To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Wojownicy

Topiołki - Nora przy Wrzosowisku

Czosnek - 2019-08-28, 20:10
Temat postu: Nora przy Wrzosowisku
Zwykła królicza nora, która posiada trzy komory: główną, która jest największa, prawdopodobnie powiększona przez mieszkającego tu niegdyś samotnika, a także dwie mniejsze - zdolne pomieścić dwa dorosłe koty, o ile by się dobrze ścisnęły. Poza tym jednak nie ma w niej nic specjalnego. Znajduje się tuż przy Wrzosowisku, na boku wzniesienia, które wchodzi w skład Borsuczych Pagórków.


Podróż dłużyła się Czosnkowi niemiłosiernie, głównie dlatego, że jej futro było nieprzyjemnie wilgotne od deszczu. Wreszcie jednak natrafiła na norę, która wydawała się niezamieszkana. Wskazała ją kotom, które szły zaraz za nią, po czym bezczelnie wsunęła się do środka jako pierwsza, rozglądając się oraz węsząc uważnie, w razie gdyby coś czaiło się w ciemnościach. Jak się okazało, miejsce to było opustoszałe. Nie czuć w nim było ani króliczego, ani kociego zapachu. Rzuciła okiem na dwie czarne dziury, które sugerowały, że główna komora rozdzielała się na dwa korytarze. Zajrzała do nich, ale nic nie znalazła, dlatego po chwili ułożyła się w tunelu prowadzącym do jednej z komór, obserwując paradę, z którą tu wmaszerowała. Póki co nie myślała co będzie dalej, bo w tej chwili najważniejsze było to, by wyschnąć. Zabrała się za powolne czyszczenie łap.

//Jaskółka i spółka.

Jaskółka - 2019-08-28, 23:47

Szła razem za Czosnek wraz ze swoimi kociętami, próbując nie zwracać uwagi na mokre od deszczu futro. Zdecydowanie nie było to najlepsze uczucie, ale w porównaniu do burej kocicy, opady atmosferyczne nie robiły Jaskółce aż takiej krzywdy. Miała krótkie futerko, toteż jej "objętość" nagle nie malała oraz z wyschnięciem nie było aż takiego problemu.
W końcu udało im się dotrzeć do nory, do której najpierw weszła przewodniczka, aby upewnić się, czy aby na pewno jest bezpiecznie. Dzięki Bogu, żadne niebezpieczeństwo się tam nie czaiło więc cała rodzinka mogła bez lęku wejść do środka. Okazało się, że nora ma dwie komory, które Jaskółka wraz z maluchami zapewne podzieli między sobą. Ale to później. Teraz jedna z nich zajęta była przez Czosnek, która zdaje się chciała przeschnąć i odebrać to, co zostało jej wcześniej przez samotniczkę obiecane.
Poprosiła potomstwo, by zostało w korytarzu, po czym sama ruszyła za masywną kocicą, aby jej podziękować. W końcu wcale nie musiała ich tu doprowadzić, a już tym bardziej nie musiała dla nich moknąć, więc wypadałoby się jakoś odwdzięczyć.
- Dz-dziękuję - mruknęła, wchodząc ostrożnie do zajętej przez córkę Splątanego Futerka komory. Oczywiście nowy dom mógłby być nieco lepszy - z dala od obcych kocurów, którzy doskonale znają ich dokładne położenie na przykład, ale Jaskółka nie zamierzała narzekać, a już na pewno nie zamierzała robić tego głośno. W końcu byli z dala od klanu Gromu i okoliczne tereny należały do tych względnie bezpiecznych. Ciężko o lepsze miejsce do życia.

boże przepraszam za takiego bezsensownego gniota |D

Kostek - 2019-09-23, 05:42

//hm, mam deficyt postów xD więc wbije

Musiałem kontynuować wędrówkę za mamą. Byłem jako ostatni w całym tym pochodzie, przede mną byli Wróbelek, Modrzew i Bogatka. Bałem się trochę tej kotki która ich tu przyprowadziła. Nie wyglądała na szczególnie miłą czy pomocną, mimo tego im pomogła.
Czekałem na korytarzu nory, zastanawiając się jak tam może być w środku. Miał nadzieję, że sucho, bo zmokł do suchej nitki. A mimo tego, że deszcz dawał mu dobrą osłonę, to nie lubić go właśnie z aspektów futerkowo-wodnych. Wolał słońce, albo zachmurzenie. Gdy było to pierwsze, to mógł się schować w cieniu. A Gdy to drugie - praktycznie wszędzie. Jedyne co, to czasem jego odcinające się kolory futra. To czasem go denerwowało.

Czosnek - 2019-09-27, 20:19

Nie podniosła się, gdy Jaskółka do niej podeszła, zaledwie spoglądając na nią spod przymrużonych powiek. Nie oczekiwała żadnych specjalnych podziękowań, w końcu miały układ, ale skoro je otrzymała, to nie zamierzała protestować. Poruszyła leniwie ogonem i odłożyła na ziemię łapę, którą przed chwilą czyściła.
- Mhm. Spoko. A teraz spełnij swoją część naszego układu. Mam wrażenie, że moje futro całkiem przemokło. - Prychnęła, wyraźnie niezadowolona z tego stanu rzeczy, choć trudno było nie przyznać, że dzięki deszczowi przynajmniej część brudu z niej spłynęła.
Sama kontynuowała mycie własnych łap. Nie lubiła być mokra, ugh. Gdyby wiedziała, że zacznie padać, nie prowadziłaby tej śmiechu wartej rodzinki tak daleko, a najlepiej zostawiłaby ich w Leśnych Ostępach. Zgrzytnęła zębami i położyła uszy po sobie, intensywniej przeciągając językiem po futrze.

Jaskółka - 2019-09-28, 04:01

Sądziła, że Czosnek zamieni z nią przynajmniej kilka zdań, nim każe się... oporządzić, ale najwidoczniej się myliła. Przytaknęła niebo i bez słowa podeszła do masywnej kocicy, spoglądając na nią. Odczuwała wstyd, upokorzenie. Było jej bardzo nieswojo. Nie wiedziała od czego zacząć, dlatego przez parę uderzeń serca trwała w bezruchu mierząc ciało burej. Gdy już się namyśliła, zabrała się do roboty. Zaczęła od karku. Delikatnie, ale dokładnie i skutecznie zaczęła przejeżdżać po nim językiem. Czuć było, że ma w tym wprawę, w końcu czesała tak wszystkie swoje kocięta. Co prawda Czosnek była nieco większa, ale zasada była właściwie ta sama.
Drobna samotniczka miała tylko nadzieję, że nie zrobi nic źle, że nie czuć że jest jej z tym bardzo nieswojo i cała ta sytuacja sprawia, że czuję się nieco zakłopotana, zawstydzona, speszona. Jak dotąd tak blisko była jedynie z Amorem, przez co odczuwała ogromny dyskomfort. No ale umowa to umowa.

Czosnek - 2019-09-28, 14:19

Zignorowała dyskomfort samotniczki, w końcu sama zgodziła się na taki układ. Poza tym, siedzenie z mokrym futrem nie należało do najprzyjemniejszych rzeczy, a jak już było wiadomo, Czosnek nie lubiła być mokra. Wbrew wszelkim pozorom ceniła sobie komfort i wygodę, choć nie do tego stopnia, by iść całkiem na łatwiznę i znaleźć sobie jakiegoś dwunoga. Jak się okazało, Jaskółka była całkiem dobra przy pomocy z czyszczeniem i suszeniem sierści, więc pod koniec całego procesu córka Iwana była umiarkowanie zadowolona; na tyle, by łaskawiej spojrzeć na Jaskółkę i okazać jej nieco więcej zainteresowania.
- Hm, a tak w ogóle to planujesz kiedyś się udać do miasta? - zapytała z czystej ciekawości, obserwując bengalską kotkę spod przymrużonych powiek.
Wielu samotników ciągnęło do tego typu miejsc, choć pewnie podobna ilość preferowała spokój, jaki oferował las, jeśli nie liczyć okazjonalnych drapieżników, gdy miało się pecha. Na osiedlu było chaotycznie, ale łatwiej było zdobyć jedzenie, bo wielu ludzi rozkładało specjalne miski z jedzeniem. Z pewnością mógłby to być nieco wygodniejszy styl życia dla samotnej matki... albo opiekunki, cokolwiek. Z drugiej strony jej młode mogły łatwo zginąć, zagryzione przez psa lub kota, albo zwyczajnie zgarnięte przez jakiegoś człowieka. I tak źle, i tak niedobrze. Co prawda Jaskółka powiedziała, że nie zamierzała wracać do domu, ale nie musiało jej chodzić o miasto jako całość, stąd Czosnek postanowiła się zapytać. Lepsze to niż siedzenie w niezręcznej ciszy, nawet jeśli potencjalnie tylko jednostronnej.

Jaskółka - 2019-09-28, 23:40

Nie przeszkadzała jej ta cisza. Nawet ją wolała od rozmowy z burą kocicą. Zajęła się czyszczeniem jej futra, tak jak się umawiały i myślała że bardziej niezręcznie już się nie może czuć, gdy ta przemówiła i zapytała o powrót do miasta. Bała się, że to jakieś pytanie-pułapka, że jeśli źle odpowie, Czosnek domyśli się że ma do czynienia z tą, której nakazał jej się pozbyć Amor. Kompletnie nie brała pod uwagę tego, że potężna samotniczka może kocura nawet nie znać, że nie musi dla niego "pracować". Była głupiutka.
N-nie — odpowiedziała, uznając to za bezpieczną odpowiedź. Nie rozwodziła się nad tym dlaczego nie chce tam iść, nie dodawała niepotrzebnych głupot, po prostu odpowiedziała, że nie zamierza tam wracać i liczyła na to, że bura kocica nie zapyta o konkretny powód. Nie chciała i już. Kto by chciał wracać do tych śmierdzących ulic, do tych okropnych domów, w których jest się więźniem? Tylko masochista!

Czosnek - 2019-09-29, 00:23

Kocica ułożyła się wygodniej, nieco zawiedziona, że Jaskółka nie rozwinęła swojej wypowiedzi. Jednak ostatecznie nie przeszkadzało jej to aż tak bardzo, w końcu sama potrafiła gadać za dwóch, jeśli jej się chciało. Ziewnęła przeciągle, nie rozważając długo kolejnych słów. Wbrew pozorom całkiem lubiła rozmawiać, nawet jeśli wyglądało to bardziej jak jednostronny monolog.
- Szkoda. Z taką zgrają mogłoby ci być tam łatwiej. Są miejsca, gdzie ludzie regularnie zostawiają jedzenie. No ale co kto lubi. Nie uważasz jednak, że polowanie dla szóstki kotów - w tym dla siebie - może być trudne? A mimo to zgodziłaś się łapać dla mnie zwierzynę, khe. Oczywiście, to tylko i wyłącznie twoja sprawa, nie zamierzam tego kwestionować. I tak w ciągu dnia jest za gorąco, by się gdziekolwiek ruszać. - Wzruszyła obojętnie barkami.
W rzeczywistości nie planowała znęcać się nad tymi biednymi sierotkami i sprowadzać na nich klęski głodowej, ale nie przeszkadzało jej to w bawieniu się ich kosztem(czy - w tej sytuacji - kosztem Jaskółki) za pomocą słów. Od początku nie sprawiała wrażenia przyjemnej towarzyszki i bengalska kotka powinna się z tym liczyć, decydując się na dług u córki Iwana. To jej wina, że nie potrafiła walczyć o siebie i tak po prostu zgodziła się na warunki Czosnku, choć zwykłe zaprowadzenie ich grupki do okolic Topiołek nie kosztowało jej wcale tak wiele. Teraz jednak była skazana na burą kocicę, która zdecydowała jeszcze trochę pozatruwać życie Jaskółki i jej kociaków, bo nikt jej nie mógł tego zabronić. I tak nie miała nic lepszego do roboty, a w mieście ostatnio niewiele się działo.

Jaskółka - 2019-09-29, 20:27

- Tam b-byłoby tylko gorzej - powiedziała, brzmiąc wyjątkowo pewnie. Nie miała czego szukać na osiedlu. Bałaby się wykonać jakikolwiek krok, byłaby jeszcze mniej bezpieczna niż tutaj. Tam był on i pewnie jego zgraja, która tylko czekała na to, aż Jaskółka z kociakami się tam zjawią, by móc zrobić jej krzywdę, tak jak miała to obiecane. Nie mogła narażać swoich maluchów, nie chciała żeby kiedykolwiek spotkały się z ojcem, żeby w ogóle wiedziały o jego istnieniu. Ona zresztą też chciałaby o nim zapomnieć, chciałaby go nigdy nie poznać, być może wtedy jej życie byłoby lepsze. Z drugiej jednak strony... nie zaszłaby wtedy w ciążę, nigdy nie urodziłaby tych przecudownych maluchów, które teraz były jej całym światem, ale może tak by było lepiej dla nich wszystkich?
Czosnek - 2019-09-30, 16:39

Spojrzała z ukosa na szarą kotkę, ale postanowiła tego nie komentować. Skoro samotniczka zamierzała być uparta w tej kwestii, to nie był problem córki Iwana. Ona mogła zaledwie zasugerować wygodniejsze rozwiązanie, o ile była w dobrym humorze, tak jak teraz, gdy jej futro zostało częściowo osuszone. Choć rzadko chciało jej się myć, to musiała przyznać, że bycie czystym było całkiem przyjemne.
- Mhm, jak uważasz. Swoją drogą, jak natrafiłaś na tamte larwy? Zgaduję, że nikomu ich nie zakosiłaś, bo wyglądasz na zbyt miękką, by coś takiego zrobić. Trudno jednak nie zauważyć, że są zadziwiająco podobne do ciebie - rzuciła, obserwując reakcję Jaskółki.
Nie żeby zależało jej na wyciągnięciu prawdy, jednak jeśli jej podejrzenia były właściwe, to zawsze istniała opcja, że kotka zacznie się plątać i dostarczy jej nieco rozrywki.

Jaskółka - 2019-10-07, 16:51

Kompletnie nie była przygotowana na to, że zostanie zapyta gdzie znalazła kociaki. No tak, powiedziała Czosnek, że to nie są jej... biologiczne dzieci. Nie miała więc przygotowanej żadnej historyjki i musiała improwizować na tyle wiarygodnie, by kocica nie kwestionowała jej prawdomówności.
- Z-znalazłam je gdzieś w l-lesie. W ka-kartonie - mruknęła, wiedząc że to zapewne nie usatysfakcjonuje masywnej burej samicy, jednak udawała, że wydaje jej się, iż taka ilość informacji wystarczy. Zawsze to jakieś dodatkowe sekundy na wymyślenie ewentualnej dalszej historii.

Czosnek - 2019-10-23, 18:27

W lesie, w kartonie. Cóż, ludzie mieli zaskakującą tendencję do porzucania swoich podopiecznych, więc nie byłaby zdziwiona, gdyby tak było naprawdę. Naiwne koty miały tendencję do niesienia bezinteresownej pomocy, a Jaskółka do takich zdecydowanie należała. Szkoda tylko, że wyglądała na taką, która samej siebie nie umiała obronić, a co dopiero kilku larw, które z reguły nie umiały usiedzieć w miejscu.
- I co, nauczyłaś je chociaż jak o siebie zadbać, w razie gdyby ci coś ukręciło kark? Nie żeby coś, ale nie wyglądasz na taką, co dałaby radę pokonać królika, gdyby ten zdecydował się bronić - parsknęła półżartobliwie, mrużąc oczy.
Ułożyła łeb na łapach, gdyż czuła lekkie zmęczenie. Nie było mowy o wyjściu na zewnątrz, także sen był najlepszą opcją, ale wciąż kątem oka obserwowała samotniczkę, czekając na reakcję z jej strony. Kto wie, może miała coś interesującego do powiedzenia w tej kwestii.
...
Szczerze, wolała nie stawiać żadnych oczekiwań. Może lepiej zasnąć już teraz, bo miała przeczucie, że była w stanie przewidzieć odpowiedź.

Jaskółka - 2019-10-25, 23:43

Początkowo nie była pewna, co powinna odpowiedzieć na zadane jej pytanie. Nie miała wymyślonej dalszej części historii, nie była przygotowana na ewentualne dalsze pytania, więc przez parę uderzeń serca po prostu patrzyła się przerażonym, zdezorientowanym wzrokiem na Czosnek, w międzyczasie próbując wymyślić coś, co miałoby ręce i nogi. Przynajmniej w minimalnym stopniu.
- N-nauczyłam ich tego, czego m-mogłam - odpowiedziała niepewnie. Wspomniała o polowaniu jedynie Wróbelek i Modrzewiowi, ale... w jakimś stopniu było więc prawdą, że przekazała im całą wiedzę, jaką była w stanie, bo nic więcej nie potrafiła. To, że Mech i Bogatka nie mieli jeszcze okazji to inna sprawa. - M-mogę pójść? - zapytała ostrożnie, widząc że kocica robi się powoli senna. To chyba dobra pora na ewakuację i uniknięcie ewentualnych niewygodnych pytań.

Czosnek - 2019-10-27, 13:53

Kocica parsknęła cicho, jakby Jaskółka właśnie powiedziała dobry żart. Nie otrzymała szczególnie precyzyjnej odpowiedzi, więc równie dobrze mogło się okazać, że kotka nie nauczyła swoich larw nawet podstaw podstaw, bo posiadała jakieś marne szczątkowe informacje. Cóż, nie żeby to była jej sprawa; swego czasu wytrenowała kilku terminatorów, pewnie stąd była odrobinę zainteresowana stanem wiedzy młodzików, którzy powinni już być mniej-więcej w wieku terminatorskim. Stare przyzwyczajenia trudno w pełni wyplewić. Najpewniej zbyt długo żyła w klanie i stąd pozostały w niej pewne odruchy, choć nigdy nie powiedziałaby tego na głos, szczególnie przy mieszczuchach, bo zaraz musiałaby komuś poderżnąć gardło, by pokazać, że nie umniejszało to jej sile czy autorytetowi ani trochę. Co z tego, że żyła kilkadziesiąt miesięcy wśród tamtych dzikusów? Przynajmniej nie była żadnym zasranym pieszczochem, jak niektórzy z nich. Z resztą, nie potrzebowała się tłumaczyć.
Zmrużyła oczy, przyglądając się chwilę kotce, po czym zwyczajnie wzruszyła barkami.
- Rób co chcesz - odparła krótko.
Zamknęła oczy i rozłożyła się wygodniej na ziemi, gotowa do snu. Nie obawiała się, że Jaskółce coś głupiego nagle strzeli do głowy; bez trudu uporałaby się z zagrożeniem z jej strony.

zt.

Kostek - 2019-11-10, 21:49

*******

Mech był dość długo nieprzytomny. Kocurek zatopił się w czarnych myślach schowanych w tyle głowy i nie umiał uciec. Chował się, zamykał i otwierał swoje oczy... ale kiedy ponownie się rozglądał, widział to samo. Okropne przebłyski jego rodziny martwych, w krwi. A nad nimi albo Trzmiela Gwiazda, którego to pamiętał jak przez mgłę. Bał się przywódcy Klanu Gromu. Wiedział, jak bardzo matka polegała na jego decyzji. Jak bardzo się starała, kiedy oni odkrywali tereny. Widział też zagubioną Bogatkę. Chciał biec w jej stronę, ale im szybciej biegł, tym dalej ona się od niego znajdowała. To uczucie bezsilności go zżerało.
W końcu przebudził się z koszmaru. Akurat w tym momencie, gdy przywódca Klanu miał mu rozedrzeć gardło. Otworzył szeroko oczy i spadł z niosącej go Wróbelek. Zatoczył się do ich nory i zaczął głośno oddychać. Po chwili odwrócił się, widząc jak jakaś bura kocica, której imienia, ani niczego nie pamiętał, odchodzi. Ponownie opadł na drugi bok. Wzdrygnął się, modląc się, aby to nie była kontynuacja jego snu. Kociak zaczął nerwowo drgać. Było mu gorąco i zimno w tym samym czasie. Odwracał się raz po raz. Starał się niczego nie słyszeć.
Finalnie, ostatnim co zrobił, było przeturlanie się do bezpiecznej ściany. Teraz przynajmniej był bezpieczny z jednej strony. Głośno oddychał, bojąc się... praktycznie wszystkiego

//jak Łatka prosiła - od razu wspomniałam, że czosnek poszła po tońka :>



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group