To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Wojownicy

Tereny Klanu Wichru - Płytka Dziura

Świetlistooki - 2018-03-31, 15:26
Temat postu: Płytka Dziura
Na jednym z pagórków u podnóża wzniesienia, na którym znajdują się Cztery Dęby znajduje się zagadkowa, płytka nora, po części porośnięta już trawą i innymi roślinami. Prawdopodobnie borsuk bądź lis wybrali sobie to miejsce na swoje legowisko, jednak podczas pracy zmienili zdanie co do lokalizacji i przenieśli się w inne miejsce.
Obecnie jedyne zwierzę, które można tu znaleźć w trakcie drzemki to drobne gryzonie, które skrył się wśród korzeni - nora jest tak płytka, że w jej środku może się zmieścić co najwyżej jeden średniej wielkości kot.

Niedźwiedzia Łapa. - 2018-05-06, 20:26

Krucza Gwiazda nie chciał nauczyć go polować? Nie miał czasu na to, żeby przeprowadzić mu trening - i to od dwóch księżyców?
Doskonale. Sam się tego nauczy albo zdechnie, bo nic innego zdecydowanie nie wchodziło tutaj w grę.
Przez pewien czas szedł sobie, nie przejmując się zbytnio zabawą w polowanie, by po dotarciu do Płytkiej Dziury zatrzymać się i przypomnieć sobie, co Kusowąsy powiedział mu o polowaniu. Ciężar ciała na tylne łapy, wiatr ma wiać w nos i trzeba być cicho. Nie brzmiało to jakoś specjalnie skomplikowanie, jednakże postanowił przećwiczyć to kilka razy i dopiero później, kiedy uznał efekt za zadowalający, ruszyć przed siebie, oddalając się od czterech drzew i idąc w głąb terenów klanu, starając się jako tako przenosić ciężar na tylne łapy i pilnować, by wiatr wiał mu w nos i aby ogon nie znajdował się za wysoko, ani za nisko - ot, skoro miał znajdować się w tej samej płaszczyźnie, co reszta ciała, to miał.

/ mg?

Malinowe Chaszcze - 2018-05-06, 21:20

I oto pan Niedźwiedź ruszył na polowanie, pomimo zakazu samodzielnego wychodzenia z obozu nadanego przez samego Kruczego. Kocur ruszył przez nieznane mu w ogóle tereny czując się niczym pan na swoich włościach. I szczęście mu sprzyjało! Wkrótce jego oczom ukazał się kopiec. I to pana kreta, który wybrał sobie złe tereny lokalowe.

Niedźwiedź: S: 11 | Zr: 5 | Sz: 2 | Zm: 2 | HP: 65 | W: 35

Niedźwiedzia Łapa. - 2018-05-21, 16:06

Szedł sobie, szedł, zastanawiając się, jak wiele błędów musiał popełniać, zwłaszcza, że po drodze udało mu się zachwiać - próby chodzenia cicho były bardzo trudne, zwłaszcza, jeśli było się Niedźwiedziem o niedźwiedziej posturze. Na początku szedł wyprostowany, jednakże odkrył, że trudno jest mu wtedy ukryć swoją obecność i że oprócz tego, że jest doskonale widoczny, to jeszcze na dodatek w ogóle nie może zapobiec dźwiękom towarzyszących każdemu jego krokowi. Dopiero potem postanowił ugiąć łapy, aby poruszać się ciszej, jednakże... Chwiał się trochę przy każdym kroku i co chwilę miał wrażenie, że straci równowagę.
Widząc kopiec ucieszył się nieco, choć nie na myśl o paście o Klanie Rzeki i Drukarkach, a tym, że coś znalazł. Coś... No właśnie. Tylko co to było? Kawał ziemi i nic poza tym. Z drugiej strony... Coś musiało go stworzyć, prawda? Coś, co żyło pod ziemią, jak można było wywnioskować z kształtu ziemnej budowli.
Podszedł do niej, usiłując być cicho i zachować równowagę, po czym usiadł blisko i rozdziawił paszczę, mając nadzieję na to, że tajemnicze stworzenie wyjdzie z kopca i będzie mógł je złapać w pysk i zagryźć... Oraz że będzie ono jadalne.

Fiołkowy Świt - 2018-08-07, 14:29

***

Wieczorem, gdy słońce chyliło się już ku zachodowi i powietrze było nieco chłodniejsze, bardziej znośne dla wszystkich zdecydował się wyjść na polowanie. Chciał zrobić coś ze sobą, cokolwiek, byleby nie siedzieć jak ten kołek w obozie bezczynnie; potrzebował ciągłego zajęcia i ciągłej stymulacji umysłu - a co lepiej wymęczy kota fizycznie i psychicznie, jeżeli nie dobre polowanie, zmuszające go do aktywności umysłowej i świadomości swojego ciała na szalenie wysokich obrotach? Nic tak nie pomagało na sen jak właśnie to.
Nie spodziewał się jednak towarzystwa nikogo innego, jak Krzykliwej Mewy. Nie był pewien co do jej towarzystwa, nieco obawiał się tego, że może jej się coś stać i być może dużo lepiej by było, gdyby jednak została w obozie... Z drugiej strony nie miał serca jej tego mówić tak bezpośrednio, prosto w twarz.
- Jesteś pewna że to dobry pomysł? - spytał łagodnie podczas marszu w stronę Płytkiej Dziury nieopodal granicy z Klanem Cienia. Głupie pytanie. Wiedział, że skoro już raz sobie coś umyśliła, to raczej zdania już nie zmieni. - W każdym razie... powodzenia. Będę w okolicy, dlatego gdybyś potrzebowała pomocy - krzycz - poinformował ją z lekkim uśmiechem wymalowanym na pysku. Nie ważne jak bardzo chciałby to ukryć, Krzykliwa Mewa była już jednym z najstarszych członków Klanu Wichru. Martwił się więc o to, czy w razie potrzeby da sobie radę, czy jej ciało nie odmówi jej posłuszeństwa w najgorszym z możliwych momentów.
Skinął jej głową i oddalił się od niej na długość drzewa. Raz jeszcze zerknął przez ramię na swoją towarzyszkę, po czym przystąpił do węszenia i rozglądania się po okolicy w poszukiwaniu zwierzyny.

Krzyka!

Krzykliwa Mewa - 2018-08-09, 09:18

- Mówiłam ci już, że tak, czuję, że to będzie jedno z moich ostatnich polowań w życiu, jeśli nie ostatnie, a chciałabym jeszcze kiedyś to zrobić, wiesz, doświadczyć i przypomnieć sobie, jak jeszcze nie tak dawno goniłam zające z prawdziwą pasją i poświęceniem, nie martw się, jeszcze nie jestem taka stara, żeby całkiem się rozpaść, a z tobą u boku nic mi nie grozi, zresztą, jestem pewna, że wieczorny patrol też jest gdzieś blisko, a ja w razie czego potrafię naprawdę głośno krzyczeć – zakomunikowała, kiedy tylko Fiołek wyraził swoje wątpliwości, ale widać było, że nie zamierza ustępować, złapała go, gdy opuszczał obóz i wyraziła swoją prośbę, swoje zdanie i nie liczyła się z odmową, skoro już raz powzięła decyzję i była gotowa zrealizować swoje zamierzenie w pełni, chciała w końcu faktycznie po raz ostatni w życiu przeżyć to, co przeżywała wcześniej, chciała sobie to dobrze utrwalić w pamięci, by bez większego problemu biegać później po Srebrnej Skórce, gdzie zamierzała ścigać zające do upadłego, nie chciała jednak, by Fiołek się o nią martwił, zapewniała więc, że czuje się dobrze, że zjadła i wypiła przed wyjściem, że jest dostatecznie wypoczęta, a poza tym nie jest taką starą, słabą kwoką, w końcu nie tak znowu dawno dotarła aż do miejsca spotkań z Gwiezdnymi i wróciła stamtąd w jednym kawałku, więc na pewno poradzi sobie z jakąś niemądrą myszą. – Powodzenia! – rzuciła jeszcze, a następnie z uśmiechem chwyciła głęboko zapach rozchodzący się po okolicy, opadła nieznacznie na łapach i uspokoiła się na tyle, na ile mogła, nastawiła uszy pozwalając sobie słyszeć wszystko, wytężyła wzrok, ustawiła się tak, by wiatr nanosił jej zapach, odruchowo przeniosła ciężar ciała na tylne łapy, ogon ustawiła w stosownej pozycji, nie za nisko, by nie szurać nim po ziemi i nie za wysoko, by nie wskazywał jej jak jakaś chorągiew, po czym zamarła czekając, co jej ześle okolica, by ruszyć w tamtą stronę.


Fiołek: lvl: 6 | S: 15 | Zr: 14 | Sz: 12 | Zm: 10 | HP: 80 | W: 70 (Przerzuty: 0/5)

Fiołek odszedł nieco od swojej towarzyszki i wtedy usłyszał coś, co przypominało krakanie. Potem głuche stuknięcie, nie jakieś mocne, po chwili zaś wiatr przyniósł do niego woń należącą z całą pewnością do wrony. Na lewo od niego, dobre sześć lisich długości ogona, znajdowało się ptaszysko trzymające w dziobie orzecha albo skorupę ślimaka, trudno było ocenić z tej odległości, i widać było, że starało się dostać do środka swego łupu. Wrona była wyraźnie młoda i niedoświadczona, stawiała dopiero pierwsze kroki w trudnej sztuce przetrwania.

Fiołkowy Świt - 2018-08-09, 21:26

Och, ależ nie wątpił w jej upór ani w jej możliwości, martwiły go po prostu zęby księżyców, jakie odcisnęły swój ślad na Krzykliwej Mewie. Czuła się zdecydowanie lepiej niż wcześniej, z całą pewnością była zadowolona z kolejnych wnuków dla których musiała żyć dalej i jakim musiała opowiadać historie o minionych księżycach, którą pamiętała w zasadzie tylko ona i Miętowooka. Była silna, miała zrywy aktywności, jednak... wciąż była starszą, wciąż miała ponad cztery obiegi pór na karku. To było bardzo dużo i nie dało się tego ukryć w żaden sposób.
Skinął głową na jej słowa i nic więcej się już nie odezwał, po prostu oddalając się by zapolować. Nie musiał zresztą odchodzić daleko, by usłyszeć krakanie, na które jego krzywe wąsy nastroszyły się zaintrygowane. Rozejrzał się, w końcu dostrzegając to, czego szukał - wronę. Ptak najwidoczniej nie poznał jeszcze techniki zrzucania twardych przedmiotów na skały, skoro siłował się z nim samodzielnie, za pomocą dzioba i wielkiej determinacji. Fiołkowy Świt ściszył oddech, ugiął łapy i ustawił się pod wiatr niemalże od razu, pozwalając by instynkt zadziałał szybciej niż umysł. Jego grzbiet był prosty, zaś głowa i ogon stanowiły jego przedłużenie, gdy postawił pierwszy, ostrożny krok. Badał podłoże, nim nastąpił na nie łapą. Nie spuszczał też wzroku z ptaka, zbliżał się do niego wyłącznie wtedy, gdy był zajęty swoją zdobyczą, czymkolwiek by nie była - gdy rozglądał się wojownik przystawał, nieruchomiejąc i kryjąc się przed jego czujnym wzrokiem. Powoli i pewnie do celu. Gdy znalazł się na tyle blisko, by oddać skok wyskoczył, by uderzyć łapami w skrzydła wrony i ściągnąć ją na ziemię, nim zdoła wzlecieć ponad zasięg jego łap.
Jeżeli powiodło mu się, uśmierciłby ptaka szybko skręceniem karku. Zawsze chciał oszczędzić zwierzynie cierpienia i nie chciał, by ginęły powoli i w bólu, dławiąc się krwią.

Niestety, Krzykliwa Mewa nie miała tyle samo szczęścia, co jej towarzysz. Nie było to niczym nowym, w końcu nie zawsze trafia się co krok na jakąś zwierzynę, prawda? Nie mogła ani wyczuć, ani dostrzec, ani usłyszeć żadnego piszczka w okolicy, być może gdy odejdzie jeszcze kawałek dalej uda jej się złapać trop?

Krzykliwa Mewa: | S: 8 (13) | Zr: 12 (18) | Sz: 10 (16) | Zm: 7 (11) | HP: 100/100 | W: 60/60 | 0/6

Krzykliwa Mewa - 2018-08-11, 19:27

No to nie mogła, wielkie mi halo, myślałby kto, że się tym jakoś szczególnie mocno przejmie, po prostu skręciła nieco bardziej na lewo nadal szukając z zadowoleniem jakiś innych tropów mając nadzieję, że trafi jej się coś smakowitego, zastanawiała się jednocześnie, ile jeszcze dokładnie ma sił, ale doskonale wiedziała, że nie zamierza się przetrenować i jeśli tylko zrozumie, że nie jest w stanie już lecieć na złamanie łap, to przestanie i zawoła Fiołka z prośbą, żeby wracali do obozu i odpoczęli, na razie jednak była pełna werwy i zamierzała ją przyjemnie wykorzystać, by potem w pełni zadowolona zapaść w błogi sen, cudowny, miękki i pełen lata, które smakowało jej dokładnie wszędzie; ale tak, tak, ona dalej szukała zwierzyny, wypatrywała jej i poruszała nosem starając się chwycić odpowiadającą jej woń.


Fiołek: lvl: 6 | S: 15 | Zr: 14 | Sz: 12 | Zm: 10 | HP: 80 | W: 70 - 3 = 67 (Przerzuty: 0/5)

Taś taś ptaszku, chodź tutaj do mnie! Fiołek dobrze pamiętał, że wrona może go zobaczyć, więc zatrzymywanie się i wykorzystywanie okoliczności przyrody do tego, by umknąć przed jego spojrzeniem było słuszne. Skradał się do niego powoli, ostrożnie, dokładnie tak jak należało i… wykorzystał pewnie również młodość niedoświadczonego ptaka, który niemalże udusił się trzymanym oddechem, gdy kot gwałtownie do niego skoczył. Zaczął bić skrzydłami, ale był w takim szoku, że padł od pierwszego ciosu łapą. I było po wszystkim.

+ 15 exp

Fiołkowy Świt - 2018-08-11, 21:23

Chwytanie młodych ptaków było proste i mógł je zrobić z palcem w nosie. Nie mówiąc już o tym, że uważał iż najlepiej wychodzi mu właśnie chwytanie ptaków - w końcu nie raz i nie dwa udowodnił już, że był w stanie pochwycić nawet ptaka w locie, podczas gdy ten nieświadomy zagrożenia obniżał swój lot. Nie przechwalał się tym jednak, choć uważał to za swoje osobiste osiągnięcie.
Uśmiercił ptaka szybko i sprawnie. Chwycił więc go w pysk i oddalił się z nim w okolice Płytkiej Dziury, by tam wykopać niewielką dziurę, do której ułożył czarne ptaszysko. Przysypał je ziemią i trawą, by nikt nie podkradł mu zwierzyny po czym, spoglądając w niebo i dziękując Przodkom za pomyślne pierwsze łowy, wyruszył dalej na poszukiwanie zwierzyny nieco dalej od miejsca, w którym chwycił wronę.

Oddaliła się nieco od rudego wojownika i kręciła się przez dłuższą chwilę, jednak wciąż niczego nie potrafiła znaleźć. To znaczy, cóż, znalazła coś, choć raczej nie była to zwierzyna, a niewielki strzępek materiału należącego do dwunoga. Kto wie jak długo tu leżał? Wyglądał na stary i bardzo poprzecierany, choć nie szykowało mu się na rychłe rozłożenie się w sposób naturalny. Nie było to jednak nic ciekawego, bo nawet nie miało na sobie już w ogóle zapachu dwunogów, a jedynie ziemi i wiatru, jak wszystko, co zostało pozostawione naturze.

Krzykliwa Mewa: S: 8 (13) | Zr: 12 (18) | Sz: 10 (16) | Zm: 7 (11) | HP: 100/100 | W: 60/60 | 0/6

Krzykliwa Mewa - 2018-08-12, 13:20

Mewa miała ochotę cicho się zaśmiać, bo wszystko wskazywało na to, że Gwiezdni nie zamierzają postawić na jej drodze ani kawałka zwierzyny, dlatego też z wielkim zaciekawieniem obwąchała kawałek materiału, jakby chciała się upewnić, że Dwunożni nie chodzili tędy przed paroma wschodami słońca, potem uderzyła w materiał patrząc, jak podrywa się nieco w górę, aż w końcu wzruszyła barkami, rozejrzała się i odbiła nieco na lewo, by oddalić się od Płytkiej Dziury jeszcze bardziej, nie chciała też przeszkadzać Fiołkowi, który obecnie kręcił się w jej pobliżu.

Fiołek: lvl: 6 | S: 15 | Zr: 14 | Sz: 12 | Zm: 10 | HP: 80 | W: 67 (Przerzuty: 0/5)

Nie odszedł jednak zbyt daleko od samej Płytkiej Dziury, kiedy do jego uszu doleciało coś, co przypominało szelest. Przynajmniej z początku, gdyż już po chwili uświadomił sobie, że z całą pewnością jest to syk wydobywający się z gardzieli węża. Gdy zaś rozejrzał się po okolicy... nie dostrzegł nic! Ostrzeżenie było jednak wyraźne i dość bliskie. Dopiero po chwili Fiołek spostrzegł zaskrońca okręconego wokół pniaka niskiego i małego krzaka. Wąż też nie był aż tak wielki, ale dzielnie rozwierał szczęki i syczał na zbliżającego się w jego stronę kota.

Fiołkowy Świt - 2018-08-12, 13:41

Zastrzygł uszami słysząc syk i przez chwilę autentycznie się zaniepokoił tym, że mógł natknąć się na, dajmy na to, żmiję. Nie tak dawno przecież przestrzegał jedno z kociąt o tym, że powinien strzec się tych zwierząt; spojrzał odruchowo pod łapy by upewnić się, że nie nastąpił na gada, jednak w końcu dostrzegł go nie przy sobie, a w okolicy niewielkiego krzewu. Wąż dostrzegł go pierwszy, a on z początku chciał pozostawić go w spokoju, by nie ryzykować opryskaniem cuchnącą substancją. Zaraz jednak przypomniał sobie o tym, że węże i jaszczurki tak rzadko bywają na stosie zwierzyny, że urosły do rangi rarytasu i z całą pewnością będą interesujące dla kociąt Czajkowego Lotu, które zaczynały już wychodzić z kociarni samodzielnie na podbój całego obozu. Z takim nastawieniem spojrzał na węża i skierował uszy ku tyłowi.
Nie do końca wiedział jak zabrać się za polowanie na zwierzęta, które już nawiązały z tobą kontakt wzrokowy, jednak to w żadnym wypadku go nie zatrzymało. Dał susa w bok, by następnie wyskoczyć w stronę węża, o ile wciąż tam był - zamierzał łapami uderzyć go w głowę i ogłuszyć, trochę jak serwal polujący na węże. Nie widział potrzeby by się skradać, liczył więc na własną szybkość i... szczęście. Jeżeli zaskroniec okaże się szybszy po prostu pozwoli mu się oddalić.

W końcu udało jej się dostrzec coś, co mogła pochwycić. Być może nie było to coś, czego się spodziewała, jednak... nieopodal granicy z Klanem Rzeki znajdowała się kaczka. Samiec kaczki, by być dokładnym, jako iż jego barwna głowa połyskiwała w ostatnich promieniach zachodzącego powoli słońca. Być może szukał swojej partnerki i kacząt, jako iż od czasu do czasu zatrzymywał się, rozglądał i wydawał z siebie krótkie kwaknięcia, jak to kaczka. Znajdował się bardzo blisko granicy, więc Krzykliwa Mewa będzie musiała się pospieszyć i pochwycić go nim wróci na tereny Klanu Rzeki.

Krzykliwa Mewa: S: 8 (13) | Zr: 12 (18) | Sz: 10 (16) | Zm: 7 (11) | HP: 100/100 | W: 60/60 | 0/6

Krzykliwa Mewa - 2018-08-16, 11:02

Kaczka, kacza, no tego się raczej nie spodziewała, ale nie chciała wybrzydzać, a już na pewno nie teraz i nie kiedy uświadomiła sobie, że tego jeszcze nie próbowała, poruszyła więc nosem ustawiając się od razu najciszej jak umiała tak, by wiatr nawiewał jej woń zwierzyny, ale nie niósł jej własnego zapachu w stronę potencjalnego pożywienia; ugięła zaraz łapy i wyrównała linię pomiędzy głową i ogonem, by tworzyły linię prostą, jej brzuch znajdował się ponad ziemią, ale nie wystawała w górę jak jakaś samotna trzcina, ciężar ciała odruchowo przeniosła w tył, rozejrzała się po okolicy i ruszyła przed siebie, przystawała, gdy tylko widziała, że kaczka zamierza znowu krzyczeć czy się rozgląda, zamierała, a jeśli się dało, kryła się za trawą czy kamieniem, sunęła w jego stronę zerkając pod łapy, by mieć pewność, że nie potrąci zdradzieckiego kamyczka, jednocześnie starając się oddychać jak najspokojniej, a nie sapać jak lokomotywa; spieszyła się nieco, by kaczka nie zniknęła na ziemiach Klanu Rzeki i gdy zatrzymała się ostatni raz uznała, że odległość ma odpowiednią, więc w mgnieniu oka skoczyła, by go złapać kaczkę łapami i wbić zęby w jej szyję.


Fiołek: lvl: 6 | S: 15 | Zr: 14 | Sz: 12 | Zm: 10 | HP: 80 - 2 = 78 | W: 67 - 2 = 65 (Przerzuty: 0/5)

Czegoś podobnego jeszcze nigdy nie widział i nie robił, ale to nie oznaczało wcale, że nie może spróbować. Skoczył więc na węża licząc na wygraną, poczuł jednak ukłucie jego zębów, jakby prześlizgnęły mu się po łapie, po czym zaskroniec opadł. Wyglądał na martwego. Kiedy wojownik poruszył nieznacznie nosem, doleciał do niego nieprzyjemny zapach od leżącego przed nim ciała. Co tu się właściwie działo?

Fiołkowy Świt - 2018-08-18, 20:55

O, huh, a cóż to miało być? Fiołkowy Świt spojrzał na zaskrońca marszcząc nos gdy tylko wyczuł nieprzyjemną woń jaką zaczął wydzielać z siebie wąż, po czym przekręcił głowę, przez chwilę spoglądając na węża w konsternacji.
- Ach, więc udajesz martwego? - spytał z cichym śmiechem prostując się ponad gadem. Potrząsnął łapą, na której poczuł jego zęby - nie było to ugryzienie mocne, nie był to też wąż jadowity, nie miał się więc czego obawiać. Mimo to jednak podświadomie czuł niepokój, który kazał mu kontrolnie zerknąć na łapę. Wyglądała w porządku, zęby nawet nie zadrapały jego skóry do krwi. Potrząsnął lekko głową. - W porządku. Martwych węży nie, ee... jadam - powiedział w stronę węża doskonale świadom tego, że gad i tak go nie zrozumie. Nie lubił bawić się w taki sposób ze zwierzyną, nie lubił uśmiercać ich ze świadomością, że były całkowicie świadome tego, że drapieżnik zbliża się do nich i pozbawia życia. Dlatego też postanowił odpuścić i pozwolić wężowi odejść. W polowaniu na zwierzynę, która udawała martwą nie widział niczego ciekawego.
Oddalił się od zaskrońca i przypadł do ziemi, by tam przesunąć piersią, szyją i policzkami o trawę, by pozbyć się z sierści pozostałości zapachu węża, po czym wstał, otrząsnął się i ruszył dalej. Zerknął jeszcze kontrolnie w stronę Krzykliwej Mewy nim przystąpił do próby wywęszenia lub dostrzeżenia jakiejś zwierzyny.

W momencie w którym Krzykliwa Mewa ugięła łapy jej kolana skrzypnęły zdradziecko, jednak kaczor był zbyt daleko, by to usłyszeć, bądź też zwyczajnie zignorował tę jedną szansę, jaką los dał mu na usłyszenie zbliżającego się niebezpieczeństwa. Starsza podeszła do ptaka, który powoli zaczynał człapać w stronę granicy z Klanem Rzeki i gdy wybiła się, ten w zasadzie był na krok od oznakowanej kępy traw stanowiącej zapachowy znacznik. Przycisnęła ptaka do ziemi i uśmierciła go chwytem za gardło o wiele szybciej, niż ten był w stanie w ogóle zarejestrować co się dzieje i wrzasnąć o pomoc. Załopotał jedynie skrzydłami bezcelowo młócąc nimi w powietrzu nim padł bez życia pod ciężarem kocicy.

+10 exp

Krzykliwa Mewa: S: 8 (13) | Zr: 12 (18) | Sz: 10 (16) | Zm: 7 (11) | HP: 100/100 | W: 60-4=56/60 | 0/6

Krzykliwa Mewa - 2018-09-19, 16:46

Ugh, tam do diabła Gwiezdny Klanie, co to się działo z jej ciałem, to było wręcz nie do opisania, że dało się tak zastać, że łapy już nie te, że uszy i oczy też nie są tak wspaniałe, to Mewę martwiło i nie powiedziałaby tego na głos, ale bała się, że starość uziemi ją całkowicie w obozie, była zaś przekonana, że gdyby tak się stało, odeszłaby kolejnego księżyca tracąc całą radość z życia, jakie jeszcze w niej pozostało i trzymało się jej na dokładkę naprawdę mocno; w każdym razie natenczas nie chciała się tym zamartwiać, skupiła się zatem na polowaniu, jakie przynosiło jej ukojenie i sporo przyjemności, a następnie z wielkim zadowoleniem pozbawiła życia kaczora, co dodało jej otuchy i spowodowało, że uznała, iż nie jest jeszcze wcale taka niedołężna, jakby niektórzy mogli podejrzewać! Z wielką przyjemnością zakopała więc w wybranym przez siebie miejscu zwierzynę, oznaczyła tę kupkę ziemi, a potem starannie oczyściła pysk i przeciorała się przez krzak mając nadzieję, że nie śmierdzi już śmiercią, po czym rozejrzała się węsząc intensywnie w poszukiwaniu czegoś, co mogłaby z dumą wnieść do obozu.

Fiołek: lvl: 6 | S: 15 | Zr: 14 |Sz: 12 | Zm: 10 | HP: 78 | W: 65 (Przerzuty: 0/5)

Coś na pewno tutaj było! Na dokładkę coś opierzonego i całkiem dużego, jakby mu się tak przyjrzeć, temu czemuś, co spacerowało sobie rozglądając się dookoła – kto wie, może w poszukiwaniu jedzenia, a może w poszukiwaniu schronienia. Ptaszysko było nowością w jadłospisie Klanu Wichru od kiedy przenieśli się na te ziemie i trudno było powiedzieć, czy ktoś już gustował w kuropatwach, ale ta wyglądała na utuczony i wielce smakowity kawałek mięsa. Kręciła się nieco powyżej miejsca, w którym znajdował się obecnie Fiołek, miała więc na niego widok z góry, gdyby odwróciła się akurat w jego kierunku.

Fiołkowy Świt - 2018-09-21, 23:21

Och, kuropatwa! Ugiął mocniej łapy, by nie wystraszyć ptaka i znieruchomiał, przez chwilę analizując plan na to, jak powinien podejść do zwierzyny. W międzyczasie skupił się na wietrze, do którego się ustosunkował i ustawił tak, by ten wiał mu prosto w nos, podczas gdy przed sobą miał cały czas widok na zwierzynę. Nie miał jeszcze okazji polować na kuropatwy, w ogóle nie miał okazji ku temu, by się im szczególnie często przyglądać, dlatego też zamierzał podejść do niej ostrożnie. Na samym początku, na ugiętych łapach, z lekko obniżonym zadem i ze ściszonym oddechem, zbliżył się do pagórka uważnie stawiając łapy i nie spuszczając wzroku z ptaka - tak, by móc znieruchomieć za każdym razem, gdy ten rzucał okiem w jego stronę. Jego wyciągnięty ogon, tworząc w linii prostej przedłużenie kręgosłupa, nie poruszał się - nie chciał przecież, by ptak dostrzegł ruch. Póki co nie atakował. Czekał na to, co zrobi ptak; wolał nie ryzykować wchodząc na pagórek od razu, skoro zawsze istniała szansa na to, że kuropatwa z niego zejdzie. Jeżeli tego nie zrobi - cóż, będzie musiał działać inaczej!

Dziś był najwidoczniej dzień na ptaki. Najpierw jej towarzysz znalazł wronę, teraz znów kuropatwę, ona zaś upolowała kaczkę, a teraz los rzucił jej pod łapy - czy też przed oczy - przemykający cień rdzawego ptaka. Gdy tylko wylądował, jego charakterystyczny rudy brzuszek i pierś sprawiała, że był dość widoczny na tle zielonej trawy niecałe dwie długości drzewa od starszej. Rudzik poruszył ogonem, rozejrzał się, jednak póki co nie dostrzegając zagrożenia zajął się poszukiwaniem pożywienia.

Krzykliwa Mewa: S: 8 (13) | Zr: 12 (18) | Sz: 10 (16) | Zm: 7 (11) | HP: 100/100 | W: 56/60 | 0/6



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group