Znalezionych wyników: 45
Wojownicy Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Wygięte Drzewo
Pęknięta Łapa

Odpowiedzi: 188
Wyświetleń: 11110

PostForum: Granice   Wysłany: 2020-10-13, 22:32   Temat: Wygięte Drzewo
W milczeniu wysłuchałem jego słów, a na dźwięk imienia ojca, lekko drgnąłem, kierując trójkątne uszy w stronę brata. Jego reakcje łatwo było mi odczytać - był zaskoczony, może nawet nie dowierzał w to co właśnie usłyszał. Mimo bycia tym najmilszym czy może po prostu najbardziej dziecinnym i plastycznym z braci, nie uniknął prania mózgów na mój temat. Czarna owca rodziny wygrywająca pojedynki na osiedlu bez odbycia nawet porządnych nauk? Musiało to brzmieć zabawnie, chociaż ani razu nie wspomniałem, żebym kogokolwiek efektownie pokonał. Walką nie było tylko zmiażdżenie przeciwnika czy pozbawienie go życia; chociaż miałem wrażenie, że tego typu opowieści i wyobrażeń oczekiwał ode mnie Zawieja, na co wskazywało jego następne pytanie.
— Dokładnie jednego. Reszta miała na tyle rozumu, w tym i ja, by nie zadawać sobie zbyt wielu poważnych ran. — mruknąłem opanowanym, przyjaznym tonem, unosząc nieznacznie kąciki pyska. — Mim wszystko, samotnicy też myślą. Na co im walka do upadłego skoro bez odpowiedniej opieki się po tym nie wyliżą? Wielu działo z głową, jednak trafił się i taki, co nic w niej nie posiadał. — i na tym też skończyłem swoją opowieść o czasach, które były już dla mnie odległą przeszłością. Osiedle i mój pobyt u dwunożnych się skończył, a ja nie chciałem go niepotrzebnie rozpamiętywać. Nie pozbędę się tego etapu i piekącego zażenowania własnym zachowaniem, jednak nie mogłem zapomnieć, że to właśnie dzięki temu ukształtowałem taki a nie inny charakter - pobyt z daleka od domu, rodziny i klanu pozwolił mi zrozumieć parę rzeczy i czułem niedosyt, że mimo mojego długiego już pobytu w klanie, moja rodzina zdawała się tego w ogóle nie zauważać. A chociażby jej część.
— Niepotrzebne zamieszanie. Myślisz, że publiczne przekazanie mnie komuś innemu będzie dla niej mniej stresujące i poniżające? — uniosłem lekko brew, po czym westchnąłem i pokręciłem powoli, zdecydowanie łbem. Wolałem załatwić to szybko i cicho z kotem którego będę pewien. Skąd miałem wiedzieć czy Krogulczej Gwieździe nie wpadnie inny, równie genialny mistrz? Może tym razem sześcio-księżycowe kocię świeżo na treningu? — Praktyka polowania, trzy granice oraz część kodeksu wojownika. — odparłem, posyłając bratu nieco cieplejszy uśmiech i rozbawiony pomruk na widok jego zwiększonego zainteresowania.
— Czemu pytasz? Czyżbyś chciał pomóc bratu? Pewnie masz już wprawę w wykładaniu teorii, co?
  Temat: Wstężykowy Gaj
Pęknięta Łapa

Odpowiedzi: 429
Wyświetleń: 26446

PostForum: Tereny Klanu Cienia   Wysłany: 2020-10-13, 22:32   Temat: Wstężykowy Gaj
— Bo jest. — odparłem spokojnie, poruszając lekko końcówką ogona. — Po prostu jest jeszcze niedoświadczona i zbyt młoda, co nie jest jej winą. Na pewno w przypadku mniej trudnego terminatora, poradzi sobie świetnie. Teraz jednak, nie mam cierpliwości na kolejne księżyce bycia terminatorem. — gdyby Kurze Ziarno zajęła się moim treningiem wcześniej, może moja frustracja nie wylała się tak jak miło to miejsce chwile wcześniej. Czułem, że nie będzie zła na to, że się sam doszkoliłem, może nawet poczuje się lepiej z tym, że ten problem przeszedł na kogoś innego? Nie zamierzałem jej oczerniać czy oskarżać o niekompetencję przed nową przywódczynią o co nie musiała się zamartwiać. Między innymi dlatego też nie poszedłem z tym problemem do Krogulczej Gwiazdy, a do innego kota - a kimś takim okazał się być Wirujące Pióro. Nie ukrywam, że ten wybór padł z czystego przypadku przez fakt, że akurat się napatoczył w odpowiednim miejscu i czasie, ale nie mogłem teraz wymyślić lepszego kandydata. Gdy ten wygłosił przydługą mogę poprzedzającą jego i tak szybkie zgodzenie się na zaproponowany układ zaśmiałem się cicho i pokręciłem łbem.
— Kamień z serca, bo już myślałem, że jesteś na tyle rozchwytywany, że nie znajdziesz dla mnie czasu. — mruknąłem zaczepnie, puszczając do kuzyna oczko w odpowiedzi na jego pół niewinny, pół złośliwy uśmiech. Wirujące Pióro jednak długo się nie rozwodził i od razu przeszedł do konkretów co mi się bez dwóch zdań spodobało. Wyprostowałem się lekko i również uniosłem nieznacznie podbródek, milcząc chwilę - spokojnie przejrzałem to, co rzeczywiście umiałem i już po krótkiej chwili od zadania mi prostego pytania połączonego z żądaniem konkretów - wyłożyłem takowe przed buro-białym kocurem.
— Rangi, obecne kadencje w klanach, teoria polowania, granica z Czterema Dębami i część Kodeksu. — mruknąłem spokojnie. — Teorie walki mniej więc sam wyciągnąłem, chociaż nie jest to nic zachwycającego. — przyznałem od razu. Była to wiedza wystarczająca do przetrwania, aczkolwiek niezbyt pełna i na pewno nie tak doszlifowana jak ta przekazywana na treningu, którego byłem pozbawiony dłuższy czas. Co się tyczyło części Kodeksu Wojownika, to był może jeden, dwa punkty, które zasłyszałem od dziadka, a resztę od Jałowcowej Jagody czy też sam jakoś skleiłem z zasłyszanych ochłapów, a nie były najtrudniejsze. Z tego wynikało, że tak naprawdę zostały mi praktyki, granice i kodeks. Tak mało, a jednak tak dużo dzieliło mnie od upragnionej rangi. Ciekawiło mnie jak też rozmowa z kuzynem pozwoli mi zmniejszyć przepaść w mojej edukacji.
— Olśniewający poziom wiedzy, nieprawdaż? — dorzuciłem ironicznie, przekrzywiając lekko łeb, a w moich złotych ślepiach coś błysnęło. Trudno było stwierdzić czy było to rozbawienie, czy może już nawrót frustracji, chociaż mój pysk dalej był utrzymany w przyjaznych rysach.
  Temat: Wygięte Drzewo
Pęknięta Łapa

Odpowiedzi: 188
Wyświetleń: 11110

PostForum: Granice   Wysłany: 2020-10-12, 21:04   Temat: Wygięte Drzewo
Parsknąłem cicho pod nosem, unosząc nieznacznie brew, a na moment w moich oczach błysnęło szczere rozbawienie. Nie wiedziałem co dokładnie je spowodowało - głupie pytanie brata, czy to, że brzmiało ono przerażająco prawdziwie. Ugryzłem się jednak w język by nie oblać brata ironią w czystej postaci, więc zakończyło się tylko na krótkim, ciepłym chichocie, po którym pokręciłem lekko łbem.
— Tak, biłem. Na Osiedlu kręci się więcej kotów gotowych wydrapać ci oczy niż wesoło wyćwierkać drogę do lasu. — mruknąłem zgodnie z prawdą. Prawda była też taka, że większość pojedynków prowokowałem ja sam, wychodząc z nich lepiej lub gorzej; ale jednak wychodząc. Będąc w miejscu w którym moja narcystyczna część osobowości dostawała tyle uwagi i pochwał, że szło się nimi porządnie zachłysnąć i udusić, potrzebowała jeszcze powodów by samemu we wpajaną wielkość nie zwątpić. Stąd też wiele sprzeczek z samotnikami, włóczęgami czy po prostu sąsiadującymi ze mną pieszczoszkami, które i tak mi się później znudziły. Poza tym uczestniczyłem w dwóch prawdziwych pojedynkach, które zaznaczyły się u mnie blizną na zadzie i właśnie wyszczerbionym uchem; wtedy właśnie pokazałem drzemiące we mnie predyspozycje, jednak to nie było wszystko na co było mnie stać, chociaż wtedy widziałem to jako szczyt umiejętności jakich żaden kot nie osiągnął - bo żaden tak jak ja, nie był ich godny. Ha, dobry żart.
— Doszkalać u innych. — mruknąłem, unosząc nieznacznie brew gdy ten otworzył szeroko ślepia tak, jakbym wbił mu co najmniej cierń w sam środek poduszki. Zastanawiało mnie co go tak zdziwiło; pokrętnie sądziłem, że wiązało się to z tym, że miał jakieś bliższe relacje z Kurzym Ziarnem. Liczyłem jednak, że mój brat potrafił sobie poradzić z odsunięciem uczuć na bok w takich sytuacjach. - Kurze Ziarno od jakiegoś czasu mnie unika i nie organizuje mi treningów jak przed swoją śmiercią robił to Olchowy Szept. Wiem, że jest dobrą wojowniczką, w końcu szkoliła ją nasza siostra, jednak mam wrażenie, że po prostu ten trening nie jest dla niej komfortowy, a ja nie pozwolę abym dłużej siedział w randze tylko dlatego, że Krogulcza Gwiazda nieumiejętnie dobrała jej terminatora. Stąd moja decyzja. — stwierdziłem spokojnie, wracając spojrzeniem przed siebie na ledwo parę uderzeń serca by wrócić nim do brata.
— Zostało mi naprawdę niewiele, i jej i sobie zrobię tym sporą przysługę. Im szybciej otrzymam imię wojownika tym szybciej zyska szanse na prawdziwe rozpostarcie skrzydeł i wytrenowania kogoś młodszego.
  Temat: Wstężykowy Gaj
Pęknięta Łapa

Odpowiedzi: 429
Wyświetleń: 26446

PostForum: Tereny Klanu Cienia   Wysłany: 2020-10-12, 21:03   Temat: Wstężykowy Gaj
Poniekąd. westchnąłem krótko, a końcówka mojego ogona nieznacznie się poruszyła. Kurze Ziarno na pewno się nie leniła - mogłem dać sobie wyrwać wąsy, że wypełniała swoje obowiązki, chociaż nie dostrzegałem jej w obozie. Nie wykluczałem tego, że po prostu mnie unika jak i mojego treningu na którym nie czuje się najlepiej. Nie mogłem wymusić na niej prowadzenia mojego szkolenia, skoro nie przypadł jej do gustu - i cóż, trudno jej się dziwić. Musiała szkolić starszego od siebie kocura będącego bratem jej własnej mistrzyni. Nie było to najbardziej komfortowe dobranie, a wiedziałem, że i ja nie najlepiej się w tym odnajdowałem. Nie odczuwałem dyskomfortu, był to dla mnie neutralny grunt jak sama znajomość z kocicą; czułem się jednak gorzej gdy ta próbowała nieumiejętnie ukryć własny dyskomfort zamiast przyznać się do niego w prost. To było frustrujące. Przekrzywiłem lekko łeb i trzepnąłem wyszczerbionym uchem, mrużąc lekko ślepia.
— Powiedzmy, że twoja matka nie dobrała mnie z najlepszym kotem, który byłby w stanie uciągnąć mój trening. — zacząłem. — Nie ujmuje Kurzemu Ziarnu umiejętności, jednak...Nie muszę być jej bliski by z łatwością wyczuć, że nie jest to dla niej komfortowe, a co za tym idzie - przyjemne by regularnie uzupełniać moją wiedzę. Kurze Ziarno od dłuższego czasu nie przeprowadza mi treningów jak wcześniej robił to Olchowy Szept. — wyjaśniłem, prostując kark. Nie było w tym wszystkim mojej winy; ja chciałem ukończyć trening szybko i zrównać się rangą z rodzeństwem, być odpowiednią podporą dla klanu jak to obiecałem nie tylko ojcu, dziadkowi czy martwej już przywódczyni - ale także i sobie. Swojego rodzaju porażką był nie. tylko brak postępów, ale i tłumaczenie się przed innym wojownikiem z przyczyn niepowodzenia. W mich ślepiach na moment błysnął lód, jednak gdy przyszło co do czego, uniosłem kąciki pyska i uśmiechnąłem się nieznacznie unosząc lekko brew.
— Mam dość zawieszenia w jakim ponownie zostałem postawiony. Stąd też moje pytanie w twoją stronę. Skoro już wiesz o co proszę i wcale nie zamierzam wplątać się w morderstwo jakiejś larwy - pomożesz mi pozbyć się tego żałosnego imienia? — uniosłem brew i spojrzałem kocurowi prosto w oczy, oczekując jego odpowiedzi licząc, że ta okaże się pozytywna. W końcu - sam Wirujące Pióro mógł na tym zyskać sojusznika, który miał podobne poglądy; podobnie było w drugą stronę. Chyba oczywistym było, że jako wojownik byłbym w stanie zdziałać więcej niż jako terminator, a patrząc na Wirujące Pióro - on zdecydowanie był w stanie udźwignąć uzupełnienie paru luk w mojej wiedzy.
— Obiecuje, że nie pożałujesz. — dodałem na sam koniec po krótkiej ciszy, wydając z siebie krótki, niski pomruk rozbawienia.
  Temat: Wygięte Drzewo
Pęknięta Łapa

Odpowiedzi: 188
Wyświetleń: 11110

PostForum: Granice   Wysłany: 2020-10-09, 21:56   Temat: Wygięte Drzewo
— Też bym nie pogardził taką okazją. — przyznałem, wzruszając lekko barkami i na moment zerkając tam, gdzie Tnąca Zawieja próbował wypatrzeć intruza, któremu moglibyśmy przetrzepać skórę. Na pewno taka potyczka dostarczyłaby nam obojgu rozrywki i nowych doświadczeń. Z lekkim niezadowoleniem zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę ostatni raz jak się biłem z kimś na poważnie był na Osiedlu, blizna na grzbiecie nosa. Jakiś cichy głos podświadomości przypominał mi o świerzbiących łapach, którymi gotowy byłem zdziałać więcej niż o co byłbym posądzany. Pazury i minimalna wiedza, aczkolwiek potrzebna co do czułych miejsc, które były logiczne pozwalała mi na bycie dla kogoś zagrożeniem. Świeżo upieczony terminator chociażby nie miałby ze mną szans - chociaż umówmy się, jaki dorosły wojownik zaatakowałby kocię ze zmienionym imieniem tak na prawdę? Jak niskie mniemanie o sobie trzeba mieć, by podbudowywać je wygraną z niewyszkolonym, słabym podlotkiem? Ja czegoś takiego nie potrzebowałem, dlatego też jakbym miał już się z kimś mierzyć dla samego obicia czy też w realnej walce, szukałbym kogoś równego sobie, a może nawet nieco bardziej doświadczonego. Wygrana byłaby wiele bardziej smakowita, niż we wcześniej poruszonym przypadku.
— Źle. — pośpieszyłem z rozwianiem wątpliwości brata, wracając do niego spojrzeniem, po czym cicho westchnąłem, nieznacznie cofając uszy. — Już dawno powinienem być ci równy, narzekać na nadmiar terminatorów, może nawet i coś więcej, a dalej stoję w miejscu. — mówiłem spokojnym, opanowanym głosem bez zbędnego udziwniania złością czy frustracją. Powiedzmy, że tych dwóch mącicielek umysłu pozbyłem się niedawno, a zresztą...Obecność Zawiei przypominała mi o tym, bym się hamował. Dlatego też postawiłem na opanowanie i spokój. Nie miałem 15 księżyców by bluzgać każdemu o tym, jak mnie to wszystko irytuje, chociaż...Mówić nikt mi o tym nie zabroni.
— Kurze Ziarno to naprawdę miła kotka, jednak najwyraźniej nie jest mi pisane ukończyć treningu pod jej okiem. Muszę więc wziąć to we własne łapy. oznajmiłem jakby sam do siebie, chociaż dalej spoglądałem na brata, który chwile wcześniej wyznał mi, że już wszystko u niego w porządku i wyszedł na prostą zapychając żałobę i ból treningiem swojego terminatora, na co skinąłem łbem, a wcześniejsze słowa były odpowiedzią na odbicie pałeczki - chyba nie trzeba było mu mówić, że akurat w tej kwestii to u mnie raczej...Kiepsko. — Poza nikłym treningiem, wszystko w porządku. Minęło już trochę czasu odkąd Olchowy Szept i Kąsające Zimno dołączyli do reszty rodziny na Srebrnej Skórce. Uprałem się już z ich stratą, zostały przyziemne rzeczy.
  Temat: Wstężykowy Gaj
Pęknięta Łapa

Odpowiedzi: 429
Wyświetleń: 26446

PostForum: Tereny Klanu Cienia   Wysłany: 2020-10-09, 21:55   Temat: Wstężykowy Gaj
Zaśmiałem się krótko i pokręciłem nieznacznie łbem sprawiając, że moje bokobrody lekko zadrżały, tak samo jak smolisto-bura kryza.
— Cóż, ciesze się, że jesteśmy w tym zgodni. — dorzuciłem co do samosądu na krzywo spoglądającej trawie, która...I tak była w lepszym stanie niż wcześniej - porozrzucana i kompletnie poszarpana. Zebranie tego do kupy było dobrym pomysłem. Wolałem mieć pewnego rodzaju kontrole nad wyglądem miejsca w którym przebywałem. Obrzydzenie w kierunku niechlujnych kotów przenosiło się i na wygląd miejsc. Nikt przecież nie lubi siedzieć w zasyfionym legowisku, śmierdzącym mchu czy...Po prostu brzydkiej okolicy. Jakoś tolerowałem wygląd futra mojego rozmówcy, przymykając na nie oko; dlaczego? Wirujące Pióro był kotem przydatnym. Był rozluźniony, pewny siebie i staliśmy po tej samej stronie barykady, i chociaż pochodził z rodziny od strony Ciemnej Toni, która niezbyt przypadła mi w smak przez fakt występowania tam imienia Wiewiórczego Ogona - tak akurat kocura uważałem za kogoś równorzędnego. Nasza niedawna rozmowa pokazała, że posiadał odpowiednio twardy kręgosłup moralny, wiedział co w klanie piszczy i przede wszystkim; dzielił się tym ze mną. Zignorowanie takiej okazji na próbę zbudowania fundamentów przyjaznej relacji byłoby równoznaczne z głupotą, tym bardziej, że akurat kogoś takiego potrzebowałem. Zresztą - buro-biały kuzyn najwyraźniej jednak mnie lubił (czego potwierdzenie otrzymałem później), więc tym bardziej nie mogłem tego zepsuć. Na jego urażone prychnięcie, uniesioną brew i charakterystyczną barwę głosu, jedynie sam uniosłem brew, pochylając się lekko w jego stronę, a moje czarno-białe wibrysy drgnęły nieznacznie.
— Uznam, że tego ostatniego nie wypowiedziałeś. — wymruczałem ciepłym, rozbawionym głosem i westchnąłem, prostując się nieznacznie, a mój kudłaty ogon powoli przeciął powietrze gdy się podniosłem by ustać obok kocura. Moja mimika nie ulegała zmianie, jednak mowa ciała wskazywała, jakbym zaraz miał przekazać kocurowi soczystą tajemnicę. Nic więc dziwnego, że zareagował tak, jakbym zaraz poprosił go o udział w morderstwie. Czasem nie mogłem pozbyć się pewnej naleciałości od ojca; jego mowa ciała zawsze była dostojna, groźna. Moje niesamowite podobieństwo do niego czasem objawiało się tym, że czy tego chciałem czy nie - również prezentowałem sobą taką postawę. Jednak po słowach buro-białego, na mój pysk nie wkradł się złowieszczy uśmiech; a lekki i ciepły. Jego śmiech i ostatecznie poważny głos ozdobiony lekkimi iskierkami w ślepiach dał mi jednak do zrozumienia, że ten jedynie chwilowo przejął się możliwym mrocznym podłożem mojej prośby. Uf.
— Spokojnie, nie poprosiłbym cię o coś, co wykracza poza pewne zasady. rzuciłem po czym spojrzałem mu prosto w oczy. — Chodzi o mój trening. — a właściwie to jego ponowny zastój, mój drogi. - dorzuciłem w myślach, maszcząc na uderzenie serca grzbiet nosa.
  Temat: Wygięte Drzewo
Pęknięta Łapa

Odpowiedzi: 188
Wyświetleń: 11110

PostForum: Granice   Wysłany: 2020-10-06, 17:50   Temat: Wygięte Drzewo
Nie przyszedł nikt, kogo bym już wcześniej nie znał - za to zjawił się mój brat, którego głos natychmiast poznałem; Zawieja. Był właściwie jedynym z moich licznych braci, którzy jeszcze ostali się w klanie, który mógłby w ten sposób się ze mną przywitać. Dało się w tym wyczuć energie i najzwyklejszą sympatię. Lód czy Mróz odzywali się w sposób stonowany, ostrożny, czasem nawet zagmatwany by jak najbardziej zmylić rozmówce. Zawierucha czy Szron; nie miałem pojęcia. Nie dane było mi zamienić z nimi słowa odkąd wróciłem, chociaż Zawierucha nigdy nie był typem gaduły. W każdym razie słysząc przywitanie ze strony brata, oderwałem spojrzenie od Czterech Dębów, kierując je na niego tym samym również dostrzegając skinienie głowy, na które odpowiedziałem tym samym.
— Dzień dobry, Tnąca Zawiejo. — mruknąłem w jego stronę z przyjaznym uśmiechem i lekko zmrużonymi, złotymi ślepiami w ciepłym geście. Na kolejna dwa pytania, pokręciłem przecząco łbem, skupiając się teraz bardziej na bracie, niż wcześniejszych rozmyśleniach i otoczeniu. Czy czegoś wypatrywałem? Poniekąd. Myślałem, że dopisze mi szczęście i uda mi się zapoznać z kotem spoza klanu a tym samym poszerzę sobie nieco horyzonty. Straciłem masę czasu na tego typu drobnostki, więc miałem co nadrabiać, a ów czegoś, było przerażająco...wiele. Ceniłem sobie porządne towarzystwo, jednak aby móc wybierać z kim się trzymać, najpierw trzeba mieć w czym. — Nie, spokojnie. Nikt nie przekroczył granicy. — zapewniłem, delikatnie dotykając boku brata końcówką ogona.
— Powiedzmy, że zabijam nadmiar wolnego czasu, to wszystko. — wzruszyłem barkami. Taka była prawda, że mimo przydzielenia mi nowego mistrza, ja dalej stałem w miejscu bez postępów. Nie odwracając spojrzenia od brata, lekko trzepnąłem uchem. Zdawało mi się, że było z nim lepiej. Od pogrzebu ojca i Kąsającego Zimna zdawał się mocno przybity; nie tylko on. Odczekałem chwilę od swojej poprzedniej wypowiedzi i odchrząknąłem znacząco, spoglądając na brata z przebłyskiem troski. - Jak się czujesz, bracie? Już wszystko dobrze?
  Temat: Wstężykowy Gaj
Pęknięta Łapa

Odpowiedzi: 429
Wyświetleń: 26446

PostForum: Tereny Klanu Cienia   Wysłany: 2020-10-06, 15:18   Temat: Wstężykowy Gaj
Tego mi zdecydowanie brakowało - towarzystwa. Głupi pewnie cieszyłby się, że kot przyszedł po fakcie, jednak nigdy nie było wiadomym jak długo ten ktoś stał tak, by pozostać niezauważonym. Samo pytanie Wirującego Pióra, który się zjawił wskazywało, że był już w momencie w którym wyładowałem bezsilną frustracje na trawie i ziemi przed sobą. Teraz, gdy cała ta negatywna energia i zawód samym sobą z powodu zastoju; ulotniła się, byłem w stanie trzeźwo ocenić zaistniałą sytuację. Odwróciłem w jego kierunku spokojnie łeb, nieznacznie unosząc przy tym brew na widok jego wesołej i pewnej siebie postawy, którą przekazywał również podczas naszej poprzedniej rozmowy. Nietrudno było stwierdzić, że buro-biały był niezwykle zainteresowany zdarzeniem, na co wskazywał jego ton i poruszające się uszy. Szukał rozrywki? Cóż, akurat mój kuzyn był osobnikiem prostszym do rozgryzienia niż mój brat Lód - lubił sensacje, ciekawe zdarzenia o których będzie mógł sobie pogadać z kotami trzecimi, być może obśmiać jak to było w przypadku Płonącej Łapy. Był wyluzowany, pewny siebie i bezpośredni - w końcu nie każdy kot podszedłby w takiej sytuacji i jeszcze zażądał wytłumaczenia, a Wirujące Pióro właśnie tak zrobił. Chwile milczałem; nie spodziewałem się w tym momencie towarzystwa, chociaż jakieś myśli podsuwały mi taką ewentualność. Musiałem na szybko ustalić plan działania - nie mogłem sobie pozwolić na to, by po klanie rozeszły się niewygodne plotki na mój temat, chociaż patrząc na to co było przyczyną mojej złości - najpewniej już jakieś krążyły. Pojawienie się akurat Wirującego Pióra nie mogło być przypadkowe - i chociaż nie postrzegałem tego jak Kurze Ziarno, akurat teraz taki zbieg okoliczności mi...Pod pasował i zamierzałem go wykorzystać. Gdy w końcu wymyśliłem na jaki tor pokierować naszą rozmowę, lekko trzepnąłem uchem unosząc kąciki pyska.
— A wiesz, Wirujące Pióro. — zacząłem. — Krzywo na mnie spojrzała. — zażartowałem, wzruszając lekko brakami, po czym nieznacznie się wyprostowałem i przylizałem sierść na karku i piersi, mimowolnie zwracając uwagę na skołtuniony kawałek tej, należącej do kuzyna. Ugryzłem się jednak o to w język, bezgłośnie odchrząknąłem.
— Liczę, że zostawisz to dla siebie. Wolałbym nie być znany w klanie z tego, że maltretuje trawę w wolnych chwilach. — puściłem do niego oko zaczepnie, po czym mruknąłem nisko w rozbawieniu, przekrzywiając lekko łeb na bok. — Poza tym...Jak zapatrujesz się na lekką pomoc koledze w potrzebie? — dorzuciłem z lekka żartobliwie i poważnie, oczekując odpowiedzi od buro-białego kocura. Liczyłem, że takie a nie inne podejście ułatwi mi trafienie do kota pokroju mojego kuzyna.
  Temat: Kto zagra?
Pęknięta Łapa

Odpowiedzi: 831
Wyświetleń: 65893

PostForum: Ogłoszenia   Wysłany: 2020-10-03, 13:15   Temat: Kto zagra?
http://www.artemida.webd....p=444113#444113 <--- Zapraszam kogokolwiek! uwu
  Temat: Wstężykowy Gaj
Pęknięta Łapa

Odpowiedzi: 429
Wyświetleń: 26446

PostForum: Tereny Klanu Cienia   Wysłany: 2020-10-03, 13:04   Temat: Wstężykowy Gaj
_______________________


Byłem sfrustrowany. Kurze Ziarno mimo moich pierwotnych oczekiwań nie spełniała się w roli mistrza i powoli zaczęła znikać jak Olchowy Szept podczas trwania naszego treningu, co spowodowało we mnie wybuch od dawna skrywanych emocji - frustracji. Moi bracia byli wojownikami a niedawno dostali terminatorów, a ja w dalszym ciągu tkwiłem z rangą terminatora nie robiąc nawet minimalnych postępów. Czułem, że sama Krogulcza Gwiazda chciała zaśmiać mi się prosto w pysk przydzielając mi młodszą mistrzynię. A może wierzyła, że akurat z nią mój trening pójdzie sprawnie? Cóż, najwyraźniej się pomyliła. Kura czuła się na treningu nieswojo, co szło wyczuć nawet jak się na tym nie skupiało, a teraz mój trening znowu stoi w martwym punkcie. Miałem dość bezczynności i zawieszenia, dlatego też postanowiłem sam nauczyć się pewnych rzeczy aż do momentu w którym Kurze Ziarno sobie o mnie przypomni. Nie byłem na nią zły, byłem zły tylko na siebie, że dalej nie uzyskałem rangi a przeciwności losu tylko sprowadzają na mnie frustracje, której zdałem w końcu ujście. Opuściłem obóz w południe nie doczekując się treningu, a swoje kroki skierowałem w stronę Wstężykowego Gaju. Moja sierść iskrzyła od frustracji, kroki stawiałem elegancko, jednak...ciężko. Byłem zły i dało się to wyczuć. Gdy doszedłem na polane treningową, wydałem z siebie ściszony syk i wysunąłem pazury. Uniosłem jedną z łap i przeorałem pazurami trawę pozostawiając po swoim ataku głębokie bruzdy. Piekące, niespełnione wciąż ambicje dały o sobie znać, a ja nie mogłem zrozumieć co też robiłem nie tak, że nadal byłem nikim. Jeszcze parę razy uderzyłem łapą o ziemię rozrzucając trochę trawy z korzeniami wokoło. Dopiero po tym krótkim ataku bezsilności wziąłem głęboki wdech i wyprostowałem się i z cichym dyszeniem pozwoliłem swojej złości ujść. Nieco ogarnąłem miejsce które...cóż, mocno zdewastowałem, po czym przysiadłem i owinąłem ogon wokół siebie, przymykając złote ślepia. Nie mogłem sobie pozwolić na tego typu wybuchy - nie byłem już tym samym kotem co za kociaka, a jednak...Zastój w jakim byłem budził we mnie dawne zachowania, których chciałem się pozbyć. Musiałem więc ruszyć sam, a może...Z kimś innym?

[Wirujące Pióro!]
  Temat: Korzenie Dębu
Pęknięta Łapa

Odpowiedzi: 24
Wyświetleń: 781

PostForum: Cztery Dęby   Wysłany: 2020-10-03, 12:48   Temat: Korzenie Dębu
Słysząc jej nieco zaskoczone westchnięcie przed propozycją, abym i ja zwracał się do niej po prostu Płotko, uniosłem nieznacznie brew. Czyżby nie spodziewała się pozwolenia? Być może. Może w jej oczach wyglądałem na sztywniaka, który nie pozwoliłby sobie na coś takiego. Poniekąd tak...było. Wiele kotów nie mogło doświadczyć prawdziwego mnie - odkąd zrozumiałem swoje błędy pilnowałem się. Przy mojej własnej rodzinie nawet krzywy krok mógł skończyć się źle, dlatego życie nauczyło mnie ostrożności do kotów. Nic więc dziwnego, że wiele z nich mogło brać mnie za nazbyt spokojnego czy właśnie - sztywnego. Oto mi chodziło; potrzebowałem otoczki dojrzałości i spokoju by nieco wymazać dawne nieodpowiednie zachowania i słowa, które niestety nie zniknęły ze mnie jeszcze do końca. Kot nigdy nie zmieni się w 100% i doskonale wiedziałem o tym, jednak dalej pracowałem nad sobą nie dając staremu mnie dojść do głosu. W przypadku Płotkowego Potoku było znacznie łatwiej - była czystą kartą na której mogłem zapisać się jak tylko chciałem. Mimo to wolałem trzymać dystans. Tak na wszelki wypadek. To jak kroczenie po kruchym lodzie aż do brzegu; dopóki nie wybadam tego najgrubszego nie było mowy o otworzeniu się. Miałem wrażenie, że Rzeczna wojowniczka postępowała w moją stronę podobnie, jednak nieco mniej konsekwentnie. W każdym razie lekko skinąłem głową w odpowiedzi, jednak znaczenie tego gestu mogło być nie do końca jasne; sam nie chciałem zdradzać jak będę się do niej zwracać. Mój system wartości i szacunku znacznie różnił się od tego szylkretowej koteczki przede mną. Nie chciałem się z nią nadto spoufalać, a zwracanie się do niej pełnym imieniem było pewnego rodzaju znakiem, granicą. Może nawet swojego rodzaju przypomnieniem, że ani nie znam jej na tyle dobrze by zdrabniać jej imię, ani też nie obdarzyłem jej taką sympatią i zaufaniem by to robić. Skoro ona na co dzień zwraca się tak do każdego poznanego kota - nie przykłada wagi do tego co ja, a więc nie mogłem nagle narzucić jej zmienienia wyuczonych zachowań. Pozostało mi dostosowanie się; świat się nie zawali jak jakiś kot zwróci się do mnie na Kra, a nie Pęknięta Łapo. A w tym przypadku już Kro.
— Czułbym swojego rodzaju zawód, gdyby okazało się, że w Klanie Rzeki nie ma imion związanych z rzeką. — mruknąłem rozbawiony, po chwili pozwalając sobie na ciepły, niski pomruk rozbawienia. No błagam, klan związany z rzeką pozbawiony imion od wody? Nawet w Cieniu da radę znaleźć koty związane z terenem czy samą mentalnością mojego klanu. — A więc moje gratulacje, obyś wytrenowała go na dobrego wojownika. — odparłem spokojnie, czując nieprzyjemnie piekące ukłucie we własnym wnętrzu na świadomość, że młodsza ode mnie kotka nie dość, że została wojowniczką 4 księżyce temu, to już szkoli jakiegoś terminatora. Wypuściłem bezszelestnie powietrze przez nozdrza maskując znakomicie odczutą zazdrość po czym uśmiechnąłem się nieznacznie i podniosłem powoli, odwracając łeb od swojej rozmówczyni by wbić złote ślepia w korę wielkiego dębu. — Czy Rzeczne koty umieją się wspinać?
  Temat: Korzenie Dębu
Pęknięta Łapa

Odpowiedzi: 24
Wyświetleń: 781

PostForum: Cztery Dęby   Wysłany: 2020-09-27, 22:24   Temat: Korzenie Dębu
Nie byłem nachalny w swoim spojrzeniu, tylko co jakiś czas zerkając ku jej futrze. Gdy dojrzałem w nim listki, gałązki i ogólny nieład, moje uszy niezauważalnie się cofnęły. Podobną reakcje wywołał u mnie Wirujące Pióro, który był naprawdę interesującym rozmówcą, aczkolwiek...Jego higiena pozostawiała wiele do życzenia. Podobnie miało się z rzeczną wojowniczką, chociaż ta nie miała swojego futra w aż tak agonalnym stanie. Mimo wszystko przerwałem zerkanie na jej futro dość szybko - skupiłem się więc na jej pyszczku i oczach, chociaż częściej zerkałem w bliżej nieokreślony punk na jej mordce, a nie centralnie w jej ślepia. Nie robiłem tego z obawy - a bardziej z faktu, że sama kotka mogłaby czuć się z tym jeszcze bardziej niekomfortowo. Szło ją zrozumieć.
— Kocięcej wersji? — dopytałem, chociaż słychać było, że nie robiłem tego dlatego, że nie rozumiałem czy też niedosłyszałem dalszej części jej wypowiedzi. Bardziej zdziwiło mnie to, że kotka nazywała każdego poznanego kota w ten sposób. Ja odczuwałem swojego rodzaju blokadę przed tego typu zabiegami, zwracając się w ten sposób jedynie do kotów z mojej rodziny czy też tych, które uważam za bliższe, a jak mam być szczery; niezbyt w tej grupie jest członków. Od czego to zależało? Wychowania? Szacunku? Ja bym nazwał to zaufaniem i poziomem sympatii niżeli okazaniem szacunku. Pełne imię brzmiało neutralnie, twardo i blado. Zwracając się do kogoś imieniem otrzymanym za kociaka zdradzamy też swoje podejście w jego kierunku - w moim przypadku była to sympatia i przywiązanie. Jak widać, Płotkowy Plusk postrzegała to zupełnie inaczej na co nie miałem wpływu. Po niedługiej chwili przytaknąłem lekko łbem i posłałem w jej stronę ciepły, przyjazny uśmiech. — Dobrze, więc mów mi Kra. jeżeli było jej tak wygodniej, nie miałem jej czego zabraniać czy co śmieszniej - czuć się urażony, że ktoś zwraca się do mnie w taki a nie inny sposób. Akurat mi to nie robiło; chociaż nie ukrywałem, że od pewnych kotów jednak wolałbym słyszeć pełne imię wojownika. Ja jednak nie zamierzałem łamać swoich wewnętrznych zasad i chociaż byłem dla Płotki miły, dalej pozostawała między nami wyraźna granica dystansu, którą zamierzałem przestrzegać.
— Całe? A to ciekawe. Dużo jest innych, rybich imion w twoim klanie, nie będących z tobą spokrewnionych? — dopytałem. Zdawać by się mogło, że imiona od ryb były czymś oczywistym w klanie, w jakim tego typu zwierzyna była czymś normalnym. Na cienistym, stosie ze świecą szło szukać ryby, chociaż na swoim terenie mieliśmy dwa zbiorniki gdzie też tego typu piszczki pływały. Od obserwacji koron oderwały mnie ostatnie słowa buro-rudej szylkretki, na co wróciłem złotymi ślepiami na jej pyszczek, który był skierowany w górę jak mój chwile temu.
— Więc przyszliśmy tu w podobnym celu, na to wychodzi. — podsumowałem, uderzając końcówką ogona o własne łapy. — Dawno skończyłaś swój trening na wojownika, Płotkowy Potoku?
  Temat: Korzenie Dębu
Pęknięta Łapa

Odpowiedzi: 24
Wyświetleń: 781

PostForum: Cztery Dęby   Wysłany: 2020-09-08, 22:35   Temat: Korzenie Dębu
Niepewność i ostrożność była czymś naturalnym. Nie mogłem krzywo spoglądać na kotkę, która podchodziła do mnie z dystansem. Właściwie; ceniłem tego typu podejście, było dość przydatne w życiu. Gdybym napotkał kota mojej postury najpewniej sam zachowywałbym się identycznie. Sam oprócz przyjemnego przywitania i lekkiego zrobienia miejsca dla szylkretowej kocicy nie robiłem nic więcej. Nie wstawałem, nie podchodziłem do niej - dawałem jej wybór, przestrzeń i czas. Musiałem jednak przyznać, że do rozmowy potrzebna była chociaż ta minimalna i komfortowa bliskość. Nie uśmiechało mi się wydzierać przez pół Czterech Dębów. Jak się okazało, sama Rzeczna kocica również wolała sobie tego oszczędzić i chociaż z wahaniem podeszła do mnie siadając z bezpiecznym dystansem. Sam również lekko się odsunąłem, owijając ogon tak by przypadkiem jej nie dotknąć. Wyprostowałem się i lekko poruszyłem uszami zerkając w jej stronę z już mniejszym zainteresowaniem niż na samym początku, chociaż musiałem przyznać, że całkiem zaciekawiło mnie jej futro. Było...przyjemne dla oczu. Gdy kotka się przedstawiła z lekkim zająknięciem, poczułem piekące uczucie zazdrości. Spotykałem wojowniczkę, wojowniczkę z obcego klanu! Końcówka mojego ogona drgnęła prawie niezauważalnie, podobnie jak sierść na karku. Gdy padło podstawowe odbicie pierwotnego pytania, uniosłem nieznacznie kąciki pyska i skinąłem łbem w geście sympatii.
Pęknięta Kra. Miło mi, Płotkowy Potoku. — skłamałem i...Nie czułem się z tym najgorzej. Od księżyców powinienem nosić to imię. Zresztą, kotka mnie nie znała, była z obcego klanu i nikt nie gwarantował nam, że jeszcze kiedykolwiek się spotkamy. Drobne kłamstwo, które za niedługo się ziści jeszcze nie sprowadziło nikogo do Miejsca gdzie brak gwiazd. — Płotka to ryba, mam racje? — uniosłem lekko brew, przekrzywiając nieznacznie łeb. Dalej mówiłem spokojnym, mrukliwym głosem chcąc w jakiś sposób uspokoić swoją rozmówczynię. Gdy padło kolejne, nieco zestresowane pytanie; poczułem, że na razie ów uspokajanie mi nie wychodziło.
— Ciekawość. Nie byłem tu od bardzo dawna. Od zawsze interesowały mnie Cztery Dęby i możliwość spotkania tu kotów z innych klanów na neutralnym gruncie. — mruknąłem tym razem prawdę, zadzierając łeb by ponownie skupić spojrzenie złotych ślepi na gęstej koronie starego drzewa. — Poza tym, jest tu naprawdę ładnie. A ciebie co tu sprowadza, Płotkowy Potoku?
  Temat: Korzenie Dębu
Pęknięta Łapa

Odpowiedzi: 24
Wyświetleń: 781

PostForum: Cztery Dęby   Wysłany: 2020-09-07, 21:44   Temat: Korzenie Dębu
Słońce przedzierało się przez zbitą koronę potężnego drzewa. W niektórych miejscach promienia słońca prześlizgiwały się w postaci żółtych, ciepłych smug, które przyjemnie smagały mój pysk czy też grzbiet. Na terenach Cienia również były podobne miejsca. Powiedzmy, że spora część tego terenu była pokryta gęstymi, wysokimi drzewami, które swoimi koronami zasłaniały niebo i wprowadzały ciemność oraz pogarszały wilgoć. Cudem było znalezienie suchego miejsca niepokrytego mchem czy bagnami. Mimo to widok nad moją głową był naprawdę zachwycający. Długo jednak nie mogłem się nim nacieszyć. Usłyszałem cichy trzask gałązek i szelest ściółki, a po tym do moich nozdrzy wpadł nieznajomy, gryzący zapach alarmujący mnie o tym, że nie byłem tu sam. Opuściłem łeb krzyżując spojrzenia z...Jakąś kotką. Lekko uniosłem brew, szybko rejestrując całkiem ciekawe zestawienie kolorów na puszystym futrze nieznajomej. Subtelny rudy przeplatany z burym, a tygrysie pręgi ładnie się w nim wybijały. Poczułem lekkie ciepło, które przeszło po moim karku, jednak szybko zanikło pod grubą sierścią, a ja niezbyt się nim przejąłem. Nie odezwałem się od razu, jednak moje uszy drgnęły na dźwięk jej głosu więc chociaż miała pewność, że ją usłyszałem; na razie bardziej skupiłem się na rozpoznaniu jej zapachu. Nie był to Grom ani Wicher; pozostawała więc Rzeka, an co końcówka mojego ogona lekko drgnęła, a złote ślepia zmrużyły się pogodnie.
— Dzień dobry. — przywitałem się spokojnym, niskim i ciepłym głosem, lekko kiwając łbem kotce. Cóż, mój głos zdecydowanie kontrastował z bardziej masywna budową, którą odziedziczyłem po ojcu oraz dziadku. To jednak w głównej mierze zawdzięczałem grubemu, długiemu futru. Owszem, byłem silny, jednak mimo to nie byłem kwadratowym taranem. Na całe szczęście Olchowy Szept nie oddał mi tylko skóry, ale i swoją elegancje. — Z kim mam przyjemność, jeżeli mogę zapytać? — uniosłem brew, posyłając w jej kierunku lekki uśmiech. Oczywistym było, że wyczułem niepewność Rzecznej kocicy, dlatego też nie zamierzałem zgrywać wielkiego i groźnego kocura z klanu cienia bo...Nawet kimś takim nie byłem. Subtelnie przesunąłem się na korzeniu robiąc jej miejsce gdyby chciała się przysiąść, po czym nie odrywając od niej spokojnego spojrzenia czekałem na odpowiedź i to wie - może i imię.
  Temat: Korzenie Dębu
Pęknięta Łapa

Odpowiedzi: 24
Wyświetleń: 781

PostForum: Cztery Dęby   Wysłany: 2020-09-06, 20:55   Temat: Korzenie Dębu
________________


Cztery Dęby były ciekawym miejscem. Odkąd wróciłem i miałem jakąkolwiek możliwość opuszczenia obozu na patrol tak właśnie to miejsce ciekawiło mnie najbardziej. Dzięki niemu miałem dostęp do każdego klanu tak naprawdę; oczywiście, Cień graniczył z Gromem i Wichrem, więc do tych dwóch klanów miałem dostęp cały czas, jednak dzięki Czterem Dębom mogłem podejść pod granicę z Rzeką. Nie żeby ten klan był jakoś bardziej interesujący niż pozostałe, po prostu była to forma czegoś obcego. Ostatecznie wybrałem się do miejsca dawnych zebrań nie w celu podejścia pod Rzeczną granicę by poznać zapach ich znaczeń, a po prostu poszwendać się po Ziemiach Niczyich pośrodku tych, które należały do czterech klanów. Samo miejsce mimo nazwy posiadało jeden, rozłożysty dąb i całkiem sporo miejsca. Okrągły teren po środku reszty będący ziemią neutralną stanowił pewnie miejsce spotkań przyjaciół, których różniły klanowe zapachy. Pewnie nie jeden kot wymykał się tu w nocy z legowiska by móc porozmawiać z kimś kogo lubi. Ja nie należałem do tej grupy niestety. Nie miałem czasu na dziecinne wypady by zacieśniać więzi z kimś dalej. Prawdę mówiąc, nawet we własnym klanie nie miałem zbyt wielu przyjaciół czy chociaż znajomych. Zbyt wiele czasu przeciekło mi pomiędzy palcami, bądź sam go zmarnowałem. Teraz jednak miałem chwilę aby to jakkolwiek nadrobić. Wiedzę, znajomości...Nic więc dziwnego, że jak poznałem prostą drogę w te okolice zamierzałem to wykorzystać. Po poinformowaniu Kury o tym, że opuszczam obóz, udałem się prosto do Czterech Dębów na których teren wszedłem jednak ostrożnie. Spokojnym krokiem podszedłem pod same korzenie wielkiego drzewa, wskakując na jeden z nich, siadając na nim i zadzierając łeb w górę w spokoju podziwiając rozłożystą koronę ogromnego drzewa, które na pewno było starsze niż klany w tym miejscu.

/Płotka!
 
Strona 1 z 3
Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme Saphic 1.2 created by Sopel & Sklep internetowy | Modified by Foka







Fort Florence











Bleach OtherWorld

SnM: Naruto PBF





Smocze RPG - Smoki Wolnych Stad

HogwartDream



amaimon

vampire-knight

the-avengers