Poprzedni temat «» Następny temat
Kępa Drzew
Autor Wiadomość
Mrówcza Ścieżka
Zaginiony
chłopczyca


Klan:
samotnicy

Księżyce: 32
Mistrz: Malinowe Chaszcze
Płeć: Kotka
Matka: Czapla Noga
Ojciec: Lśniącooki
Ciąża: nie
Multikonta: Żaba [KW]
Wysłany: 2018-10-27, 11:45   
   Wygląd: Aparycja Mrówki nie zmieniła się szczególnie. Wciąż jest proporcjonalnie zbudowanym kurdupelkiem, a jej futro pozostało mozaiką rudych i czarnych plam, z kilkoma białymi wyjątkami jak drobna plama na brodzie. Miękkie rysy pyszczka i okrągłe, zielone oczy nadają jej nadal dziecięcego uroku, jednak niewielkie blizny i utrata wagi zdradzają wiele księżyców samotnej wędrówki. Drobne mięśnie pozostały dość dobrze widoczne, a górny, lewy kieł wciąż niesfornie wystaje z jej mordki. Zwykle zwichrzone futerko zdaje się być bardziej zadbane niż przed opuszczeniem Klanu.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=6989


Mrówka nie zauważyła gestu przyjaciela i może i dobrze, bo kto wie, czy by na niego nie prychnęła, twierdząc, że ten już totalnie i absolutnie traktuje ją jak dziecko. A przecież była dorosła!
- Znam już całkiem sporo z naszych terenów - jej ogon przeciął powietrze, a niewielkie łapki niemal wbiły się w ziemię, tak bardzo chciała nadać stanowczości swoim słowom. - I jestem prawie Wojownikiem Turkuciowa Łapo - rzuciła oficjalnie wlepiając spojrzenie w kocura. - Więc szukanie zaginionych to mój obowiązek, a już zwłaszcza takich... no twoich - zakończyła swój wywód siadając na kolorowym zadku. No bo przysięgała przecież, że jak będzie już silną Wojowniczkę, to będzie bronić swoich bliskich i nawet jeżeli jeszcze nie całkiem dotarła do tego etapu, to wiedziała, że gdzieś poza tą spokojną fasadą Turkuć na pewno cierpiał, tak jak ona, kiedy Sroka zniknęła z Klanu. Musiała mu pomóc!
- Huh... no bo się kłóciliście - szylkretowa nastolatka nie bardzo rozumiała to oburzenie przyjaciela. - Poza tym Sójka powiedziała, że kocięta nie zawsze biorą się z sympatii - cóż, co prawda Mrówka zapytała ją o zasłyszane wśród kotów, wraz z imieniem Przywódcy, dziwne słowo gwałt i najwyraźniej Wojowniczka nie bardzo chciała, czy też czuła się na siłach zaprzątać sobie głowy uświadamianiem Gromowych podlotków. Szylkretka dorobiła do tego własną logikę. Najwyraźniej rodzice Błyskającej Gwiazdy po prostu za sobą nie przepadali i był gwałtownym dzieckiem, to wyjaśniało wszak wszytko. - No i mamka i tatko też się tak właśnie kłócą, a potem zwykle on i idzie sobie ofochany jak ty, więc... no, w sumie to myślałam, że pójdziecie też polizać się po pyskach - zakończyła nieco skrępowana gapiąc się w zupełnie inną stronę. Czy naprawdę wyjaśniała w tym momencie dorosłemu kocurowi, posiadającą (co prawda zaginioną, ale jednak) partnerkę skąd się biorą kocięta? To było w jakiś sposób krępujące.
_________________


Chłodny wicher krew przenika
Niebo zrzuca chmurny płaszcz
Słychać głos przez mgłę, to skały
Pną się tam, gdzie bije blask




Mój to czas, mój to świat
Gonię słońce, chwytam wiatr...

  Statystyki - lvl: 3 | S: 8 | Zr: 11 | Sz: 9 | Zm: 5 | HP: 75 | W: 45 | EXP: 105/200
 
Turkuciowy Grzbiet
Gwiezdny
pomagier



Klan:
gwiezdni

Księżyce: 38 [ kwiecień ]
Mistrz: Trzmiela Gwiazda
Płeć: Kocur
Matka: Sójczy Śpiew [*]
Ojciec: Deszczowy Dzień [*]
Partner: Sarnia Łapa
Multikonta: Polny Chwast |kc|; Piaszczysty Brzeg |gk|
Wysłany: 2018-10-30, 18:05   
   Wygląd: Wielki i masywny, szeroki w barach. Kark jest mocny i gruby, sylwetka postawna i umięśniona, wyrobiona dzięki ciągłym treningom i polowaniom. Syn Deszczowego Dnia zdecydowanie wyróżnia się też na tle innych dzięki swojemu wysokiemu wzrostowi. Można go zaliczyć do czołówki najwyższych kotów we wszystkich czterech klanach. Powyciągany wzwyż i wszerz, stał się istnym murem obronnym. Zaopatrzone w muskuły ciało pokrywa gęsta i gruba, miejscami nieco zwichrzona sierść barwą podobna do kory drzewa. Widnieją na nim smoliste pręgi, tworzące tygrysi wzór. Delikatne rozjaśnienia pojawiają się na pysku, brzuchu i łapach kocura. Ceglany, cieniowany nos otacza cała masa białych, krótkich wibrysów, a ponad narządem węchu widnieje para jasnych, chłodnych miętowych ślepi. Doskonale zaprojektowana maszyna do polowania i walki. Kocur porusza się dość energicznym, aczkolwiek spokojnym krokiem, zawsze trzymając ogon na równi z linią grzbietu. [ kp ]
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=259361#259361


...– Skoro tak uważasz... – mruknął tylko półgłosem, zniżając łeb i wbijając wzrok gdzieś w pustą przestrzeń. Nie był w stanie zabronić Mrówce łażenia po terenach, z resztą, nawet gdyby próbował, to ta i tak by go olała i robiła wszystko po swojemu. Była uparta, ale też miała swój rozum i umiała myśleć. To mu się podobało. To był plus i dobra cecha charakteru.
...– To prawda, nie zawsze kocięta biorą się z sympatii – stwierdził, starając się dobierać słowa dokładnie i ostrożnie. Nie był pewien, czy Mrówka wie o czymś takim jak gwałt, może nie spotkała się z takim pojęciem i lepiej, aby nigdy nie miała takowej okazji. Szczerze mówiąc, nie mógł sobie nawet takiego czegoś wyobrazić. Słyszał i jakimś kocurze z Klanu Rzeki, który podobno dopuścił się takiego czynu na wojowniczce z Klanu Wichru, ale nie znał konkretnych szczegółów. Napawało go to obrzydzeniem do owego osobnika i z chęcią przetrzepałby takiemu delikwentowi skórę pomimo tego, że w sumie to nigdy go nie widział i nie wiedział nawet, jak wygląda.– Nie, to tak nie działa. Aby mieć kocięta, kocur i kotka muszą się naprawdę bardzo, bardzo, ale to tak straaaasznie lubić, wiesz? Tu nie wystarczy lizanie się po pyskach, nie wiem, skąd ci to przyszło do tego pustego łebka – mówiąc to pacnął ją po przyjacielsku łapskiem po czole i tryknął bokiem w jej szylkretowy bok. Nieświadomość Mrówki była wręcz urocza. Uśmiechnął się, a jego białe, krótkie wąsy zadrżały. – Choć tak jak mówiłem wcześniej, nie zawsze kocięta są owocem miłości – dodał jeszcze, tym razem nieco ciszej. Ściągając masywną łapę z biednej głowy młodszej córki Czaplej Nogi i Lśniącookiego. Nie chciał jej o tym opowiadać, o szczegółach i tym podobnych, jednak, cóż, jeśli Mrówka będzie chciała je znać, zapewne nie będzie miał wyjścia, a przecież nie ucieknie od odpowiedzi zmieniając temat na jakąś pogodę czy coś innego, to nie w jego stylu.
Ostatnio zmieniony przez Turkuciowy Grzbiet 2018-10-30, 18:06, w całości zmieniany 1 raz  
  Statystyki - lvl: 5 | S: 18 | Zr: 13 | Sz: 7 | Zm: 7 | HP: 80 | W: 60 | EXP: 90/400
 
Mrówcza Ścieżka
Zaginiony
chłopczyca


Klan:
samotnicy

Księżyce: 32
Mistrz: Malinowe Chaszcze
Płeć: Kotka
Matka: Czapla Noga
Ojciec: Lśniącooki
Ciąża: nie
Multikonta: Żaba [KW]
Wysłany: 2018-11-01, 16:25   
   Wygląd: Aparycja Mrówki nie zmieniła się szczególnie. Wciąż jest proporcjonalnie zbudowanym kurdupelkiem, a jej futro pozostało mozaiką rudych i czarnych plam, z kilkoma białymi wyjątkami jak drobna plama na brodzie. Miękkie rysy pyszczka i okrągłe, zielone oczy nadają jej nadal dziecięcego uroku, jednak niewielkie blizny i utrata wagi zdradzają wiele księżyców samotnej wędrówki. Drobne mięśnie pozostały dość dobrze widoczne, a górny, lewy kieł wciąż niesfornie wystaje z jej mordki. Zwykle zwichrzone futerko zdaje się być bardziej zadbane niż przed opuszczeniem Klanu.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=6989


Turkuć zniżył łeb, wlepiając wzrok w pustkę, natomiast Mrówka uniosła swój wygięty w uśmieszku pysk, zadzierając czarny nosek w wyrazie triumfu. Może i kocur po prostu się o nią martwił, ale dla młodej kotki chodziło w tym momencie jedynie o postawienie na swoim i pomoc w poszukiwaniach, nawet jeżeli przyjaciel uważał, że była ona zbędna.
Jeszcze mu pokaże! Na pewno dowie się co stało się z Sarenką i nie spocznie do puki jej nie znajdzie!
Dalsze słowa Terminatora sprawiły, że uniosła na nowo pyszczek, tym razem musząc go jednak zadzierać z bardziej trywialnego powodu: Turkuć był dużym kotem, a wręcz ogromnym w porównaniu do kieszonkowych rozmiarów Mrówki. Zapewne był nawet jedynym, pod którego silnego łapami wciąż mogłaby się schować, tak jak wtedy, na pogrzebie... ojoj! Dzięki Gwiezdni, za futro, inaczej kocur mógłby dojrzeć szeroki rumieniec na policzkach koteczki. Skąd jej się to wzięło? Na pewno z powodu temat, który poruszyli i sama Mrówka już nie wiedziała czy to kocur, czy ona nie wiedzieli wszystkiego.
- Huh... - mruknęła wykrzywiając się, kiedy jego łapa spoczęła na jej głowie, przez co stracili kontakt wzrokowy. - Ej! - zaśmiała się, tyrknięta i bez namysłu, w ramach odwetu rzuciła się na bok kocura. Miała zamiar go przewrócić, co, jeżeli jej się w ogóle udało, nie mogło skończyć się inaczej jak i lądowaniem na jego grzbiecie.
- Mój łeb nie jest pusty, muszę mieć tam przynajmniej pszczoły - stwierdziła klepiąc łapą jego ucho, bo tylko w tym momencie mogła sobie na to pozwolić. - No i... ja ciebie bardzo lubię i ty mnie też - założyła z góry. - Ale nie lizaliśmy się po pyskach, to nie mamy kociaków, wiesz... jesteś już stary, powinieneś to zrozumieć, a to co mówisz nie ma dużo sensu...
_________________


Chłodny wicher krew przenika
Niebo zrzuca chmurny płaszcz
Słychać głos przez mgłę, to skały
Pną się tam, gdzie bije blask




Mój to czas, mój to świat
Gonię słońce, chwytam wiatr...

  Statystyki - lvl: 3 | S: 8 | Zr: 11 | Sz: 9 | Zm: 5 | HP: 75 | W: 45 | EXP: 105/200
 
Turkuciowy Grzbiet
Gwiezdny
pomagier



Klan:
gwiezdni

Księżyce: 38 [ kwiecień ]
Mistrz: Trzmiela Gwiazda
Płeć: Kocur
Matka: Sójczy Śpiew [*]
Ojciec: Deszczowy Dzień [*]
Partner: Sarnia Łapa
Multikonta: Polny Chwast |kc|; Piaszczysty Brzeg |gk|
Wysłany: 2018-11-07, 17:25   
   Wygląd: Wielki i masywny, szeroki w barach. Kark jest mocny i gruby, sylwetka postawna i umięśniona, wyrobiona dzięki ciągłym treningom i polowaniom. Syn Deszczowego Dnia zdecydowanie wyróżnia się też na tle innych dzięki swojemu wysokiemu wzrostowi. Można go zaliczyć do czołówki najwyższych kotów we wszystkich czterech klanach. Powyciągany wzwyż i wszerz, stał się istnym murem obronnym. Zaopatrzone w muskuły ciało pokrywa gęsta i gruba, miejscami nieco zwichrzona sierść barwą podobna do kory drzewa. Widnieją na nim smoliste pręgi, tworzące tygrysi wzór. Delikatne rozjaśnienia pojawiają się na pysku, brzuchu i łapach kocura. Ceglany, cieniowany nos otacza cała masa białych, krótkich wibrysów, a ponad narządem węchu widnieje para jasnych, chłodnych miętowych ślepi. Doskonale zaprojektowana maszyna do polowania i walki. Kocur porusza się dość energicznym, aczkolwiek spokojnym krokiem, zawsze trzymając ogon na równi z linią grzbietu. [ kp ]
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=259361#259361


...Nie spodziewał się takiego ataku ze strony Mrówczej Łapy. Należał do kotów wielkich i masywnych, które ciężko było wytrącić z równowagi, jednak, no, zaskoczenia zrobiło swoje i ostatecznie przednia łapa terminatora osunęła się, a za nią na ziemię poleciało całe ciało, które huknęło o podłoże. Może to było po prostu zwykłe podłożenie się Mrówce?
...– Umpf! – Przewrócił się na brzuch, wyciągając przednie łapy do przodu, a na jego pysk wpełzł lisi uśmiech. Całkiem nieźle. Jeszcze trochę nauki, trochę treningowych walk i szylkretka będzie mogła tłuc się po pyskach z innymi bez obawy, że dostanie wciry. – No to przydałoby się z niej wygonić te pszczoły, hmm? – zagaił, a następnie parsknął cicho śmiechem, majtając grubym ogonem raz w prawo, raz w lewo. – Jesteś bardzo mądra i ambitna, w tym tempie szybko zostaniesz wojownikiem – pochwalił ją, wyciągając szyję i prostując ją, kierując wzrok w kierunku nieba, po którym snuły się leniwie białe, puszyste chmury, przybierając przeróżne i przedziwne kształty. – Nie jestem stary. Węglowe Gardło jest dopiero stary, albo Trująca Łapa, o. Oni mają na karku wiele, wiele księżyców, nawet sam do końca nie wiem ile – oburzył się. Tak naprawdę należał do tych nieco młodszych. Nie miał nawet trzydziestu księżyców na łbie, oczywiście dla Mróweczki mogło to się wydawać dużo, ale jakby faktycznie porównać to do Trującej, no to bury prezentował się wyjątkowo miernie, żeby nie powiedzieć żałośnie. Już miał otwierać pysk, aby dodać coś jeszcze, kiedy jego uwagę przykuły dwie znajome sylwetki. Poruszył kilka razy leniwie prawym uchem, spoglądając w ich kierunku.
...– Oho, widzę, że Lśniącooki i Ukruszony Kieł wracają z patrolu... – mruknął, jakby sam do siebie, jednak wystarczająco głośno, aby słowa te dotarły do młodszej córki Czaplej Nogi. – Wracam do obozu, idziesz ze mną...? – zagaił, podnosząc się powoli, aby dać jej czas na zejście z niego i nie poobijanie się. No chyba, że chciała pojeździć na jego grzbiecie, to proszę bardzo. Tak czy siak, ruszył przed siebie w kierunku obozu, spokojnym i opanowanym krokiem.

zt
Ostatnio zmieniony przez Turkuciowy Grzbiet 2018-11-07, 17:26, w całości zmieniany 2 razy  
  Statystyki - lvl: 5 | S: 18 | Zr: 13 | Sz: 7 | Zm: 7 | HP: 80 | W: 60 | EXP: 90/400
 
Sasanka
Zaginiony
licho


Klan:
grom

Księżyce: 30
Mistrz: who dis
Płeć: Kotka
Matka: Łania
Ojciec: chaos
Ciąża: nie
Multikonta: Wapienna Łapa
Wysłany: 2018-11-13, 22:17   
   Wygląd: Drobnej budowy, buro-biała koteczka. Jej jasne, krótkowłose ciało pokrywa mozaika łat: większe obejmują oczy, uszy i tył głowy oraz cały grzbiet od łopatek do ogona. Mniejsze występują na tylnych łapach, palcach, biodrach i ramieniu. Wszystkie są delikatnie pręgowane w typie broken mackerel. Zawsze roześmianą mordkę wieńczy pomarańczowy, perkaty nos na tle białego trójkąta oraz duże, owalne oczy z figlarnym połyskiem w kolorze mosiądzowym (lśniącym żółtobrązowym).
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=285391#285391


Nawet najmocniejsza seria ciosów, skrupulatnie wymierzana w jedno miejsce... prędzej czy później znieczuli cierpkim odrętwieniem.
Tyle, że oprócz szarpnięcia za kark, do żadnych rękoczynów nie doszło - dlaczego zatem Sasanka, opuszczając hucznie Obóz Klanu Gromu i zostawiając za sobą grono zdrajców poszerzone o kilka najbliższych kotów, słania się na łapach? Dlaczego słowa ciskane na wiatr, będące niczym innym niż smrodem tchórzliwych oddechów, tym razem dopadły ją TAM, gdzie tarcza wiecznie roześmianej mordki nie sięga? Chciała krzyczeć: ale pod koniec koncertu nienawiści to własny gniew ścisnął ją za gardło niczym upiorne łapsko sprawiedliwości. Chciała biec: jak najdalej przed siebie, ale nogi drżące nadmiarem niespożytkowanej adrenaliny odmawiały posłuszeństwa, podtrzymując wiotkie tempo bezwolnego marszu. Chciała zostać silna: ale prześladująca ją mina Łaniego Kroku, brak sympatii dziadka, fałszywe - według niej - przeprosiny Błękitnej Łapy czy wariactwo Malinowych Chaszczy przyprawiały ją o łzawe mroczki. Prawie tak samo jak echo czyichś KROKÓW podążających za nią, odkąd wreszcie wydostała się z Iglastej Ziemi bez szarpania nią niczym szmacianą lalką.
Czuła się... zagubiona? Choć była tu przecież wcześniej, przy tej wielkiej kuwecie serca terenów Klanu Gromu i doskonale znała drogę powrotną. Ba, bez pomocy MISTRZYNI, która zrezygnowała z niej bez słowa na rzecz niespełnionej Medyczki o równie niespełnionym intelekcie, znała już lokalizację obu granic, ale co jej po tej wiedzy? Nie miała DOKĄD pójść. Nie miała w CO skierować wściekłości niszczącej zalążki kocięcej radości, którą dotychczas czerpała garściami - po prawdzie z rzeczy niestosownych - ale jednak. Zechciała rozpętać pożar, a skończyła solidnie poparzona - nikt jednak wrzaskiem czy nakładaniem kolejnych, wyuzdanych kar nie przekazał Sasankowej Łapie NA CZYM polega kwestia pokory.
Znikając w losowych zaroślach przy pierwszym pniu drzewa sławetnej Kępy, pozwoliła sobie pęknąć - zwłaszcza, że obdarta z prywatności i zmuszona do lizania futerka Bocianiej Łapy, który SAM podniósł na nią łapę, pewnie w najbliższym czasie nie zdoła tego doznać. W akompaniamencie krzyku, uderzyła łapą w niewinną sosnę, podrywając pazurami kawałek kory w powietrze. Nie poprzestałaby na jednym razie, skądże, ale teraz, od połowy Ceremonii czując na sobie nieprzerwane, prześladujące ją uczucie zawistnych spojrzeń, skoczyła do góry, unosząc ogon wysoko nad pętlę zjeżonego grzbietu.
- Po co. Za mną. LEZIESZ! - ryknęła w stronę krzaka, chociaż na dobrą sprawę, mógł stać tam ktokolwiek: Malinowe Krzaki, Trzmiela Gwiazda, Piaskowy Słup albo natchniony Węglowe Gardło we własnej osobie. - Mało ci? JESZCZE CI MAŁO?
Dla wiecznie uśmiechniętej Terminatorki istniała spora różnica między awanturą na Ceremonii a byciem wydziedziczoną przez własną matkę. Zdradzoną przez dziadka-Przywódcę. Publicznie upokorzoną przez rodzoną siostrę. A potem ośmieszoną całym repertuarem niedowartościowanej Mistrzyni, która zarazem przypieczętowała już karierę przyszłej rangi Sasankowej Łapy - chociaż była teraz sprawą najmniejszego kalibru.
Wysunęła pazury, naprawdę gotowa rzucić się na tego, kto wyłoni wówczas swoją zdradziecką mordę, a równie dobrze mógłby być to nikt. Może miała jakieś urojenia, kto wie, może już sam Ciemny Las dopominał się o swoją dziewięcioksiężycową smarkulę, kwik?
Nomen omen - ciekawe, jak bobek pławiący w świetle prawa, kimkolwiek był, poradzi sobie TERAZ, bez dwudziestu kotów teleportujących przy pierwszym krzywym spojrzeniu. Kto wam uratuje skórę Bociana? Kto pogłaszcze Chaszcze po grzbiecie? Kto zachwyci się tajemniczym altruizmem Węglowego Gardła?

//wungiel (❀˙˘˙)♡
_________________

so much i have lost
and so much i resent
my spite became the steps
upon the stairway of descent
  Statystyki - lvl: 5 | S: 12 | Zr: 17 | Sz: 9 | Zm: 7 | HP: 75 | W: 65 | EXP: 30/400
 
Węglowe Gardło
Gwiezdny
gaz szlachetny



Klan:
grom

Księżyce: 101 [listopad]
Mistrz: Brzozowa Gałązka
Płeć: Kocur
Matka: Złocisty Strumyk
Ojciec: Nocny Deszcz
Multikonta: Malinowa Gwiazda, Lamparci Cień, Bławatkowa Łapa, Krowia Łapa
Wysłany: 2018-11-13, 23:11   
   Wygląd: Cóż, z pewnością nie należy do małych. To pierwsze co narzuca się na myśl kiedy widzi się tego Gromiaka... i trzeba zadrzeć szyję, żeby spojrzeć mu w pysk. Tak naprawdę... tak naprawdę to nie aż tak, chociaż zdecydowanie można by go nazwać jednym z większych wojowników. Potężnie zbudowana sylwetka prawie w całości pokryta czarnym jak smoła, gładkim futrem - prawie, bo matka natura, Gwiezdny Klan czy kto wie kto tam jeszcze zapomnieli chyba pomalować również na czarno łapy kocura. Przez to wygląda, jakby brodził po kostki w mleku. Skarpetki są króciutkie na przednich łapach, natomiast na tylnych rozprzestrzeniają się też na część uda, choć widać to dopiero gdy wojownik obróci się tyłem. Nos idealnie czarny, zlewający się z równie ciemnym tłem, można go jednak wyśledzić po śnieżnobiałych wibrysach. Nad nimi - wyraziste, błękitne ślepia, które na obrzeżach tęczówek wpadają wręcz w kobalt.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=178327#178327


Sasanka wcale nie zdawała się śpieszyć. Może to i dobrze? W końcu mimo trzymania jako-takiej formy przez codzienne patrole nie był już najmłodszy i nie wiadomo czy byłby w stanie za terminatorką pogonić gdyby napędzana młodzieńczym gniewem rzuciła się galopem przed siebie. Śledził ją więc miarowym, spokojnym marszem, trzymając się na dystans i korzystając z przewagi, jaką dawały mu z natury dłuższe łapy by mniej więcej dotrzymać jej kroku. Nie krył się jednak szczególnie ze swoją obecnością, bo... nie wiedział potrzeby. Po co miałby się chować? Skradać? To że mu się zwyczajnie nie chciało... to swoją drogą.
- A tobie? - zapytał beznamiętnie, jakby nigdy nic wyłażąc z okrzykiwanego krzaka i otrzepując futro. Usiadł sobie tam, przy tym - hehe - chaszczu, komunikując wyraźnie, że bynajmniej nie ma zamiaru nigdzie terminatorki targać na siłę i z powrotem ciągnąć do obozu, a jeśli chce zostać od dzisiaj drwalem i zając się rąbaniem na drzazgi okolicznych sosen... cóż, pogratulowałby jej co najwyżej kreatywnego pomysłu na karierę. Ogólnie rzecz biorąc wydawał się być zupełnie nieprzejęty wrogą postawą Sasanki i jej napastliwym tonem. Trochę tak, jakby próbowała go opluć stojąc za szybą - on tylko siedział i patrzył jakim ładnym ciurkiem ślina po drugiej stronie cieknie. Ciemnoniebieskie oczy obmiotły jedynie sylwetkę terminatorki, by zatrzymać się na chwilę na jej wysuniętych pazurach, a wbrew temu co sobie wyobrażała - na żadną kawalerię nie czekał. Jakoś chyba sobie poradzi z jedną niewyszkoloną w walce małolatą, która na dodatek ledwo co widzi przez przysłaniające jej wzrok emocje. Z trudem. Trzymajcie kciuki i wyślijcie sms-a o treści WĘGIEL by dodać mu sił w starciu z tak wymagającym przeciwnikiem.
- Schowaj te pazury, bo się pokaleczysz. - mruknął tylko z lekkim niesmakiem, powracając spojrzeniem do jej oczu. Przechylił lekko głowę, obracając ucho w stronę, z której przyszli - nie słyszał co prawda jeszcze oznak, że ktoś przedziera się za nimi, ale nigdy nic nie wiadomo. Teraz, póki co, mieli święty spokój. No, mieliby, gdyby ktoś nie upierał się, by trenować głos w środku lasu i płoszyć okoliczne ptaki. - I nie wydzieraj się tak, z łaski swojej. Jestem stary, nie głuchy. Poza tym nie wiem, czy ktoś za mną z obozu jednak nie wylazł. - przyznał bez ogródek, większego skrępowania czy nawet zająknięcia. Cóż, suche fakty. Całkiem możliwe, że właśnie w ich kierunku lazła jakaś Malinowe Chaszcze czy inny Piasek, a może nawet cały orszak dyscyplinarny z zakneblowanym Bocianią Łapą na plecach. Bo co PRZYWÓDCA sklei sklei żadna SIŁA nie rozklei, Sasankowa Łapa i Bociania łapa muszą w dosłownie KAŻDEJ chwili oddychać od teraz tym samym powietrzem. Osobiście miał nadzieję, że kto jak kto, ale chociaż nieszczęsna Malinowe Chaszcze wykaże minimum logiki i zdrowego rozsądku i nie przyjdzie jej do łba za nimi na siłę gonić. A nawet jeśli - że nie wpakuje się dosłownie w sam środek sceny, prezentując już wystarczająco rozjuszonej Sasance. Chociaż Grom wzbijał się czasem na takie absolutne szczyty absurdu, że szczerze mówiąc ciężko powiedzieć.
_________________
      A kiedy przyjdzie także po mnie
      𝕫𝕖𝕘𝕒𝕣𝕞𝕚𝕤𝕥𝕣𝕫 『światła』 𝕡𝕦𝕣𝕡𝕦𝕣𝕠𝕨𝕪
      By mi zabełtać błękit w głowie
      To będę jasny i gotowy...


        Spłyną przeze mnie dni na przestrzał
        Zgasną podłogi i powietrza.
        Na wszystko jeszcze raz popatrzę

        I pójdę nie wiem gdzie -
        na zawsze.

Ostatnio zmieniony przez Węglowe Gardło 2018-11-13, 23:14, w całości zmieniany 2 razy  
  Statystyki - lvl: 4 | S: 15 | Zr: 11 | Sz: 11 | Zm: 7 | HP: 90 | W: 50 | EXP: 35/400
Stat. Med. - lvl:
2 | MED.EXP: 90/150
 
Sasanka
Zaginiony
licho


Klan:
grom

Księżyce: 30
Mistrz: who dis
Płeć: Kotka
Matka: Łania
Ojciec: chaos
Ciąża: nie
Multikonta: Wapienna Łapa
Wysłany: 2018-11-14, 00:08   
   Wygląd: Drobnej budowy, buro-biała koteczka. Jej jasne, krótkowłose ciało pokrywa mozaika łat: większe obejmują oczy, uszy i tył głowy oraz cały grzbiet od łopatek do ogona. Mniejsze występują na tylnych łapach, palcach, biodrach i ramieniu. Wszystkie są delikatnie pręgowane w typie broken mackerel. Zawsze roześmianą mordkę wieńczy pomarańczowy, perkaty nos na tle białego trójkąta oraz duże, owalne oczy z figlarnym połyskiem w kolorze mosiądzowym (lśniącym żółtobrązowym).
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=285391#285391


Czarny pysk Węglowego Gardła wystający zza krzaka był najmniejszym zapalnikiem agresji, jakiego mogła się spodziewać... chociaż po dniu dzisiejszym mogła spodziewać się tak naprawdę WSZYSTKIEGO. Włącznie z całym orszakiem dyscyplinarnym, przywiązaniem jej do Bocianiego grzbietu jakimś pnączem, Malinowych Chaszczy wyskakujących na nią z lodówki albo rytualnego ścięcia przez pachnącego nowością Zastępcę. I chociaż buzująca wewnątrz złość zdawała się nie mieć dna, sensu ani ujednoliconego celu - nic nie mogło trwać wiecznie, o czym obecny przy Kępie Drzew kocur wiedział już z autopsji. Tyle, że była znacząca różnica między rozbestwionym kociakiem barykadującym się w kącie kociarni, a rozwścieczoną do czerwoności Terminatorką, która głośno dawała do zrozumienia, że lada chwila rzeczywiście posunie się do czynów karalnych, nieco różnych od pociągnięcia ząbkami cudzego ogona. Wprawdzie Węglowe Gardło obok osobowości Łaniuszki nawet nie stał, więc pewnie nie odejdzie z płaczem, kiedy wysuwając pretensjonalnie rękę w stronę zionącej ogniem córki JAKIMŚ CUDEM się oparzy... ale pogrozić można.
Na ironiczne pytanko ściągnęła łuk brwiowy, odpowiadając niecierpliwym trzepnięciem ogona. Dalej już nie idzie? Zmęczył się? A to peszek. Sasankowa Łapa niestety nie przyszła tutaj rąbać sosen, lecz raczej odchodziła w nieznane, skoro żadna rodzinna otoczka nie trzymała jej więcej w czułych objęciach. Gdzieś w głębi ciekawiło ją, jaki stosunek do Trzmielowej pokazówki miał Węgiel, skoro odkąd pamięta, uważała go za... negatywnie, tudzież zabawnie nastawiony obiekt tortur, dlaczego zatem miałby interweniować? Tfu, wystawiać przysługę? Nie mógł po prostu szczerzyć zawistnie kłów albo złapać ją za kołnierzyk, by dodać do koncertu jadu lodowatym tonem "NIE JESTEŚ MOJĄ PRAWDZIWĄ WNUCZKĄ"? Ewidentnie coś knuł - nie biorąc pod uwagę faktu, że Terminatorka nie miała więcej nic do stracenia i nie zawaha się roztrzaskać tej pułapki zderzeniem czołowym.
- Albo ciebie. - warknęła, wcale nie chowając pazurów: choć zamiast trzymać je w bojowej gotowości, nerwowo gmerała nimi po miękkim podłożu, wyrywając ewentualne źdźbła trawy.
- Mam się bać? - sparodiowała jego początkowy ton, jednocześnie posyłając wrogie, bardziej nieufne spojrzenie wciąż nieruchomym zaroślom. Owszem, wedle zapowiedzi powinni zobaczyć tutaj niezmącony myślą pysk Maliny czy innych Piasków, ale... co to zmieni? Jeśli chcieli, aby sprawiedliwości stało się zadość, będą musieli zaciągnąć ją z powrotem do Obozu SIŁĄ. A w przypadku wątłych tchórzy, bardziej prawdopodobne, że po prostu zostawią ją w lesie raz na zawsze, jak na oświeconych prawem Wojowników przystało... pogrążonych ziarenkiem dziecięcego buntu.
Kiedy dźwięki lasu nie zdradziły obecności osób trzecich, powróciła spojrzeniem mosiądzowych, poniekąd wilgotnych oczu na ślad po oderwanej korze.
- Czego ode mnie chcesz. Po co to robisz. - wycedziła, na zakończenie rodzinnej szopki NIE WIERZĄC w dobro, altruizm czy jakikolwiek umiar. Błyskowi szczędzili nawet pełnych dezaprobaty PRZYPUSZCZEŃ, ufając wspaniałym intencjom upadłego lidera do samego końca... ale nieposłuszny Terminator? Do karceru. - Chcesz się na mnie zemścić? Nacieszyć oczy? - uniosła wyzywająco podbródek, choć to marne starania zakrycia emocjonalnej rany. Wszak to pierwsza kara, jaką KIEDYKOLWIEK dostała - pierwsze "ostrzeżenie" i pierwszy raz, gdy została zupełnie sama, bez cienia współczucia: młoda, głupia, z natury narwana... ale to już nie istotne, kiedy w lesie łamany jest KODEKS.
_________________

so much i have lost
and so much i resent
my spite became the steps
upon the stairway of descent
Ostatnio zmieniony przez Sasanka 2018-11-14, 00:10, w całości zmieniany 2 razy  
  Statystyki - lvl: 5 | S: 12 | Zr: 17 | Sz: 9 | Zm: 7 | HP: 75 | W: 65 | EXP: 30/400
 
Węglowe Gardło
Gwiezdny
gaz szlachetny



Klan:
grom

Księżyce: 101 [listopad]
Mistrz: Brzozowa Gałązka
Płeć: Kocur
Matka: Złocisty Strumyk
Ojciec: Nocny Deszcz
Multikonta: Malinowa Gwiazda, Lamparci Cień, Bławatkowa Łapa, Krowia Łapa
Wysłany: 2018-11-14, 01:11   
   Wygląd: Cóż, z pewnością nie należy do małych. To pierwsze co narzuca się na myśl kiedy widzi się tego Gromiaka... i trzeba zadrzeć szyję, żeby spojrzeć mu w pysk. Tak naprawdę... tak naprawdę to nie aż tak, chociaż zdecydowanie można by go nazwać jednym z większych wojowników. Potężnie zbudowana sylwetka prawie w całości pokryta czarnym jak smoła, gładkim futrem - prawie, bo matka natura, Gwiezdny Klan czy kto wie kto tam jeszcze zapomnieli chyba pomalować również na czarno łapy kocura. Przez to wygląda, jakby brodził po kostki w mleku. Skarpetki są króciutkie na przednich łapach, natomiast na tylnych rozprzestrzeniają się też na część uda, choć widać to dopiero gdy wojownik obróci się tyłem. Nos idealnie czarny, zlewający się z równie ciemnym tłem, można go jednak wyśledzić po śnieżnobiałych wibrysach. Nad nimi - wyraziste, błękitne ślepia, które na obrzeżach tęczówek wpadają wręcz w kobalt.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=178327#178327


Ach, gdyby Węglowe Gardło miał tyle zbędnej energii, by coś knuć... Sasanka srogo przeceniała zarówno siebie, jak i skalę całego problemu, który stojącemu z boku Węglowemu Gardłu wydawał się wręcz śmiesznie banalny. Nawet gdyby miał CO knuć i COŚ do zyskania z tej całej sytuacji - ciekawe co, chyba ból głowy co najwyżej - to wątpliwe, by faktycznie miał w planie się na to połasić. Ale spokojnie, nie ona jedna stanowczo dramatyzowała, bo cały Grom nagle jakby rój pszczół połknął, w szczenięcym tupaniu nóżką dopatrując się jakiegoś opluwania systemu wartości, wydziedziczania się z hukiem z całej rodziny i skierowanie entuzjastycznych kroków prosto do Mrocznego Lasu. Aż się chciało zapytać gdzie ten Grom łapiący za pochodnie i natychmiast wymierzający SPRAWIEDLIWOŚĆ takim RECYDYWISTOM jak dwójka przepychających się terminatorów był gdy koty pokroju B-by Gwiazdy przez tyle księżyców wodziły ich za nos... Na szczęście Węglowe Gardło nie zadawał zbędnych, głupich pytań. Ani sobie ani innym.
- Dziecko, proszę. - powiedział znużonym tonem, a jedyną reakcją jakiej Sasanka się doczekała była lekko uniesiona brew i kiwający się niemrawo koniuszek białego ogona. I nic, nie nastąpiło żadne szarpanie za kołnierzyk, żadne reprymendy i ciągnięcie za smycz do domu, żadne "schowaj mi natychmiast te pazury!". Niech sobie trzyma wyciągnięte jak tak bardzo chce, co go to obchodzi. Tyle że nie ma potrzeby. A tak jej trawa jeszcze powłazi między palce, co jest średnio przyjemnym uczuciem na dłuższą metę i... po co jej to. Ale odmrażaj sobie uszy na złość dziadkowi, droga wolna. Może nawet doskoczysz do niego z łapami? Węglowe Gardło był pewien, że napadnięcie na niedoszłego emeryta NA PEWNO sprawi, że poczuje się lepiej. Nic tak nie koi nerwów jak wymierzenie kopniaka kocurowi z okrągłą setką na karku.
- To czy masz się czego bać zależy głównie od tego, czy dalej masz zamiar wrzeszczeć na krzaki i zwoływać okoliczne drapieżniki. A ja, od ciebie? Nie chcę niczego.- odparł spokojnie, bez nawet jednego mrugnięcia. Bo on, w gruncie rzeczy, trochę w dupie miał czy i kogo Sasanka przeprosi. I kiedy wróci do obozu. To całe przywiązanie ich do siebie ogonami było idiotyczne, tak samo jak brnięcie w zaparte w karę, która nie działa, a wręcz przeciwnie - jeszcze bardziej nakręca i jeszcze bardziej zachęca, by postawić się na opak jak ość w przełyku. - Pilnuję tylko, żebyś nie zdechła tutaj jakoś głupio. - ani żeby nic nie jej po drodze nie zjadło, chociaż dwa razy by się pewnie zastanowił czy taką pyskatą Sasankę z paszczy lisa w ogóle wyławiać. Szokujący news, z ostatniej chwili - może ci nikt nie mówił, mała Cacanko, ale lasy bywają jednak niebezpieczne. Nawet te patrolowane od czasu do czasu.
- ... a mam za co? Mścić się? - odpowiedział pytaniem na pytanie, z lekkim niedowierzaniem, a brwi niemal wjechały mu na czubek głowy. Zemścić, doprawdy, też coś. Aż był prawie ciekawy za co mógłby knuć jakąś perfidną zemstę. O tamtą manipulację żeby jej przykleić plasterek ileś księżyców temu? Bo chyba nie o to, co się działo przed chwilą na ceremonii, co nie dotknęło go personalnie ani troszkę. Nic się przecież takiego wielkiego nie stało, ot, pożarli się w rodzinie. A bo to oni pierwsi. Węglowe Gardło się na przykład do swojego brata praktycznie wcale nie odzywał przez jego ostatnie księżyce - i nieszczególnie żałował, bo Kamienny Pysk i tak nigdy nie miał niczego mądrego do powiedzenia.
_________________
      A kiedy przyjdzie także po mnie
      𝕫𝕖𝕘𝕒𝕣𝕞𝕚𝕤𝕥𝕣𝕫 『światła』 𝕡𝕦𝕣𝕡𝕦𝕣𝕠𝕨𝕪
      By mi zabełtać błękit w głowie
      To będę jasny i gotowy...


        Spłyną przeze mnie dni na przestrzał
        Zgasną podłogi i powietrza.
        Na wszystko jeszcze raz popatrzę

        I pójdę nie wiem gdzie -
        na zawsze.

  Statystyki - lvl: 4 | S: 15 | Zr: 11 | Sz: 11 | Zm: 7 | HP: 90 | W: 50 | EXP: 35/400
Stat. Med. - lvl:
2 | MED.EXP: 90/150
 
Malinowe Chaszcze
Wojownik
On-Leash



Klan:
grom

Księżyce: 77 (VI)
Mistrz: Gwieździsta Ścieżka & Błyskająca Gwiazda
Płeć: Kotka
Matka: Czapla Noga
Ojciec: Lśniącooki
Partner: Praca
Ciąża: nie
Multikonta: Krogulczy Szpon, Dębowy Cień, Koń [KC], Wysoka Fala [KR] | Iskra [MGBG]
Interwencja MG: tak
Ostrzeżeń:
 2/4/6
Wysłany: 2018-11-14, 15:27   
   Wygląd: Poprzez ciężką pracę, zbudowała potężne mięśnie. Szeroka w barkach, jednocześnie jest dość niska jak na członka Klanu Gromu - jej głowa wchodzi kotu o przeciętnym wzroście pod szyję. Krótka, zadbana i błyszcząca sierść przylega do ciała, eksponując wszystko, co Malina ma do zaoferowania, jednak w jednym miejscu na szyi sierść się kończy, ustępując miejsca bladej, krótkiej bliźnie z dzieciństwa. Złote oczy patrzą ze spokojem, który ukrywa zmęczenie, a krok jest pewny i energiczny. Przy wargach, zaczęły się pojawiać pojedyncze, widoczne dopiero z bliskiej odległości, siwe włoski.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=218008#218008


Przybyła ich tropem Malina, idąc powoli, jakby niechętnie. Trzmiela Gwiazda kazał jej pójść za swoją terminatorką, ale nie sprecyzował, czy ma ją zaciągnąć do obozu i doczepić Bocianowi do ogona. Zdaniem niebieskiej... Takie działania dawałyby zupełnie odwrotne efekty do zamierzonego, a w ramach tych efektów... Dróg było bardzo dużo. Od załamania psychicznego po opuszczenie klanu. A przynajmniej takie wrażenie miała była pomocnica medyka, która, gdy tylko ujrzała szukaną parkę, zatrzymała się, opierając o któreś z drzew i przez chwile ich obserwując, po czym zaczęła śledzić teren. Nie chciała, żeby ich kochanego dziadka oraz jej nową terminatorkę coś zeżarło. Nie chciała tez interweniować do rozmowy, pozwalając toczyć się jej swoim tempem, mając jeszcze nadzieję, że nie zostanie przez nich zauważona, ale sama też nie ukrywała jakoś szczególnie swojej obecności. Jedynie zwykły przypadek sprawił, że wiatr wiał wprost na nią od strony jej pyska, a przez to, że nie miała nic do powiedzenia była również cicho.
_________________

I_f e l t_like I won, but I_w a s n' t_ done,---------
the_n i g h t m a r e_repeats itself every_t i m e-

got to keep my calm, and carry on
stay awake until the sun will shine

----------but I'm not so_s t r o n g, and they're not gone
--they're still out there to take what's left of_m i n e
  Statystyki - lvl: 7 | S: 19 | Zr: 13 | Sz: 15 | Zm: 18 | HP: 85 | W: 75 | EXP: 210/600
Stat. Med. - lvl:
7 | MED.EXP: 782/1200
 
Sasanka
Zaginiony
licho


Klan:
grom

Księżyce: 30
Mistrz: who dis
Płeć: Kotka
Matka: Łania
Ojciec: chaos
Ciąża: nie
Multikonta: Wapienna Łapa
Wysłany: 2018-11-14, 15:54   
   Wygląd: Drobnej budowy, buro-biała koteczka. Jej jasne, krótkowłose ciało pokrywa mozaika łat: większe obejmują oczy, uszy i tył głowy oraz cały grzbiet od łopatek do ogona. Mniejsze występują na tylnych łapach, palcach, biodrach i ramieniu. Wszystkie są delikatnie pręgowane w typie broken mackerel. Zawsze roześmianą mordkę wieńczy pomarańczowy, perkaty nos na tle białego trójkąta oraz duże, owalne oczy z figlarnym połyskiem w kolorze mosiądzowym (lśniącym żółtobrązowym).
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=285391#285391


I tutaj, chcąc nie chcąc, Węglowe Gardło MIAŁ rację - jego neutralna postawa, znużony wzrok oraz intencje, które Sasankowa Łapa dwoiła się i troiła, by rozczytać... nie robiły z niego dobrego celu. Właściwie to żadnego - obrażanie Malinowych Chaszczy niosło przynajmniej odrobinę ulgi zszarganym nerwom, a zachowanie praworządnego Trzmiela, który chyba napił się ostatnio ze złej Sadzawki, to w dalszym ciągu zdumiewająca nowinka. Tymczasem Węgiel ani nie zasłużył na rozpętanie przy Kępie żadnej szarpaniny, ani nie przyłączył się do masowego kiwania gromowym palcem, by nadrobić dziewięć księżyców milczenia i pobłażania wszelkim kocięcym wybrykom z nawiązką. To wprawiało ją w lekką, drażliwą konsternację, zwłaszcza mając na uwadze ich ostatnie przekomarzanki w Złocistym Wgłębieniu - odniosła wrażenie, że miał po uszu oglądania nastoletnich buntów przez okrągłe sto księżyców, a do Starszyzny nie odszedł głównie po to, by ze smarkami nie mieć nic do czynienia aż po sam grób.
Pasywna nuda w odpowiedzi, zamiast matczynego kazania czy siłowego egzorcyzmu Terminatora z Ciemnego Lasu, który śmie GROZIĆ staruszkom PAZURAMI... osłupiła. Na tyle, że buro-biała koteczka zapowietrzyła się głębokim haustem tlenu, jakby co najmniej miała otaczające ich krzaki zdmuchnąć... a potem opadła z przytupem do siadu, w rytmie świszczącego wydechu. Tak po prostu, bez wrzasków, bez machania łapami, bo skoro już robimy sobie postój, równie dobrze możemy ubogacić go piknikiem.
Przy objawach jakże wiarygodnego zmartwienia życiem, zdrowiem czy czymkolwiek innym, brew Sasanki poszybowała w górę, co na dobrą sprawę nie jest szczególne ofensywnym gestem. Wręcz przeciwnie - przynajmniej słowa docierały.
- Zdechła? Zdążyłam obejść te tereny w dwa wschody słońca i jakoś nic nawet nie PRÓBOWAŁO mnie zjeść. I nikt się o mnie nie martwił. Zwłaszcza moja Mistrzyni. - teraz do szeregu kotów mających jej losy pod ogonem rychło dołączyło rodzeństwo (tworzące świetny kontrast z trzęsącymi porami siostrami Bociana), dziadek oraz własna matka, dla której reputacja naprawdę liczyła się bardziej, niż uczucia dzieci. To, że żałuje wyboru partnera nie było żadną tajemnicą, ale... przeciw ciążowym pretensjom Sasanka jeszcze jakoś się łudziła. Bo te wszystkie starania, żeby zostać lepszą matką, niż Wrzeszczący Pysk, wyglądały całkiem szczerze. Tyle, że same starania nie zawsze wystarczały.
- I od kiedy TY chcesz mnie pilnować? Nikt ci nie kazał. Masz innego Terminatora. - wyrzuciła z gorzkim, personalnym wręcz żalem. To, że miała tendencje do głębokiego dramatyzmu nie było nowością, ale wyjący Trzmiel czy zamiatająca ogonem Łania to inna, dziwniejsza sprawa. Prawie tak dziwna, jak Węglowe Gardło robiący dla KOGOŚ coś, o co NIKT go nawet nie prosił. Choć w przypadku Sasankowej Łapy, traktowanej w kuluarach bandy tchórzliwych Wojowników niczym sam diabeł obleczony kocięcym puszkiem, bardziej pasowałby słówko zmusił.
- Za tamtą drzemkę na przykład. Albo tego, no - skakanie po grzbiecie udającego zwłoki dziadka to dość nietypowa forma pielęgnowania rodzinnych więzi. Mimo wszystko na samo wspomnienie zmierzwiony dziko wąsik... drgnął. - buziaka. Nie pamiętasz już?
Kąciki owalnego pyszczka uniosły się kwaśno, kiedy stercząca dęba pręga wzdłuż grzbietu powoli zaczęła opadać. Nigdy nie przychodziła do Węgla posłuchać bajek, poplotkować przy herbacie bądź zaskoczyć go byciem najbardziej rozumnym kocięciem w sforze - stąd nie wiedziała, dlaczego nadal chciałby mieć z nią cokolwiek do czynienia. Zwłaszcza w takim stanie.
_________________

so much i have lost
and so much i resent
my spite became the steps
upon the stairway of descent
  Statystyki - lvl: 5 | S: 12 | Zr: 17 | Sz: 9 | Zm: 7 | HP: 75 | W: 65 | EXP: 30/400
 
Węglowe Gardło
Gwiezdny
gaz szlachetny



Klan:
grom

Księżyce: 101 [listopad]
Mistrz: Brzozowa Gałązka
Płeć: Kocur
Matka: Złocisty Strumyk
Ojciec: Nocny Deszcz
Multikonta: Malinowa Gwiazda, Lamparci Cień, Bławatkowa Łapa, Krowia Łapa
Wysłany: 2018-11-14, 19:45   
   Wygląd: Cóż, z pewnością nie należy do małych. To pierwsze co narzuca się na myśl kiedy widzi się tego Gromiaka... i trzeba zadrzeć szyję, żeby spojrzeć mu w pysk. Tak naprawdę... tak naprawdę to nie aż tak, chociaż zdecydowanie można by go nazwać jednym z większych wojowników. Potężnie zbudowana sylwetka prawie w całości pokryta czarnym jak smoła, gładkim futrem - prawie, bo matka natura, Gwiezdny Klan czy kto wie kto tam jeszcze zapomnieli chyba pomalować również na czarno łapy kocura. Przez to wygląda, jakby brodził po kostki w mleku. Skarpetki są króciutkie na przednich łapach, natomiast na tylnych rozprzestrzeniają się też na część uda, choć widać to dopiero gdy wojownik obróci się tyłem. Nos idealnie czarny, zlewający się z równie ciemnym tłem, można go jednak wyśledzić po śnieżnobiałych wibrysach. Nad nimi - wyraziste, błękitne ślepia, które na obrzeżach tęczówek wpadają wręcz w kobalt.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=178327#178327


Jego bardzo pasywne podejście chyba było w tym przypadku podejściem właściwym, bo Sasanka jakoś tak oklapła, sflaczała znienacka jak przekłuty balonik i posadziła tyłek na trawie, zamiast skakać, wygrażać się czy odprawiać jakieś inne rytualne tańce. I bardzo słusznie. Węglowe Gardło trzepnął lekko uchem na tę nagłą zmianę tonu. To... już koniec tych gróźb? Jednak sms-y o treści WĘGIEL niepotrzebne? Nie żeby mu szczególnie zależało, ale gdyby jednak planowała go zaatakować - wolałby zostać wpierw ostrzeżony. Daj mi tylko cynk to obrócę się tym bardziej szkaradnym profilem, może mi przy okazji naprostujesz żuchwę.
- Do trzech razy sztuka. - odparł jej cynicznie i w sumie tyle miał do powiedzenia w tej sprawie, bo to że las bywa niebezpieczny nie ulegało wątpliwości i tylko mysie móżdżki były w stanie się z tym kłócić. Ale jak chce niech śmiało próbuje szczęścia. Poza dzisiejszym dniem dobroci dla zwierząt nie miał zamiaru jej strzec 24/7, więc może będzie miała okazję. Dzisiaj tylko masz zakaz bezsensownego umierania, smarkulo. A dlaczego? Sam w gruncie rzeczy nie wiedział. Miał czasem jakieś dzikie rzuty altruizmu i może jednak czasem nie był aż tak obojętny wobec otaczającego go świata jakim się wydawał. W końcu... do pójścia i wyciągnięcia smarkatej Szerszeń i małego grubasa Trzmiela z opresji bawiących się ich kosztem samotników - którzy później zabłysnęli na Gromowych stołkach - też go teoretycznie nikt nie zmuszał. Nawet ten plasterek przylepił jej z własnej woli, wbrew pozorom, bo gdyby się zaparł to nie zmusiłaby go do tego żadna siła na Srebrnej Skórce czy w Mrocznym Lesie, nawet stękanie zmęczonej Łaniuszki czy jazgot dramatyzującej Sasanki.
- Mój "inny terminator" - żaden z dwóch, tak nawiasem. - nie rzuca się z pazurami na sosny. I nie wydziera się po kniejach. Mam przynajmniej nadzieję. - odpowiedział jej sucho, nie do końca rozumiejąc ten podszyty żalem ton. A ten jak mu tam... Płomyk? Promyk? Da sobie radę. Kimkolwiek by nie był. Węglowe Gardło poniekąd uświadomił sobie właśnie, że nawet nie wie jak jego terminator wygląda... nic nowego. Tyle ich tam było, a znaleźć jednego, przydzielonego mu szczeniaka w całej gromadzie to trochę jak z tą igłą w sianie. Jeśli ma głowę na karku to sam się znajdzie.
- I nie powiedziałbym, że chcę cię pilnować. Nie leży to wysoko na mojej liście marzeń, nie. Ale ktoś najwyraźniej musi, bo nad sobą nie panujesz. - zgasił ją krótko, tym samym beznamiętnym tonem, ot, stwierdzenie faktu. - Mogę ci załatwić kogoś innego jeśli bardzo chcesz. - Mistrzynię, na przykład? Poprzednią albo aktualną? A może Piaskowego Podmucha z Bocianem na plecach? Swoją drogą... ciekawe, czy biedaczyna zauważył, że ich nie ma i czy obaj nie szukają ich właśnie w Borsuczej Norze, zgodnie z instrukcją. Niech wysprzątają przy okazji.
- ... nie bądź śmieszna. - jemu też aż drgnął wąs na wymienione przez Sasankę zbrodnie przeciwko jego osobie, a gdyby był w humorze może by się nawet roześmiał. Wzniósł zmęczone spojrzenie ku niebu, szczerze załamany wyciągniętymi przez terminatorkę wnioskami i podejrzeniami. Fizycznie niby jakieś dziesięć księżyców, ale w środeczku chyba jednak dwa i pół. - Gdybym miał się mścić na kociętach za to, że są kociętami... to w Klanie Gromu nie byłoby już żadnego. - uniósł lekko brwi. Co innego taki Rudy czy inna Otoczak, którzy swoją głupotą i bezmyślnością stanowili zagrożenie dla otoczenia i najlepiej byłoby ich oderwać od zdrowego ciała Klanu Gromu jednym pociągnięciem, jak dwa krwiopijcze pasożyty - a co innego łażenie dziadkowi po grzbiecie i tupanie nóżką żeby wyłudzić "buziaka". A o tym że w ogóle kiedyś po nim podeptała prawdę mówiąc zdążył faktycznie zapomnieć. Bah. Nie wiedział co konkretnie zostało rozpylone w powietrzu, że wszyscy jak jeden mąż robili z igły widły, ale najwyraźniej było wściekle zaraźliwe. Pytanie tylko kto złapał tego dramatycznego bakcyla pierwszy - siedząca przed nim terminatorka czy reszta wesołej gawiedzi.
_________________
      A kiedy przyjdzie także po mnie
      𝕫𝕖𝕘𝕒𝕣𝕞𝕚𝕤𝕥𝕣𝕫 『światła』 𝕡𝕦𝕣𝕡𝕦𝕣𝕠𝕨𝕪
      By mi zabełtać błękit w głowie
      To będę jasny i gotowy...


        Spłyną przeze mnie dni na przestrzał
        Zgasną podłogi i powietrza.
        Na wszystko jeszcze raz popatrzę

        I pójdę nie wiem gdzie -
        na zawsze.

Ostatnio zmieniony przez Węglowe Gardło 2018-11-14, 19:47, w całości zmieniany 1 raz  
  Statystyki - lvl: 4 | S: 15 | Zr: 11 | Sz: 11 | Zm: 7 | HP: 90 | W: 50 | EXP: 35/400
Stat. Med. - lvl:
2 | MED.EXP: 90/150
 
Sasanka
Zaginiony
licho


Klan:
grom

Księżyce: 30
Mistrz: who dis
Płeć: Kotka
Matka: Łania
Ojciec: chaos
Ciąża: nie
Multikonta: Wapienna Łapa
Wysłany: 2018-11-14, 22:36   
   Wygląd: Drobnej budowy, buro-biała koteczka. Jej jasne, krótkowłose ciało pokrywa mozaika łat: większe obejmują oczy, uszy i tył głowy oraz cały grzbiet od łopatek do ogona. Mniejsze występują na tylnych łapach, palcach, biodrach i ramieniu. Wszystkie są delikatnie pręgowane w typie broken mackerel. Zawsze roześmianą mordkę wieńczy pomarańczowy, perkaty nos na tle białego trójkąta oraz duże, owalne oczy z figlarnym połyskiem w kolorze mosiądzowym (lśniącym żółtobrązowym).
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=285391#285391


Ze słowem "właściwe" można głęboko polemizować - ale z pewnością spokojne, zdystansowane podejście Węgla musiało należeć do zaraźliwych. Przynajmniej na tyle, by dźgająca glebę Sasanka przestała odczuwać ochotę wydrapania oczu pierwszemu lepszemu kotu, zamiast tego przechodząc w fazę jadowego refluksu. W końcu cały połknięty uprzednio gniew musiała teraz, porzucona na pastwę losu, jakoś strawić, a wbrew pozorom nienawiść wobec własnej rodziny nie jest lekkim kąskiem, nawet dla niej, opatrzonej pieczątką Ciemnego Lasu. Nic dziwnego, że wszystko, co wychodziło z białej mordki miało wyłącznie gorzki, boleściwy posmak. Pomijając bunt przeciwko niesłusznie nałożonej karze, dobór Mistrzyni na poziomie kpiny czy krystaliczną jak dupa Przodka postawę Plamki - chyba tylko odejście Łaniego Kroku rzeczywiście zapiekło. Co innego, gdyby faktycznie splunęła matce w pysk, trzaskając drzwiami, rzucając talerzami i barwnymi epitetami: ale najwidoczniej osaczona ze wszystkich stron Terminatorka nie miała prawa podnosić głosu, tylko czym prędzej korzyć się za zostanie kiedyśtam uderzoną po pyszczku. Sprawiedliwie, rodzinnie, gromowo.
- Oni by się przecież ucieszyli. Jeden problem z głowy. - może niepozorny jak widmo dziadzio w rzeczywistości lubił, jak się wali i pali? Albo, zgorzkniały starością, psuł im wszystkim zabawę, ratując skórę chochlika, którego wszyscy, począwszy od bliskich, najwyraźniej chcieli się ni z gruchy, ni z pietruchy się pozbyć? Pierw odziali ją nową rangą bez opieki Mistrza, co najwyraźniej automatycznie przekształciło każdy kolejny wybryk w karygodne świętokradztwo. Gwiezdny Klan z pewnością takich właśnie metod tworzenia tęczowej utopii oczekiwał. Ciekawe, czy ojciec też by się od niej odwrócił, gdyby żył i nadal pamiętał, że ma jakąś córkę.
Mimo doskonałej wiedzy o chęciach Węglowego Gardła, by śledzić ją aż do Kępy Drzew, nie mogła powstrzymać wściekłego trzepnięcia ogonem, gdy o nich usłyszała. Ta, kolejny męczennik od siedmiu boleści.
- Niby kogo?! - fuknęła, unosząc podbródek do góry, by przeszyć niebieskie, znużone oczodoły. Nie dość, że męczennik, to jeszcze dyplomata? Odmówiłeś przecież swojej karty ulg emeryckich, dziadku. - Skrząca już zrezygnowała. Ciocia Baran ma ZAKAZ, bo się na kogoś krzywo spojrzała. A niedoszłe Medyczki czy inne Zastępczynie to chyba jakiś żart. - nie obchodziło ją, w którym krzaku kampiła teraz podążająca za nimi zgodnie z komendą Malina. Równie dobrze mogłaby powtórzyć jej to prosto w twarz - niech pluje karami do woli, aż jej uszami wyjdzie.
Czy tak właśnie czuły się Krówka i Żubr, podrzucane przez Mistrza do Mistrza niczym kukułcze jaja, zbuki w dodatku? Nastawiła uszu, garbiąc chude ramiona... bo trochę ją to zdumiało. Kot, który nie wyciągał na wierzch kocięcych wybryków? Nie podliczał ich w rankingu wydziedziczeń? Tak szczerze, naprawdę NIC go nie ruszało? Może dlatego trzymał się lepiej, niż Trująca Łapa, rozpamiętująca każde nadepnięcie na odcisk?
- Jakoś dla mojej mamy tamta bójka była najwidoczniej BARDZO istotna. Wystarczająco, żeby rzucić mi nią w pysk na odchodne. - straszliwe, demoniczne dziecko z Ciemnego Lasu ma uczucia, ZOBACZ ZDJĘCIA. - ...szkoda tylko, że nie brałam w niej udziału.
Doprawdy, szkoda. Szkoda, że nie zdążyła wtedy urwać Błękitnej Łapie uszu, tak, by nawet dziadek Węglo ich potem nie przykleił. Szkoda, że nie wybiła Bocianowi zębów gdy tylko rozchylił dziób. Szkoda, że nie obrzuciła nowych Wojowników strawą wron, a Łani... wystarczyło, że przyszła na świat, sugerując się liczbą umęczonych westchnięć.
Chcieli przyciskać ją do ziemi i wyduszać przeprosiny: dlaczego nie dać im ku temu PRAWDZIWYCH powodów? Wagi przewinień najwidoczniej nie mają tutaj żadnego znaczenia.
_________________

so much i have lost
and so much i resent
my spite became the steps
upon the stairway of descent
  Statystyki - lvl: 5 | S: 12 | Zr: 17 | Sz: 9 | Zm: 7 | HP: 75 | W: 65 | EXP: 30/400
 
Węglowe Gardło
Gwiezdny
gaz szlachetny



Klan:
grom

Księżyce: 101 [listopad]
Mistrz: Brzozowa Gałązka
Płeć: Kocur
Matka: Złocisty Strumyk
Ojciec: Nocny Deszcz
Multikonta: Malinowa Gwiazda, Lamparci Cień, Bławatkowa Łapa, Krowia Łapa
Wysłany: 2018-11-15, 13:03   
   Wygląd: Cóż, z pewnością nie należy do małych. To pierwsze co narzuca się na myśl kiedy widzi się tego Gromiaka... i trzeba zadrzeć szyję, żeby spojrzeć mu w pysk. Tak naprawdę... tak naprawdę to nie aż tak, chociaż zdecydowanie można by go nazwać jednym z większych wojowników. Potężnie zbudowana sylwetka prawie w całości pokryta czarnym jak smoła, gładkim futrem - prawie, bo matka natura, Gwiezdny Klan czy kto wie kto tam jeszcze zapomnieli chyba pomalować również na czarno łapy kocura. Przez to wygląda, jakby brodził po kostki w mleku. Skarpetki są króciutkie na przednich łapach, natomiast na tylnych rozprzestrzeniają się też na część uda, choć widać to dopiero gdy wojownik obróci się tyłem. Nos idealnie czarny, zlewający się z równie ciemnym tłem, można go jednak wyśledzić po śnieżnobiałych wibrysach. Nad nimi - wyraziste, błękitne ślepia, które na obrzeżach tęczówek wpadają wręcz w kobalt.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=178327#178327


Cóż, dobre i to. On był całkiem z efektów zadowolony. Nie dlatego, że faktycznie obawiał się wklepania od tej pręgowanej smarkuli, parsk, tylko... no, zwyczajnie nie miał ochoty na słuchanie jej wrzasków.
Ani na inne głupoty. Można rozmawiać jak koty cywilizowane? Można. Czy to było takie trudne.
- Jeśli faktycznie tak myślisz to jesteś jeszcze wyjątkowo głupiutka. - stwierdził suchym, wypranym z emocji głosem i wzruszył jednym ramieniem. Tak, akurat, jeszcze zatańczą triumfalnie na twoim grobie. Twoja matka w szczególności, bo oczywiście NIENAWIDZI cię i nie chce cię na oczy oglądać już nigdy w życiu. A twoje rodzeństwo to by cię zaciukało osobiście gdyby mogło. Weź już nie dramatyzuj. W rzeczywistości, chłodnym okiem wyglądało to tak, że dobre chęci były, ale wykonanie kuśtykało - najpierw ze strony przytłoczonej rodzicielstwem młodej matki, której równie młodociany partner też nie był gotowy i na dodatek sobie umarł, a później ze względu na taki a nie inny przydział terminatorów. Sasanka nie była pierwsza - i nie byłaby ostatnia gdyby nie ten radosny przewrót - która dla zasady została puszczona samopas, bez kompetentnego mistrza, bo to komu szanowny Przywódca przydzieliłby terminatora było ważniejsze niż to kto i czy się tym terminatorem faktycznie zajmie. A teraz dostała Malinowe Chaszcze, za którą co prawda Węglowe Gardło nie przepadał, ale jednocześnie zdawał sobie sprawę... że niewiele mogła. Została już wyśmiana, zdegradowana i prawie opluta, a teraz oczekiwano, że z dupy wymusi na Sasance godny mistrza szacunek. Miał wrażenie, że gdzieś już widział równie wybuchową kombinację.... ach tak. Wyszydzana Mysiowąsa i przydzielenie jej dwóch terminatorek, do których nikt nie miał odwagi.
A wracając do głównej sceny dramatu... Węglowe Gardło miał proste, nieskomplikowane emocjonalnym jazgotem podejście. Kozie przeszło to i im przejdzie. A tyczyło się to zarówno Sasanki jak i całej oplutej przez nią reszty świata. Nawet jeśli nigdy nie będzie jak dawniej - trudno. Czasem z rodziną wygląda się dobrze tylko na obrazku i świat się przez to nie wali - kto jak kto ale zarówno Truteń jak i Łaniuszka powinni doskonale o tym wiedzieć.
- Zawsze mogłaś trafić o wiele gorzej. Szanuj mistrza swego bo możesz mieć gorszego... Skrzący Płomień mogła cię na przykład nie oddać. - parsknął pod nosem, ale bez większego przekonania, bo jeszcze tego brakowało, by się wykłócał ze smarkulą o honor Malinowych Chaszczy. A co mnie to obchodzi. To, że Sasanka szarej kocicy nie szanuje było - poza zwykłym efektem ubocznym - problemem głównie szarej kocicy, względnie - Przywódcy, nie jego. Miewał rzuty altruizmu, ale może bez przesady. I owszem, męczennik dyplomata. Czy to takie zdziwienie, że nieszczególnie miał ochotę jej pilnować, a na myśl o tym nie przebierał z radości nogami? Przed chwilą fukała w jego stronę, że go pokaleczy. Co z jej umazanej jeszcze mlekiem mordki brzmiało śmiesznie - ale wciąż, touche, jakże brzydko z jego strony. Jak śmiał się nie cieszyć na TAKI quality czas ze swoją trzecią najbardziej wyszczekaną wnuczką? Wstrętny dziadyga.
A na wspomnienie bójki z Plamką - jaką do wuja pana Plamką? Które to było Plamka? - tylko uniósł brew, bo nie bardzo wiedział co jej na to odpowiedzieć. Podejrzewał, że Łania nie miała zamiaru osiągnąć takich efektów. Ale nie był Łanią, więc nie zamierzał się za nią ani tłumaczyć, ani jej bronić, ani z drugiej strony - robić Sasance wykładów, że bicie się z rodzeństwem jest złe. Zwłaszcza, że ten przymus dogadywania się z rodziną i trzymania wzajemnie za łapki wydawał mu się śmieszny. Ale niech wypluje ten jad co jej na żołądku siedzi, może jej ulży. - ...twoja matka nie jest mną. A ja nie jestem twoją matką. - poruszył nieznacznie wąsami. - I Przodkom niech będą dzięki.
_________________
      A kiedy przyjdzie także po mnie
      𝕫𝕖𝕘𝕒𝕣𝕞𝕚𝕤𝕥𝕣𝕫 『światła』 𝕡𝕦𝕣𝕡𝕦𝕣𝕠𝕨𝕪
      By mi zabełtać błękit w głowie
      To będę jasny i gotowy...


        Spłyną przeze mnie dni na przestrzał
        Zgasną podłogi i powietrza.
        Na wszystko jeszcze raz popatrzę

        I pójdę nie wiem gdzie -
        na zawsze.

Ostatnio zmieniony przez Węglowe Gardło 2018-11-15, 13:07, w całości zmieniany 2 razy  
  Statystyki - lvl: 4 | S: 15 | Zr: 11 | Sz: 11 | Zm: 7 | HP: 90 | W: 50 | EXP: 35/400
Stat. Med. - lvl:
2 | MED.EXP: 90/150
 
Sasanka
Zaginiony
licho


Klan:
grom

Księżyce: 30
Mistrz: who dis
Płeć: Kotka
Matka: Łania
Ojciec: chaos
Ciąża: nie
Multikonta: Wapienna Łapa
Wysłany: 2018-11-19, 00:51   
   Wygląd: Drobnej budowy, buro-biała koteczka. Jej jasne, krótkowłose ciało pokrywa mozaika łat: większe obejmują oczy, uszy i tył głowy oraz cały grzbiet od łopatek do ogona. Mniejsze występują na tylnych łapach, palcach, biodrach i ramieniu. Wszystkie są delikatnie pręgowane w typie broken mackerel. Zawsze roześmianą mordkę wieńczy pomarańczowy, perkaty nos na tle białego trójkąta oraz duże, owalne oczy z figlarnym połyskiem w kolorze mosiądzowym (lśniącym żółtobrązowym).
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=285391#285391


Skoro cudem przekonał ją, by przysiadła skwierczącą dupką gdzieś w środku lasu, to niech lepiej oszczędzi sobie tych ironicznych docinek i nie nadwyręża szczęścia - nie wiadomo, ile jeszcze mu zostało. Bo kiedy znowu została URAŻONA, ucięła wdech nosem, unosząc się na równe nogi... ale zamiast skoczyć Węglowemu Gardłu do gardła czy obrócić zamaszyście na pięcie, po prostu stała, strosząc kocięce piórka i puszczając parę z uszu. Bo jak inaczej miała zareagować? Nikt nie nauczył jej akceptowania konsekwencji, ba, otrzymywania ich czy opanowania własnych emocji. Chyba, że autorytety pokroju ciotek, na których widok Trzmiela Gwiazda marszczył się w środeczku jak zniesmaczony rodzynek.
- A jeśli ty tego nie widzisz, to jesteś już CAŁKIEM ślepy! - głuchy, stary, połamany i zniedołężniały też, przekazane w domyśle gniewnym zgrzytem zębów.
Liść nie widział nic poza czubkiem własnego kinola, dla Kamienia liczyły się sprawy trywialne typu gwiazdorzenia podczas Ceremonii, a Plamka zrobi wszystko, żeby wyjść na złote dziecko przyklejone pod ogon matki. Matki, która notabene odwróciła się po wcześniejszym obrzuceniu jej starym brudem (jakby Sasankowa Łapa miała mało bagna, w które wpakowała ją niewinna prowokacja tępego jak buzdygan Bociana). Nawet, jeśli ból w złotych oczach był szczery, zaś odejście druzgoczące, nic nie złagodzi faktu, że Łani Krok chciała ją pogrążyć i nie zrobiła kompletnie nic, gdy napiętnowano ją stertą kar, szarpiąc za fraki na tle całego Klanu Gromu. Czyli z jednej strony bez minuty treningu wymagano od niej wzorowej dojrzałości, a z drugiej karcono niczym nieposłuszne kocię? No, chyba że trzymanie się za rączki z przygłupim Terminatorem oraz uziemienie w Obozie rzeczywiście nauczy dziecinną Sasankę dorosłego, odpowiedzialnego życia, ha.
- To się z nią zamień. - wyprostowała się nagle jak struna, tężejąc niemal na palcach, byleby przeszyć Węglowe Gardło zimnym, buńczucznym wzrokiem. Tymczasem psotny zwyczaj drgania wąsem zdradził rzucone mu właśnie WYZWANIE. Bo doskonale WIE, że dziadyga od opuszczenia Ceremonii zdążył zapomnieć już imię swojego nowego ucznia... więc oddanie go komukolwiek zaboli go nie bardziej, niż reszta gromowej telenoweli.
Pytanie tylko, czy miała na myśli zamianę ról z Łanim Krokiem czy Malinowym Krzakiem... jeden pies, tak naprawdę. Przynajmniej w roju uczuć napędzających nastoletnie ziarnko buntu, zamiast je kategorycznie dusić.
- Może moja matka nie jest już wcale moja. - mruknęła jeszcze gorzko, aczkolwiek cały hałaśliwy akcent gdzieś umknął. Nawet wąskie kreski źrenic zleciały z siwiejącej sylwetki czarnego kocura, chmurniejąc. Bowiem mając w myślach wszystko, począwszy od zawodu Łani swoim niegrzecznym dzieckiem, przez zmęczone wzdychanie, po złamane serduszko... aż sama nabrała ochoty melodramatycznie westchnąć. Jakie jabłko, taka skórka, jaka matka, taka córka. - Niech sobie ulży.
_________________

so much i have lost
and so much i resent
my spite became the steps
upon the stairway of descent
  Statystyki - lvl: 5 | S: 12 | Zr: 17 | Sz: 9 | Zm: 7 | HP: 75 | W: 65 | EXP: 30/400
 
Węglowe Gardło
Gwiezdny
gaz szlachetny



Klan:
grom

Księżyce: 101 [listopad]
Mistrz: Brzozowa Gałązka
Płeć: Kocur
Matka: Złocisty Strumyk
Ojciec: Nocny Deszcz
Multikonta: Malinowa Gwiazda, Lamparci Cień, Bławatkowa Łapa, Krowia Łapa
Wysłany: 2018-11-19, 09:54   
   Wygląd: Cóż, z pewnością nie należy do małych. To pierwsze co narzuca się na myśl kiedy widzi się tego Gromiaka... i trzeba zadrzeć szyję, żeby spojrzeć mu w pysk. Tak naprawdę... tak naprawdę to nie aż tak, chociaż zdecydowanie można by go nazwać jednym z większych wojowników. Potężnie zbudowana sylwetka prawie w całości pokryta czarnym jak smoła, gładkim futrem - prawie, bo matka natura, Gwiezdny Klan czy kto wie kto tam jeszcze zapomnieli chyba pomalować również na czarno łapy kocura. Przez to wygląda, jakby brodził po kostki w mleku. Skarpetki są króciutkie na przednich łapach, natomiast na tylnych rozprzestrzeniają się też na część uda, choć widać to dopiero gdy wojownik obróci się tyłem. Nos idealnie czarny, zlewający się z równie ciemnym tłem, można go jednak wyśledzić po śnieżnobiałych wibrysach. Nad nimi - wyraziste, błękitne ślepia, które na obrzeżach tęczówek wpadają wręcz w kobalt.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=178327#178327


Na zmianę pozycji Sasanki i powrót do stroszenia się jak pacnięty łapą jeż nie zareagował jakoś żywiej, jedynie uniesieniem brwi. Obmiótł ją od niechcenia wzrokiem, ale poza tym nie drgnął mu nawet wąs gdy z równie wielką pasją począł studiować liście na pobliskim krzaku. Terminatorka mogła sobie robić przysiady, mogła nawet fikać koziołki, stanąć na głowie i robić szpagat jeśli miała ochotę, jemu bez różnicy jaką akurat przyjmie pozycję. Jeśli wygodniej jej stać to niech stoi.
- Oczywiście. Mając te dziesięć księżyców na pewno widzi się więcej niż kocur który dożył starszyzny. - westchnął pod nosem, bez większego zaangażowania czy jadu. Smarkaczom zawsze się przecież wydaje, że wszystko widzą - i wiedzą - lepiej. Nawet w zderzeniu z kimś, kto o wiele więcej przeżył i miał o wiele większe doświadczenie, a gdy on był w okopach w 33' w Mandżurii to ty się jeszcze z jaja na jajo przelewałaś, gówniaro. Ale choćby się Sasanka dwoiła i troiła na próżno szukać w jego głosie jakiejś aktywniejszej, ironicznej nuty, bo ostatnie czego chciał to zażarta dysputa kto wie lepiej. Oczywiście, że Sasanka wie lepiej, duh. Jak każda baba. Która na dodatek miała przewagę smarkatego wieku (+20 do generalnej pewności swojej równie smarkatej racji) i buzującej w niej energii, której on, dla kontrastu, nie miał wcale. Nie na prawienie jej morałów czy dłuższe przemowy o szacunku do starszych, w każdym razie. Dla niego mleko skapujące z Sasance z wąsów bynajmniej nie było żadnym zaskoczeniem - bo to, że kocięta są głupie, a terminatorzy bywają leszcze głupsi to prawda starsza od - hehe - węgla. Problemy zaczynają się, gdy kocięta i terminatorzy stanowczo odmawiają zmądrzenia. Przekrzywił lekko głowę, znużonym spojrzeniem wracając do burej terminatorki.
- Dobrze wiesz, że to nie jest moja decyzja. - odpowiedział jej spokojnie, a ciemnoniebieskie ślepia zmrużyły się z lekka. - Ale zawsze możesz poprosić o zmianę mistrza. Może dostaniesz zgodę. A wtedy ja może przyjmę cię na terminatora. O ile twoja zraniona duma pozwoli ci o cokolwiek poprosić. - dodał sucho. Jeśli liczyła, że to on będzie chodził i składał petycje... to się srogo pomyliła. Bo jemu było z tym Pro...Płomykiem? jak mu tam? całkiem komfortowo. Co prawda nie pamiętał jego imienia i nawet nie wiedział za bardzo jak wygląda, ale takie detale nieszczególnie mu przeszkadzały. Ba, to dla niego był terminator wręcz wymarzony. Taki którego za bardzo nie widać i nie słychać. Dlaczego miałby specjalnie kłopotać się nie tylko z treningiem Sasanki, ale też łazić za Trutniem o jego przejęcie? Może bez przesady z tym dniem dobroci dla zwierząt.
Na dramatyczną deklarację, że jej matka nie jest już jej tylko przewrócił oczami. Bo nie miał nic więcej do powiedzenia. Dał już do zrozumienia co myśli na ten temat - że obie srogo przesadzają, najwyraźniej po babuni Trującej odziedziczając skłonność do robienia czegoś z niczego - ale nie zamierzał się w to mieszać bardziej niż konieczne. Dla własnego świętego spokoju chociażby. A to jak, kiedy i czy w ogóle Łaniuszka się z Sasanką pogodzą... w sumie zwisało mu pod ogonem. - I mam wrażenie, że nie tylko twojej matce przydałoby sobie ulżyć. Wyplujesz w końcu co cię boli, czy masz w planie dalej tak kopać krzaki i wyć do księżyca, aż się zmęczysz? - zapytał szorstko. Nie przywykł cackać się z kimkolwiek, a Sasanka powoli już wyczerpywała źródełko altruizmu które w nim tak nieoczekiwanie wybuchło. Jeśli chce tak mało produktywnie i szczeniacko radzić sobie z gniewem... to jej sprawa. Ale on nie musi tego słuchać, zamiast tego pilnując co najwyżej z oddali, jak Malinowe Chaszcze.
_________________
      A kiedy przyjdzie także po mnie
      𝕫𝕖𝕘𝕒𝕣𝕞𝕚𝕤𝕥𝕣𝕫 『światła』 𝕡𝕦𝕣𝕡𝕦𝕣𝕠𝕨𝕪
      By mi zabełtać błękit w głowie
      To będę jasny i gotowy...


        Spłyną przeze mnie dni na przestrzał
        Zgasną podłogi i powietrza.
        Na wszystko jeszcze raz popatrzę

        I pójdę nie wiem gdzie -
        na zawsze.

  Statystyki - lvl: 4 | S: 15 | Zr: 11 | Sz: 11 | Zm: 7 | HP: 90 | W: 50 | EXP: 35/400
Stat. Med. - lvl:
2 | MED.EXP: 90/150
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme Saphic 1.2 created by Sopel & Sklep internetowy | Modified by Foka







Fort Florence











Bleach OtherWorld

SnM: Naruto PBF





Smocze RPG - Smoki Wolnych Stad

HogwartDream



amaimon

vampire-knight

the-avengers