Poprzedni temat «» Następny temat
Kolczasty Bez
Autor Wiadomość
Bursztynowy Wschód
Wojownik
carpe diem



Klan:
rzeka

Księżyce: 31 (XI)
Mistrz: Sowia Przełęcz
Płeć: Kocur
Matka: Zroszony Listek [NPC]
Ojciec: wolę nie mieć (Brudny Kamień [NPC])
Partner: Kukułka (finally!)
Multikonta: Miętowy Pąk, Gałązka (KW); Mknąca Łapa (KC)
Wysłany: 2019-05-15, 22:36   
   Wygląd: Wysoki, szczupły, krótkowłosy rudy, klasycznie pręgowany kocur z bielą na łapach, brzuchu, piersi, pysku i kawałku łba z bursztynowymi oczami [KP]
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=7541


Wschód tak naprawdę tak się skupił na swoich słowach, by nie były zbyt agresywne i nie wylewały z niego wszystkich negatywnych uczuć, że nawet nie zwrócił uwagi na pogardliwe spojrzenia Pustułki. Zresztą, co to była dla niego za różnica, ona zawsze tak na niego patrzyła, jakby była nie wiadomo kim. Sam jednak uspokoił swoje sumienie, bo powiedział co miał, i przeprosił. Czas na ruch szylkretki.
Zjeżył jednak lekko sierść na karku, słysząc jej pierwsze słowa. I to późniejsze mam nadzieję, że się poprawisz, jakby strofowała niesfornego terminatora. No przepraszam bardzo, kto tu jest wojownikiem, a to jeszcze siedzi w uczniowskiej randze?
Rozchylił lekko pysk, chcąc już odpysknąć, kiedy siostra położyła ma łapę na barku. Ten gest sprawił, że jego sierść momentalnie opadła, jego pysk lekko się przymknął, a wzrok wyrażał nie tyle zdziwienie, co szok. Jeszcze nigdy Pustułka nie posunęła się do czegoś takiego wobec niego, i to go wmurowało w ziemię. Trwało to zaledwie jednak uderzenie serca, może dwa, i się skończyło, a kolorowa ruszyła dalej. Rudas pozbierał więc swoją szczękę z ziemi, po drodze zgarnął swoje ego, odwrócił się i ruszył za długowłosą, po drodze chrząkając lekko, bo tak jakoś zaschło mu w pysku.
- Właściwie... - zaczął, kiedy już dogonił szylkretkę. Nie musieli się spieszyć, rudy był pewny, że Bukowa Kora poradzi sobie sam i jakoś nie czekał specjalnie na ich towarzystwo. - Dlaczego od małego nas unikałaś? W sensie już w kociarni trzymałaś się z daleka. - machnął lekko ogonem i strzepnął uchem, słysząc trele jakiegoś ptaszka na gałęzi nad nimi. Cicho siedź, tu sie toczy poważna rozmowa.
_________________



You don't know what you're hiding from
How did life become such a sad song
You don't know what you're fighting for
What you came here for, feeling all alone

You can't hold onto what's past
Nothing .xis.x made .xto.x last
After the sun has had it's rest
It will arise, and light up the sky!

You can't hold on to what's gone
Don't try to fix it, just move on
Only then, you'll see the world
xaxlxl xxbxrxaxnxdxx nxexwx
  Statystyki - lvl: 4 | S: 13 | Zr: 9 | Sz: 10 | Zm: 7 | HP: 75 | W: 55 | EXP: 230/300
 
Pustułczy Wrzask
Wojownik
gnijąca panna młoda



Klan:
rzeka

Księżyce: 29
Mistrz: Jaskółczy Śpiew
Płeć: Kotka
Matka: Jaskółczy Śpiew
Partner: Brzoza
Multikonta: Źródlana Łapa [KC] Modliszka [KW] Ryk [KG]
Wysłany: 2019-05-18, 09:54   
   Wygląd: Te czasy gdy Pustułka była malutką minęły. Stała się wielką, umięśnioną kocią, o średniej wielkości szaro niebieskich oczach o kształcie migdałów. Jest wysoka, ma krępa łapy. Cały efekt masywności dopełnia kupa jedwabistego, bardzo długiego futra, które otula jej ciało. Owa sierść ma rudoczarny kolor, który dopełnia sporej wielkości biały pysk.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=7639


Gdy kocur się z nią zrównał wyprzedziła go o zaledwie kilka kroków, by zadbać o przestrzeń. Gdy ten zadał kolejne pytanie odwróciła gwałtownie łeb w jego stronę. Jej wzrok był pusty, jakby zupełnie zapomniała że przed chwilą doszło do tak ważnej rozmowy. Pfff. Oczywiście że zapamiętała. Nie jest idiotką.
-Wiesz jacy byli nasi rodzice. Byłam pewna że jesteście tacy sami, więc trzymałam się daleko. Nie wykluczałam że jesteście okej, ale łatwiej było nie ryzykować.- miauknęła węsząc po granicy. Jej nos szumiał cicho podczas wciągania w nozdrza powietrze. Ogon bujał się między nogami, uszy były postawione wysoko, oczy maksymalnie otworzone. Nic nie powinno jej umknąć. Bukowa Kora nie był nawet w zasięgu jej wzroku, ale widocznie bury nie przejmował się tym że pogubił po drodze towarzyszy. Ale dla brudnego rodzeństwa to nawet dobrze, mają chwilę na pogadankę. Teraz chłopczyca ma pytanie do rudego, i niech lepiej jej prędko odpowie.
-Czemu powiedziałeś Śnieżce że zaatakowałam kociaka? To przecież nie prawda. -mruknęła chłodno. Nie chciała okazywać niczego większego, niczego co ciągnęło by za sobą jakieś niekontrolowane zdarzenia. W końcu kto wie, to może być użyte potem przeciwko niej. Brat może się zgrywać. Nie ufa mu. I najpewniej nigdy już nie zaufa. Ale kto wie. Zobaczymy.
_________________

»Dzieje s ze m n ą coś bardzo p i ę k n e g o«


Śni
mi się zamieć



·Śni mi się mróz·

Przez °zjednoczon stany lękowe
W śmierć zaprzężony ciągnie mnie wóz

  Statystyki - lvl: 4 | S: 12 | Zr: 13 | Sz: 9 | Zm: 6 | HP: 70 | W: 55 | EXP: 15/300
 
Bursztynowy Wschód
Wojownik
carpe diem



Klan:
rzeka

Księżyce: 31 (XI)
Mistrz: Sowia Przełęcz
Płeć: Kocur
Matka: Zroszony Listek [NPC]
Ojciec: wolę nie mieć (Brudny Kamień [NPC])
Partner: Kukułka (finally!)
Multikonta: Miętowy Pąk, Gałązka (KW); Mknąca Łapa (KC)
Wysłany: 2019-05-18, 19:34   
   Wygląd: Wysoki, szczupły, krótkowłosy rudy, klasycznie pręgowany kocur z bielą na łapach, brzuchu, piersi, pysku i kawałku łba z bursztynowymi oczami [KP]
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=7541


Kiedy go wyprzedziła, Wschód, na przekór, spiął mięśnie i jednym, zgrabnym susem znalazł się znów na równi z nią. Co to ma być, że ona leci przodem, aż tak jej się do Buka spieszyło? No jak widać niekoniecznie, bo nie dość, że odpowiedziała na pytanie Wschoda, to jeszcze zadała swoje! Jednak, kiedy je usłyszał, westchnął i położył uszy lekko. Ah ta Śnieżka, ona wszystko przekręca ostatnio. Sama cała jakaś przekręcona jest. Rudy czuł, że przez to, że coraz mniej ze sobą rozmawiają mają coraz większy problem się dogadać.
- Powiedziałem jej że wystraszyłaś kociaka. - mruknął. Bo jakoś tak to było, a Wschód może powtarzać Śnieżce a ta i tak swoje. - Jak poszłaś to się rozbeczał i zesmarkał mi całe futerko. - mlasnął, lekko zniesmaczony na wspomnienie późniejszej toalety, jak musiał się dokładnie czyścić żeby te smarki wygrzebać. Nawet kąpiel mu nie pomogła!
_________________



You don't know what you're hiding from
How did life become such a sad song
You don't know what you're fighting for
What you came here for, feeling all alone

You can't hold onto what's past
Nothing .xis.x made .xto.x last
After the sun has had it's rest
It will arise, and light up the sky!

You can't hold on to what's gone
Don't try to fix it, just move on
Only then, you'll see the world
xaxlxl xxbxrxaxnxdxx nxexwx
  Statystyki - lvl: 4 | S: 13 | Zr: 9 | Sz: 10 | Zm: 7 | HP: 75 | W: 55 | EXP: 230/300
 
Pustułczy Wrzask
Wojownik
gnijąca panna młoda



Klan:
rzeka

Księżyce: 29
Mistrz: Jaskółczy Śpiew
Płeć: Kotka
Matka: Jaskółczy Śpiew
Partner: Brzoza
Multikonta: Źródlana Łapa [KC] Modliszka [KW] Ryk [KG]
Wysłany: 2019-05-19, 17:16   
   Wygląd: Te czasy gdy Pustułka była malutką minęły. Stała się wielką, umięśnioną kocią, o średniej wielkości szaro niebieskich oczach o kształcie migdałów. Jest wysoka, ma krępa łapy. Cały efekt masywności dopełnia kupa jedwabistego, bardzo długiego futra, które otula jej ciało. Owa sierść ma rudoczarny kolor, który dopełnia sporej wielkości biały pysk.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=7639


A. Chyba że w ten sposób. Ptaszyna na szczęście Wschoda nie słyszała dokładnie ich rozmowy, i nie wiedziała co na prawdę powiedział. No ale cóż, było minęło. Da się przeżyć. Pogodzenie z rodzeństwem widocznie czas zacząć. Coś zapiekło Ptaszynę w kościach. Potrzebowała rozmowy z kimkolwiek.
-Boje się-wyznała cierpkim głosem, przełykając jakby kamień. Nastroszyła lekko sierść na grzbiecie, która zdążyła równie szybko opaść.-Boję się że jeśli Brzoza wróci nie będzie chciała znów dołączyć do klanu. Jeśli w ogóle wróci.- miauknęła zmartwionym głosem. Posłała spojrzenie jasnych oczu kocurowi. -Wtedy będę rozdarta pomiędzy nią a klanem.- chrząknęła cicho, i zmarszczyła nos. Co jest dla niej ważniejsze? Klan czy Brzoza? Doskonale znała odpowiedź, niestety. Może brat jej doradzi czy coś. Zmrurzyła zmęczone oczy.
-Co ja mam wtedy zrobić, powiedz mi.- mruknęła, z trudem przekładając łapę za łapą. Bez klanu czuła by się zagubiona, ale jednocześnie nie mogła być w nim szczęśliwa bez Brzozy. A z Brzozą byłaby radosna zawsze. Miłość w końcu wymaga poświęcenia, no nie?
_________________

»Dzieje s ze m n ą coś bardzo p i ę k n e g o«


Śni
mi się zamieć



·Śni mi się mróz·

Przez °zjednoczon stany lękowe
W śmierć zaprzężony ciągnie mnie wóz

  Statystyki - lvl: 4 | S: 12 | Zr: 13 | Sz: 9 | Zm: 6 | HP: 70 | W: 55 | EXP: 15/300
 
Bursztynowy Wschód
Wojownik
carpe diem



Klan:
rzeka

Księżyce: 31 (XI)
Mistrz: Sowia Przełęcz
Płeć: Kocur
Matka: Zroszony Listek [NPC]
Ojciec: wolę nie mieć (Brudny Kamień [NPC])
Partner: Kukułka (finally!)
Multikonta: Miętowy Pąk, Gałązka (KW); Mknąca Łapa (KC)
Wysłany: 2019-05-20, 19:19   
   Wygląd: Wysoki, szczupły, krótkowłosy rudy, klasycznie pręgowany kocur z bielą na łapach, brzuchu, piersi, pysku i kawałku łba z bursztynowymi oczami [KP]
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=7541


Przekrzywił lekko uszy, zerkając na kotkę po jej pierwszych słowach. Boi się? Czego, tego brzydkiego lasu czy tych kolców rosnących przy granicy? Już miał jakoś zakpić z siostry, jednak ta mądrze kontynuowała to, co mówiła, a rudy mógł co najwyżej ugryźć się w język. Tak to jest, panie mądry, jak się najpierw gada, a potem myśli, tu przynajmniej nie zdążył jeszcze niczego palnąć.
Patrzył przed siebie, żeby się nie wywalić na pysk, jednak dalej słuchał słów Pustułki. Szczerze mówiąc sam by nie wiedział, co zrobić w tej sytuacji. Nawet nigdy raczej się w niej nie znajdzie, bo ta czarna wywłoka spoczywała pod ziemią i raczej szybko się z niej nie podniesie. Albo i wcale nie. Tak bywa.
- Na pewno będziesz musiała pogadać z Brzozą. - mruknął, przeskakując jakiś kamyk, co to nagle wyrósł mu na drodze. - No bo, jeśli by tu wróciła, a nie chciałaby dołączyć do klanu, to po co by wracała? - mruknął, posyłając kotce spojrzenie z uniesioną brwią. Kolorowa, właśnie, powiedz mi, po co.
_________________



You don't know what you're hiding from
How did life become such a sad song
You don't know what you're fighting for
What you came here for, feeling all alone

You can't hold onto what's past
Nothing .xis.x made .xto.x last
After the sun has had it's rest
It will arise, and light up the sky!

You can't hold on to what's gone
Don't try to fix it, just move on
Only then, you'll see the world
xaxlxl xxbxrxaxnxdxx nxexwx
  Statystyki - lvl: 4 | S: 13 | Zr: 9 | Sz: 10 | Zm: 7 | HP: 75 | W: 55 | EXP: 230/300
 
Pustułczy Wrzask
Wojownik
gnijąca panna młoda



Klan:
rzeka

Księżyce: 29
Mistrz: Jaskółczy Śpiew
Płeć: Kotka
Matka: Jaskółczy Śpiew
Partner: Brzoza
Multikonta: Źródlana Łapa [KC] Modliszka [KW] Ryk [KG]
Wysłany: 2019-05-21, 17:17   
   Wygląd: Te czasy gdy Pustułka była malutką minęły. Stała się wielką, umięśnioną kocią, o średniej wielkości szaro niebieskich oczach o kształcie migdałów. Jest wysoka, ma krępa łapy. Cały efekt masywności dopełnia kupa jedwabistego, bardzo długiego futra, które otula jej ciało. Owa sierść ma rudoczarny kolor, który dopełnia sporej wielkości biały pysk.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=7639


I dobrze że ugryzł się w język, Pustułka nie jest kotem w którego można rzucać złośliwościami bez odpowiedzi. Zapewne też by się odgryzła, a to mową, a to ruchem. Była złym typem, kimś agresywnym, ale inteligentnym i sarkastycznym. No i oczywiście dobry z niej stratyk, co pomaga w niemal wszystkim.
Gdy kocur wziął głos odwróciła na niego wzrok. No, tego że ma z nią pogadać to się domyśliła, jednak kolejne jego słowa nieco ją rozdrażniły. Odpowiedziała mu spojrzeniem głupa i prychnęła cicho trącąc go w bark.
-Bo mnie kocha. Właśnie dlatego.- ryknęła ironicznie i ruszyła dalej sunąc łapami nieco szybciej niż wcześniej. Traciła chęci na pogadanki z bratem. Gratulacje, jesteś pierwszym kotem któremu udało się tak dobić to bydle. Trochę się nie musiałeś nawet starać. Wstrząsnołeś nią z użyciem jednego zdania.
//gniot D:
_________________

»Dzieje s ze m n ą coś bardzo p i ę k n e g o«


Śni
mi się zamieć



·Śni mi się mróz·

Przez °zjednoczon stany lękowe
W śmierć zaprzężony ciągnie mnie wóz

  Statystyki - lvl: 4 | S: 12 | Zr: 13 | Sz: 9 | Zm: 6 | HP: 70 | W: 55 | EXP: 15/300
 
Bursztynowy Wschód
Wojownik
carpe diem



Klan:
rzeka

Księżyce: 31 (XI)
Mistrz: Sowia Przełęcz
Płeć: Kocur
Matka: Zroszony Listek [NPC]
Ojciec: wolę nie mieć (Brudny Kamień [NPC])
Partner: Kukułka (finally!)
Multikonta: Miętowy Pąk, Gałązka (KW); Mknąca Łapa (KC)
Wysłany: 2019-05-22, 19:47   
   Wygląd: Wysoki, szczupły, krótkowłosy rudy, klasycznie pręgowany kocur z bielą na łapach, brzuchu, piersi, pysku i kawałku łba z bursztynowymi oczami [KP]
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=7541


Jakby miał się gryźć w język za każdym razem, kiedy z jego pyska ma wylecieć coś umiarkowanie niemądrego, to już dawno pozbyłby się tej części, a była jedną z jego ulubionych. Mógł czasem kłapać jęzorem cały dzień, nieważne, czy rozmawiając o poważnych sprawach, czy śmiać się z pierdółek. No bez języka by się nie obył, panno Pustułko, więc przyzwyczaj się do tych głupotek z jego pyska.
Ironi w głosie kolorowej wcale nie zauważył, zauważył za to, że znów przyspieszyła kroku. Co to, wyścig? Oczywiście, że długołapy kocur bez problemu też zaczął sadzić nieco większe susy niż przed chwilą, i bez problemu dotrzymywał kroku kotce.
- No to skoro cię kocha - podobno, no ale tego nie powie - to się musisz zastanowić, czy wolisz klan od niej. - zaczynało go męczyć to pseudomądre dawanie rad. Co on to, wyrocznia życiowa? Jego jedyna partnerka do tej pory leży pod ziemią, co on ma wiedzieć o miłości, hę? Westchnął więc cicho, i jeszcze trochę przyspieszył kroku. - Lepiej wróćmy do Buka, bo jeszcze się zacznie martwić... Że coś upolowaliśmy i się z nim nie podzieliliśmy. - pozwolił sobie na drobną złośliwość w stronę kocura, bo czemu nie, on i tak go nie słyszał.
_________________



You don't know what you're hiding from
How did life become such a sad song
You don't know what you're fighting for
What you came here for, feeling all alone

You can't hold onto what's past
Nothing .xis.x made .xto.x last
After the sun has had it's rest
It will arise, and light up the sky!

You can't hold on to what's gone
Don't try to fix it, just move on
Only then, you'll see the world
xaxlxl xxbxrxaxnxdxx nxexwx
  Statystyki - lvl: 4 | S: 13 | Zr: 9 | Sz: 10 | Zm: 7 | HP: 75 | W: 55 | EXP: 230/300
 
Pustułczy Wrzask
Wojownik
gnijąca panna młoda



Klan:
rzeka

Księżyce: 29
Mistrz: Jaskółczy Śpiew
Płeć: Kotka
Matka: Jaskółczy Śpiew
Partner: Brzoza
Multikonta: Źródlana Łapa [KC] Modliszka [KW] Ryk [KG]
Wysłany: 2019-05-26, 18:16   
   Wygląd: Te czasy gdy Pustułka była malutką minęły. Stała się wielką, umięśnioną kocią, o średniej wielkości szaro niebieskich oczach o kształcie migdałów. Jest wysoka, ma krępa łapy. Cały efekt masywności dopełnia kupa jedwabistego, bardzo długiego futra, które otula jej ciało. Owa sierść ma rudoczarny kolor, który dopełnia sporej wielkości biały pysk.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=7639


Skinęła tylko łbem widocznie zmieszana i przyśpieszyła kroku, by Buk się nimi nie martwił. Miała jednak na uwadze by Wschód nie pozostał w tyle, bo miałby pretensje. Gdy byli wystarczająco blisko wróciła do patrolowania i szczania. W końcu obgadała z bratem to co obgadać miała i mogli już zapomnieć o kłótniach. O winach. Tak będzie najlepiej dla obu, może przestaną się nienawidzić. Może jakaś sympatia się między nimi urodzi. Kto wie, to dość ważne. Przynajmniej dla Pustułki. W końcu Wschód miał jeszcze śnieżkę. Miał Kukułkę. A Ptaszyna? Jedynego kota którego kochała straciła, i prędko nie odzyska. Bo nie da się znaleźć tego kto nie chce być znalezionym. Taka standardowa zasada poszukiwań.
Z/t
_________________

»Dzieje s ze m n ą coś bardzo p i ę k n e g o«


Śni
mi się zamieć



·Śni mi się mróz·

Przez °zjednoczon stany lękowe
W śmierć zaprzężony ciągnie mnie wóz

Ostatnio zmieniony przez Pustułczy Wrzask 2019-05-26, 18:17, w całości zmieniany 1 raz  
  Statystyki - lvl: 4 | S: 12 | Zr: 13 | Sz: 9 | Zm: 6 | HP: 70 | W: 55 | EXP: 15/300
 
Bursztynowy Wschód
Wojownik
carpe diem



Klan:
rzeka

Księżyce: 31 (XI)
Mistrz: Sowia Przełęcz
Płeć: Kocur
Matka: Zroszony Listek [NPC]
Ojciec: wolę nie mieć (Brudny Kamień [NPC])
Partner: Kukułka (finally!)
Multikonta: Miętowy Pąk, Gałązka (KW); Mknąca Łapa (KC)
Wysłany: 2019-05-28, 10:24   
   Wygląd: Wysoki, szczupły, krótkowłosy rudy, klasycznie pręgowany kocur z bielą na łapach, brzuchu, piersi, pysku i kawałku łba z bursztynowymi oczami [KP]
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=7541


No i pogadane, Pustułka najwyraźniej postanowiła sobie pomilczeć. Może to i dobrze, w końcu to była ich najdłuższa rozmowa, odkąd Wschód pamiętał! I nie skończyła się żadnym prychaniem, rzucaniem się sobie do gardeł ani wyzywaniem. Czasem opłaca się zachować nie jak kociak, ale dojrzale, niczym wojownik, i może przemyśleć słowa, zanim wylecą z pyska... Ale to czasem.
Ruszył szybciej, jak i siostra, by dogonić trzeciego członka patrolu, a dalej poza jakimiś niezobowiązującymi pogawędkami raczej nic ciekawego się nie działo. Oznaczyli granicę, poznosili się we własnym towarzystwie i w końcu wrócili do obozu. Kto wie, może jak Śnieżna dowie się, że Pustułka i Wschód zakopali topór wojenny, to się ucieszy? Cóż, zakopali przynajmniej na razie, zobaczymy co przyniesie przyszłość.

/zt c:
_________________



You don't know what you're hiding from
How did life become such a sad song
You don't know what you're fighting for
What you came here for, feeling all alone

You can't hold onto what's past
Nothing .xis.x made .xto.x last
After the sun has had it's rest
It will arise, and light up the sky!

You can't hold on to what's gone
Don't try to fix it, just move on
Only then, you'll see the world
xaxlxl xxbxrxaxnxdxx nxexwx
  Statystyki - lvl: 4 | S: 13 | Zr: 9 | Sz: 10 | Zm: 7 | HP: 75 | W: 55 | EXP: 230/300
 
Mały Liść
Zaginiony
kruche serce


Klan:
rzeka

Księżyce: 66[VII]
Mistrz: Cisowa Jagoda
Płeć: Kocur
Matka: Śliwkowa Gałązka[*]
Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*]
Partner: co ;_;?
Multikonta: Wrzeszczący Pysk[GK]; Dryfujący Kwiat[Nkt]; Księżycowy Pył[KRz]; Pluskający Potok[KC]; Czosnek[S]
Wysłany: 2019-07-02, 23:02   
   Wygląd: Mały z budowy przypomina bardziej Zakurza, na co wskazuje smukła, kanciasta sylwetka. Kocur jest zdecydowanie zbyt chudy i kościsty. Dzięki swoim długim, koślawym łapom zdecydowanie zalicza się do tych najwyższych kotów. Ma garbaty nos, trochę większe niż przeciętne uszy, a także długi, biczowaty ogon. Złote oczy o zielonych obwódkach wokół źrenicy są lekko skośne. Co go różni od ojca, to sierść, która w wielu miejscach zwyczajnie odstaje, mimo częstego mycia. Jest ona barwy czekoladowej, z białymi znaczeniami na pyszczku, piersi, brzuchu i łapach, a także spodzie ogona. Nosek ma koloru różowego. Na lewej przedniej łapie Mały posiada charakterystyczną brązową plamkę. Innymi znakami rozpoznawczymi są blizny po oderwanych płatach skóry na karku, a także ledwo widoczna szrama na plecach.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=185069#185069


Och, jak dobrze by było, gdyby to wszystko okazało się okrutnym żartem! Niestety, w momencie kiedy Mały Liść powoli zaczął zbierać się do kupy dzięki rozmowie z Drżącym Płomieniem, czarny kocur zaginął. Już i tak podłamany wojownik ciężko to zniósł, a gdy się dowiedział, że ostatni z jego pozostałych w klanie przyjaciół stracił nadgarstek, a później także życie... pękł zupełnie. Uciekł z obozu pomimo dławiących go łez, potykając się co chwilę, aż za którymś razem zupełnie stracił równowagę i runął na ziemię. Zdołał tylko doczołgać się pod najbliższy krzak i tam zwinąć się w ciasny kłębek.
Nie wiedział ile czasu upłynęło, nim łzy przestały lecieć. Niestety, nie uleczyło to ziejącej pustki w jego klatce piersiowej. Wręcz przeciwnie, smutek i żałoba zamieniły się w chęć rozszarpania samego siebie. Zerwał się na równe łapy, chcąc poszukać czegoś, co by mu to ułatwiło, ale zatrzymały go zawroty głowy, przez które się opamiętał. Bał się, och, jak bardzo bał się śmierci. Zadrżał na całym ciele, a słone krople znów zwilżyły jego policzki, choć w dużo mniejszym stopniu. Usiadł, przez długą chwilę nie będąc w stanie skupić na niczym wzroku i myśli. Zaraz po tym przyszła panika, która niemal uniemożliwiła mu oddychanie. Po panice pojawiło się poczucie osamotnienia, a za nim zmęczenie tak silne, że ułożył się z powrotem pod krzakiem i zamknął oczy. Potrzebował odpoczynku. Nie obchodziło go to, czy coś go zagryzie w nocy. Nie miał siły wracać do obozu. Nie chciał tam wracać, w razie gdyby ciało Łososia wciąż znajdowało się na widoku.

Poranek zastał Małego Liścia w jednym kawałku, choć wymizerowanego i osłabionego. Choć przeszło mu przez myśl, by wrócić do obozu i wziąć coś ze stosu, szybko ów plan porzucił. Myśl o powrocie go przerażała i odpychała. Nie było już tam nikogo, kto byłby mu bliski. To tylko kwestia czasu aż odpowiednie koty zorientują się, że coś z nim było nie tak, i go wyrzucą na zbity pysk za bycie bezużytecznym. Klan Rzeki potrzebował silnych, wypełniających obowiązki wojowników, a nie słabych kotów-myszy, które przygniatał ciężar życia w takim stopniu, że uniemożliwiał im stanięcie z powrotem na równe łapy. Barki syna Śliwkowej Gałązki od zawsze były delikatne i kruche, niezdolne do poradzenia sobie z utratą wszystkiego co było dla niego ważne. I choć klan był dla niego ważny, to miał świadomość, że był w stanie sobie doskonale poradzić bez niego. On... niekoniecznie. Jednak jeszcze bardziej nie mógł poradzić sobie z przytłaczającym osamotnieniem, z brakiem osób, przy których czułby się chociaż trochę lepiej. Łzy znów napłynęły do jego oczu, gdy zdał sobie sprawę, że nie zdążył nawet porozmawiać z Łososiem przed jego śmiercią. Jego przyjaciel nie wiedział jak się o niego martwił, jak bardzo chciał do niego przyjść, ale zarazem bał się zobaczyć kogo lub co zastanie... Och, jak bardzo tego żałował!
Nie miał już dokąd wracać.
W pierwszej chwili ta myśl go przeraziła, ale po zastanowieniu się nie była tak straszna jak dzień wcześniej. Teraz, gdy był nieco bardziej wypoczęty, powoli zaczął odnajdywać w sobie śladowe ilości determinacji. To wystarczyło, by podniósł się z ziemi i uczynił pierwszy chwiejny krok. I kolejny. Wciąż nie był pewien co chciał zrobić, wiedział jednak, że potrzebował iść do przodu. Najpierw chciał się wydostać z tego miejsca, w którym nie było już dla niego miejsca, w którym nie znajdowało się jego serce. Świat był przerażający niezależnie od tego czy znajdował się w klanie, czy poza nim. Ta myśl dodała mu nieco pewności siebie. Żal, który wczoraj rozrywał go od środka pozostawił po sobie dużą ranę, jednak ból nie był już tak świeży. Miał całe życie praktyki w ignorowaniu go, nie ważne jak silny by nie był. Tu nie miał już dla kogo żyć, jednak... poza klanem wciąż miał szanse(niemal zerowe, ale nie chciał o tym myśleć, nie teraz) na odnalezienie tych paru kotów, u których pozostawił cząstkę swojej duszy. I może... może jeśli będzie chciał tego wystarczająco mocno, Łosoś zauważy go gdzieś tam ze Srebrnej Skórki i pojawi się w jego śnie, upewniając go w tym, że po śmierci nie czekała go zupełna pustka. Że nawet jeśli nie da rady, to chociaż będzie mógł z nieboskłonu szukać tych, którzy zaginęli i samemu do nich zejść, by dodać im otuchy, gdziekolwiek byli i cokolwiek robili. Łzy zapiekły go pod powiekami, ale nie wydostały się na zewnątrz. Najwyraźniej w ciągu ostatniej doby wypłakał się zupełnie. Im bliżej granicy się znajdował, tym więcej w jego krokach pojawiało się energii, zupełnie jakby jego ciało już doskonale znało podświadomy wybór swojego właściciela. Zaraz obok niej zaświtał słaby, niemniej dostrzegalny płomyk nadziei, której nie czuł już od tak dawna. Może to był dobry wybór. Z resztą, jedyny jaki miał. Choć sam nie był jeszcze świadomy tego pragnienia, które powoli zaczęło się w nim budzić, to gdyby miał skrzydła, już byłoby widać jak powoli, niepewnie się rozkładają po wielu księżycach nieużywania ich. Mały Liść nigdy nie był prawdziwie wolny, wiecznie przygniatany stresem, oczekiwaniami społeczeństwa oraz własnym brakiem wiary w siebie. Może właśnie to było to, czego potrzebował w tej chwili najbardziej. Odcięcia się od tego, co przypominało mu o kotach, które pozostawiły go za sobą, nie pozostawiając po sobie zupełnie nic. O relacjach, które niszczył przez brak sił oraz tych, których nigdy nie poprawił, a mogły na przestrzeni czasu nabrać znaczenia. Jednak im dalej od obozu się znajdował, tym bardziej przestawało go to tak przygniatać. Uświadomił sobie, że może wcale nie złamał się jeszcze tak zupełnie, że wciąż mógł spróbować żyć, chociaż w inny sposób - poza klanem. Przymknął na moment oczy i odetchnął głęboko, modląc się o siłę oraz znak, że nie podjął złej decyzji; że to był jedyny ratunek dla jego okaleczonej duszy. Nowy cel odrobinę stłumił ból, pozwolił na chwilę przestać się na nim koncentrować. Nie patrzył za siebie, bo nie było tam nikogo, z kim mógłby się pożegnać. Może przegrał walkę z samym sobą, a może teraz prawdziwie zaczynał walczyć o siebie; może nie miało to wcale tak wielkiego znaczenia. Tereny graniczne zastały go z niepewnością wciąż wplecioną w umysł, jednak nigdy nie był dobry w podejmowaniu jednoznacznych decyzji. Zawahał się tylko raz, tuż przed Kłującym Gąszczem. Nie znalazł sił na unikanie kolców, ale to nic. Najważniejsze, by małymi kroczkami poruszał się do przodu. Jakaś jego część już poczuła tęsknotę za klanem, jednak ta szybko zgasła. Jego serce przestało bić dla tego miejsca wraz z utratą Łososia. Łaciaty wojownik spojrzał w niebo przebijające się między gałęziami krzewów. Co by powiedział na to jego przyjaciel? Byłby nim zawiedziony czy zaakceptował jego decyzję? W przypływie egoizmu - a może czegoś innego? - pozwolił sobie na wybranie drugiej opcji. Czuję się pusty. Jakbym tu nie pasował - czyż nie to mu powiedział w trakcie ich ostatniej rozmowy? Choć wspomnienie medyka, który ledwo co odszedł ze świata żywych sprawiało mu olbrzymi ból, był zbyt zmęczony by płakać. Jego umysł błądził wiele długości drzew w przód, rozważając kierunek, w którym powinien się udać. Ach, już pozostawił granicę za sobą? Zupełnie wyleciało mu to z głowy. Szedł uparcie do przodu, aż wreszcie zniknął w polu rzepaku. Jego determinacji nie starczyło na skierowanie się ku osiedlu, z którego miał złe wspomnienia. Jednak to był dobry początek. Prędzej czy później łapy go zaprowadzą tam gdzie trzeba. Miał przed sobą całe życie(a może i wieczność, jeśli Srebrna Skórka naprawdę mogła przyjąć kogoś takiego jak on) na poszukania. Choć wciąż nie był pewien swojego wyboru, wiedział kogo chciał znaleźć. Miał przed oczami koty, które ciepło wspominał, które były jego domem. Wreszcie rozpostarł niewidzialne skrzydła, i choć były one równie poszarpane co jego dusza, to nic. Wypełniały go uczucia tak silne jak nigdy, jak gdyby opuszczenie dawnego domu pozwoliło mu zrzucić płaszcz zobojętnienia ze swojego serca. Był tu strach przed nieznanym, żal i żałoba, ale także nadzieja, nieśmiało rozwijający się zalążek wiary w to, że Dreszcz, Kostka, tata, Śnieżny i Toń wciąż gdzieś tam żyli i tylko czekali, aż ich znajdzie. Choć wiedział, że to tylko chwilowy stan, wczepił się w niego pazurami z całych sił, nie pozwalając mu uciec. Nie chciał zawrócić i dać sobie powoli gnić w klanie, stając się jeszcze większym wrakiem samego siebie. Nawet jeśli jutro i przez resztę dni miał żałować tego wyboru.

Mały Liść zniknął z klanu niedługo po odejściu Łososiowej Łuski, pozostawiając po sobie niewyraźne ślady prowadzące w Łan Rzepaku, gdzie szlak się urywał. Przepadł jak kamień w wodę, jak wiele kotów przed nim i - w przyszłości - wiele kotów po nim. Tak zakończyła się jego historia; a może właśnie wraz z daniem sobie szansy na nowe, inne życie dopiero prawdziwie rozpoczęła? Wszystko zależało od interpretacji.
_________________
so then one afternoon I dressed myself alone
I packed my pillowcase with everything I owned
and in my head I said "goodbye", then I was gone
- ̗̀xand I set out on the heels of the unknownx ̖́-
enter, ok
 
  Statystyki - lvl: 5 | S: 8 | Zr: 16 | Sz: 13 | Zm: 10 | HP: 85 | W: 55 | EXP: 90/400
Stat. Med. - lvl:
2 | MED.EXP: 109/200
 
Biały
Zaginiony


Klan:
rzeka

Księżyce: 1
Płeć: Kocur
Matka: Kwiatowa przelcz
Ojciec: Kwiatnacy Jar
Wysłany: 2019-10-12, 19:36   
   Wygląd: Biały jest po prostu biały, tylko oczy ma jeszcze niebieskie. Jego futro nigdzie nie ubarwił żaden inny kolor, chyba że jest to błoto albo inny brud. Szatę ma długą i zawsze dobrze ułożoną; ogon długi i pierzasty; futro wystaje spomiędzy palców i z uszu; ma bujną kryzę i zwisające lekko bokobrody; nie będzie wyskim i dużym kotem a raczej bardziej przeciętnym, z tą różnicą, że masywnym i szeorkim; już teraz nie brakuje mu kocięcego tłuszczyku a patrząc na to ile je, będzie go więcej.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=9147


Biały miał dosyc tego wszystkiego i wszystkich dookoła !! nikt nie widział co się dzieje i każdy sobie o nim przypominał jak już chciał stąd uciec i pewnie teraz też tak będzie BO CZEMU NIE.
- głupi klan !! wszyscy i wszystko jest do dupy !!
powiedział sam do siebie i zaczął uciekać jak najdalej żeby się w wynieść i już tu nie wrócić, bo on zacznie nowe życie zdala od wszystkich i na pewno będzie mu lepiej wtedy.
potem biały przeszedł przez graice i poszedł aleko w świat jak najdalej od klanu i forum, bo jego rodzeństwo było do dupy i gracze i łaciate futerko też bo jest wredna i agresywna dlatego razem z Białym kocurem odszedł też gracz i tyle ich swiat widział
  Statystyki - lvl: 1 | S: 4 | Zr: 5 | Sz: 5 | Zm: 6 | HP: 50 | W: 50
 
Żądląca Łapa
Samotnik



Klan:
samotnicy

Księżyce: 21
Mistrz: Wiewiórczy Skok
Płeć: Kotka
Matka: Perłowa Muszla
Ciąża: nie
Multikonta: Poranny Szron, Migocząca Łapa, Iskrzący Śnieg
Wysłany: 2019-11-09, 16:20   
   Wygląd: Kremowa, niska kotka o długim, puszystym futrze w ledwo widoczne tygrysie pręgi. W świetle dnia końcówki sierści stają się niemalże białe, przez co odnosi się wrażenie, że sylwetka gotowa się ugiąć przy najdelikatniejszym choćby dotyku. Postura koteczki jest solidna, ale nie gruba czy przysadzista... szczupła właściwie też nie. Taka w sam raz. Dumny, podłużny pyszczek ozdabiają piękne, niemalże idealnie okrągłe ślepka koloru bladobłękitnego. Krok postaci jest śmiały, sprężysty, i rzadko kiedy spokojny czy pełen gracji, jak to się z reguły oczekuje od młodej damy.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=359550#359550


***


Wreszcie. Dom.
Kiedy terminatorka już zaczęła powoli tracić nadzieję na to, że pójście wzdłuż rzeki doprowadzi ją dokądkolwiek, oto znajoma woń Klanu Rzeki uderzyła ją niespodziewanie w nozdrza i wycisnęła łzy na styrane nieprzespaną nocą, kremowe policzki. Półtora wschodu słońca spędzone z własnej głupoty poza domowymi ziemiami doprowadziła ją do niejednych szlochów, lecz ten tym razem spowodowało nie przerażenie, a czyste szczęście.
Rozbudzona tym zapachem przyśpieszyła kroku, choć z głodu ledwo była już w stanie poruszać łapami; wizja otulenia się w ciepły kąt legowiska natychmiast ją ożywił, rozbudził iskry w kończynach, dzięki czemu wystrzeliła ku majaczącej w oddali Bobrowej Tamie oraz Kwiecistej Łące, nie bacząc na potworne zmęczenie zarówno psychiczne, jak i fizyczne swojego organizmu. W końcu bez żadnej gracji przewróciła się tuż obok karłowatego bzu, nie będąc już w stanie wykonać choćby kroku dalej. Krztusząc się na przemian to łzami, to śmiechem, czuła jak od tych dwóch rodzajów bólu - głodu oraz emocji - zaraz jej eksploduje brzuch.
- Zrobiłam to! - zaśmiała się. Przekręciła się na grzbiet, wyciągnęła drżące przednie łapy ku górze, po czym zawołała jeszcze głośniej: - Klanie Rzeki, ZROBIŁAM TO!!
Po kilku takich okrzykach w końcu doszczętnie wyczerpała baterie i pozostało jej już tylko leżeć, wpatrując się z dziwną zadumą na uwięzione w cierniach drzewko, przez które sączyło się skąpe światło na koci pyszczek.
Skoro już przy samej kotce jesteśmy, wyglądała okropnie... to znaczy okropniej niż zwykła wyglądać. Po kremowym futrze rozpanoszył się brud, mniejsze i większe rany, a także liczne gałęzie w kudłach, których mimo najszczerszych prób Żądełko nie była w stanie wyjąć. W skrócie, patrząc na młódkę od razu można było zgadnąć, gdzie była poprzedniej nocy, jak ją spędziła i ile musiała się namęczyć, żeby zmusić swoje trzy komórki mózgowe do współpracy, żeby znaleźć jakoś drogę do domu.
A, no i z powodu swoich pożałowania godnych umiejętności polowania zjadła tylko jakąś mysz w trakcie swojej przykrej przygody, więc do tego była też porządnie głodna. Może kotka będzie miała jeszcze jeden łut szczęścia, ktoś ją znajdzie i z marszu zaprowadzi do stosu zwierzyny? To byłoby jej idealnie na łapę, bo przy obecnym zmęczeniu pewnie dojście do obozu o własnych siłach zajmie jej trzy razy dłużej niż powinno.

/zapraszam wydmę uwu
Ostatnio zmieniony przez Żądląca Łapa 2019-11-09, 16:21, w całości zmieniany 1 raz  
  Statystyki - lvl: 1 | S: 6 | Zr: 5 | Sz: 5 | Zm: 4 | HP: 55 | W: 45 | EXP: 25/100
 
Wydmowy Wiatr
Wojownik
new begining



Klan:
rzeka

Księżyce: 57
Mistrz: Drżący Płomień <3
Płeć: Kotka
Matka: Ubłocona Mordka [*]
Ojciec: --- (Ciernisty Grzbiet [?])
Partner: b-brak?
Ciąża: tak
Multikonta: Mech (S); Owsiana Łapa (KW); Ważkowa Sadzawka, Pusta Łapa (Nkt); Różany Kwiat, Potok (GK)
Wysłany: 2019-11-10, 18:56   
   Wygląd: A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=5740


Patrolowała granice z Mysim Krokiem, Barwnym Niebem i Leśną Jagodą, kiedy do jej nosa dotarł zapach samotnika. Wcześniej też słyszała jakieś okrzyki. Musiała to sprawdzić. Wyszła więc na przód korowodu i napotkała... kotkę. Kremowa kotka z kimś jej się kojarzyła, ale nie była tego pewna. Kotka wyglądała na wymęczoną i wygłodzoną. Stanęła przed nią i z odległości paru lisich ogonów zapytała, jeszcze dość spokojnym tonem.
- Co tu robisz? Co się stało - przyjrzała się dokładniej kotce. Mniej więcej roczna kotka. Miała jakieś przebłyski, ale nie była pewna. Wolała się upewnić przez dowiedzenie się o niej najwięcej.
Czy nie była to dawna terminatorka jej terminatorki, Wiewiórczego Skoku?
_________________

my world keep twisting . . .
still, it's t w i s t i n g without an end in sight
you laugh cause you can't see
beyond the black and white

. P L E A S E . UNRAVEL MY . SOUL .
  Statystyki - lvl: 4 | S: 10 | Zr: 10 | Sz: 12 | Zm: 8 | HP: 75 | W: 55 | EXP: 205/300
Stat. Med. - lvl:
1 | MED.EXP: 80/100exp
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme Saphic 1.2 created by Sopel & Sklep internetowy | Modified by Foka

Fort Florence











Bleach OtherWorld

SnM: Naruto PBF





Smocze RPG - Smoki Wolnych Stad

HogwartDream



amaimon

vampire-knight

the-avengers