To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Wojownicy

Granice - Ukryty Pagórek

Fiołkowy Świt - 2020-03-21, 02:26

Uśmiechnął się smutno, patrząc na Jaskółkę. Wydawała mu się być bardzo łagodną i delikatną kotką, tak bardzo przejęła się tym, co jej powiedział. W dodatku była matką - och, to tłumaczyło, skąd ta obawa. Sam wierzył Gwiezdnym, którzy powiedzieli, że jego kocięta, które rozeszły się na cztery strony świata, wciąż żyją i mają się dobrze, wiodąc życie zgodne z tym, co im grało w duszach. Wiedział, że świat nie jest bezpieczny, ale ufał, że sobie poradzą. Tu natomiast, w obliczu realnego, namacalnego zagrożenia ze strony takiej potęgi, jaką były Cztery Klany... sam nie wiedział, czy gdyby sam był samotnikiem na miejscu Jaskółki, nie zacząłby obawiać się o życie swoich kociąt za każdym razem, gdy znikały mu z oczu.
- Wybacz moją ciekawość, ale... dlaczego mielibyście mieć z tym coś wspólnego? - spytał, przekrzywiając głowę w bok. Coś kołatało mu się w głowie, że obława na samotników mogła mieć związek z dużą rotacją zastępców i medyków w Gromie (w tym tą ostatnią medyczką, do śmierci której przyczyniła się jej własna współklanowiczka, cokolwiek to oznaczało), ale nie miał kontaktu z nikim z Klanu Cienia, by swoje przypuszczenia potwierdzić. Z tego powodu słowa srebrzystej kotki zaintrygowały go.

Jaskółka - 2020-03-21, 03:26

Kiedy byłam w ciąży, dostałam propozycję, by dołączyć do klanu Gromu. M-miałam nauczyć się kodeksu i podstawowych z-zasad życia w klasie, co rzecz jasna uczyniłam. W międzyczasie zdążyłam urodzić i u-uczyłam tego też swoje dzieci, ale kiedy doszło do konfrontacji z Trzmielą Gwiazdą, okazało się, że za bardzo myślę o ich bezpieczeństwie i dobru, a za mało o dobru klanu i kazano mi się w-wynosić. Ale to było jakieś... dwadzieścia, um... księżyców? Tak mówicie? Przepraszam, już nie pamiętam, temu — odpowiedziała, prawdopodobnie zbyt ufnie podchodząc do miłego kocura. Nie skarciła się jednakże za to. Uznała, że historia ta nie jest niczym złym, bo nie zrobiła ona nic, za co powinna być potępiana i właściwie to nie miała się czego wstydzić, prawda? — Tak właściwie to nie wiem, dlaczego pomyślałam, że to mogłoby mieć cokolwiek z nami wspólnego. To trochę egoistyczny — dodała po chwili, kładąc po sobie uszy i przenosząc wzrok na swoje łapy. No bo przecież nie była widziana przy gromowych włościach odkąd Trzmiela Gwiazda kazał jej się wynosić, więc dlaczego w ogóle pomyślała o tym, że to mogło mieć jakikolwiek związek z nią i jej rodziną? To głupie.
Fiołkowy Świt - 2020-03-22, 02:24

Wysłuchał historii, którą miała mu do opowiedzenia Jaskółka. Z każdym jej słowem bruzda na jego czole pogłębiała się, a brwi marszczyły się w zamyśleniu. Było to... dziwne. Dostała propozycję i zadanie do wykonania, a gdy je wypełniła, okazało się, że nie spełniła dodatkowych wymagań, o których nie było w ogóle mowy na początku umowy. Po co w takim razie dawano jej tę propozycję w pierwszej kolejności?
- ...Czy propozycja wyszła ze strony Trzmielej Gwiazdy? - spytał, pozwalając na to, by jego ciekawość zwyciężyła, jednak zaraz potrząsnął głową. - Ech, nieistotne. Przykro mi, że cię to spotkało, Jaskółko, i że potraktowano cię w ten sposób. Ale, o ile dobrze pamiętam, w tamtym okresie Grom był niestabilny, stracił zastępcę, jak sądzę z winy samotników, może byłaś tym bodźcem, która przeważył o podejściu wobec samotników. Nie wiem - powiedział, ostatecznie kręcąc z rozczarowaniem głową. To wszystko było... trudne. Rozumiał decyzję Trzmielej Gwiazdy, który być może podjął ostateczną decyzję po konsultacji z klanem i stąd taki jej wynik, rozumiał też niechęć do samotników, chociaż jej nie pochwalał.
- Być może Klan Gromu nie pochwalał propozycji Trzmielej Gwiazdy. Jego słowo jest prawem, tak mówi Kodeks, jednak klan mógł mu się sprzeciwić, a to byłoby zagrożeniem dla ciebie i twoich kociąt. Z reguły, gdy ktoś dołącza do klanów, jest porzuconym kocięciem, które nie dałoby rady przeżyć samo, a im jest starsze, tym mniej przychylnie patrzy się na jego obecność w klanie - wyjaśnił łagodnie, chcąc pocieszyć kotkę, chociaż pewnie nie było to konieczne. To, co się stało, wydarzyło się ponad dwadzieścia księżyców temu i z pewnością rana, która powstała została już dawno zaleczona. Ale Fiołkowy Świt lubił mówić. Lubił dawać poczucie zrozumienia i oparcia. Czuł, że wówczas jest potrzebny.

Jaskółka - 2020-03-25, 21:19

Nie do końca. Wyszła od... chyba terminatorów? Albo byli już wojownikami? W każdym razie od niewiele starszych ode mnie kocurów. Zawołali przywódcę i on wtedy dał ten warunek — odpowiedziała, spuszczając wzrok na łapy. Nawet nie była pewna, czy Rydz i Lew faktycznie byli od niej starsi, czy tylko jej się tak wydawało. Pamiętała już naprawdę mało z tamtego wydarzenia i nie było kłamstwem, że ją to cieszyło. Chciała o tym jak najszybciej zapomnieć i najlepiej udać, że nigdy się nie wydarzyło.
Oh — wymsknęło jej się. — Nie miałam pojęcia, albo wypadło mi z głowy. Byłam wtedy zajęta pilnowaniem kociąt, bo w międzyczasie zdążyły przyjść na świat, musiałam polować i jeszcze uczyć się tego wszystkiego — westchnęła. Starała się zapamiętywać tylko te kluczowe rzeczy - Kodeks, słownictwo i kilka innych. Nie pamiętała, czy jakkolwiek została zapoznana z sytuacją polityczną Gromu. Poza tym, jak tak nad tym myślała, to może faktycznie trochę za bardzo dbała o dobro swoich kociąt, ale... jak miała tego nie robić, skoro to byli jej najbliżsi? Przysięgała chronić klanu Gromu, ale przede wszystkim, żeby jej dzieci były bezpieczne tak, jak każda matka, zapewne nawet taka pochodząca z klanu.
M-może. Ale o tym też nie było ani słowa — mruknęła smętnie, ponownie opuszczając wzrok na swoje łapy po tym, jak na moment podniosła go na pysk rudo-białego kocura. W każdym razie, było już za późno by się zastanawiać nad tym, co miało wpływ na taką, a nie inną decyzję Gwiazdy. Było to dawno.

Fiołkowy Świt - 2020-03-27, 02:35

- Rozumiem - pokiwał głową. Teraz miało to więcej sensu. Trzmiela Gwiazda mógł zaufać swoim terminatorom czy wojownikom, podejmując decyzję pod wpływem chwili lub, być może, zaufania i sympatii, jakie wobec nich żywił. Oni mogli być podekscytowani wizją bycia dobrymi samarytanami, przywódca Klanu Gromu się zgodził, nie zastanawiając się nad tym zbyt wiele... i wyszło, jak wyszło. Nałożyła się na to ciąża Jaskółki, to, że wychowywała kocięta... ciężarna kotka byłaby lepiej przyjęta przez klan, tak przynajmniej mu się wydawało, niż matka z młodymi, które poznały życie tylko z matką. Zawsze należało przede wszystkim myśleć o tym, czy wyjdzie to klanowi na dobre. Nie zawsze to, co jest miłe i przyjemne, jest słuszne i dobre dla klanu.
- Cóż, Jaskółko, jeżeli mogę zapytać - jak sobie teraz radzisz? Zostałaś bez pomocy, całkiem sama z kociętami. Z pewnością było ci ciężko - spytał, szczerze ciekaw tego, czy kotce niczego nie brakuje. Czy jest na tyle bezpieczna, na ile samotnik może być?

Jaskółka - 2020-03-28, 04:50

Radzę sobie chyba dobrze. Mamy miłego sąsiada, na pomoc którego możemy liczyć. Dzieci są już dorosłe, więc pomimo tego, że staram się polować na tyle, by one nie musiały tego robić, to i tak robią po swojemu — odpowiedziała, uśmiechając się pod nosem. Kochała swoje dzieci, przynajmniej te, które z nią zostały i nawet jeśli nie lubiła, gdy polowały, to była im za to wdzięczna.
Na początku było ciężko, to prawda. Niedługo po tym, jak znaleźliśmy jakąś norę jeden z moich synów został zamordowany za to, że chciał polować na ziemiach samotników. Generalnie jest nas mniej. Ale mam nadzieję, że nieprędko znowu coś się zmieni — powiedziała o wiele smętniej. Sama nie wiedziała, dlaczego tak wiele o sobie mówiła obcemu kotu, ale... wydawał się miły i przyjazny. Wzbudzał zaufanie samym swoim sposobem bycia.

Fiołkowy Świt - 2020-04-07, 01:30

Pokiwał głową i uśmiechnął się ze zrozumieniem.
- Nie utrzymasz ich siłą przy sobie, zwłaszcza jeżeli są już dorosłe - powiedział łagodnie, przekrzywiając nieznacznie głowę w bok. - Moje starsze kocięta w większości odeszły z klanu. Nie widziałem ich od wielu obiegów pór, ale wiem, że Przodkowie czuwają nad nimi i wiem, że są bezpieczni, nawet jeżeli musiałem dla ich dobra pogodzić się z tym, że ich nie ma i zaakceptować ich wybory. Ty też powinnaś, Jaskółko - dodał, wciąż mówiąc łagodnie i spokojnie, mając nadzieję, że kotka nie obrazi się za jego słowa. Jaskółka brzmiała jak dobra matka... ale nadopiekuńcza. Zbyt kontrolująca i obsesyjna w swoim pragnieniu ochrony dorosłych już kociąt. O ile potrafił to zrozumieć, bo sam był rodzicem i chciał dla swoich kociąt jak najlepiej, tak uważał, że nie mogła trzymać ich cały czas przy sobie. Prędzej czy później będą chcieli założyć rodziny, może odejść i poszukać swojego własnego miejsca na świecie, gdzieś daleko stąd. Im dłużej będzie to przeciągać, tym bardziej burzliwe i bolesne będzie rozstanie. Jej kolejne słowa rozjaśniły jednak sytuację i dały powód, dla którego tak kurczowo chroniła swoich kociąt.
- Tak mi przykro - powiedział cicho, tuląc po sobie uszy. - Mam nadzieję, że nie spotka was już nic złego i pora młodych liści będzie dla was łaskawa.

Jaskółka - 2020-04-07, 19:35

Wiem — mruknęła spokojnie, a na jej pyszczku pojawił się blady uśmiech. — Nie mogę ich trzymać przy sobie wiecznie, możliwie że kiedyś się zakochają, założą własne rodziny, odejdą, ale chyba nigdy nie przestanę się o nich martwić. I... chcę, żeby byli jak najdalej od źródła niebezpieczeństw tak długo, jak to możliwe. Nie potrafię walczyć, więc nie jestem w stanie im zapewnić ochrony tak, jak bym chciała — dodała łagodnie, kładąc po sobie uszy. Doskonale wiedziała, że nie utrzyma przy sobie kociąt wiecznie, zresztą - nie zamierzała. Jeśli tylko będą chciały odejść, nie zabroni im, ale prawdopodobnie nie będzie spać po nocach, zamartwiając się, czy wszystko w porządku.
Przy Fiołkowym Świcie czuła się swobodnie. Biło od niego takie... ciepło, które sprawiało, że kocica była wyjątkowo spokojna i nie lękała się, że kocur lada moment ją zaatakuje, nawet jeśli co jakiś czas przez dosłownie chwilę takowy scenariusz przelatuje jej przed oczami. Szczerze polubiła wichrowego wojownika i gdyby tylko mogła, częściej wybierałaby się z nim na takie pogawędki. W swoich rejonach miała jedynie Tonące Słońce, a z nim o kociętach za bardzo pomówić nie mogła, więc była to dla niej miła odmiana.
Mam nadzieję, że przodkowie mają ich w opiece i wiodą szczęśliwe życie — dodała, uśmiechając się delikatnie. Nawet jeśli dla niej Gwiezdny Klan nie do końca był czymś, w co chciałaby wierzyć, głównie przez złe wspomnienia, to mimo to wierzyła, że jakieś tam bożki, jeśli istnieją, faktycznie dbają o potomstwo Fiołkowego Świtu.
Oby było tylko lepiej — zwłaszcza dla jej kociąt. Bo ona ze wszystkim sobie poradzi. Najważniejsze było szczęście dzieci.

Fiołkowy Świt - 2020-04-14, 01:31

Pokiwał ze zrozumieniem głową.
- Nie sądzisz jednak, że jeżeli kiedyś spróbują odejść i żyć samodzielnie, to będzie to dla ciebie zbyt wiele? - ciągnął łagodnie. Mimo wszystko nigdy nie przestał wpychać nosa w nieswoje sprawy i nawet teraz musiał próbować zmienić zupełnie obcą kotkę. - Nigdy nie będziesz na to prawdziwie gotowa, oczywiście, ale przyzwyczajając się do tego, że mają coraz większą swobodę... czy nie będzie jeszcze bardziej satysfakcjonujące to, że zostają z tobą, bo tego chcą, a nie dlatego, że ty chcesz, by zostały? - spytał. Starał się w miarę bezboleśnie przekazać to, co miał na myśli, choć miał wrażenie, że nigdy nie był zbyt dobry w ubieraniu w słowa tego, co miał do powiedzenia. Zawsze taki był. Uparcie drążył, jak kropla w skale, nim nie wygrała frustracja, po której przypominał falę uderzającą z mocą o skalisty brzeg. Skinął głową, dziękując za miłe słowa. Miał nadzieję, że jego dorosłe już kocięta faktycznie znalazły szczęście, którego poszukiwały, gdy opuszczały klan.

Jaskółka - 2020-04-14, 19:57

M-myślisz, że są ze mną tylko dlatego, że tego chcę? N-nie zabraniam im niczego, tylko proszę, żeby nie robiły niektórych rzeczy, bo się martwię.... — zapytała spanikowana, zupełnie ignorując pozostałe słowa kocura, tak, jakby do niej w ogóle nie dotarły. Tak się przejęła tym, że córki mogły być przy niej tylko dlatego, że im kazała, że nie potrafiła się skupić na niczym innym. Wcale tego nie chciała! Szczęście dzieci było dla niej najważniejsze i jeśli będą chciały odejść to, pomimo ogromnego bólu z tym związanego, nie będzie ich zatrzymywać, czy zmuszać do tego, by zostały, broń boże!
Fiołkowy Świt - 2020-04-24, 23:53

Stulił po sobie uszy, bo nie do tego zmierzał, a jego drążenie pogorszyło sprawę i zdenerwowało Jaskółkę.
- Nie, tego nie powiedziałem - zamruczał łagodnie, chcąc uspokoić samotniczkę. Nie miał na myśli tego, że jej kocięta na pewno są z nią dlatego, że je do tego zmusza... nawet jeżeli gdzieś w środku kryła się sugestia, że powinna dać im więcej wolności, by sprawdzić, czy nie czują się jak ptaki zamknięte w klatce obowiązku wobec matki. Wziął głęboki wdech, a następnie powoli wypuścił powietrze z płuc.
- Czy twoje dzieci potrafią polować i walczyć? - spytał nagle, chcąc trochę zmienić temat, nawet jeżeli wciąż oscylował wokół jednej myśli przewodniej.

Jaskółka - 2020-04-26, 16:54

Wróbelek potrafi polować. Bogatka... chyba też, jakoś musiała sobie radzić gdy się zgubiła, ale walczyć nie potrafi żadna z nich. Dlatego się tak o nie martwię — odpowiedziała, przystając na, przynajmniej pozorną, zmianę tematu. W istocie, Fiołkowy Świt nie powiedział, że jej kocięta są z nią z poczucia obowiązku, ale Jaskółka miała tendencję do nadinterpretacji i dopowiadania sobie niektórych rzeczy. Była... przewrażliwiona, szczególnie w temacie swoich kociąt. Miała tylko je i były jej całym światem, to chyba normalne, że jest trochę nadopiekuńcza. Prawda...?
Fiołkowy Świt - 2020-04-28, 10:23

- Jeżeli się zgodzisz, i one również, mogę nauczyć je, jak się bronić - powiedział, uśmiechając się łagodnie. Nie było to z pewnością coś, czego Jaskółka się spodziewała, ani co było typowym zachowaniem dla klanowego kota... ale w którymś momencie Fiołkowy Świt przestał dbać o to, co inni mogą myśleć o jego zachowaniu. Być może dlatego, że przywódczynią była jego partnerka, a on był najstarszym wojownikiem w klanie, więc przywykł do tego, że jego decyzje są respektowane, niezależnie od tego, jak dziwne by one były. Ostatecznie... nie działał na szkodę klanu. - Będziesz spokojniejsza, a one - bezpieczniejsze, gdy będą umieć walczyć - dodał. Było mu szkoda Jaskółki i tego, jak wyglądało jej życie; choć przecież Klan Wichru nie zawinił niczym, czuł, że kotka została oszukana przez klany, które były jej winne choćby przeprosiny. Nawet jeżeli wiedział, że nie zbawi całego świata... mógł przecież próbować naprawiać małe krzywdy.
Jaskółka - 2020-04-30, 15:38

Jej pyszczek otworzył się i utworzył kształt litery "o", gdy usłyszała propozycję ze strony kocura. To było... coś, czego się raczej nie spodziewała, ale było to naprawdę miłe z jego strony!
Oh, b-byłoby cudownie! — przyznała pełna entuzjazmu, który po chwili nieco zgasł. Nawet jeśli wojownik wzbudzał w niej zaufanie, nie powinna była przyjmować tej propozycji! Mimo wszystko mógł przecież skrzywdzić dziewczynki, czy cokolwiek.
Ale chciałabym przy tym być. I je przypilnować j-jeśli nie masz nic przeciwko — dodała pospiesznie, gdy tylko zdała sobie sprawę z tego jak głupia i nieodpowiedzialna jest, pomimo tego, że przecież starała się pilnować. Zresztą, jeśli Fiołkowy Świt nie miał złych zamiarów względem jej ukochanych córeczek, to nie będzie też miał nic przeciwko, żeby nadzorowała ich lekcję.

Fiołkowy Świt - 2020-05-01, 13:49

Wiedział, że jego propozycja brzmiała podejrzanie. W końcu mało który klanowy kot chciałby pomagać samotnikom. Może to była prowokacja, albo próba zabicia kręcących się w okolicy samotników ubrana w ładne słowa i przykrywkę pomocy słabszym? Nie miał jej za złe, że miała wątpliwości, zwłaszcza gdy brało się pod uwagę jej przeszłość i fakt, że klany już raz naruszyły jej zaufanie, zostawiając ją na lodzie.
- Jasne, nie ma problemu - przytaknął z uśmiechem na poranionej mordce. - Ja również mam jeden warunek i chciałbym, żeby to, co im przekażę, nie zostało użyte przeciwko klanom. Nie mówię tu o samoobronie oczywiście, bo gdyby zostały zaatakowane poza terenami klanów to inna sprawa, jednak... wiesz, o co mi chodzi, prawda? - przekrzywił łagodnie głowę w bok. Nie chciał bezpośrednio sugerować, że mogą pakować się na klanowe tereny i sprawiać problemy tak, jak niektórzy samotnicy, którzy atakowali samotnych terminatorów lub młodszych wojowników z zamiarem nastraszenia ich głębokimi ranami, lub nawet zabicia w imię jakiejś zemsty dokonanej na klanach jako ogóle.
- Zapytaj je o zdanie, a gdy się zgodzą, przekaż patrolowi, że chcesz pomówić z Fiołkowym Świtem, jeżeli nie trafisz akurat na mnie - powiedział, podnosząc się. - Tymczasem na mnie chyba już pora. Miło było cię poznać, Jaskółko - dodał, skinąwszy jej głową. Jeżeli nie chciała jeszcze czegoś powiedzieć, pożegnał się z nią krótkim "do zobaczenia" i odszedł w stronę obozu, zerkając jeszcze za siebie, by upewnić się, że i ona odeszła w swoją stronę, nie naruszając granic.

zt



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group