoczęli, a dopiero później brali się za zadanie, z jakim tutaj przybyli. Pomiędzy wysokimi drzewami kryły się również niskie, gęste krzewy, które jeszcze miały liście, zdawały się być idealnym miejscem, na wypoczynek. Ich nosy wyczuwały zaś gryzonie.
_________________


We came all this way
But now comes the day
To bid you farewell

Many places I have been
Many sorrows I have seen
But I dont regret
Nor will I forget
All who took the road with me

 
  Statystyki - lvl: 6 | S: 22 | Zr: 10 | Sz: 9 | Zm: 9 | HP: 75 | W: 75 | EXP: 255/350
 
Płomykówkowa Gwiazda
Przywódca
dystans



Klan:
cien

Księżyce: 35 [listopad]
Mistrz: Wiewiórczy Ogon
Płeć: Kotka
Matka: Łasicze Futerko [NPC]
Ojciec: Jastrzębi Krzyk [NPC]
Ciąża: nie
Życia: 9
Multikonta: Słonecznikowa Pestka [KW]; Niedźwiedzi Kieł [KR]; Gniewosz [KG]; Wzburzona Woda [GK]; Żonkilowa Łapa [GK]; Żuczy Grzbiet [GK]

Wysłany: 2019-10-06, 19:13   
   Wygląd: Wysoka (jedna z najwyższych w Cieniu, jak nie w całym lesie), dobrze zbudowana, długowłosa ruda pointka o głębokich, niebieskich oczach. | KP
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=326947#326947


Dotarli. Długo to trwało, mimo szybkiego tempa i braku przerw, ale w końcu się udało. Nawet jeśli była przyzwyczajona do długich wędrówek, łapy ją bolały, a Topniejący Lód i szczególnie Mknąca Łapa pewnie odczuwali to nawet bardziej. Kiedy zbliżyli się do zagajnika, słońce już prawie zaszło. Była wyczerpana, ale im bliżej byli, tym mocniej odczuwała pewną dziwną siłę, której nie czuła jeszcze nigdy wcześniej. Nie w sensie fizycznej siły, bo tej to jej akurat w tamtym momencie brakowało, ale coś jakby... obecność. Dopiero po chwili dotarło do niej, co to mogło być. Obecność przodków. Gwiezdnych. Ich siła. Zastanawiała się, czy jej towarzysze również tak to odczuwają, czy może to jednak ona przeżywała wszystko najsilniej. Tak czy inaczej, to było takie nietypowe, nowe uczucie. Przyjemne, choć dziwne. Nigdy nie miała jakiejś ogromnej więzi z Gwiezdnym Klanem; wierzyła w jego istnienie, owszem, pamiętała o tym, żeby dziękować za zwierzynę i tak dalej, ale nie czuła się z nim głębiej powiązana. Kiedy jednak otaczała ją tak silna aura, odczuwała siłę i moc płynącą od przodków, szczególnie ze strony sadzawki. Szepczącej Sadzawki. Chociaż padała ze zmęczenia, okolica cudownie pachniała zwierzyną, a wszystko wokół stanowiło idealne miejsce, żeby odpocząć, nie przyszła tu po to, żeby teraz czekać. Nie pędziła pół dnia, aby teraz korzystać z cudownego zagajnika. Przyszła tu dlatego, że miała zadanie. A więc nawet jeśli łapy bolały ją i piekły, niemal całe ciało domagało się przerwy, była brudna, zmęczona i robiła się głodna na samą woń gryzoni, stwierdziła, że nie mogła teraz czekać. Sen czekał ją tak czy inaczej. Współdzielony z Gwiezdnymi, więc może na innej zasadzie, ale nie chciała przedłużać. Nie zamierzała czekać. Czyszczeniem się i jedzeniem mogła zająć się potem. Stanęła niedaleko od Sadzawki i obejrzała się na Mknącego oraz Topniejącego. Zdobyła się nawet na lekki, niemalże niedostrzegalny uśmiech.
Dobrze nam poszło – uznała. Przez jej głos przedarła się nuta zmęczenia, ale brzmiała tak samo poważnie i pewnie jak zazwyczaj. – Odpocznijcie. Topniejący Lodzie, jeśli będziesz czuł się na siłach, możesz zapolować. Nie wiem, ile to wszystko zajmie, ale jeśli dobrze pójdzie, to dołączę do was niedługo. – Choć cała okolica wyglądała, jakby wręcz zapraszała do odpoczynku, czuła, że podejmuje dobrą decyzję. Miała być przywódczynią. Kimś, na kim będzie potem polegał cały klan. Miała pracę do wykonania, a cała reszta, nawet jeśli chodziło o głód, odpoczynek i higienę, mogła poczekać. Rzuciła ostatnie spojrzenie obu kocurom, a potem przeszła do sedna. Podeszła na sam brzeg Szepczącej Sadzawki i napiła się z wody, która roztaczała wokół siebie jeszcze silniejszą aurę, a potem odsunęła się trochę i ułożyła, zamykając oczy. Oczekiwała na sen. To w końcu też była jakaś forma odpoczynku, prawda? Nie umierała z głodu, żeby spotkanie z Gwiezdnymi odkładać na później. Miała zamiar doprowadzić swoją misję do końca.
_________________

but now I’ll start to close my eyes
block my ears from all this noise,
n e v e r looking back this time

・・・・・・・・★・・・・・・・・

somehow I get the feeling that
in the end I'll be a l r i g h t. ̖́-
  Statystyki - lvl: 4 | S: 16 | Zr: 11 | Sz: 7 | Zm: 5 | HP: 75 | W: 55 | EXP: 115/300
 
Mknąca Łapa.
Terminator
milczek



Klan:
cien

Księżyce: 13 (XI)
Mistrz: Płomykówkowa GWIAZDA
Płeć: Kocur
Matka: Ciemna Toń
Ojciec: Olchowy Szept
Multikonta: Miętowy Pąk, Gałązka (KW); Bursztynowy Wschód (KR)
Wysłany: 2019-10-06, 19:48   
   Wygląd: Dość wysoki, bury, długowłosy klasycznie pręgowany kocur o jasnozielonych oczach [KP]
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=354137#354137


Ta droga była długa. Zagajnik zbliżał się do nas z każdym krokiem, właściwie to my zbliżaliśmy się do niego. Trwało to jednak długo, łapy miałem obolałe zapewne bardziej od towarzyszy, w połowie drogi miałem ochotę już poprosić o chwilę odpoczynku, jednak tego nie zrobiłem. Musiałem jednak przyznać, że nieco zwolniłem kroku, właściwie wbrew sobie.
Gdy jednak dotarliśmy między drzewa, czułem się... Dziwnie. Było spokojnie, cicho, trochę chłodno, jednak mi to nie przeszkadzało. I wszędzie unosił się zapach gryzoni, aż moje ślinianki zaczęły pracować. W tym momencie żałowałem, że nie potrafiłem polować. Przy okazji rozglądałem się dookoła, aż wkrótce mój wzrok padł na sadzawkę, która była naszym celem. Wyglądała... Niby zwyczajnie, a jednak miała w sobie jakiś nieodparty urok, niesamowity blask emanował z jej powierzchni. Nie potrafiłem oderwać od niej wzroku, a jednak zmusiłem się do tego, by spojrzeć na Płomykówkę. Przeniosłem wzrok na Topniejącego, gdy o nim mówiła, po czym moje zielone oczy znów spoczęły na jej sylwetce kotki, którą obserwowałem aż do momentu, gdy ułożyła się na brzegu sadzawki i zamknęła oczy. Zmuszając swoje obolałe łapy do drobnego wysiłku, ruszyłem powolnym krokiem i usiadłem niedaleko swojej mistrzyni. Było spokojnie, a ja byłem zmęczony, ale jednak czujny i nie mogłem pozwolić, by pointce coś się stało, podczas gdy dzieliła języki z Gwiezdnymi a wojownik by polował. Zacząłem więc metodycznie oczyszczać swoje futro z błota i brudu, wciąż jednak nasłuchując, czy dookoła nic się nie czai.
_________________

xThat's xthe xpxrxixcxex you xpayx
Leave behind your heartache, cast away
Justxix anotherxx productxx ofxx today
Rather be the hunter than the prey

»»━━━  ━━━««
  Statystyki - lvl: 2 | S: 10 | Zr: 5 | Sz: 7 | Zm: 4 | HP: 60 | W: 50 | EXP: 90/150
 
Topniejący Lód
Wojownik
narcyzm



Klan:
cien

Księżyce: 22 [XI]
Mistrz: Płomykówkowy Lot
Płeć: Kocur
Matka: Kukułcze Jajo
Ojciec: Chrzanowy Korzeń
Multikonta: Szarotkowa Łapa [KRz]; Wróbelek [S]; Krwawnik [KW]
Wysłany: 2019-10-06, 20:41   
   Wygląd: Szczupły, wysoki niebieski, tygrysio-pręgowany kot o długim futrze z białymi znaczeniami. Posiada złoto-brązowe oczy.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=332427#332427


Droga z każdą chwilą była coraz bardziej wyczerpująca, tym bardziej dla kota, który nie miał dużej styczności z wędrówkami, poza patrolami. Podczas przechadzki wszelkie przekleństwa cisnęły mu się na język, ale po czasie skutecznie poddawały się myśli, że niedługo się to skończy.
I skończyło. Kiedy dotarli, i wszyscy byli pewni, że to tutaj, Lód nawet nie pytając innych o zgodę usiadł na ziemi, głowę kierując ku dołowi i biorąc parę głębszych wdechów. Łapy bolały go niemiłosiernie, a ślina była ciepła i nieprzyjemna, co sprawiało, że chciał pluć gdzie popadnie. Najgorsze było jednak to, że woń gryzoni była tutaj bardzo intensywna, co popędzało jego głód i ból brzucha, choć i tak nie miał zamiaru polować... do czasu, aż Płomykówka go o to nie poprosiła. Podniósł głowę i spojrzał na kocicę, kiwając zmęczenie głową.
Dobrze — odezwał się w końcu, pierwszy raz od całej podróży. W jego głosie było słychać zadyszkę i chrypkę, ale mimo bezsilności postanowił wedle polecenia coś upolować. Denerwowało go to, że Zawierucha tego nie potrafił, więc musiał robić to sam, ale postanowił tego nie komentować. Zamiast tego kiwnął terminatorowi głową na znak, że zaraz wraca, po czym sam ruszył gdzieś niedaleko drzew za wonią piszczków, żeby coś upolować w czasie, gdy Płomykówka będzie BRAŁA XDDXDXD dary. I cóż, nie było źle, bo już po chwili poczuł intensywniejszy zapach gryzonia i postanowił od razu wziąć się do roboty. Do jej obudzenia powinien zdążyć zabić sporo ofiar.
  Statystyki - lvl: 3 | S: 10 | Zr: 12 | Sz: 7 | Zm: 4 | HP: 75 | W: 45 | EXP: 195/200
 
Srebrzysty Pazur
Gwiezdny
The last goodbye



Klan:
grom

Księżyce: 82
Mistrz: Dumny Wąs || Krucze Serce
Płeć: Kocur
Matka: Nie pamiętam
Ojciec: Nie pamiętam
Partner: Rosa
Multikonta: Sokoli Cień, Racza Łapa (KW); Tonące Słońce (S); Lód (KC); Koziczy Skok (KG); Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa i inni
Wysłany: 2019-10-07, 13:18   
   Wygląd: Srebrzysty nie jest już małym kocięciem o wielkich dwukolorowych oczach. Teraz jego ciało stało się masywne, pod gęstym długim futrem szarej barwy kryją się mięśnie. Oczy - prawe zielone i lewe błękitne - straciły już swój dziecięcy blask nabierając chłodu oraz pewnej dozy nieczułości. Białe końcówki łap oraz ogona zdają się już nie rzucać tak bardzo w oczy, tak samo jak i jasna sierść na lewym uchu. Poduszki łap przybrały bardziej liliową barwę, nos jednak pozostał niemalże czarny odznaczając się na tle całego jego ciała. Na końcach jego uszu pojawiły się niewielkie, ledwie dostrzegalne, pędzelki, a szczęka wydłużyła się nieznacznie nadając mu bardziej drapieżny wygląd. Pomimo iż nie jest już kocięciem, które wciąż jeszcze miałoby prawo, by rosnąć, jego ciało wciąż zdaje się zmieniać, jakby Gwiezdny Klan pragnął uczynić z niego największego kota we wszystkich czterech Klanach.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p?p=87535#87535


Mądry przywódca wie jednak również, kiedy powinien odpocząć. Gdy tylko napiła się wody, osunęła się na ziemię i zapadła w sen, tak głęboki i twardy, że trudno powiedzieć, w którym dokładnie momencie otworzyła oczy. Zdała sobie sprawę z tego, że leży nadal nad leśną sadzawką, ale tym razem wszystko pokrywał gwiezdny pył, cudowny, lśniący, nieopisany wręcz. Odniosła wrażenie, że jest późna wiosna, że dookoła zapada przyjemny wieczór, w sam raz na spacer po okolicy. I dopiero po chwili zorientowała się, że nie leży tutaj sama. U jej boku, w promieniach zachodzącego chyba słońca, grzał się bowiem niewielki kot. Był może rozmiarów młodego terminatora, o długim futrze i bardzo spokojnym wyrazie swego gwiezdnego pyska. Jego zielone oczy lśniły, jakby włożono w nie blask wszystkich tych pokoleń, które były przed nim i po nim.
- Wypoczynek jest potrzebny każdemu z nas. Zdaje się, że muszę przypomnieć o tym Ciernistej - powiedział spokojnie kocur i podniósł się powoli. - Chodź, Płomykówkowy Locie, pozostali już na nas czekają - dodał zaraz, a jego głos był niesamowicie spokojny. Nie mogła go znać, odszedł bowiem zbyt wiele księżyców temu, miała jednak przed sobą Jasnego Poranka, który spokojnie powiódł ją pośród drzew, w stronę cudownych wrzosowisk, na których malowały się tak piękne obrazy, że kocicy mogło aż zaprzeć dech. Czekało tam na nią osiem kotów, z których część w tej chwili rozpoznawała, nie wszystkie jednak.
- Twoja podróż była długa, ale właśnie dobiega końca. Mam nadzieję, że jesteś gotowa - dodał jeszcze dawny medyk Klanu Cienia i odsunął się, by spojrzeć na innych. Nie on miał ofiarować pierwsze z żyć, zatem czekał spokojnie. Na pozostałych, ale i na ruch Płomykówki, bo oto stał przed nią ostatni test.
_________________


We came all this way
But now comes the day
To bid you farewell

Many places I have been
Many sorrows I have seen
But I dont regret
Nor will I forget
All who took the road with me

 
  Statystyki - lvl: 6 | S: 22 | Zr: 10 | Sz: 9 | Zm: 9 | HP: 75 | W: 75 | EXP: 255/350
 
Płomykówkowa Gwiazda
Przywódca
dystans



Klan:
cien

Księżyce: 35 [listopad]
Mistrz: Wiewiórczy Ogon
Płeć: Kotka
Matka: Łasicze Futerko [NPC]
Ojciec: Jastrzębi Krzyk [NPC]
Ciąża: nie
Życia: 9
Multikonta: Słonecznikowa Pestka [KW]; Niedźwiedzi Kieł [KR]; Gniewosz [KG]; Wzburzona Woda [GK]; Żonkilowa Łapa [GK]; Żuczy Grzbiet [GK]

Wysłany: 2019-10-07, 18:41   
   Wygląd: Wysoka (jedna z najwyższych w Cieniu, jak nie w całym lesie), dobrze zbudowana, długowłosa ruda pointka o głębokich, niebieskich oczach. | KP
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=326947#326947


Miała to na uwadze. Wiedziała, że nawet jeśli lubiła natłok pracy i rzeczy do zrobienia, jako przywódczyni musiała wybierać mądrze, żeby się przypadkiem nie przepracować i znaleźć czas na wszystko, żeby istnieć w życiu klanu, a nie być tylko widmem, które wiecznie coś robi albo go nie ma. Rzecz tkwiła jednak w tym, że jeszcze przywódcą nie była. Topniejący i Mknący mieli teraz czas na odpoczynek, ona poniekąd również, zjeść za to mogła potem. Nie spieszyła się z byle powodu, a do skraju jej wytrzymałości było jeszcze daleko. Była pewna, że da radę i postępuje słusznie. Z początku jednak po zapadnięciu w sen nie miała nawet świadomości. Nie miała pojęcia, ile upłynęło czasu, zanim obudziła się na Srebrnej Skórce, ale kiedy wreszcie otworzyła oczy, od razu spostrzegła zmianę. Zagajnik już wcześniej emanował spokojem, ale jednocześnie siłą. Łącząc to wszystko z widokami Gwiezdnego Klanu, ba, w ogóle z byciem gdzie indziej, wszystko sprawiało oszałamiające wrażenie. Wszystko lśniło gwiezdnym pyłem, a nieprzyjemna pora Opadających Liści ustąpiła wczesnej porze Zielonych Liści... lub późnej porze Nowych Liści, kto wie. Nie mogła dokładnie stwierdzić, bo kiedy zaczęła się rozglądać, żeby się dowiedzieć, co właściwie powinna ze sobą zrobić, zauważyła, że nie była tam sama i poruszyła lekko wąsami z zaskoczeniem. Obok niej leżał kocur, niewątpliwie Gwiezdny, sądząc po jego wyglądzie, szczególnie po lśniących oczach, którego jednak absolutnie nie kojarzyła, a więc musiał najwyraźniej umrzeć jeszcze przed jej narodzinami. Och? To było ciekawe. Czyżby w bonusie do wyprawy dostawała jakichś ciekawych przodków do poznania? W każdym razie, kiedy się odezwał, stwierdziła, że głupio byłoby go zostawić bez odpowiedzi, a więc postanowiła się odezwać.
W rzeczy samej – stwierdziła, być może odnosząc się do pierwszego zdania, być może drugiego, a być może do obu. W końcu nie mieszkała pod kamieniem i fakt, że Ciernisty Kwiat niewątpliwie potrzebowała odpoczynku, wcale jej nie umknął. Liczyła na to, że teraz, kiedy miała już swojego terminatora, będzie jej trochę łatwiej, aczkolwiek może gdyby dostała jakiś impuls od Gwiezdnych, szczególnie jeśli byli to Gwiezdni, których jej kuzynka znała. Póki co jednak nie miała czasu się nad tym rozwodzić, bo kocur nie zamierzał wyraźnie zostawać nad Szepczącą Sadzawką. Skinęła głową i również się podniosła, żeby już po chwili ruszyć za nim. Na wrzosowiska, jak się okazało, które były równie piękne (a może nawet bardziej), jak gwiezdna odsłona zagajnika. Pozostali faktycznie czekali, po części znajomi, po części nie, ale póki co skupiła się na słowach kocura, który ją tam zaprowadził. Na jedno konkretne słowo poruszyła jednak bliższym Gwiezndemu uchem, jakby w zdziwieniu. Dobiegła końca? Spojrzała na niego spokojnie. Nie, nie. To zdecydowanie nie był koniec. Nie tylko nie tej fizycznej podróży, bo będą musieli jeszcze wrócić. To był początek całej drogi. Długiej i nieznanej jej drogi.
Wręcz przeciwnie. Uważam, że to dopiero początek – odpowiedziała więc, bo chociaż Gwiezdny wcale nie musiał mieć na myśli czegoś większego, to nie zgadzała się z tym, że to w ogóle mógł być koniec czegokolwiek. Dotarcie do Szepczącej Sadzawki było końcem jednej drogi, ale rozpoczynało kolejną. Znacznie ważniejszą. Z powrotem do klanu i dalej. – A co do gotowości... Nie wiem. To zależy, co masz na myśli przez "gotowa" – powiedziała ostrożnie. Czy była gotowa psychicznie? Szczerze powiedziawszy – tak. Przez cały dzień zdążyła już wszystko przyswoić, a lęk, jaki poczuła, kiedy zobaczyła ciało Wężowej Gwiazdy, zdawał się wyparować. Nie obawiała się dłużej zadania, które na nią czekała. Nie mogła jednak być pewna, czy była gotowa na prowadzenie klanem. Dużo o tym myślała. I doszła do wniosku, że nie pozna na to jednoznaczej odpowiedzi, bo nie było też jednoznaczego sposobu. Nie było wzoru na bycie przywódcą. Będzie musiała sama się tego nauczyć, według własnych standardów. Ale odkąd wyszła z lecznicy zaszło w niej tyle zmian; zaczęła od chęci dowiedzenia innym, że jest dobra, może i nawet najlepsza, przeszła przez okres, kiedy wszystko robiła dla siebie, dla własnego rozwoju i własnych celów, aż w końcu zaczęła trenować terminatorów, została zastępcą i przez cały ten proces uczyła się coraz bardziej tego, że wojownikiem jest się dla klanu. A teraz stała tu, jako przyszła przywódczyni, z kompletnie innym światopoglądem i innymi celami niż na początku. I nawet jeśli była młoda i niedoświadczona, poradziła już sobie z wieloma rzeczami. Dlaczego teraz miałaby sobie nie dać rady? Po chwili milczenia spojrzała na Gwiezdnego i odezwała się ponownie:
Ale myślę, że jestem gotowa.
_________________

but now I’ll start to close my eyes
block my ears from all this noise,
n e v e r looking back this time

・・・・・・・・★・・・・・・・・

somehow I get the feeling that
in the end I'll be a l r i g h t. ̖́-
  Statystyki - lvl: 4 | S: 16 | Zr: 11 | Sz: 7 | Zm: 5 | HP: 75 | W: 55 | EXP: 115/300
 
Srebrzysty Pazur
Gwiezdny
The last goodbye



Klan:
grom

Księżyce: 82
Mistrz: Dumny Wąs || Krucze Serce
Płeć: Kocur
Matka: Nie pamiętam
Ojciec: Nie pamiętam
Partner: Rosa
Multikonta: Sokoli Cień, Racza Łapa (KW); Tonące Słońce (S); Lód (KC); Koziczy Skok (KG); Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa i inni
Wysłany: 2019-10-12, 19:46   
   Wygląd: Srebrzysty nie jest już małym kocięciem o wielkich dwukolorowych oczach. Teraz jego ciało stało się masywne, pod gęstym długim futrem szarej barwy kryją się mięśnie. Oczy - prawe zielone i lewe błękitne - straciły już swój dziecięcy blask nabierając chłodu oraz pewnej dozy nieczułości. Białe końcówki łap oraz ogona zdają się już nie rzucać tak bardzo w oczy, tak samo jak i jasna sierść na lewym uchu. Poduszki łap przybrały bardziej liliową barwę, nos jednak pozostał niemalże czarny odznaczając się na tle całego jego ciała. Na końcach jego uszu pojawiły się niewielkie, ledwie dostrzegalne, pędzelki, a szczęka wydłużyła się nieznacznie nadając mu bardziej drapieżny wygląd. Pomimo iż nie jest już kocięciem, które wciąż jeszcze miałoby prawo, by rosnąć, jego ciało wciąż zdaje się zmieniać, jakby Gwiezdny Klan pragnął uczynić z niego największego kota we wszystkich czterech Klanach.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p?p=87535#87535


- Przekonamy się zatem - powiedział łagodnie Jasny Poranek, a jego głos jak zawsze tchnął spokojem. Przyglądał się jeszcze chwilę młodej kocicy, jakby myślał o kimś zupełnie innym, a jego oczy pełne gwiazd zdawały się lśnić jeszcze mocniej, niż kiedykolwiek przedtem. Spojrzał później na pozostałych, a gdy wszyscy wyrazili zgodę poprzez skinięcie łbami, swoista ceremonia została rozpoczęta. Pierwszy wystąpił Szepczący Pył, którego być może była w stanie rozpoznać, choć - któż to wie. Tak czy inaczej, kocur sprawiał wrażenie o wiele spokojniejszego, niż za życia, a już na pewno o wiele szczęśliwszego, jakby wszystkie ciężary zostały zabrane z jego barków, jakby pozostawił je głęboko pod ziemią na padole łez, który już opuścił. Uśmiechnął się do młodej kocicy zachęcająco, skinął jej łbem, a następnie odezwał się:
- Ja, Szepczący Pył, chciałbym podarować ci nadzieję - zaczął bez pośpiechu, jednocześnie patrząc uważnie na Płomykówkę. Poczekał, aż ostatni dźwięk z jego słów wybrzmi na tym pięknym wrzosowisku, a następnie pochylił się w stronę przyszłej przywódczyni Klanu Cienia i dotknął jej nosem, zaś jej ciałem wstrząsnął dreszcz. Poczuła się niczym ptak, jakby posiadała skrzydła, które były w stanie wnieść ją ponad całą tę ziemię, jakby nie było miejsca na zwątpienia, a wszystko, na co spojrzała, rysowało się w jasnych barwach. - Nie wątp, idź naprzód, nie poddawaj się nigdy i wierz całym sercem w powodzenie własnych przedsięwzięć, nie upadaj, gdy Klan słabnie, bo to ty jesteś jego siłą i nadzieją właśnie, prowadź ich bezpiecznie do każdego celu, jaki im wyznaczysz - dodał jeszcze kocur, a później odsunął się, by zrobić miejsce biało-burej kotce. Nie była szczególnie duża i nie wyglądała, jakby miała wyróżniać się z tłumu czymś szczególnym, jednakże obdarzyła Płomykówkę spokojnym, poważnym wejrzeniem, w którym czaiła się troska i nie dało się tego ukryć nawet za gwiezdnym pyłem.
- Też chcę ci coś ofiarować, coś, co jako przywódczyni z pewnością docenisz - zaczęła zbliżając się i usiadła na chwilę przed kocicą, chcąc chyba przypatrzeć jej się jeszcze z bliska, aż w końcu skinęła nieznacznie łbem na znak jakiejś niemej zgody, którą wyraziła dla samej siebie. - Ja, Kacza Sadzawka, ofiaruję ci rozsądek i troskliwość, byś do wszystkich spraw Klanu podchodziła z odpowiednią rozwagą, bez wybuchów emocji i porywów serca, byś patrzyła na wszystkich swych podopiecznych, jak na najbliższą rodzinę i darzyła ich należną troską, pamiętając jednocześnie o problemach, jakie dla ich dobra należy rozwiązać - zakomunikowała, nim pochyliła się, by zetknąć się z kocicą nosami. Płomykówka od razu poczuła się jakby cięższa, jakby jej łapy mocniej chwytały ziemię, jakby wbijała w nie pazury, by stąpać z wielką siłą po ziemi. Nie było już żadnych niepewności, lęków, czy skoków, widziała przez krótki moment wszystko niesamowicie wyraźnie, z taką mocą, jakiej w ogóle się nie spodziewała.
Wiewiórczy Ogon wyraźnie nie był do końca pewien, jak powinien się zachować. W tej całej gromadzie zdawał się najspokojniejszy i najcichszy, jakby jedynie czekał na chwilę, w której mógłby zbliżyć się do swej następczyni. Zrobił to, gdy tylko Kacza Sadzawka odeszła na swe miejsce, by uśmiechając się lekko, obserwować dalszy przebieg ceremonii. Tak czy inaczej, kocur podniósł się i podszedł do Płomykówki, by zaraz odchrząknąć nieco niepewnie i milczeć przez moment, nim zdecydował się w końcu przemówić.
- Mądrość - powiedział poważnie. I zdaje się, że nie musiał dodawać nic więcej, by kocica zrozumiała, dlaczego właśnie taki dar jej ofiarował, dlaczego chciał przekazać jej coś tak trywialnego, jak mogłoby się zdawać, a jednak tak nieocenionego w życiu przywódcy. To było najpiękniejsze, co mógł jej dać po tym wszystkim, co wydarzyło się w Klanie przed jego śmiercią. Nachylił się, by zetknąć się z nią nosem, a ona przez jedną krótką chwilę dostrzegała rzeczy, o których nigdy nie myślała i miała poczucie, jakby była w stanie rozstrzygnąć dokładnie każdy spór, bez większego problemu. Nie było dla niej rzeczy niemożliwej, rzeczy, która z jakiegoś powodu byłaby nierealna, przez chwilę Płomykówka miała wrażenie, iż rozwiązałaby każdy problem, gdy jednak czar minął, dostrzegła przed sobą Migotliwą Łapę, która uśmiechnęła się do niej przepraszająco.
- To nie tak powinno wyglądać. Ale trudno, skoro się stało, to również coś dla ciebie naszykowałam i jakkolwiek trywialnie by to nie zabrzmiało, chcę podarować ci miłość - powiedziała cicho, chyba wstydząc się pozostałych Gwiezdnych, jakby nie do końca czuła się na miejscu. I pewnie tak właśnie było, skoro nie tak dawno tutaj trafiła. Przecież jeszcze kilkanaście wschodów słońca wcześniej wszystko było z nią w porządku, ale życie bywa okrutne i nikt nie zna jego wyroków. - Pamiętaj, że chociaż osądzając koty i podejmując swe decyzje, musisz myśleć poważnie, to porzucając wszystkie emocje, zatracisz się w sobie - dodała prędko, chyba nieco plącząc się w swych wyjaśnieniach, ale to nie miało już znaczenia, bo oto dotknęła nosa Płomykówki, a kocica poczuła, jak zalewa ją gorąca fala niepohamowanych, wspaniałych uczuć. Unosiła się na nich niczym na bańce, miała wrażenie, że swym ciepłem wypełniają ją aż po same uszy, że cała się w nich topi i było to wielce zadziwiające doznanie.
Zaraz też podszedł do niej Wąż jak zawsze poważny i opanowany. Nic nie zmieniło się po jego śmierci, wyglądał właściwie tak, jak ostatnio, kiedy widziała go jeszcze pośród żywych. Spojrzał na nią bez jakiś większych emocji i skinął łbem, być może w geście jakiejś aprobaty, aczkolwiek trudno powiedzieć, co dokładnie kryło się w jego myślach w tej chwili.
- Ode mnie dostaniesz siłę i oddanie, bo bycie przywódcą to nie tylko splendor i chwała, ale również poświęcenie i wiele ciężkiej pracy - rzucił cicho, nim nachylił się, by przekazać jej swój dar. Wraz z nim Płomykówka poczuła, jakby stawała się najpotężniejszym kotem w całym wszechświecie, kotem, który jest w stanie dźwigać na swych barkach cały Klan, każdego jego członka, choćby najmniejszego albo największego, najstarszego albo najmłodszego. Nie było dla niej w tym wypadku rzeczy niemożliwych.
Kolejną kotką, która do niej podeszła, była Grzybowa Polana. Spojrzała na Płomykówkę oczami, które zdawały się błyszczeć w sposób wręcz nie opisany, a następnie pochyliła nieznacznie łeb, przygotowując się do tego, by przemówić. Odchrząknęła nieznacznie, a później spojrzała wprost w oczy przyszłej przywódczyni.
- Ja dam ci dar uważnego słuchania innych, byś zawsze była w stanie wyłuskać to, co chcą ci przekazać, bo nie każdy potrafi w prosty sposób wyrażać swoje myśli - powiedziała cicho, jakby chciała jedynie jej to wyszeptać, a następnie nachyliła się, by Płomykówka poczuła, jakby jej uszy się otwierały, jakby wyłapywała każdy dźwięk, jaki ją otaczał i niewątpliwie było to dziwne, oszałamiające doświadczenie, które zostało przerwane przez pojawienie się Bluszcz.
- Ja z kolei ofiaruję ci umiejętność chłodnej oceny sytuacji - stwierdziła kocica kiwając poważnie głową, by podkreślić, jakie to ważne, a później przekazała jej swój dar, zaś kocica ponownie odczuła dziwne zawirowania i miała wrażenie, że więcej już tego nie zniesie. Była w dziwny sposób jakby uniesiona, jakby nie znajdowała się tutaj rzeczywiście, a jedynie... częściowo? Potem zaś zorientowała się, że stoi już przed nią kolejna kocica, która spozierała kątem oka w stronę Jasnego Poranka, jakby chciała mu coś przekazać.
- Zdolność rozwiązywania problemów - oznajmiła Żądląca Gwiazda, której głos i zachowanie wcale nie zmieniły się po śmierci i po tym, jak prędko zetknęła się z kocicą nosem, skinęła łbem na swego brata, by ten zajął się zakończeniem wszystkich formalności. Nie było sensu zwlekać, w końcu Klan Cienia potrzebował przywódcy!
Na sam koniec podszedł do niej kocur, który ją powitał. Była faktycznie mały, mniejszy od niej, ale to w niczym mu nie przeszkadzało, nawet to, że musiał nieco unieść łeb, by swobodnie dosięgnąć jej pyska, ażeby w pełni poprawnie przekazać jej swą łaskę. Uśmiechał się do niej nadal łagodnie, nieco może melancholijnie, ale tchnął takim spokojem, iż ten udzielał się śniącej bez większego problemu. Dawny medyk Klanu Cienia przymknął nieznacznie nim rozpoczął swą przemowę.
- Ode mnie, Jasnego Poranka, otrzymasz dary cierpliwości oraz wielkiego spokoju, bowiem bez nich prędko twoje łapy zapadną się w grząskiej ziemi. Miej baczenie na to, ażeby nigdy nie ferować przedwczesnych wyroków, by nigdy nie decydować o czyimś losie, nie wysłuchując drugiej strony, musisz czekać, by wiedzieć wszystko i musisz czynić to w spokoju ducha, by gniew nie zaprowadził cię w miejsca, w których nie chciałabyś się znaleźć. Bądź wytrwała we wszystkim, co robisz, we wszystkim, co zamierzasz i we wszystkim, co wpływa na losy całego Klanu - powiedział spokojnie, aż dotknął jej nosem, a kocica poczuła, jak jej serce spowalnia swe bicie, zaś jej umysł jakby gwałtownie stał się ostry i przejrzysty, dostrzegała przez moment rzeczy, jakich wcześniej nie widziała, cierpliwie oddzielając prawdę od fałszu i całe to ziarno od plew.
- Dokonało się - oznajmił jeszcze Jasny Poranek, a następnie wycofał się do pozostałych kotów, które teraz wyprostowały się z dumą i spojrzały poważnie na stojącą przed nimi kocicę, zaś ich oczy zalśniły jeszcze mocniej, niż wcześniej, po czym z ich gardeł poniósł się jeden głos: - Płomykówkowa Gwiazda!
Ich okrzyk niósł się za nią, niósł ją samą, w pełnym uniesieniu, w dziwnej lekkości bytu, która z potężną mocą porwała ją w dal, wciągając ją w wir barw i gwiezdnego pyłu, który zdawał się wypełniać jej pysk, nos, oczy, ją całą. Wszystkie otrzymane dary wirowały wraz z nią, niczym miliardy świetlików, które stopniowo zdawały się stapiać z jej futrem, aż w końcu kocica otworzyła oczy i zdała sobie sprawę z tego, że znowu znajduje się nad sadzawką w zagajniku. Dokonało się, nie była już wojowniczką Klanu Cienia. Była jego przywódcą i wiedziała doskonale, że teraz Gwiezdni odprowadzą ją do domu bezpiecznie oświetlając jej ścieżkę. Nastało nowe panowanie, nowa gwiazda zajaśniała na niebie, a druga tutaj - pośrod żywych.
Czas wracać do domu.


//zt

Płomyk + 15 exp
Topniej i Mknący + 10 exp
_________________


We came all this way
But now comes the day
To bid you farewell

Many places I have been
Many sorrows I have seen
But I dont regret
Nor will I forget
All who took the road with me

Ostatnio zmieniony przez Srebrzysty Pazur 2019-10-16, 15:57, w całości zmieniany 4 razy  
 
  Statystyki - lvl: 6 | S: 22 | Zr: 10 | Sz: 9 | Zm: 9 | HP: 75 | W: 75 | EXP: 255/350
 
Płomykówkowa Gwiazda
Przywódca
dystans



Klan:
cien

Księżyce: 35 [listopad]
Mistrz: Wiewiórczy Ogon
Płeć: Kotka
Matka: Łasicze Futerko [NPC]
Ojciec: Jastrzębi Krzyk [NPC]
Ciąża: nie
Życia: 9
Multikonta: Słonecznikowa Pestka [KW]; Niedźwiedzi Kieł [KR]; Gniewosz [KG]; Wzburzona Woda [GK]; Żonkilowa Łapa [GK]; Żuczy Grzbiet [GK]

Wysłany: 2019-10-16, 18:34   
   Wygląd: Wysoka (jedna z najwyższych w Cieniu, jak nie w całym lesie), dobrze zbudowana, długowłosa ruda pointka o głębokich, niebieskich oczach. | KP
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=326947#326947


Przekonamy się. To brzmiało groźnie, bo musiała być gotowa. Nie mogła sobie pozwolić na błędy, nie przy czymś tak ważnym jak przywództwo. Fakt, sama mówiła, że koty to koty. Że każdy czasem popełni jakiś błąd. Była w stanie to zrozumieć. Wybaczyć w razie potrzeby. Ale ona sama od zawsze dążyła do najlepszego. Nie popełniała błędów. Nigdy. Nie pamiętała ani jednej sytuacji, która poszłaby źle. Chyba że jej znikający terminatorzy, ale nie mogła nic z tym zrobić. Próbowała interweniować, ale się nie udało. Do teraz czasem miewała chwile, kiedy uważała ich zniknięcie za swoją winę, jednak poza tym od momentu wyjścia z lecznicy wszystko szło znakomicie. Cały czas kierowała się tym, że musi być bezbłędna, a więc tak było również i tym razem. Nie mogła się przekonywać. Musiała być gotowa.
Nie miała jednak czasu o tym myśleć, bo nim zdążyła chociażby zebrać się do jakiejś odpowiedzi, Gwiezdni rozpoczęli ceremonię. Pierwszy wyszedł do niej kot, który kogoś jej przypominał, ale nie była pewna kogo. Dopiero kiedy się przedstawił skojarzyła fakty. Poprzedni zastępca klanu Cienia, jeszcze przed Wiewiórczym Ogonem. Kiedy mówił, wpatrywała się w kocura z ledwie widocznym zaciekawieniem. Gdyby sprawy potoczyły się inaczej, to być może on stałby teraz w jej miejscu. Pierwszy dar. Nadzieja. Słowo bardzo pokrzepiające, a jednocześnie jakby ciężkie, bo wiązało się z nim naprawdę sporo. Płomykówka coś o tym wiedziała, bo kiedy przez tyle księżyców tkwiła w lecznicy, to właśnie nadzieja była jej głównym napędem, to dzięki niej nie straciła wiary, że kiedyś jej się uda, choć miała momenty zwątpienia. Szepczący Pył dotknął ją nosem, a wtedy poczuła wstrząsający dreszcz, po którym nadeszło uczucie beztroski. Beztroski, jakiej bardzo dawno nie czuła. Tak, nadzieja była czymś, co z pewnością było jej potrzebne. Nie wątp, idź naprzód, nie poddawaj się nigdy. Ty jesteś jego siłą. Prowadź ich bezpiecznie. Kiedy kocur skończył mówić, skinęła mu lekko głową, w pewnym sensie jakby akceptowała jakieś zadanie. Miał rację. To ona była teraz kimś, kto będzie musiał prowadzić cały Cień do przodu. A do tego potrzebowała właśnie tego, żeby nigdy się nie poddawać. Nigdy więcej znowu.
Kiedy kocur się wycofał, jego miejsce zajął ktoś, kogo Płomykówka z pewnością ani nie znała, ani nie kojarzyła. Przyjrzała się z jeszcze większym zainteresowaniem niedużej kocicy. Coś, co z pewnością docenisz. Doceniała każdy dar, każde życie, jednak sposób, w jaki buro-biała to powiedziała, sprawił, że to "coś" bardzo ją zainteresowało. Gdy kocica przyglądała się jej, Płomykówkowy Lot miała wrażenie, jakby przenikała przez jej skórę i kości w jakieś najgłębsze zakamarki jej duszy, jakby próbowała coś ocenić. Co takiego? Nie poruszyła się, nie wykonała żadnego gestu. Czekała, aż kocica sama się odezwie. I się odezwała. Rozsądek i troskliwość. Rozwaga. Brak wybuchów emocji. Rodzina. Och. Nigdy nie traktowała całego klanu dosłownie jak rodziny, nigdy nie byli jej aż tak bardzo bliscy, ale przez swoją długą podróż nauczyła się, aby się o nich troszczyć, aby żyć, chociaż częściowo, dla nich. Kiedy Kacza Sadzawka dotknęła ją nosem, w pierwszej chwili poczuła ciężar, jednak zaraz za nim nadeszło uczucie siły i pewności. Zupełnie tak, jakby ze wszystkim mogła sobie dać radę, co chyba bardzo dobrze obrazowało to, jaką rolę grały rozsądek i cierpliwość w rozwiązywaniu spraw.
Następny pysk był jej bardzo dobrze znany. Wiewiórczy Ogon nie wyglądał na pewnego siebie, ale mimo to... był. Jej mistrz i jednocześnie poprzednik, z którym przed jego śmiercią raczej nie miała dobrych relacji, do którego czuła pewny żal, ale jednak cieszyła się, że widziała akurat jego. Była również zaintrygowana tym, jaki dar chciał jej wręczyć. Po wszystkim, co się wydarzyło, było bardzo wiele rzeczy, jakie przychodziły jej na myśl. Tego, co usłyszała, niekoniecznie się spodziewała, ale zrozumiała od razu. Mądrość. Faktycznie nie musiał nic więcej dodawać. To było jasne jak słońce. Niby była to rzecz trywialna, a jednak tak naprawdę składało się na nią tyle innych elementów i była tak bardzo potrzebna, jeśli nie chcieli, żeby dalej dochodziło do sytuacji, w których terminatorzy umierają, bo nie umieją walczyć. Wiewiórczy Ogon również zetknął swój nos z jej własnym, co przywołało do niej wspomnienie z jej ceremonii na terminatora tak wiele księżyców temu. Tym razem jednak było to coś więcej, bo znowuż to poczuła wielką siłę i pewność siebie. Wszystko wydało jej się inne, ostrzejsze, ważniejsze, a jednocześnie przez krótką chwilę czuła się tak, jakby nie było przed nią rzeczy nieodgadnionych, jakby mogła zrobić wszystko.
Nie trwało to długo. Chwila przeminęła. Następny kot do niej podszedł, a serce Płomykówki przyspieszyło gwałtownie, kiedy w czarnym kocie rozpoznała Migotliwą Łapę. Widziała ją już wcześniej, oczywiście, ale łudziła się, że to ktoś inny. Teraz jednak nie było żadnych złudzeń. To była ona. Jej siostra. Ale... ale jak to? Przecież kiedy wyruszali z obozu żyła! Miała się dobrze, dostała nowego mistrza, miała w końcu skończyć trening! Miało być lepiej, mieli mieć rodzinę, Łasicze Futerko zresztą znowu była w ciąży... Po raz drugi tego dnia Płomykówkowy Lot nie miała pojęcia, co powinna zrobić. Tym razem jednak nie dała się złamać. Nawet nie drgnęła, chociaż przez jej pysk przeszedł cień niepewności i wahania. Jak zginęła? Co się stało? Miała ochotę spytać, ale obawiała się, że wtedy głos odmówi jej posłuszeństwa. Nie była z siostrą szczególnie blisko, ale to wciąż była jej rodzina. Chciała dla niej jak najlepiej, a jednak widziała ją teraz w Gwiezdnym Klanie i przed wyruszeniem nawet nie zdążyła się pożegnać! Kiedy Migotka się odezwała, kocica zacisnęła szczęki. To nie tak powinno wyglądać. Z pewnością nie tak. Ale nie mogła zmienić czasu, a więc mogła jedynie przyjąć kolejny dar. Miłość. Na sam dźwięk tego słowa poczuła lekkie ukłucie w sercu, ale wciąż pozostawała na miejscu nieruchoma. Miała się nie poddawać emocjom, a więc to właśnie robiła. Trzymała je na dystans. Może potem będzie miała czas na zastanowienie się nad śmiercią Migotki. To było najlepsze wyjście, prawda?Następne słowa siostry uderzyły ją jednak w punkt i po raz pierwszy poczuła się tak, jakby wszystkie jej dotychczasowe wartości były błędne. Zatraci się w sobie? Co to oznaczało? Przecież od zawsze taka była. Nie ignorowała tego, co czuła, kompletnie, jednak zazwyczaj spychała to na boczny tor. Może Migotka próbowała ją ostrzec? Powiedzieć, żeby nie przekroczyła tej właśnie granicy?Och. Możliwe. Musiała być ostrożna, ale nie zamierzała rezygnować z tego, w co wierzyła. Starała się mimo wszystko mieć swoje uczucia na uwadze, ale wciąż uważała je za słabość. Myślała też, że całkiem dobrze je zna i umie rozpoznawać, a jednak kiedy i Migotliwa Łapa dotknęła ją nosem, poczuła falę tak silnych emocji, że nie była nawet pewna, czym były. Nie potrafiła określić tego, jak się czuła. Było ich za dużo. Jednak wszystkie uczucia były ciepłe, silne i szczere, co do tego była pewna. Niepewne było tylko to, jak utrzymać złoty środek. Jak uniknąć "zatracenia", a jednocześnie pozostać sobą. To było coś, z czym chyba musiała poradzić sobie sama, ale dar Migotki mógł jej w tym pomóc. Wzięła głęboki wdech. Szczerze powiedziawszy... nie chciała, aby siostra odchodziła, ale wiedziała, że nie miała wyboru. Była w środku ceremonii. Topniejący i Mknący czekali. Klan czekał. Nawet jeśli miłość była ważna, w tym i rodzinna miłość, nie mogła dać się jej zaślepić. Na to między innymi przecież zawsze uważała. Obserwowała więc jak Migotliwa Łapa odchodzi, zatrzymując na niej spojrzenie na znacznie dłużej niż poprzednich Gwiezdnych, a na następnego kota przeniosła wzrok dopiero wtedy, kiedy stanął tuż przed nią.
Był to nie kto inny jak Wężowa Gwiazda. Poczuła mimowolny, zimny dreszcz na świeże wspomnienie jego trupa, którego znalazła jeszcze dziś rano; nie bała się śmierci, ale ta była tą jedyną, która wręcz ją przeraziła. Teraz stała przed obliczem poprzedniego przywódcy znacznie silniejsza. Nie bała się; miała obawy, nie była niczego pewna, ale nie czuła już dłużej tego przeraźliwego strachu. Kolejny dar. Siła i oddanie. Gdyby Płomykówka była bardziej ekspresyjna, może by się aż uśmiechnęła, ale w tej sytuacji jedynie skinęła lekko głową, jakby na znak zgody. Prawda, już od dawna wiedziała, że bycie wojownikiem, zastępcą, przywódcą czy kimkolwiek innym nie było jedynie pełne chwały i splendoru, nawet jeśli kiedyś tak jej się zdawało. To była ogromna odpowiedzialność. I podobnie jak kiedyś uważała za podstawę właśnie siłę, tak z czasem się to zmieniło i wiedziała, że oddanie było tu istotną częścią daru. Przy zetknięciu się z Wężową Gwiazdą nosami towarzyszyło jej uczucie wielkiej siły, większej niż czuła kiedykolwiek w życiu. Przyjemne uczucie, bo mimo wszystko wciąż była to dla niej ważna wartość.
Bury kocur musiał w końcu ustąpić następmemu kotu, którym okazała się Grzybowa Polana. Gdyby Płomykówka była mniej taktowna, na pysk z pewnością cisnęłoby jej się pytanie, jak właściwie umarła, bo jej śmierć wciąż była dla niej sporą zagadką, ale nie powiedziała nic. Nie znała dobrze wojowniczki, jednak jej dar był równie cenny, co każdy poprzedni. Uważne słuchanie innych. Z tym miała sporo doświadczenia. Szczególnie z wcale nie takim prostym przekazywaniem swoich myśli, bo jak bardzo ceniła sobie rzeczowość, tak sama lubiła mówić enigmatycznie i zostawiać wiadomości dla rozmówcy między wersami, tak więc nauczyła się, żeby zawsze analizować wszystko dokładniej. Po chwili również Grzyb przekazała jej dar, dotykając nosem jej nosa; to uczucie było zdecydowanie najdziwniejsze. Czuła, jakby słyszała każdy możliwy dźwięk, nawet ocieranie się o siebie źdźbeł trawy.
Od tego wszystkiego pewnie zakręciłoby jej się poważnie w głowie, gdyby nie to, że pojawiła się przed nią Bluszczowy Wąs. Nie spodziewała się jej obecności. Rozmawiały właściwie tylko raz i nie była to zbyt pasjonującą rozmowa, jednak dar Bluszcz wcale nie był mniej ważny. Umiejętność chłodnej oceny sytuacji. Kiedy trzeba było coś rozstrzygać, kiedy trzeba było się zdystansować, to właśnie było najpotrzebniejsze. Szylkretka nie powiedziała nic więcej, a więc i Płomykówka się nie odezwała. Zamiast tego skupiła się na kolejnej dziwnej sensacji, jaka ją dotknęła. Sama nie potrafiła opisać tego, co działo się z nią w następnych kilka chwil, ale z transu wyrwała się dzięki przybyciu kolejnej kocicy.
Nie wiedziała, jak się nazywała i chyba nie było jej dane poznać jej imienia, ponieważ nawet się nie przedstawiła. Przeszła od razu do rzeczy i również jedynie krótko powiedziała swoją formułkę, co wcale córce Łasiczego Futerka nie przeszkadzało. Lubiła rzeczowość i konkretność, ale była zaintrygowana tym, z kim właściwie miała do czynienia. Jakiś przodek z klanu Cienia, może ktoś niegdyś ważny? Nie była pewna, ale nie spieszyło jej się pytać. W ogóle rzadko kiedy o cokolwiek pytała. Kolejnym darem była zdolność rozwiązywania problemów. Przypomniała sobie niedawną sytuację na ostatniej ceremonii oraz sceny z pogrzebu Barszczowej Łapy. To było coś, co nie mogło się powtórzyć, a właśnie ta umiejętność mogła na tym zaważyć. Tym razem żadnych dziwnych sensacji nie było. Nie, wręcz przeciwnie, wszystko było tak łatwego i dosłowne, że w istocie było niemal jak rozwiązany problem. Zdziwiło ją to trochę; coś tak prostego, a jednocześnie znaczącego. Pomyślałaby nad tym trochę dłużej, ale wtedy podszedł do niej kocur, który ją tu przyprowadził.
Jasny Poranek. A więc tak brzmiało jego imię. Słyszała je już kiedyś. Dawny medyk klanu Cienia. Kiedy tak przemawiał, zrozumiała, dlaczego został na sam koniec. Cierpliwość oraz wielki spokój. Dar oraz wszystko to, co kocur na jego temat powiedział, był niemal jak podsumowanie wszystkiego, co tej nocy otrzymała. Skinęła kocurowi głową, a kiedy ten dotknął ją nosem, faktycznie poczuła ten "wielki spokój"; na tym jednak się nie skończyło, bo niósł on za sobą pewne rozwiązania. Ukazywał rzeczy, których wcześniej nie widziała. Niesamowite. To było nawet dość błogie uczucie. Dopiero kiedy Jasny Poranek odezwał się ponownie w pełni wyrwała się z transu i zdała sobie sprawę z tego, że to już był koniec. Wszystko. Całe dziewięć żyć. Gwiezdni zaczęli skandować jej nowe imię, Płomykówkowa Gwiazda, długie, nietypowe, a jednak dumne. Imię przywódcy. Wyprostowała się dumnie, ale to wszystko, Gwiezdny Klan i dary, zaczęło ją przytłaczać, wtapiać się w nią, oblepiać. Nawet nie wiedziała kiedy dokładnie się obudziła, ale wiedziała jedno. To z pewnością był początek kolejnej ścieżki.
Nie chciała ruszać po ciemku, a więc była skłonna zostać. Poczekać, aż słońce wyjdzie zza horyzontu. Musiała zjeść, a poza tym chciała dać Topniejącemu Lodowi i Mknącej Łapie więcej czasu na odpoczynek. W końcu nawet jeśli klan czekał, oni też byli jego częścią. Częścią jej klanu. I o nich w pierwszej kolejności musiała zadbać, jeszcze zanim przebędą powrotną drogę i zacznie się pierwsza ceremonia, którą miała poprowadzić ona.

/zt
_________________

but now I’ll start to close my eyes
block my ears from all this noise,
n e v e r looking back this time

・・・・・・・・★・・・・・・・・

somehow I get the feeling that
in the end I'll be a l r i g h t. ̖́-
  Statystyki - lvl: 4 | S: 16 | Zr: 11 | Sz: 7 | Zm: 5 | HP: 75 | W: 55 | EXP: 115/300
 
Mknąca Łapa.
Terminator
milczek



Klan:
cien

Księżyce: 13 (XI)
Mistrz: Płomykówkowa GWIAZDA
Płeć: Kocur
Matka: Ciemna Toń
Ojciec: Olchowy Szept
Multikonta: Miętowy Pąk, Gałązka (KW); Bursztynowy Wschód (KR)
Wysłany: 2019-10-17, 22:24   
   Wygląd: Dość wysoki, bury, długowłosy klasycznie pręgowany kocur o jasnozielonych oczach [KP]
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=354137#354137


Cóż miałem robić, siedziałem i czuwałem przy jasnej kotce. Zagajnik był spokojny, a w jego atmosferze nie było czuć żadnego zagrożenia, jednak chciałem być czujny. Powoli się umyłem, metodycznie oczyszczając długą, burą sierść z zabrudzeń różnej maści, choć najtrudniej było mi pobyć się obrzydliwego w smaku błota. Kątem oka obserwowałem Płomykówkę, jednak nic szczególnie ciekawego się nie działo poza drgnięciami jej ciała, w końcu więc skupiłem się po prostu na sobie, na toalecie.
W końcu Płomykówka wróciła do świata żywych, jednak pozwoliła nam odpocząć. Skwapliwie z tego korzystałem, czując zmęczenie po tak długiej podróży, a także dziwną suchość w pysku. Próbowałem się przespać, jednak tylko niespokojnie drzemałem, czując się co najmniej dziwnie. Myślałem jednak, że to tylko skutki uboczne tak długiego podróżowania, więc nic nie powiedziałem nowej Gwieździe ani swojemu nauczycielowi, tylko przemilczałem, gdyż w końcu ruszyliśmy w drogę powrotną.

/zt
_________________

xThat's xthe xpxrxixcxex you xpayx
Leave behind your heartache, cast away
Justxix anotherxx productxx ofxx today
Rather be the hunter than the prey

»»━━━  ━━━««
  Statystyki - lvl: 2 | S: 10 | Zr: 5 | Sz: 7 | Zm: 4 | HP: 60 | W: 50 | EXP: 90/150
 
Topniejący Lód
Wojownik
narcyzm



Klan:
cien

Księżyce: 22 [XI]
Mistrz: Płomykówkowy Lot
Płeć: Kocur
Matka: Kukułcze Jajo
Ojciec: Chrzanowy Korzeń
Multikonta: Szarotkowa Łapa [KRz]; Wróbelek [S]; Krwawnik [KW]
Wysłany: 2019-10-18, 07:13   
   Wygląd: Szczupły, wysoki niebieski, tygrysio-pręgowany kot o długim futrze z białymi znaczeniami. Posiada złoto-brązowe oczy.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=332427#332427


Podczas gdy kocica beztrosko spała, rzekomo otrzymując życia, wojownik polował na kolejnego już gryzonia. W istocie: miejsce to roztaczało jakąś aurę, wszakże polowanie przychodziło kocurowi nienaturalnie łatwo i szybko. Co prawda wiedział, że jest perfekcyjny, a jakaś mała mysz nie powinna sprawiać mu problemu, ale i tak było to z lekka zastanawiające, że zwierzyna właściwie sama pchała mu się pod łapy. Nie trzeba więc mówić, że nie zajęło mu to dużo czasu. Wrócił akurat w momencie, gdy Płomykówkowa już Gwiazda zaczęła się wybudzać. Podszedł do dwójki kotów, szczególną uwagę skupiając na swojej mistrzyni, jakoby doszukiwał się w niej jakichś zmian, ale niczego nie dostrzegł. Położył za to piszczki pod łapami, a kiedy przywódczyni oznajmiła, że powinni chwilę odpocząć, niemal nie odetchnął w myślach. Nie zniósłby tego, że miałby znowu iść; poza tym on harował, w czasie gdy pointka, można powiedzieć, że spała, a jej terminator siedział i mył z tego syfu. Niebieski zaczął więc jeść upragnione mięso, a po posiłku zasnął, budząc się idealnie z powrotem słońca, kiedy mieli ruszać w drogę powrotną.

zt
  Statystyki - lvl: 3 | S: 10 | Zr: 12 | Sz: 7 | Zm: 4 | HP: 75 | W: 45 | EXP: 195/200
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme Saphic 1.2 created by Sopel & Sklep internetowy | Modified by Foka

Fort Florence











Bleach OtherWorld

SnM: Naruto PBF





Smocze RPG - Smoki Wolnych Stad

HogwartDream



amaimon

vampire-knight

the-avengers