To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Wojownicy

Granice - Wygięte Drzewo

Topniejący Lód - 2020-07-30, 12:44

No tak: kocica miała jego zaburzony obraz. Znała go od tej „dobrej strony”, bo zawsze przy niej grał i to całkiem nieźle. Niefortunnie, przez zdarzenia, które miały dzisiejszego dnia miejsce, nie miał siły na jakieś zwodzenie, chociaż i tak był całkiem spokojny i nie denerwował się zanadto, a jedynie pusto się jej przyglądał, ewentualnie krótko i chłodno się wyrażał. Złości… jako tako, nie było widać, co najwyżej niezadowolenie wynikające z poprzedniej rozmowy. Widocznie był już tym zmęczony i nawet nie zwracał uwagi na to, jak kocica jest naiwna, ufna i małomówna – co jego zdaniem również było denerwujące – jak to zazwyczaj miało w jego przypadku miejsce. Nawet podczas ich poprzednich spotkań, podczas których grał miłego, w myślach mówił sobie na jej temat parę niepochlebnych słów. Teraz nie. Złagodniał? To z pewnością było chwilowe zmęczenie.
Jej wyjaśnienia wzbudziły w nim rozbawienie, łamane przez sceptyczność. Miała problemy z wypowiadaniem się, to widać już na początku. Z jej słów również nie zdołał wyczytać, co w sumie jest złego w połykaniu wody – przecież codziennie z niej korzystali.
Jasne – odezwał się cicho, wzdychając lekko pod nosem. Prawie nic z tego nie zrozumiał, ale dobra, niech będzie. – Chcesz coś za to – mruknął. Nie zwykł dziękować, ale kocica objaśniła mu całkiem dużo i wypadałoby chociaż spytać, żeby nie zaburzyć swojego obrazu, który przed nią stworzył. Gdzieś w głębi miał nadzieję, że nie będzie chciała, bo po prostu nie uważał tego za konieczne… i pewnie nawet by się nie kłócił, gdyby odmówiła.

Wiewiórczy Skok - 2020-07-31, 17:04

Fakt, nie znała go z tej prawdziwej strony, zawsze uważała go za tego milszego, a nie zgryźliwego, niezadowolonego z rozmowy i narzekającego, czy jakby to powiedzieli niektórzy "z kijem w tyłku". Uważała go za naprawdę spoko kocura, więc teraz czuła się dość niepewnie, gdy zachowywał się w taki, a nie inny sposób i... No, był nieco... Wycofany? Niezadowolony z czegoś? I nie była pewna jak ma to wszystko rozumieć - a nie chciała na niego specjalnie naciskać! Zapytała, on nie chciał odpowiedzieć to... No, nie zamierzała na niego specjalnie naciskać, bo co by jej z tego wyszło? Mógłby się na nią obrazić, mógłby na nią nakrzyczeć, nigdy nie wiadomo, a nie oszukujmy się - nie znała go dobrze, byli w końcu z dwóch różnych klanów i to nie jest tak, że mogła go sobie z nudów obserwować jak krąży po obozie - bo, no, nigdy nie była w cienistym obozie, a on nigdy nie był w rzecznym, także... No. Nie była pewna, jak by zareagował - bo póki co widziała po prostu, że... Gdy był niezadowolony to stawał się zgryźliwy - nawet nie pomyślałaby, że on taki jest normalnie na co dzień! Ale, cóż, była dość naiwną kotką i nie widziała w innych za dużo zła, dopóki jej tego nie udowodnili, o.
Gdyby spytał o co chodzi z tą wodą, to pewnie wyjaśniłaby mu to lepiej, ale uznała, że zrozumiał, więc nie rozbijała się na ten temat więcej, tylko przywdziewając na pysk delikatny uśmiech, rada że faktycznie zrozumiał coś z jej wypocin, bo... Czasami tłumaczyła BARDZO pokracznie!
- Hm? - spytała, otwierając nieco szerzej oczy, gdy usłyszała pytanie (choć zabrzmiało bardziej jak zdanie twierdzące), bo kompletnie się go nie spodziewała! Raczej nie robiła rzeczy po to, żeby dostać coś w zamian, robiła rzeczy, bo lubiła pomagać innym kotom i źle się czuła, jeśli ktoś jeszcze miałby coś dla niej robić z jakiegoś powodu. - Nie, nie, nic za to nie chcę, chciałeś wiedzieć, to wyjaśniłam, nic nie potrzebuję naprawdę - jęknęła niemal na jednym wdechu, szybko potrząsając rudą główką.

Topniejący Lód - 2020-08-01, 13:29

Na dobrą sprawę lepiej dla niej, że nie ciągnęła tematu jego zachowania ani nie starała się na niego jakkolwiek naciskać, bo rzeczywiście mogłoby skończyć się źle. Nie lubił, gdy ktoś wciskał się w jego prywatne sprawy, jeśli sam nie wyraził takiej chęci, a jednak towarzystwo rzecznej kotki mu się opłacało – było, mówiąc krótko, całkiem cenne. Szkoda, żeby urwali kontakt, bo mógł wiele od niej wynieść, począwszy od takich umiejętności, po inne informacje, bo akurat wyniesienie od niej czegoś takiego nie musiało być jakieś bardzo ciężkie.
Odetchnął z ulgą, gdy kocica powiedziała, że niczego nie chce w zamian. Nie widziało mu się polowanie, chyba że wymyśliłaby coś innego, ale tego też by mu się pewnie nie chciało. Tak jak wcześniej wspomniał: nie miał zamiaru się z nią kłócić, więc jedynie kiwnął głową, dając znać, że rozumie.
Coś nowego w klanie Rzeki? – spytał niewinnie, w duchu licząc na to, że w jego łapy trafi jakaś przydatna informacja. Co prawda patrole nie przekazywały żadnych wieści, ale warto spytać, skoro ma się przed sobą kota z tego klanu. Mogło to być nawet coś pozornie bezwartościowego; potrafił wykorzystywać taką wiedzę na swój sposób.

Wiewiórczy Skok - 2020-08-01, 18:56

Właściwie - byłoby jej wręcz głupio poprosić o coś w zamian! Bo przecież nie zrobiła nie wiadomo czego, tylko zwyczajnie wyjaśniła mu na czym polega pływanie - z czym to się pije, jak to się robi, żeby nie wylądować na dnie z niemożnością wypłynięcia na powierzchnię, bo nie wie się jak. Nie czuła, żeby zrobiła coś wielkiego, ba, podejrzewała, że każdy spytany o to kot z klanu rzeki zwyczajnie również by wytłumaczył - bo nie była to jakaś wielka tajemnica, którą trzymali w jakimś złotym kufrze na samym środku obozu ze strzegącym ją cerberem - każdy miał prawo się tego nauczyć, a że u nich to był chleb powszedni, a w innych klanach nie, to cóż. Cieszyła się nawet, że inne koty aż tak to interesowało, że chcieli się tego nauczyć, a nie uważali że jest to umiejętność, która nie jest warta nawet ich zainteresowania, a nawet ich w jakimś stopniu obrzydzała - podobnie jak łowienie ryb.
Na pytanie zastrzygła delikatnie uchem, wznosząc delikatnie spojrzenie, by rzucić je w stronę czterech dębów, chwilę siedząc cicho. Czy działo się coś ciekawego, czym można by się podzielić z Topniejącym Lodem? Jasne, mogła mu teraz powiedzieć "no, słuchaj, medyk nam umarł parę dni temu", ale z drugiej strony... Czy mogła? Nie orientowała się, czy jakiś patrol już to rozgłosił, nie orientowała się, czy Barwna Łapa udał się już do któregoś z trzech pozostałych klanów, żeby spytać o możliwość doedukowania się u nich, więc miała małe wątpliwości, czy o tym mówić. Może i była gadatliwa, może i czasami nieświadomie wyrzucała z siebie informacje, których nie powinna, gdy rozmawiała z kotami z innych klanów, aczkolwiek wątpiła, że może tak po prostu podzielić się taką informacją. Pokręciła więc powoli głową.
- No, nic nowego się nie wydarzyło, wszystko w sumie po staremu - jeszcze, bo kto wie, kiedy klan rzeki stanie na głowie, bo, na przykład zabraknie kogoś jeszcze? Czerwonej Gwiazdy, która miała swoje księżyce? Ćmy, która ostatnio często chorowała? Życie było, cóż, nieprzewidywalne, o czym boleśnie przekonała się ruda. - W klanie cienia również spokojnie? - spytała niepewnie po chwili. Nawet nie pytała o jakieś zmiany, czy coś, ot, spytała czy u nich wszystko w porządku, jak nakazywała zwykła grzeczność. Wystarczyło jej, by Topniej odpowiedział "tak" i.. byłaby usatysfakcjonowana z odpowiedzi - bo mimo wszystko zawsze cieszyła ją stabilność innych klanów - i żadnemu nie życzyła źle.
Jaka szkoda, że za... Jakiś czas, w klanie cienia również coś się zmieni.

Topniejący Lód - 2020-08-02, 21:45

Kolejne przeciwieństwo. On, będąc na jej miejscu, z pewnością strzegłby tej wiedzy, jak gdyby właśnie była trzymana w złotym kufrze, na samym środku obozu, ze strzegącym jej Cerberem, a na dodatek podejście do niej musiałoby się najpierw równać z obowiązkiem przejścia przez niewidzialne lasery, których nadepnięcie oznaczałoby wezwanie ochrony, w której skład wchodziliby najsilniejsi wojownicy, nie szczędzący nikogo. Pestka. Co chcę przez to powiedzieć… lubił poznawać nowe rzeczy, zdobywać nowe umiejętności, których nie potrafi przeciętny samotnik, ale jednocześnie nie lubił się dzielić tą wiedzą, ponieważ to sprawiało, że nie był już taki wyjątkowy, gdy wszyscy inni potrafili to samo, co on. Musiał być jedyny w swoim rodzaju, już sam fakt, że rzeczni to umieli był rozczarowujący, ale przynajmniej, z tego co wiedział, w klanie Cienia nie było zbyt wiele takich kotów. I w dalszym ciągu nie będzie, jeśli z prośbami będą przychodzić do niego.
Nic? Zupełnie? On z chęcią usłyszałby tę zacną nowinę, że ich medyk postanowił wyjechać na Srebrną Skórkę, pozostawiając swojego terminatora na łasce innych klanów, no ale nic. Uznał słowa kocicy za szczere, bo dlaczego miałby inaczej? Medycy nie umierali nagle, w ogóle nie przyszłoby mu do głowy, że tak się stało. Liczył chociaż na jakieś mniej zobowiązujące wieści, ale uznał, że skoro NIC ciekawego nie miało miejsca, niech będzie. Lepiej dla ich klanu.
Tak – powiedział, nieświadomy jeszcze, że za chwilę padnie im przywódczyni i dwóch cennych wojowników, że zastępczyni z drużyną będzie musiała iść po dar dziewięciu żyć, a jego ulubiony kocur w klanie – Wirujące Pióro – będzie mu zazdrościł powierzonego mu zadania. Czyli wszystko po staremu. – Czasem jest aż za spokojnie, mam wrażenie.

Wiewiórczy Skok - 2020-08-03, 15:40

Och, ona też strzegła tych tajemnic jak tylko mogła! Nie wydałaby żadnej ważniejszej rzeczy na temat swojego klanu - chyba że nieświadomie coś, co nie uznałaby za ważne! Gdyby, przykładowo ktoś spytał, w porze nagich drzew, czy im dopisuje zwierzyna, to ona spokojnie odpowiedziałaby że niezbyt, nieświadoma, że kot z innego klanu może to jakoś wykorzystać, czy że daje znać, że im w klanie się nie powodzi. Ona raczej... Nie korzystała z takich informacji, nie cieszyła się z tego, że gdzieś tam inne koty w innym klanie głodują, więc nie uważała tej informacji za... Hm, za coś co mogłoby udupić cały jej klan. I, czasami, nieświadomie, dawała takie informacje kotom z innych klanów, co zapewne Topniejący Lód zdołał już zauważyć, i to pewnie nie raz. Mimo wszystko - takich informacji o zmianie medyka, czy zastępcy, dopóki nie przekazał patrol, niespecjalnie miała zamiar wyjawiać. Nie orientowała się, czy jest to w ogóle dozwolone, żeby takie informacje rozpuszczać zanim przywódca zdecyduje o rozesłaniu patrolu, który mógłby to przekazać, czy jak to się odbywa, więc... Wolała milczeć. A patrol raczej nie powie kiedy to było, więc jakby się jeszcze kiedyś z niebieskim spotkała, to spokojnie mogłaby powiedzieć, że to się stało niespodziewanie niedługo po ich rozmowie, o.
Uśmiechnęła się delikatnie, słysząc, że w cieniu również nie dzieje się nic ciekawego, stołki nie rotują radośnie jak choćby w gromie i panuje względny spokój. To dobrze. Im w rzece, oprócz odejścia Księżycowego Pyłu, żyło się dobrze i spokojnie, więc życzyła tego samego innym klanom, nawet jeśli inni traktowali te klany jako gorsze, czy jako wrogów, jakby co najmniej byli w trakcie wojny między sobą. Ona co prawda nie zamierzała każdego traktować z góry jak przyjaciela, bo koty były różne, no i nie byli z tego samego klanu, ale zdecydowanie starała się nie patrzeć na każdego jak na kogoś gorszego, czy coś...
- Och... - wymsknęło jej się, po następnych słowach kocura. - Tak, czasami jest aż za spokojnie... Ale to chyba... Dobrze, nie? - spytała, niepewnie kładąc uszy nieco na bok. - Znaczy... No, nie ma żadnych drapieżników, które mogłyby skutecznie zredukować liczbę wojowników czy terminatorów... Nie ma żadnej choroby, której nie potrafią wyleczyć medycy - choć nie wątpię w ich umiejętności! I... No - zakończyła, niepewnie przejeżdżając końcówką ogona po ziemi, by przenieść go za siebie, coby ukryć jej kiwanie się.

Topniejący Lód - 2020-08-03, 18:33

Akurat nie miałby problemu z wyjawieniem jakiegoś sekretu o własnym klanie, o ile byłoby to opłacalne. Nie czuł się do niego jakoś bardzo przywiązany, ale siedział w nim wciąż, ponieważ dawał mu wygodę. Od jakiegoś czasu nawet nie wypełniał swoich obowiązków, a jeśli już – na odwal się. Dzienne polowanie? Nie ma sprawy, coś się po drodze znajdzie, jakąś małą myszkę przynajmniej, i położy na stosie. To, że potem w zamian za to brał jakiegoś ogromnego gołębia… cóż, bywa. Na patrole również chodził, w końcu robił to przymusowo, ale w trakcie znajdywał jakąś wymówkę i pozostawiał swoich towarzyszy samotnie. Zdawał sobie również sprawę z tego, że gdyby został samotnikiem… miałby o wiele gorzej. Stąd decyzja o pozostaniu na miejscu. No i warto również wspomnieć, że nie przepadał za towarzystwem i ściskiem w obozie, ale od czasu do czasu warto było mordę do kogoś otworzyć. Nieczęsto, ale czasami przynosiło to korzyści.
O tym mówię – odezwał się szorstko. To chyba oczywiste, że nie chciał jakichś większych problemów. Prawda, momentami miał myśli, że fajnie byłoby zobaczyć, jak to borsuk wprowadza chaos w obozie, ale przypominał sobie wtedy, że to byłoby dla niego niekorzystne. Spokój był przyjemny i był mu całkiem na łapę. Aż ciężko sobie wyobrazić, że za chwilę to on będzie musiał zlikwidować zagrożenie. – Nowa choroba, na którą nie ma ziół... To byłoby ciekawe – stwierdził, a w jego oku błysnęła nawet iskra inspiracji. Mógł zabrzmieć trochę niebezpieczne, ale w sumie uważał ten temat za całkiem interesujący.

Wiewiórczy Skok - 2020-08-04, 19:43

Sama Wiewiórka uważała zawsze, że dotrzymywanie sekretów, nie ważne jakich, jest bardzo ważne i naprawdę starała się pilnować, jeśli chodzi o powiedzenie czegoś, czego nie powinna. Zawsze starała się trzymać język za zębami, coby sekrety innych nigdy nie wyszły na światło dzienne, bo naprawdę nie wyobrażała sobie kogoś zawieść! Co prawda, gdyby napomknęła coś o klanie, to raczej nie zawiodłaby konkretnej jednostki, aczkolwiek klan mógłby mieć z tego tytułu problemy, a i ona mogłaby mieć, gdyby na przykład Czerwona Gwiazda się o tym dowiedziała, ojejej. Dla niej życie w klanie było wyjątkowo wygodne - i nie wyobrażała sobie żyć poza nim. Wiedziała, że by sobie nie poradziła, z tym swoim strachem co do wszystkiego, co ją otaczało - tylko raz była poza terenami klanowymi, i było to dosłownie kawałek od granicy i była tam z dwiema wichrzaczkami, które... Miała nadzieję, że w najgorszym razie by jej pomogły! A tak to bała się choćby wąsa wyściubić, bo bała się wszelkich samotników, dwunogów i drapieżników, które mogłyby na nią tam czyhać! Brr. Gdyby kiedykolwiek została wyrzucona z klanu to... Chyba dobrowolnie oddałaby się w ręce dwunogów, bo sama to by chyba nie przeżyła!
Słysząc jego słowa i ton omal nie pisnęła i schowała nos w sierść na własnej klatce piersiowej, ale powstrzymała się, a jedyne co zrobiła, to zauważalnie drgnęła i natychmiast cofnęła uszy, spuszczając przy okazji wzrok. No tak, mogła się, no, domyślić, że kocur nie mówił tego poważnie! W końcu kto by chciał, żeby... No, jego klanowi coś się stało, nie? Gdyby wojownicy, przywódcy, czy zastępcy zaczęli umierać... Raczej nie było kota, który by o tym marzył w jakikolwiek sposób!
Słysząc jego następne słowa niepewnie poruszyła wąsami, nie wiedząc już, czy żartuje, czy mówi poważnie, czy sobie hipotetyzuje, czy co właściwie, więc odezwała się dopiero po chwili:
- Właściwie... Kto wie... czy takie już nie, no, istnieją - wymamrotała niepewnie. - W końcu... Dużo kotów mimo leczenia... Umiera. I... Może to nie jest wyjątkowo trudny przypadek, tylko... Hm... Choroba, na którą nie ma, no, ziół? - rzuciła jeszcze bardziej niepewnie, nie wiedząc już, czy kocur chciał od niej tych wyjaśnień, czy mogła sobie darować, więc nawet nie spojrzała w jego stronę, tak... Hipotetyzując. O.

Topniejący Lód - 2020-08-06, 16:15

Kocur również nie mógłby żyć poza klanem. To znaczy… nie, że by sobie nie dał rady, bo z pewnością był w wielu dyscyplinach znacznie lepszy od innych kotów, ale było to najzwyczajniej w świecie niewygodne. W obozie miał zawsze stos, z którego mógł wziąć świeżą zwierzynę, a tak? Musiałby co chwilę czegoś dla siebie szukać, co nie tyle było nieopłacalne, ale również na dłuższą metę wyczerpujące. Teraz wystarczało, że zapolował raz dziennie i wypełniał swój bezsensowny obowiązek, a gdyby był samotnikiem, musiałby to robić nawet parę razy dziennie, bo jeden posiłek na dzień mógłby mu nie wystarczyć. Warto również wspomnieć o wielu głupkach, którzy skoczyliby mu na ratunek, a on subtelnie wycofałby się z miejsca akcji, z kolei gdyby żył na własną łapę, z zagrożeniem musiałby radzić sobie samodzielnie. No i ostatnia kwestia: kontakt. Był raczej typem samowystarczalnego i mógłby iść przez życie z samym sobą, ale jak każdy… potrzebował czasami czyjegoś towarzystwa. Nieczęsto, ale jednak. Wniosek nasuwał się więc sam: był stworzony do życia w klanie.
Co jest? – spytał, gdy kocica drgnęła, cofnęła uszy, a nawet spuściła na swoje łapy wzrok. Całe szczęście, że finalnie nie pisnęła, bo w ogóle miałby error mózgu. Nie widział w swoich słowach niczego złego czy też niepokojącego. Jedynie jego ton mógł być nieprzyjemny, ale czy to od razu powód do strachu? Aż zaczął się zastanawiać, jak też reagowała, gdy na patrolu jakimś przypadkiem wpadała na samotnika, który przecież, zgodnie z opowieściami, był znacznie groźniejszy. Była zdecydowanie zbyt bojaźliwa i dzika. – Albo po prostu medycy są do dupy – rzekł, nie przebierając w słowach. Może zbyt dosadnie, ale cóż.

Wiewiórczy Skok - 2020-08-07, 09:04

Za to Wiewiórka, cóż, już pierwszego dnia pewnie zginęłaby ze strachu, gdyby koło niej chociaż coś przeszło. I nawet nie mogłaby się ratować wejściem na drzewo, bo zwyczajnie nie umiała, a nawet jakby umiała, to i tak umarłaby ze strachu gdzieś na jego czubku, bo byłoby zwyczajnie wysoko. Gdyby zaatakował ją drapieżnik, czy samotnik - szczerze, jakie miałaby szanse, będąc takim małym chucherkiem, które większy wiatr może z łatwością porwać w siną dal? Nie miała żadnej siły w tych swoich rudych łapkach i była niemal pewna, że takiemu lisowi, czy borsukowi, wystarczy jeden strzał łapą, żeby ją poważnie skrzywdzić, a wręcz praktycznie zabić. Zdecydowanie wolała życie w klanie - gdzie w razie czego miała większą pewność, że ktoś usłyszy jej wołanie o pomoc i przybiegnie jej na ratunek, aniżeli gdyby była na terenach niczyich, gdzie owszem, ktoś mógłby ją usłyszeć - ale czy by jej pomógł? No i... Może i była introwertyczką, może i nie lubiła zagadywać do każdego kota jak leci, może i spędzała większość dnia samotnie, ale... Czasami czuła potrzebę zagadania. Czuła potrzebę posiadania kogoś bliskiego. A jako samotnik... Nie miałaby nikogo. Nawet Mrozika.
Cóż, jej reakcje często były spontaniczne, przesadzone i... Mogłoby się wydawać, z czapy. Ale słysząc ton kocura nagle poczuła się źle, jakby palnęła największą głupotę na świecie i - kto wie - może tak właśnie było. Bo dlaczego inaczej z pyska kocura poleciałyby słowa wypowiedziane takim tonem? Chyba nie dlatego, że tak mu się podobało... Nie? Przecież zawsze był miły - więc to po jej stronie musiała leżeć wina - dlatego zareagowała jak zareagowała, skuliła się niemal w sobie, już obmyślając w łebku odpowiedź na to pytanie. Za to na jego słowa, żeby się jeszcze bardziej nie ośmieszyć, czy coś, zwyczajnie szybko pokręciła łebkiem. Jest ok, jest ok, hehe....
Za to na jego kolejne słowa wciągnęła powietrze przez nos, o mało się nie zapowietrzając. Według niej medycy to były bardzo mądre, ważne w klanie koty, które przecież tak dużo umiały, posiadały wiedzę pomagającą im wyleczyć niemal wszystko, z czym koty do nich przyszły! I byli niesamowicie odważni, skoro potrafili opatrywać te wszystkie rany, dotykać krwi, patrzeć na nią, brrr.... Po ciele Wiewiórki przeszedł dreszcz, gdy sobie to wyobraziła.
- Medycy... Są mądrzy... Myślę, że po prostu... Naprawdę, niektóre choroby... Są... - zaczęła się jąkać, nie będąc do końca pewna co konkretnie chce powiedzieć - wiedziała tylko, że chce obronić tę jakże ważną funkcję. - Nie do wyleczenia... - zakończyła, kładąc po sobie uszy, bo zdała sobie sprawę, że na to zdanie kocur może odpowiedzieć tak samo - "są nie do wyleczenia, bo przecież medycy są do dupy, brawo Wiewiórko, umiesz myśleć".

Topniejący Lód - 2020-08-12, 17:20

Przynajmniej mogli sobie przybić piątkę – kocur, podobnie jak ona, również nie potrafił się wspinać. Nie ze strachu, przez lęk wysokości czy z braku chęci, ale po prostu… nigdy się tego nie nauczył. Mogło to brzmieć zabawnie, w końcu było to coś naturalnego, instynktownego, ale naprawdę: w całym swym życiu nie miał okazji być na górze i móc obserwować tętniący życiem obóz. Czasami nawet słyszał pogłoski, że członkowie klanu Cienia wspinają się najlepiej, ale najwidoczniej nie wszyscy. Gdyby spojrzeć na to inaczej, to całkiem logiczne. Był wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju.
Albo to po prostu medycy są do dupy. – O dziwo się nie zniecierpliwił, gdy powtórzył swoje poprzednie słowa. Uznał nawet tę sytuację za trochę zabawną, co było widoczne po uniesionych kącikach pyska, przybierających nieco rozbawiony kształt. Nie spodziewał się, że coś tak głupiego zdoła go rozśmieszyć, ale widocznie musiał w końcu wymięknąć. Na szczęście zrobił to w towarzystwie Wiewiórczego Skoku, która uważała go za wyluzowanego i całkiem przyjemnego kocura. Przy innych kotach zazwyczaj sobie na to nie pozwalał. Chciał mieć łatkę kogoś surowego, poważnego, niezbyt przyjemnego. Tymczasem taka głupia, kuriozalna sytuacja zdołała doprowadzić go do uśmiechu. – Wątpię, że takie choroby są. Jak się domyślam, każda choroba odznacza się jakimiś objawami. Gdyby w końcu zaczęło się to powtarzać, to wynaleźliby na to jakieś zioła – stwierdził już znacznie spokojniej, choć jego głos, jak zwykle, był dosyć chłodny. Kocica zaczęła się stresować, a tego nie chciał. Musiał dopilnować, żeby dobrze czuła się w jego towarzystwie, mogła być jeszcze przydatna.

Wiewiórczy Skok - 2020-08-15, 11:23

Gdy kąciki pyska Topniejącego Lodu nieco się uniosły, w czymś na kształt uśmiechu, wręcz rozbawienia, Wiewiórka również nieco uniosła uszy, choć nadal były nieco położone. Niemniej, obawiała się swego rodzaju wybuchu, powiedzenia tych słów ponownie z delikatnym zirytowaniem ze strony kocura, albo wytknięcia jej jakichś jej nieścisłości, ale widocznie niebieskiego to, że na jej słowa mógł odpowiedzieć dosłownie tymi samymi słowami, tak jak myślała, rozbawiło. To dobrze. Nawet sama lekko się uśmiechnęła, aczkolwiek zupełnie nie patrzyła już w kierunku niebieskiego kocura, a wzrok miała znów utkwiony w swoich łapkach. Opinia o cienistym kocurze zmieniała się w jej głowie jak w kalejdoskopie - raz uważała go za przyjemne towarzystwo, raz że jest nieco niemiły, raz że w sumie jest spoko - dosłownie karuzela emocji. Nie zamierzała go jednak dzisiaj specjalnie oceniać - widziała po nim, że coś jest nie tak, chociaż starał się to ukryć, choćby słowami, że "oślepia go słońce". Koty, gdy miały zły humor, często zachowywały się, jakby nie były sobą, były niemiłe, obrażały się o wszystko, po prostu odreagowywały na stres... I choć Wiewiórka już parę razy miała ochotę się skulić niczym jeż, to... Nie zamierzała tak po prostu uciekać od kocura. Może, ale tylko może, to że teraz się uśmiechnął, choć delikatnie, znaczyło, że jakimś cudem udało jej się poprawić mu humor i teraz znów będzie milszy?
- Może, nie wiem... - odpowiedziała w końcu, zgadzając się z kocurem. Jakoś nie zamierzała bardzo ciągnąć tego tematu, bo i faktycznie, dlaczego miałaby mówić o czymś, o czym nie miała pojęcia? Może faktycznie po prostu... Medycy się czasami nie popisywali i nie była to kwestia jakiejś nieznanej choroby? Medykiem nie była, nie mogła się za nich wypowiadać, jakby nie patrzeć.

Topniejący Lód - 2020-08-26, 17:17

Jakby nie patrzeć, często tak było, bo potrafił zmieniać zdanie co chwilę, zupełnie jak dojrzewająca nastolatka. To znaczy… w jej towarzystwie, bo przypominał sobie wtedy, że miał przecież być przy niej przyjazny i koleżeński. Mhm. Dobrze się składało, że kocica usprawiedliwiła go złym humorem, wynikającym z jakiegoś zdarzenia, i nie miała mu tej chwilowej opryskliwości za złe. Naprawdę, nie rozumiał już, jak powinien się czuć, z jednej strony kotka była dla niego pomocna i wyciągnęła ku niemu łapę, z drugiej wciąż z tyłu głowy miał odbytą jeszcze niedawno rozmowę ze swoim ziomkiem, która wprawiała go w duży dyskomfort i doprowadzała do białej gorączki. Uznał nawet, że to może znak, że powinien już się ulotnić, bo za chwilę powie o słowo za dużo i zniszczy tworzoną przez ten cały czas powściągliwą maskę.
Mhmmm… – Spojrzał w niebo, które jakby na zawołanie, delikatnie ściemniało. – Och, ale już późno. Muszę się zbierać. Obowiązki wzywają – powiedział konspiracyjnie, półszeptem, ponownie kierując swoje złote spojrzenie na pysk wojowniczki.
Ile było w tym prawdy? Raczej niewiele, patrząc na to, że nie zwykł biec do obowiązków, a i pora nie była dla niego dramatyczna. Towarzystwo kotki z każdą sekundą było coraz bardziej nużące, rozmowa się nie kleiła, a dodatkowo irytował go już jej stres. Co od niej wyciągnął, to jego, mógł już spokojnie wracać do siebie, znowu niespodziewanie, w idealnym wręcz momencie. Skinął jej głową na pożegnanie, a następnie odwrócił się na pięcie; gdy jego pysk nie był już w zasięgu jej wzroku, skrzywił się znacznie. Ale to było męczące. Od zawsze była strachliwa, ale dzisiaj to przebiła samą siebie.

zt

Wiewiórczy Skok - 2020-08-31, 17:26

Sama nie wiedziała jakie dokładnie miała zdanie o Topniejącym Lodzie. Raczej nie potrafiła tak po prostu powiedzieć o kocie, że go "nie lubi", mogła co najwyżej powiedzieć, że ma co do niego mieszane uczucia i... Niebieski kocur plasował się między "spoko", a właśnie "mam mieszane uczucia". Nie potrafiła jednoznacznie powiedzieć co dokładnie o kocurze myśli, bo raz był miły, odpowiadał z uśmiechem, albo chociaż w miarę miło, a po chwili już podnosił głos, czy wyrażał się zirytowanym tonem, co... Nieco stresowało Wiewiórkę, dlatego też dzisiaj zachowywała się w taki, a nie inny sposób. Zdarzało się jej jąkać, kulić, cofać uszy, czy wręcz mieć ochotę piszczeć. Cóż, nie była dobrym materiałem do rozmowy, to prawda i pewnie większość rzeki mogłaby to Topniejącemu przyznać bez najmniejszych problemów. Wystarczyło bowiem tylko lekko unieść głos w rozmowie z nią, by ta zamknęła się w sobie i odpowiadała mniej chętnie, z większym, hm, zastanowieniem przed zabraniem głosu. Krótszymi zdaniami.
Sama zerknęła na niebo, które faktycznie zaczynało się ściemniać, na co przytuliła do siebie bardziej ogon. Jak mogła nie zauważyć, że jest tak późno? Nie to, że miała jakieś obowiązki, czy patrol, do odbębnienia, aczkolwiek... Gdy pomyślała sobie o tym, że miałaby wracać po ciemku ogarnęły ją ciarki, a dreszcz przeszedł po jej kręgosłupie od nasady czaszki aż do końca ogona. Nawet nie odpowiedziała, po prostu kiwnęła kocurowi na pożegnanie i gdy ten odwrócił się sama wstała szybko i truchtem ruszyła w stronę obozu, niespokojnie łypiąc na niebo. Dopiero zaczęło się ściemniać, mała czas, żeby dojść do obozu, nim będzie ciemno, aczkolwiek bała się, że nie zdąży.

[zt]

Pęknięta Łapa - 2020-09-06, 18:01

______________


Przesiadywanie w obozie stało się dla mnie przytłaczające. Co prawda zacząłem już trening pod okiem Kurzego Ziarna, jednak ta zdawała się tym okropnie skrepowana, co również sprawiało, że ja nie czułem się wtedy najlepiej, chociaż próbowałem jakoś rozluźnić atmosferę. Mimo to jednak dalej nie miałem zbyt wielkiego pola do manewru i byłem ograniczony co do możliwości jakie oferowała chociażby pozycja wojownika. Nic dziwnego, że jak tylko miałem okazje poprosiłem Polny Chwast o to by przydzielił mnie do porannego patrolu; chciałem wyrwać się z obozu, lepiej utrwalić granice i przestać być niewygodnym pasożytem dla klanu. Obiecałem, że jak wrócę będę czynnym członkiem a jak na razie zrządzenia losu skutecznie mi to uniemożliwiały. Gdy bury zastępca ostatecznie przydzielił mnie do patrolu z Jałowcową Jagodą, Jastrzębim Krzykiem i Zwichrzonym Ogonem, poczułem w końcu wolność. Cieszyłem się również z faktu, że Krogulcza Gwiazda zniosła ten śmieszny zakaz i ograniczenie tyczące się opuszczania obozu poniżej 40 księżyca życia. Chociaż coraz bliżej było mi do tego wieku, czułem piekąca irytację na myśl jeszcze bardziej ograniczonej wolności co do opuszczania obozu. W taki oto sposób znalazłem się przy Wygiętym Drzewie i Czterech Dębach, gdzie też dzięki wsparciu Jałowcowej Jagody, pozwolono mi zostać. Nie byłem kociakiem, więc Zwichrzony Ogon w pewnym momencie po prostu odpuścił gdy powiedziałem, że oddzielam się by zapolować. Gdy patrol się oddalił, rzeczywiście upolowałem mysz, jednak na tym skończyłem. Gdy uniosłem pysk po tym jak zagryzłem badylarkę dojrzałem, że znajduje się z powrotem przy Wygiętym Drzewie i granicy, co...Mnie nawet zaciekawiło, Zakopałem zdobycz i podszedłem bliżej, węsząc w powietrzu. Czy miałem jakieś oczekiwania co do tego miejsca? Powiedzmy. Były to ziemie neutralne w których wedle kodeksu miały odbywać się zgromadzenia, jednak o żadnych nie wiedziałem. Nic dziwnego, że czułem podświadome zainteresowanie tym miejscem. Wiedząc, że jestem sam, przysiadłem blisko granicy zerkając wgłąb Czterech Dębów tak, jakbym chciał koś tam wypatrzeć - i kto wie, może chciałem? Nie znałem żadnych kotów z innych klanów, co było dość...Nudne. Miałem nadzieje, że ktoś się jednak przypałęta. Dobrze byłoby mieć znajomych nie tylko we własnym klanie, mm.

/Ktokolwiek!



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group