To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Wojownicy

Tereny Klanu Wichru - Płytka Dziura

Skrzecząca Mewa - 2019-08-16, 22:16

Speszył się, odwracając wzrok. Na jego mordce wymalował się delikatny uśmiech. Kiedy doleciały do niego następne słowa partnerki, szturchnął ją zaczepnie łapą.
- Sama jesteś kupa futra! - wyszczerzył kły w uśmiechu i zmarszczył brwi. Miętka doskonale wiedziała, jak polepszyć humor kocura i zepchnąć jego myśli na pozytywniejszy tor.

Miętowy Pąk - 2019-08-18, 16:38

Znów odsunęła się od Skrzeka, jednak jedynie na tyle, by móc obserwować jego pysk. Zmrużyła nieco oczy, kiedy usłyszała jego słowa, po czym nieco przysunęła pyszczek do pyska swojego partnera.
- Ale ty jesteś większą. - zamruczała, przy okazji nieco marszcząc nosek i wystawiając koniuszek języka spomiędzy zębów, które były odsłonięte przez uniesione kąciki warg. Przy poincie szylkretce rzadko schodził z pyska uśmiech, jednak jeśli chciał ją pokonać w tej przepychance, to musiał wymyślić coś swojego, bo taka odzywka na jego partnerkę nie zadziała!

Węglowy Pył - 2019-09-28, 19:41

Węgielek, choć czasami czuł się zarobiony wszystkimi obowiązkami, to wciąż potrafił znaleźć wolną chwilę, tak dla samego siebie czy znajomych, z którymi mógł pogadać. Zdarzało się, że miał pechowy dzień, tak, jak chociażby całkiem niedawno, jednak dzisiejsza pogoda i ilość zwierzyny, którą udało mu się złapać, wskazywała na coś zupełnie innego. Był zwyczajnie zadowolony, bo przyniósł do obozu aż dwie ryjówki i gołębia. Może dla niektórych byłoby to i tak za mało, jednak dla Węgielka w pełni wystarczało, by poprawić humor.
Był na polowaniu, jednak nie oznacza to, że nie mógł wyjść znowu. Już pod wieczór wyszedł spokojnie z obozu i spacerował, właściwie nie zwracając dokładnie uwagi na to, gdzie idzie. Po prostu szedł tam, gdzie go niosło. Nie oznacza to też, że łaził, gdzie chciał i wszedłby nawet na terytorium obcego klanu, no bez przesady! Dotarł w pobliże Czterech Dębów, gdzie przez chwilę przystanął i rozejrzał się wokół, po czym podszedł do owej nory, dziury, która się tutaj znajdowała. Nie było w niej nic interesującego, dlatego też wzruszył barkami i ruszył dalej na swój spacer.


[Jasne Serce]

Jasne Serce - 2019-10-06, 12:05

Wojownik postanowił też wybrać się na mały spacer. Niestety musiał iść sam bo nie spotkał żadnej osoby która by z nim poszła na spacer. Ślimaczek była na treningu więc i jej nie było w obozie. Gdy wyruszył, wyczuł zapach swojego brata Węgielka. Ucieszył się ale... Poczuł pewien rodzaj winy. Ostatnio dużo czasu zajmował się problemami dotyczącymi z Igłą i Irys, że mało miał na co kolwiek czas. Postanowił iść zapachem czarnego kocura. Starał się dogonić jakoś kocura więc przyspieszył tępo swojego chodu. W reszcie spotkał znajomą twarz i uśmiechnął się pogodnie do brata.
- Cześć Węgiel. Co porabiasz? - przywitał się z bratem i szturchnął go łapą by wiedział, że ktoś go zauważył i to nie jest nikt mu obcy. Stęsknił się za nim i za swobodnymi rozmowami z rodziną. Miał chociaż nadzieję, że Węgiel nie ma mu za złe, że ostatnio był zajęty naprawianiem swoich błędów i teraz normalnie porozmawiają. Jak brat z bratem.

Węglowy Pył - 2019-10-08, 18:34

Węgielek szedł dalej zamyślony, jednak tym razem starał się choć trochę zwracać uwagę na otoczenie wokół. Mimo wszystko nie chciał, by coś go zjadło przez nieuwagę. W pewnym momencie usłyszał za sobą głos, znajomy, choć nie aż tak jak powinien. Szybko się odwrócił i uśmiechnął lekko do niebieskiego kocura.
- Jasny! D-dawno nie rozmawialiśmy.. Przechadzam się, akurat mam wolną chwilę. A co u ciebie? - odpowiedział niemal natychmiast zupełnie swobodnie. Powinni byli porozmawiać jakoś.. wcześniej. Tyle, że albo nie było okazji, albo trwały jakieś rodzinne dramaty, w które czarny wojownik nie zamierzał się mieszać. Ciekawiło go, co u brata, który jest teraz wojownikiem.. O, no właśnie!
- Jak się czujesz jako wojownik? - zapytał po chwili z zainteresowaniem w głosie. Niemal całe jego rodzeństwo otrzymało już wojownicze miana. Jest pewien, że każdy z nich otrzyma także swoich terminatorów. Węgielek nie znał aż tak dobrze swojego rodzeństwa, jednak życzył im jak najlepiej i będzie cieszył się z ich sukcesów i tego, że w ogóle zostali wojownikami. Zresztą to nastąpiłoby prędzej czy później, no ale i tak trzeba się radować!

Jasne Serce - 2019-10-14, 19:32

Cieszył się, że miał Węgla do rozmowy. Dobrze, że miał jakiegoś brata który nie obraził się na niego jak jakiś zaopatrzony w sobie kociak. Może kiedyś Igła zrozumie i będzie chciał się pogodzić z Jasnym.
- U mnie... Uh... Oprócz sytuacji z Igłą to dobrze. Irys powoli dochodzi do siebie i ostatnio mamy ze sobą bliższe relacje niż kiedykolwiek wcześniej. No i... Mam partnerkę... To Ślimacza Łapa. Może miałeś okazję ją poznać? - na samą myśl o kotce na sercu wojownika robiło się cieplej. Była taką wspaniałą osobą... I on był jej wybrankiem serca. Było to wspaniałe uczucie i kochał rudą kotkę z całego serca. Tylko trochę szkoda, że na razie muszą spać w dwóch różnych miejscach. Nie mogą sobie rozmawiać wieczorami gdy już każdy idze spać.
- No... Jest to bardzo fajne uczucie. Długo pracowałem by nim zostać i w końcu się udało. - uśmiechnął się szeroko do brata.

Węglowy Pył - 2019-10-15, 18:53

Węgielek nie miał zamiaru się na nikogo obrażać. Po co to komu? Niczego to nie przynosi dobrego. Czarny wojownik jest niezwykle pokojowy i spokojny. Chciałby, aby kiedyś cała rodzina się w końcu pogodziła i była w przyjaznych stosunkach. Pytanie, czy jest to w ogóle wykonalne..
- To dobrze. Ślimacza Łapa.. Uh, nie, ale gratuluję! Oby wam było jak najlepiej - odpowiedział pogodnie. Cieszył się, że Jasne Serce znalazł sobie kogoś, z kim może być szczęśliwy. Nie zdołał jeszcze poznać córki Malinowej Gwiazdy. Na pewno musi być miłą i przyjazną kotką. Sam siebie nie wyobrażał jako.. partnera. Wolał nawet o tym nie myśleć! Gdyby tylko w kimś się podkochiwał, to nigdy by się nie przyznał. Nie miałby na to odwagi. Jest po prostu zbyt nieśmiały. No, ale po co myśleć o czymś, czego nie ma?
- Może dostaniesz na następnej ceremonii terminatora? Co o tym sądzisz? - zapytał. Węgielek na przykład bardzo lubił prowadzić treningi i uczyć. Musi w końcu złapać jakiegoś kociaka na nauki, jeśli tylko osiągną odpowiedni wiek i sam znajdzie czas. Ciekawe, jakie zdanie na ten temat ma Jasne Serce.

Jasne Serce - 2019-10-26, 15:59

Ze Ślimak był bardzo szczęśliwy. Dawała mu pewnego rodzaju energię przez którą miał dużo się uśmiechał i po prostu czuł się dobrze. Tak to jest jak się kocha kogoś. Wspaniałe uczucie.
- Dzięki! Może kiedyś się z nią spotkasz. Na pewno się polubicie. - uśmiechnął się szeroko. Ślimak była wspaniała i potrafiła chyba rozmawiać z każdym albo jej urok osobisty wiele daje podczas rozmów i wszyscy których zna ją lubią. Usiadł sobie wygodnie bo skoro obaj nie mieli na razie nic do roboty to mogą sobie spokojnie porozmawiać. - No wiesz ja chętnie chciałbym już zacząć kogoś uczyć i przekazać komuś przydatną wiedzę tak jak zrobił Sokół dla mnie. Więc będę z niecierpliwością czekał na kolejną ceremonie. A ty? Myślisz, że dostaniesz kolejnego terminatora? - jego brat już miał do czynienia z trenowaniem i może dostanie kolejnego ucznia pod opiekę.

Węglowy Pył - 2019-10-27, 13:59

W zasadzie to Węgiel nie znał dużo kotów, a z dzieci Malinowej Gwiazdy to nikogo. Jedynie ich kojarzył, co za to nie powinno być niczym dziwnym, ponieważ jako wojownik często chodzi na patrole i w obozie spotyka członków swojego klanu. Nie jest tak odcięty, jak kiedyś - stara się jakoś być częściej "w grupie".
Skinął głową i również usiadł, bo przecież dziwnie się tak rozmawia stojąc.. nie? A tak to sobie usiądą, na spokojnie.
- Szczerze mówiąc - nie wiem! Mam dwóch, z którymi mi się dobrze trenuje i na razie czuję się dobrze przy takiej ilości. Oczywiście jak Malinowa Gwiazda przydzieli mi kogoś jeszcze to w porządku, nie będę protestował. Lubię uczyć - odpowiedział szczerze. Na następnej ceremonii powinny być mianowane jakieś kociaki.. Może Jasny dostanie kogoś pod opiekę. Dobrze by było, na pewno byłby świetnym mistrzem. Terminatorów raczej nigdy nie zabraknie, więc wystarczy tylko czekać albo ewentualnie wyrazić chęć trenowania kogoś i udać się bezpośrednio do przywódczyni, czego Węgielek na pewno by nigdy nie zrobił, ale Jasny już może tak.

Jasne Serce - 2019-11-09, 18:21

No tak. jego brat został wcześniej wojownikiem i miał więcej terminatorów niż tylko jednego. To też świadczy o tym ,ze ma większe doświadczenie od Jasnego który cóż...Obawiał się ,że nie da rady porządnie nauczyć swojego terminatora tak jak Sokół. Zastępca był dla niego wzorem i chciał tak samo nauczać jak on.-Pewnie już będziesz kończył ich treningi niebawem co? Z takim dobrym mentorem trening jakoś szybciej idzie.-zaśmiał się i szturchnął brata w bok. Wierzył ,że Węgiel był dobrym mentorem i na pewno świetnie sobie radzi ucząc swoich terminatorów. Nigdy nawet nie będzie śmiał w to zwątpić. Mimo wszystko czarny kocur zmienił się od kociaka. Ale chyba każdy się odrobinę zmienia prawda? Jasny nie był takim tchórzem co kiedyś. Jednak czasem oznaki tej cechy niekiedy się pokazują. Ale starał się być dobrym wojownikiem i uczyć kociaków dobrej postawy który powinien przyjąć każdy wojownik.
Węglowy Pył - 2019-11-10, 13:30

Duża ilość terminatorów wcale nie musi oznaczać, że ktoś ma doświadczenie. Węgielek właściwie jeszcze nikogo na wojownika nie wytrenował, więc ciężko tutaj mówić o czymkolwiek. Sam czarny wojownik pewnie też by w ten sposób stwierdził, bo czasem zdarza się, że nie potrafi sam siebie docenić wystarczająco.
- Idzie takim spokojnym, ale dobrym tempem. Liczę na to, że obejdzie się bez żadnych problemów i będę z nich dumny - odpowiedział. Naprawdę w to wierzył i to jak bardzo! Ufał swoim terminatorom i miał z nimi dobry kontakt, więc raczej nic nie może pójść nie tak. Nie no, zawsze coś może, ale o tym wojownik w ogóle wolał nie myśleć, bo a nuż znowu by się zasmucił, a tego na pewno nie chce. Węgielek wiedział także, że Jasny w końcu również otrzyma swoich terminatorów. Z bratem nie za bardzo rozmawiał wcześniej, ale i tak nigdy nie miał z nim żadnych problemów. Zresztą w ogóle nie kłócił się z rodzeństwem. Konfliktów unikał jak ognia i od wszelkich niesnasek starał się uciekać. Czy to faktycznie dobra postawa - tutaj można się spierać.

Jasne Serce - 2019-11-30, 11:54

- Jeżeli wszystko pójdzie dobrze to na pewno tak będzie. Czasem się sam zastanawiam czy Sokoli Cień jest ze mnie dumny i uważa, że jestem jak na razie dobrym wojownikiem. Nie chciałbym go zawieść nawet w drobnych kwestiach. - powiedział bratowi a potem spytał. - Też tak czasem masz? - Jak dobie niebieski kocur pamiętał to trenował Węgla nie kto inny a Zawilcowa Skórka. Z tego co wie to wojowniczka też nieco wymagała od swoich terminatorów. Jednak Jasne Serce uważał, że Węgiel był pojętym uczniem w oczach wojowniczki. A przynajmniej miał taką nadzieje bo kto tam wie jaki był kiedyś czarny kocur. - Poznałeś kogoś nowego? Kogoś z kim spędzasz miło czas? Raczej każdy stara się mieć kogoś takiego z kim mógłby bez krempacji rozmawiać. - chciał się dowiedzieć te podstawowe rzeczy od wojownika. Chciał z nim mieć dobre relacje.
Węglowy Pył - 2019-12-03, 08:09

- Na pewno jest! Może po prostu tego wyraźnie nie okazuje i tyle.. Ja tak nie mam. Odnoszę wrażenie, że Zawilcowa Skórka jest że mnie w pewien sposób dumna.. A przynajmniej mam nadzieję, że tak jest i w dobry sposób to odbieram - bo zawsze mogłoby się okazać, se jest zupełnie na odwrót, a on po prostu źle zinterpretował Zawilcową Skórkę. To byłoby.. bardzo nieprzyjemne i woli nawet nie myśleć o takiej możliwości. Nie wie nawet, czy gdyby faktycznie tak było, to chciałby wiedzieć. Chociaż.. już nie jest młodym terminatorem, tylko musiałby zachować się odpowiednio i zdobyć się na odwagę i zapytać, czy coś robi źle.
Zamrugał oczami na następne pytanie wojownika. Huh, co..
- Yyy n-no n-nie wiem.. Lubię rozmawiać z J-Jagodką.. Jagodową Gałązka.. Może Gwieździsta Łapa.. Trochę kotów poznałem, ale zwykle kończy się na jednej, miłej rozmowie.. Wiesz może czemu tak jest? - bo coś, znał sporo więcej kotów, ale czy mógłby z nimi swobodnie rozmawiać, bez problemu to już inna kwestia. Tak czy inaczej, jak kocur mu odpowiedział (lub nie), to Węgiel ponownie zwrócił się w jego stronę orientując się, że robi się już późno.
- Wrócimy razem do obozu? Możemy jeszcze przejść kawałek wzdłuż granicy i wrócić.. - zaproponował, ponieważ dobrze mu się z bratem rozmawiało i chciałby jeszcze z nim pogadać, choćby w drodze powrotnej. Jeśli Jasne Serce się zgodził, to udał się z nim w kierunku rzecznej granicy.


[zt] bo czaso stara się robi :( możemy wkrótce iść na następną jak chcesz!!

Krwawnikowa Łapa - 2020-03-26, 12:02

Zaraz po powrocie z „rodzinnego spotkania” rozjuszony wkroczył do lecznicy, gdzie miał nadzieję odpocząć, żeby chociaż na chwilę nie musieć o tym myśleć. Bardzo zawiódł się na szylkretowej kocicy, którą jeszcze niedawno nie dość, że uważał za siostrę, to jeszcze za przyjaciółkę, a teraz okazało się, że ważniejsza jest dla niej własna wygoda, aniżeli dobro rodzinne. Miał tutaj oczywiście na myśli Różaną Łapę, przez którą doznał mocnego rozczarowania. Ponadto zastanawiał się, skąd takie brzydkie, ohydne wręcz słownictwo, od którego chciało mu się wymiotować. Jego przybrana siostra była niesamowicie wulgarna, co jemu oczywiście się nie podobało, i przez co czuł nieprzyjemne uczucie na ciele.
Ułożył się na mchu, kładąc głowę na łapach, i już miał zamykać ślepia, by oddać się krótkiej drzemce, ale wówczas zauważył niedaleko wejścia terminatorkę medyka. Gałązka... nie rozmawiał z nią często, nad czym ubolewał, bo mimo wszystko była jego przyjaciółką i dobrą siostrą, a przynajmniej była, gdy jeszcze uważał ich za rodzinę. Wiedział, że przynajmniej na niej może polegać, więc wstał i przedarłszy się przez osłonę z korzeni, stanął nad, z powodu różniącego ich wzrostu, trzykolorową kotką. Uśmiechnął się do niej blado, co dla niego mogło być wyzwaniem, i nie zdradzając powodu podejścia, odezwał się po chwili: — Chodź.
Wyszedł z Ziołowego Wzgórza, skąd skierował się do wyjścia z obozu. Tego dnia o wyjściu nie zawiadomił swojej mistrzyni, uznając, że fakt, iż są we dwoje, znacząco wpływa na ich bezpieczeństwo. Zresztą... nie kierował się daleko. Ot, blisko obozu, daleko granic, co najwyżej z Czterema Dębami, gdzie nie ma samotników, a – najczęściej – wychowani sąsiedzi. Chciał, aby ta rozmowa pozostawała między nimi, co było do niego niepodobne. Od zawsze bowiem był obrońcą prawdomówności, i z niczym się nie krył. Ta rozmowa miała jednak o wielu rzeczach zaważyć, więc była iście ważna i tajna. Pierwszy raz robił coś bez uprzedzenia, ale w tej chwili czuł, że musi. Było to bardzo istotne.
xOlchowa Łapo... musimy porrozmawiać. — Usiadł przy opuszczonej norze, gdy już znaleźli się na miejscu. Płytka Dziura... nie była granicą. Byli na środku terenów, z pozoru bezpieczni, niezagrożeni przez nieproszonych gości. Poza tym często przechodził tędy patrol, przechodząc obok Czterech Dębów i klanowych granic, na co oni mieli wspaniały widok, z powodu znajdowania się na pagórku. Nie musieli się więc martwić – a nawet jeżeli: mieli dobre nosy, wrażliwe na zapachy, mogli wyczuć coś, nim to wyczuje ich. Kocur odchrząknął, spoglądając w ziemię, lecz wkrótce wzrok swój przekierował na starszą kotkę. — Niedawno dowiedziałem się, że... Zaśnieżona Ścieżka... nie jest moją matką. Nie jesteśmy rrrodzeństwem. Prrawdopodobnie nie mam w sobie klanowej krrrwi, ja i wszyscy z młodszego miotu zostaliśmy przygarrnięci, znalezieni przez Malinową Gwiazdę. — Im dłużej to mówił, tym większy ścisk czuł w gardle. Czy Gałązka o tym wiedziała? Wbrew pozorom, miał nadzieję, że nie. Jeszcze gorzej czułby się z faktem, że starsi o wszystkim by wiedzieli, nie piszcząc nawet słówka. Już teraz było widać, że nie będzie to rozmowa prosta.
Rozejrzał się po okolicy, upewniając się, że nikt ich nie podsłuchuje, następnie zaś wbił w szylkretową kocicę smutne spojrzenie.

Olchowa Łapa - 2020-03-29, 15:44

Olchowa Łapa tymczasem była beztrosko nieświadoma tego, co działo się przy rzecznej granicy. Krzątała się po obozie, wcześniej poszła na chwilę w miejsce spoczynku Kusowąsego zobaczyć, czy wszystko tam gra, po czym ruszyła do kociarni, aby zapytać czy matki i kocięta czegoś nie potrzebują. Spędziła też tam chwilę na niezobowiązującej rozmowie z najmłodszymi, by w końcu wrócić do Ziołowego Wzgórza gdzie, jak się okazało, wrócił już Magnolia. Kotka jednak przywykła do tego, że nie spędzają ze sobą każdej chwili, więc nie leciała ku niemu na powitanie. Może wrócił właśnie z treningu i chciał mieć chwilę na odpoczynek? Szylkretka nie była kotką, która przeszkodziłaby komuś tylko po to, by pogadać, przysiadła więc przy wejściu.
Jak się jednak okazało, Magnolia sam do niej podszedł i obdarzył ją delikatnym uśmiechem, na co i jej pyszczek się przyjaźnie wykrzywił. Na hasło brata skinęła głową i po prostu ruszyła za nim tam, gdzie ją prowadził.
Z zaciekawieniem przyjęła fakt, że wychodzą z obozu, a wcześniej nie powiedzieli nic na ten temat Lśniącej Sadzawce. O wiele większe jednak zainteresowanie wzbudził w koteczce fakt, że oddalają się od bezpiecznego, wichrowego schronienia o wiele bardziej, niż zwykła robić to sama. Jedyne, gdzie do tej pory była tak daleko od domu, to Wyjące Wzgórza, gdzie odbywała treningi, a także granice, ale zawsze odbywało się to z Lśniącą Sadzawką. Milczała jednak, myśląc, że Krwawnikowa Łapa miał jakiś konkretny powód, by ją tutaj ciągnąć. I okazało się, że miała rację, chciał porozmawiać. Na pewno na osobności, inaczej nie wyciągnąłby ją z obozu.
Musimy porozmawiać... Zabrzmiało poważnie. Usiadła obok niego, jednak nie zaraz obok, może na długość małego, kocięcego kroku. Jedyne, jak się odezwała, to cichym "hm", przy czym patrzyła prosto na mordkę brata. Nie zamierzała go pospieszać, dała mu tyle czasu, ile potrzebował, by zabrać głos. Ona mogła tylko poczekać cierpliwie, a w tym była dobra. Nigdy nie brakowało jej cierpliwości. A kiedy w końcu zabrał głos, słyszała, że dla niego to ważna sprawa, choć ona o wszystkim wiedziała już od maleńkiego, kiedy to Zaśnieżona Ścieżka im wyjaśniła, skąd nagle ma tyle kociąt.
- Wiem o tym. - zamruczała miękko, łagodnie, patrząc wciąż na białego kocurka. - Znacy o tym, ze to nie Zaśniezona Ściezka cię urodziła. - przy imieniu matki na moment ścisnęło jej się gardło. Zamilkła na moment, nieświadomie dając czas młodszemu z ich dwójki na ewentualne robienie wyrzutów, chciała jednak dobrze przemyśleć następne słowa, zanim wypuści je z pyszczka. - Ale pzeciez to wcale nie znacy, ze nie jesteśmy rodzeństwem. No, na pewno nie takim pzez krew, ale wychowywaliśmy się razem od małego, ucyła nas ta sama kotka pseciez. Jesteś moim bratem i będzies, niewazne, kto cię urodził. - pozwoliła kącikom pyszczka unieść się delikatnie. Cóż, nie byli spokrewnieni, ale czy to było aż tak druzgoczące? Dla niej zawsze było najważniejsze to, kim się jest i jak się służy klanowi, bo tym byli, po prostu częścią klanu.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group