To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Wojownicy

Tereny Klanu Wichru - Kolczaste Krzewy

Świetlistooki - 2018-03-31, 18:32
Temat postu: Kolczaste Krzewy
W samym sercu terenów Klanu Wichru znajduje się duże skupisko gęstych krzewów o ciernistych gałęziach. Na pierwszy rzut oka są takie same, jednak dokładniejsze obserwacje pokazują, że krzewy różnią się między sobą i są tu co najmniej dwa gatunki różnych roślin - głóg i berberys. Gęste zarośla miejscami przerzedzają się, jednak w większości tworzą zwartą formację roślinną, która znów jest gwarantem bezpiecznego, trudnego do spenetrowania przez drapieżniki obozu, który kryje się gdzieś wśród kolczastych gałęzi.

Makowa Łapa.. - 2018-04-02, 15:15

Nie dziwnym jest, że terminatora satysfakcjonowała przeprowadzka. Mimo wylanej krwi, straty i nieprzyjemności związanych z podróżą, chciał zostawić za sobą swoje dawne życie. Chciał wyzbyć się z głowy wspomnień Stokrotkowej Łąki i ziołowego aromatu roznoszącego się po wnętrzu legowiska medyka.
Makowa Łapa pragnął rozpocząć nowy rozdział w swoim życiu i zamknąć ten stary. Mimo wszystko wydawało mu się, że nie będzie tęsknił za starymi terenami, ale bardzo się pomylił. Nieprzyjemne i przyjemne wspomnienia chodziły po jego kształtnym łebku i zdawało mu się, że wpadł w nostalgię, aczkolwiek kiedy postawił spieczone poduszki łap na trawie mierzwionej huczącym wichrem, wiedział, że to będzie jego nowy dom. Teraźniejsze terytoria przypominały mu stare tereny, co powodowało nieprzyjemne ukłucie gdzieś w okolicy serca, jednakże tutaj mieli własny, co prawda dopiero zaczęli go budować, obóz. Nie musiał się obawiać, że znowu dach zawali im się na głowy, że znowu kogoś straci.
Rudo-pręgowany kocur wylądował lekko na swoich długich, przypominających nieco szczudła, łapach. Strzepnął ze swojej sierści kępki mchu, które przykleiły mu się do futerka, kiedy smacznie spał. Rozejrzał się bacznie i przez bark spojrzał na dobrze chroniony, nowy obóz Klanu Wichru. Miał stuprocentową pewność, że gdy wróci z krótkiego spacerku, zastanie go takim, jaki jest. Nadal, gdzieś wewnątrz, bał się, że obóz ponownie się zawali, a on będzie spał na zimnej ziemi i modlił się do Klanu Gwiazdy, żeby ponownie nie dostał przeziębienia. Trzepnął uchem w kierunku obozu i ruszył w prawą stronę kolczastego ogrodzenia. Pomagał w umacnianiu ścian serca Klanu Wichru i chciał dać z siebie wszystko. W pyszczku trzymał gałązki głogu, które nieprzyjemnie kuły go w wargi, ale przyszły wojownik dzielnie znosił drobny ból, który sprawiał mu dyskomfort. Sprężystym krokiem ruszył przed siebie, próbując odszukać miejsca, gdzie była potrzeba dołożyć większej ilości gałęzi.
Mimo szybkiego chodu, walczył z chęcią, aby po prostu wrócić i zwinąć się w swoim legowisku w kłębek. Bardzo bolały go jego smukłe łapy, zmęczone po długiej podróży, a opuszki nieprzyjemnie piekły, a sam kocur bał się, że mogą być pęknięte. Jednak nie chciał iść do Szałwii, ponieważ uznał, że znowu przeleży w jego legowisku kolejne siedem księżycy.
Żółtooki dostrzegł niedużą wyrwę w starannie ułożonym kolczastym ogrodzeniu, więc przystanął i uznał, że to jest ta luka. Wypuścił z pyska gałązki głogu i zaczął je wpychać, skrupulatnie dbając o to, aby dziura została precyzyjnie wypełniona. Tak dokładnie wykonywał ową czynność, że zapomniał o bożym świecie i nie słuchał wiatru hulającego po wzgórzach. Zignorował czyjeś kroki łap, poruszenie gdzieś za kolczastym ogrodzeniem. Nic się dla niego nie liczyło, priorytetem był fakt, że dostał swoje pierwsze, niezbyt trudne, zadanie.

// Gradowy Podmuch

Gradowy Podmuch - 2018-04-02, 17:25

Nowe tereny Klanu Wichru wciąż sprawiały, że Grad czuł się nieswojo. Choć chyba bardziej niż zmiana miejsca dokuczały mu braki w kotach. W ciągu ostatnich księżyców stracili ich tak wiele, a ostatnim kotem, którego pochowano na tamtej ziemi była jego własna siostra. Szeregi Wichrowców zdecydowanie przerzedziły się.
To nieprzyjemne uczucie sprawiało, że Zastępca znowu starał się wrzucić w wir pracy i odpoczywać jedynie tyle, ile to konieczne. Ciągle patrolował nowe tereny i nadzorował, co się dzieje w Obozie. W końcu w okolicy Kolczastych Krzewów dostrzegł sylwetkę syna Fiołka i Malinowego Nosa. To już praktycznie dorosły kocur - kiedy to się stało? Dopiero co kociaki z tego miotu otwierały oczy, a on dziwił się, że biała kotka spośród tak wielu możliwości wybrała na partnera właśnie jego rudego brata - co jednocześnie go cieszyło, bo kocur wydawał się być szczęśliwym, ale jednocześnie powodowało lekkie ukłucie zazdrości.
- Dobra robota - pochwalił wesoło Makową Łapę, który jak się okazało - umacniał ochronę wokół Obozu Klanu Wichru i był tym chyba na tyle zajęty, że jeszcze nie dostrzegł zbliżającego się kota.

Makowa Łapa.. - 2018-04-02, 18:45

Żółtooki wzdrygnął się, słysząc radosny ton zastępcy. Był zbyt pochłonięty precyzyjnym zapychaniem dziury gałązkami głogu, żeby zwracać uwagę na otoczenie. Po za tym czuł się pewnie na nowych terenach, nie spodziewał się żadnego niebezpieczeństwa, aczkolwiek gdzieś z tyłu głowy usłyszał głosik: "Nigdy nie trać czujności.". Na szczęście, był to tylko poczciwy Gradowy Podmuch. Zastępca był bratem jego ojca, więc młodziak darzył go dużym respektem i szczerze podziwiał pręgowanego.
Dziękuje! — zamruczał, ciesząc się, że jego robota została doceniona i to przez tak szanowanego kocura.
Cofnął się o długość lisa od kolczastego ogrodzenia i ocenił swoją pracę. Po wyrwie nie było śladu, ba!, była tak starannie załatana, że nikt by nie śmiał myśleć, że prawdopodobnie kiedyś była tutaj dziura. Makowa Łapa westchnął ciężko i wyjął spomiędzy pazurków mech, którego nie zdążył wyciągnąć, jak wychodził z obozu. Następnie nerwowo strzepnął ze swojego krótkiego futerka jedną z gałązek, która zaczepiła się o jego sierść, gdy wchodził głębiej w ogrodzenie stworzone z krzewów. Rudy zwrócił swój pyszczek w kierunku pręgowanego zastępcy:
Czy mógłbym wrócić już do obozu? — zamiauczał, strosząc niepewnie futerko na karku.
Nie chciał, żeby jego prośba zabrzmiała arogancko. Chciałby być kotem poważanym w Klanie Wichru, jednak teraz prezentował się jako syn marnotrawny, który ma dwadzieścia jeden księżycy na karku, a zachowuje się jak wystraszone kocię. Prócz tego nie ukończył treningu, ba, nawet go nie zaczął. Irytowała go to, że inne koty w jego wieku piastowały już nową rangę i nowe imię, a on ledwo co potrafił przebiec długość drzewa bez zadyszki.
Niepewnie zerknął na pręgowanego i starał się wytrzymać jego spojrzenie. Makowa Łapa nie był nonszalanckim i egoistycznym terminatorem, dobro innych stawiał ponad swoje i gdyby Gradowy Podmuch zechciałby, aby poszedł po kolejne gałązki, z miłą chęcią by to zrobił. Dlatego też pokornie zerkał na starszego, chociaż gdzieś w głębi duszy pragnął przeczekać ten dzień aż do treningu w swoim legowisku. Wiedział też, że musi pomagać przy remoncie własnego obozu, więc był wewnętrznie rozdarty pomiędzy swoimi, a czyimiś potrzebami.
Makowa Łapa jednak bez mrugnięcia okiem wykonałby każdy rozkaz powierzony mu przez wujka, więc gdyby kazał mu robić kółka wokół własnej osi, nawet nie powiedziałby, że jest to pomysł idiotyczny. Postanowił wstać i podejść do Gradowego Podmuchu, jednak nie zauważył leżącego przed nim kamyka. Wystarczyło uderzenie serca, żeby ten niezdarny uczeń stracił równowagę i z gracją upadł na pysk. Zadzwoniło mu w uszach, a przed żółtymi ślepiami zatańczyły gwiazdy. Rudo-pręgowany nie mógł powstrzymać łez, które napłynęły mu do kącików oczu.
Na osty i ciernie!... — wymamrotał niewyraźnie, podnosząc się niemrawo do pozycji siedzącej, po czym dotknął szybko bolącego miejsca i sam do siebie syknął.
Poczuł się bardzo, ale to bardzo głupio. Właśnie pokonał go płaski, wielkości jego opuszki łapy kamyk. Oczami wyobraźni już widział, jak zastępca zmarszczy czoło i każe go posłać do żłobka. Byłby sensacją i błaznem całego Klanu Wichru.

Gradowy Podmuch - 2018-04-02, 21:31

- Masz jeszcze dzisiaj trening? - odpowiedział pytaniem na pytanie. Wprawdzie zabezpieczanie Obozu Klanu Wichru było ważne, ale tym zajęciem może się zająć każdy, a treningi to rzecz święta i Zastępca wolałby, żeby Makowa Łapa był na nich w pełni sił.
Syn Fiołka spróbował podejść bliżej ale... potknął się i runął jak długi. Zastępca faktycznie zmarszczył mordkę, ale nie zamierzał strofować młodego. W końcu każdemu się zdarzają błędy, prawda? Choć w jego wieku... kocur powinien już bardziej panować nad swoim ciałem...
- Nie płacz - skomentował to zachowanie zielonooki widząc, że Makowa Łapa zaraz mu się tu popłacze. - Nic się nie stało, ale chyba powinieneś nad tym popracować ze swoim Mistrzem. Przerabiałeś już walkę? - zapytał, mając nadzieję, że odpowiedź będzie przecząca. Nie chciałby, żeby terminatorowi z taką niezdarnością któryś z wojowników powiedział, że nie potrzebuje już nad tym pracować. Mimo wszystko głos szaropręgowanego kocura był spokojny, nie zdradzał poddenerwowania, bo i Grad nie uznawał tego za wielki problem. Ot coś, czego trzeba dopilnować.

Makowa Łapa.. - 2018-04-03, 18:06

Makowa Łapa właśnie uświadomił sobie, co się stało. Był już dorosłym kocurem, ale mentalność miał podobną do niewyżytego terminatora, co również go irytowało. Chciał być tak samo rozsądny i inteligentny jak Gradowy Podmuch. Niepewnie trzepnął w jego kierunku uchem i koniuszkiem ogona wytarł gromadzące się łzy w kącikach żółtych ślepi. Nie chciał pogrążyć się jeszcze bardziej, toteż potrząsnął energicznie łebkiem.
Najpierw postanowił odpowiedzieć na pierwsze pytanie burego zastępcy. Nie spodobało mu się za bardzo, ponieważ jego mama--, znaczy mentorka, czyli Malinowy Nos obiecała, że niedługo je wznowią. Aczkolwiek odkąd przestał kasłać w mech i krztusić się, gdy wyszedł na śnieg, nigdzie nie mógł złapać wojowniczki, co go nieco zaskoczyło. Myślał, że Malinowy Nos chce, żeby jej syn jak najszybciej skończył trening. Niepewnie spuścił wzrok i łapą kopnął pobliski kamyk.
Ja... na prawdę nie wiem, kiedy zacznę trening. — zaczął wymijająco, próbując jak najszybciej odejść od tego tematu, dlatego zaraz odpowiedział na drugie pytanie zielonookiego.
Wziął głęboki oddech i spróbował opanować drżenie swojego żylastego ciała. Nie chciał, aby Gradowy Podmuch pomyślał, iż Malinowy Nos jest niekompetentną mentorką. Długowłosa kocica była świetną nauczycielką, ale on nie był dostatecznie dobry i zapewne ciągle ją zawodził. Cóż, też by był zawiedziony, jakby jego uczeń spędził połowę swojego życia w legowisku Szałwii!
Kolejne pytanie o trening i kolejny nieprzyjemny dreszcz przebiegający mu wzdłuż kręgosłupa. Jak wytłumaczyć zastępcy, że ledwo co poznał granice i zapachy innych klanów? Przecież straci w jego oczach i jeszcze uzna go za balast dla Klanu Wichru. Makowa Łapa zmrużył ślepia w szparki. Powinien przestać się aż tak zamartwiać. Wuj powinien to zrozumieć.
Nie. — zamiauczał nieśmiało, jednak podniósł wyżej łeb. — Szczerze powiedziawszy, nie przerabiałem ani walki, ani polowania.
Wtedy uczeń poczuł się niewygodnie we własnym futrze. Mimowolnie poczuł, jak staje mu na baczność sierść na karku i ogonie, po czym nieudolnie odwrócił łebek, aby polizać kark i przygładzić stojące futerko. Obawiał się nieco reakcji Gradowego Podmuchu, ponieważ zapewne nie będzie zadowolony z tak słabego postępowania treningu Makowej Łapy, zwłaszcza, że w tym wieku powinien być wojownikiem. Wpił pazurki w glebę pod sobą i zaczął ją nerwowo ugniatać. Zostanie wojownikiem za jakieś dziesięć księżycy, jak nie więcej! Spróbował powstrzymać niepewne chrząknięcie, które wręcz wyrywało mu się z gardła.
Rudo-biały kot wpatrywał się w zastępcę oczami okrągłymi jak dwa księżyce, po czym zamrugał nimi parokrotnie. Obserwując uważniej, w pewnym stopniu przypominał jego ojca. Przecież byli braciami, prawda? Gradowy Podmuch posiadał naderwane ucho i terminator poczuł mimowolnie napływające podekscytowanie. Był ciekawy, w jaki sposób stracił kawałek owego ucha. Jakiś szmer w niedalekich krzewach spowodował jego powrót do rzeczywistości. Postawił uszy na sztorc.

Gradowy Podmuch - 2018-04-07, 00:09

Gradowy Podmuch potrafił ugryźć się w język a w jego naturze wcale nie leżała złośliwość. No chyba, że drażnił się akurat z Lnianym Futerkiem, ale to bardziej na zasadzie kto się czubi ten się lubi. Tutaj powstrzymywał się od komentarza. Był mniej-więcej w wieku syna Fiołka gdy został wojownikiem. Trening nie był żadnym wyścigiem, ale mimo wszystko w takim wieku kocur powinien już dość sporo potrafić. To nie tak powinno funkcjonować, chociaż mógł być jeszcze jeden powód.
- To ty spędzałeś sporo czasu w Lecznicy, prawda? - zapytał. Nie tyle chciał się upewnić, co pokazać młodemu, że takie coś jest pewnym usprawiedliwieniem. W końcu czasami i do najsilniejszego wojownika przypałęta się jakieś choróbsko i wtedy zostaje się jednie na łasce Szałwii. Choć to wcale nie jest podbramkowa sytuacja, bo ciemnopręgowany jest przecież doskonałym medykiem.
Zauważył nerwowe zachowania terminatora. Makowa Łapa nawet za bardzo się nie krył ze swoim uciekaniem wzrokiem i wylizywaniem futerka. - Hej, wrócisz na trening i będzie dobrze. Tylko słuchaj swojego mistrza, dobrze? Przypomnij mi, kto jest twoim mentorem? - Grad nie był zadowolony z tej sytuacji, ale wiedział, że żadne naciskanie na młodego nie pomoże. W końcu jaki będzie pożytek z załamanego terminatora, który będzie bał się przychodzić na treningi?

Makowa Łapa.. - 2018-04-07, 17:58

Mimo, że zastępca mówił swobodnym tonem głosu, Makowa Łapa poczuł nieprzyjemny dreszcz przebiegający po jego smukłym ciele. Gradowy Podmuch był respektowanym wśród Wichrzaków wojownikiem, autorytetem biało-rudego kocura i nie wydawał się zadowolony z tak wolnego postępowania jego treningu. Trzepnął nerwowo swoim ogonem jak biczem, po czym wsłuchał się w jego kolejne słowa, które go wręcz zamurowały.
Czyżby zapisał się w pamięci pręgowanego jako ten chorowity, słabiutki uczeń z tendencją do przebywania w lecznicy? Och, oczywiście, że tak. Bo co robił przez połowę swojego życia? Wysunął pazurki, wpijając je w miękką glebę pod sobą, a potem szybko je wsuwając. Nagły przypływ adrenaliny delikatnie wstrząsnął jego ciałem. Przez ostatnie kilka księżycy długo się nad tym zastanawiał, ale teraz, po słowach Gradowego Podmuchu, był tego pewien. Musi zostać wojownikiem, niezależnie od niedogodności losu i kłód rzucanych mu pod łapy.
Uniósł wyżej łebek, dalej słuchając słów zielonookiego. Poczuł się niczym kociak, którego karmicielka ostro gani. Koniuszek ogona drgał nerwowo w stojącym powietrzu, a kiedy subtelny powiew wiatru zmierzwił mu futerko na karku, odetchnął głośno. Nadal słyszał łagodny głos zastępcy, który ranił go w uszy niczym ciernie. Słysząc jego pytanie, powrócił do rzeczywistości, po czym miauknął cicho:
Moją mistrzynią jest Malinowy Nos. — jego cichutkie miauknięcie przerodziło się w głębokie mruczenie, kiedy pomyślał o długowłosej kocicy. — Na prawdę chciałbym być już wojownikiem, po prostu później zacząłem trening i...
Zdał sobie sprawę, jak beznadziejnie brzmi jego tłumaczenie się. Był po prostu zbyt słaby jak na krew Fiołkowego Świtu i Malinowego Nosa. Żadne z ich kociąt nie było tak chorowite, jak on.

Malinowy Nos - 2018-04-10, 18:31

Jak szło to przysłowie? Uderz w stół a nożyce się odezwą? Ach, właśnie.
Tak się składa, że akurat swojego pierworodnego szukała. Nie spodziewała się tylko, że znajdzie go w takim... doborowym towarzystwie. Może to przypadek, a może po prostu zadziałał jej matczyny radar, jakby mogła wyczuć stres Makowej Łapy w powietrzu. Pojawiła się w każdym razie przy jego boku, w pierwszym odruchu obmiatając spojrzeniem najpierw jego, a później - dzieło jego łap.
- Dobra robota! - powtórzyła, słowo w słowo za Zastępcą, o ironio. Gdyby wiedziała pewnie jakoś inaczej dobrałaby słowa. Ale im mniej Malinowy Nos wie tym lepiej śpi. Ale tak z innej beczki, z rzeczy o których wiedziała, to Makowa Łapa, na przykład, nie powinien biegać po obozie i tyrać kiedy dopiero co wyszedł z Lecznicy. Jest różnica między pomocą, a przepracowaniem już i tak dość wątłego, toczonego chorobą organizmu. - Ale mgliście pamiętam, że mówiłam ci chyba, żebyś się nie przemęczał, hmm? Czy to może jednak nie byłam ja? - zapytała żartobliwie, trącając lekko nosem jego rude ucho. To nie tak, że nie spisał się dobrze, wręcz przeciwnie! Ale nie musiał przy tym narażać się na nawrót choroby. I.. wdawać się w pogawędki z Zastępca, bo z tego więcej stresu niż pożytku, jeśli skołowana mina Makowej Łapy o czymkolwiek dobitnie świadczyła. Dopiero po przywitaniu się z synem podniosła wzrok by spojrzeć Zastępcy w oczy, tak jakby dopiero go tutaj zauważyła... a temperatura otoczenia spadła wyraźnie o kilka do kilkunastu stopni.
- Gradowy Podmuchu. - przywitała się gładko i skinęła krótko głową, bez nawet mrugnięcia okiem, ale w uprzejmym uśmiechu który rozlał się po białej mordce była jakaś ostrzejsza, chłodniejsza nuta. Uniosła lekko podbródek. Jakiś problem?

Gradowy Podmuch - 2018-04-11, 17:25

Gradowy Podmuch nie raz i nie dwa spędzał dłuższy czas w Lecznicy. Szałwia i wcześniej Pstra Chmura starali się jak mogli, ale to medycy a nie cudotwórcy. Leczenie trwało zwykle trochę czasu i kocur wiedział to z autopsji. Dlatego nigdy nie wypominał nikomu siedzenia u swojego brata - choć niektóre, bardziej wrażliwe koty mogły to tak odbierać. On po prostu nie był zadowolony... z sytuacji, z tego że wojownik zamiast na patrolu siedzi wśród ziół i tak dalej. Jednak kiedy szaropręgowany chciał coś odpowiedzieć młodemu, znikąd pojawiła się jego Mistrzyni i własna matka. Nie, żeby to było coś bardzo dziwnego, w końcu byli na własnych terenach, a kotkę mógł tu zwabić zapach jej syna.
Uniósł brwi słysząc jej wypowiedź. Nie przemęczaj się. Zerknął na Makową Łapę chcąc się upewniać, ze na pewno Malinowy Nos ma na myśli tego o tutaj kota. Ale nikogo innego tu nie było. Wyglądało więc na to, że przyniesienie paru gałązek przez dorosłego terminatora było dla niej przemęczaniem się. Grad nigdy nie wymagał od nikogo pracy do utraty tchu (no chyba, że faktycznie sytuacja byłaby krytyczna i od tego zależałoby przetrwanie klanu), swoim terminatorom zawsze dawał czas na odpoczynek, ale bez przesady, że jakakolwiek praca przemęczy dwudziestoksiężycowego ,,kociaka" białej kotki.
- Malinowy Nosie - odpowiedział również dość chłodno, choć wciąż uprzejmie, w pewnym stopniu ,,przedrzeźniając" zachowanie wojowniczki. - Myślę, że Makowa Łapa nie robił nic ponad swoje możliwości. Pomaga tak, jak może - odpowiedział dalej w podobnym tonie. Przyglądał się uważnie kotce - jego spojrzenie na chwilę zignorowało terminatora. Zastanawiał się, co planuje mu teraz powiedzieć. W końcu od wielu księżyców nie mieli okazji porozmawiać w bardziej prywatny sposób, a wydarzyło się w tym czasie bardzo wiele.

Makowa Łapa.. - 2018-05-05, 19:56

Uczeń z obawą wysłuchiwał rozmowy wojowników, spuszczając łebek i niepewnie trzepiąc końcówką ogona. Nie wyglądali zbyt przyjaźnie, zwłaszcza, że kocurowi zrobiło się momentalnie zimno, jakby zamiast ciepłej Pory Młodych Liści nadeszły nagle mrozy Pory Nagich Drzew. Terminator zmartwiał, widząc ich lodowate wyrazy pyszczków. Malinowy Nos wyglądała jak zwykle olśniewająco, traktując zastępcę z szacunkiem, acz wyraźnie widać było, że nie miała ochoty na to spotkanie. A Makowa Łapa poczuł się niczym bezbronny kociak tarmoszony w pysku królowej, co ani trochę mu się nie podobało. Nadal nie czuł się prawdziwie dorosłym wojownikiem, aczkolwiek nie chciał być traktowany, jakby był słabszy czy gorszy. Po kilku treningach dorówna rodzeństwu i zostanie najlepszym wojownikiem! Tak, żeby Stokrotkowa Łąka była z niego dumna.
Makowa Łapa wsunął się niepewnie pomiędzy koty, próbując uspokoić drżące łapy. Bał się, że zaraz dosłownie się rozleją i upadnie na nos, narażając się na rychłą porażkę. Ze świstem wypuścił powietrze przez nozdrza i dołożył starań, żeby serce nie biło mu tak mocno. Wydawało mu się, iż słyszy je cały Klan Wichru. Nerwowo oblizał pyszczek i miauknął:
Mamo--... Malinowy Nosie, uważam, że Gradowy Podmuch ma rację. — starał się mówić czystym, równym głosem, jednak z bólem serca uświadomił sobie, że jego głosik się po prostu żałośnie łamie. — Nie jestem na tyle słaby, żeby przemęczyć się po przeniesieniu kilku gałązek głogu. Uważam, że niedługo z łatwością dorównam swojemu rodzeństwu. Pomagam przy budowie obozu, nie robię nic, co mogłoby przysporzyć nawrót choroby. Nie chcę, żebyś miała mnie za jakiegoś... niedołęgę.
Nagle uświadomił sobie, jak musiał zabrzmieć. Nie dość, że w pewnym stopniu sprzeciwił się białej kotce, którą notabene kochał całym swoim serduszkiem i respektował bardziej od samego lidera, to po raz pierwszy się postawił. Jednak w jego głosie nie było słychać tej butnej nuty, czegoś co na prawdę zabrzmiało się, jakby się zbuntował.
Mimo tego, spokojnie czekał na odpowiedź wojowników. Ale najchętniej i tak by się stamtąd zmył, pod pretekstem przyniesienia kolejnych gałązek, ponieważ obawiał się reakcji matki. Owszem, kochał Malinowy Nos, nie przeszkadzała mu jej nadopiekuńczość, ale słysząc słowa Gradowemu Podmuchu zaczął się poważnie zastanawiać, za kogo ma go jego własna mama. On chciał, żeby była dumna, jaki jest silny, szybki, zwinny, zaradny. Jak dobrze walczy, poluje, przestrzega Kodeksu Wojownika. Jak jest lubiany we własnym klanie, ma przyjaciół, partnerkę, kocięta... Chciał się rozwijać, ale nadal nie wyrósł z tego, że nie jest już w żłobku. Że to już jest inna rzeczywistość i powinien zachowywać się jak wojownik.

Mróz, - 2018-09-19, 17:13

Była dość późna noc, kiedy obudził się z dotkliwym bólem pęcherza. Musiał wyjść na stronę. Przeszedł między rodzeństwem i matką, starając się ich nie obudzić, po czym znalazł się pośrodku cichego, martwego niemalże obozu. Gdzieś przy wejściu czuwał jeden wojownik, albo i dwóch, lecz to nie było zbyt ważne - nie widział za dobrze, gdyż oczy wciąż były posklejane, a obraz zamazany. Koślawym krokiem dopełzł do jednej z granic obozu i w tamtej okolicy postanowił opróżnić pęcherz, choć początkowo nie mógł znaleźć dogodnego miejsca. Przedzierał się przez gęstą roślinność, jaką były wysokie trawy, a im dalej był, tym mniej widział i coraz bardziej tracił orientację w terenie. Miał wrażenie, że pamiętał to miejsce - jeszcze jakiś czas temu przecież tłukł się z bratem w najlepsze przy podobnych trawach. W pewnym momencie zapachy nieco się zmieniły, trawa obniżyła, a z wnętrza obozu pozostało jedno wielkie nic. Rozejrzał się dookoła i zadrżał na widok niezwykle nieprzyjemnego i groźnego miejsca. Kolczaste krzewy były złowrogie, wydawało mu się, że tylko czekają, aż podejdzie, by zedrzeć z niego całe futro i posłać do Gwiezdnego Klanu. Dreptał powolutku przed siebie, zainteresowany tym, co będzie dalej. Dwa razy pisnął żałośnie, kiedy gałązka zaczepiła jego boku, ale później się do tego przyzwyczaił.

/Idk, może jakiś MG? A jeśli nie MG to wsio ryba kto.

Fiołkowy Świt - 2018-09-21, 23:39

Kolczaste Krzewy i Kwitnące Zarośla to te krzaczory, które otaczają obóz Klanu. jsyk, bo to zabrzmiało tak, jakby były kompletnie odizolowane od obozu o:

Z całą pewnością wychodzenie poza obręb obozu Klanu Wichru nie było mądrym posunięciem. A już z całą pewnością niemądre było wychodzenie poza obóz nocą, kiedy jest się jedynie kocięciem - nieco już wyrośniętym, ale wciąż będącym łatwym łupem dla nocnych drapieżców jak sowy. Mróz mógł usłyszeć szelest, który z całą pewnością zmroził jego serduszko - w końcu był kompletnie obcym dźwiękiem! Dość szybko jednak okazało się, że niecałą lisią długość od kocięcia, w trawie na skraju Kolczastych Krzewów, poruszał się mały, bury grzbiecik przecięty czarną pręgą. Co to?

Mróz, - 2018-09-24, 21:07

Syn Czajkowego Lotu rozejrzał się panicznie na boki, kiedy coś zaszeleściło w listowiu okolicznych krzewów. Co to mogło być? Wróg? Swój? Niebezpieczeństwo? Ratunek? Z jednej strony mógł przypłacić tę eskapadę życiem, ale z drugiej strony młodzieńcza, durna ciekawość pchała go naprzód, co było beznadziejnie niemądrym posunięciem.
- Haloo? - zapytał naiwnie, niczym w tanim dreszczowcu klasy B, tak jakby cokolwiek bądź ktokolwiek miał zamiar mu odpowiedzieć. Chwilę później w trawie przed sobą zauważył dziwne, bure stworzonko. Jego oczy wciąż były lekko zlepione, lecz rześkie powietrze i napięcie, wiszące wszędzie wokół, nieco poprawiały ostrość obrazu.
- P-przepraszam, wiesz może, k-k-którędy wrócić do o-obozu? - podszedł nieco bliżej i wychylił szyję do istotki, nie mogąc opanować dygoczących łap, które powoli zamieniały się w coś na pozór waty. W coś, czego nie był w stanie kontrolować. Przełknął ciężko ślinę, węsząc łapczywie.

Fiołkowy Świt - 2018-09-25, 16:00

Pierwsze pytanie pozostało bez odpowiedzi, zupełnie jakby Mrozowi tylko się przywidziało, że faktycznie usłyszał czyjąś obecność, a szelest był jedynie wywołany przez gałązki i suche liście. Zaraz jednak okazało się, że ktoś faktycznie tu był - jednak wciąż trudno było oczekiwać od tego kogoś odpowiedzi. Gdy tylko kociak zdołał dojrzeć, co takiego kryło się w trawach mała, polna mysz również zdała sobie sprawę z obecności kocięcia i uniosła głowę, by skierować spojrzenie swoich czarnych, paciorkowatych oczu na kocurka. Wydała z siebie w odpowiedzi krótki dźwięk podobny do zgrzytania zębów, jakby nie do końca wiedziała czy w tej sytuacji powinna uciekać, czy może zbadać tę niecodzienną sytuację, w której drapieżnik mówił coś do niej i zdawał się bać bardziej, niż ona.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group