To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Wojownicy

Tereny Klanu Wichru - Kotlinka - wschód

Płomykówkowy Lot - 2019-09-25, 00:25

No cóż, pościgiem musiał spłoszyć okoliczną zwierzynę, bo w pobliżu nie było nic, co nadawałoby się do zjedzenia. Za to kawałek dalej na ziemi leżało spore czarne pióro – nie było żadnego śladu jego właściciela, być może zostało tam nawet przywiane przez wiatr, ale zawsze było lepsze niż nic, gdyby na przykład Owies chciał sobie dekorować legowisko.

Owies: S: 7 | Zr: 9 | Sz: 6 | Zm: 3 | HP: 65 | W: 29/45
» przerzuty: 0/1
» celność obniżona ze względu na spadek W o 1/3

Owsiana Łuska - 2019-09-25, 08:25

Pióro. Bez właściciela. W sumie jego nora była dość goła, mógł ją ozdobić jakimiś drobnymi rzeczami. Nie był może kolekcjonerem, ale fajnie byłoby mieć coś w swoim legowisku.
Schował piórko pod małym kamyczkiem, aby mu nie odleciało jak będzie szedł po zaskrońca. Teraz jednak kontynuował polowanie. Wrócił do swojej pozycji łowieckiej i zaczął iść pod wiatr. Uważał na wszystko przed sobą. Miło byłoby się nie przewrócić lub odstraszyć zwierzyny przez nadepnięcie na jakiś patyk.

Płomykówkowy Lot - 2019-09-29, 20:45

Gwiezdny Klan nie był dla niego łaskawy, bo choć ruszył dalej i wciąż starał się znaleźć zwierzynę, w pobliżu nie było absolutnie nic. Tym razem Owsiana Łapa nie znalazł nawet piórek, czysta droga i kompletny brak zwierzyny, nic więcej. Jeśli sytuacja dalej miała tak wyglądać, to chyba dobrze, że złapał cokolwiek.

Owies: S: 7 | Zr: 9 | Sz: 6 | Zm: 3 | HP: 65 | W: 29/45
» przerzuty: 0/1
» celność obniżona ze względu na spadek W o 1/3

Racza Sadzawka - 2019-12-29, 13:44

* * *

Raczek wybrała się na spacer. Patrol? No, w każdym razie nie siedziała w obozie, jednocześnie stosując się do zaleceń, jakie zostały jej przekazane przez mamą, nie zamierzała biegać za swoim terminatorem, aczkolwiek oczywiście było jej przykro, że została potraktowana w taki, a nie inny sposób, musiała jednak przełknąć tę gulę goryczy, co nie? Doskonale wiedziała, że nie jest idealna, że nie jest tak doświadczona, jak starsi wojownicy, ale nie spodziewała się właściwie takiego gestu ze strony kogoś, kto dopiero miał wchodzić w dorosłe życie. Ufała jednak mamie i postępowała zgodnie z jej zaleceniem, jednocześnie wierząc, że skoro ta jest Gwiazdą, to nie będzie ulegała jakimś namową Chybotu, bo to chyba byłoby co najmniej śmieszne, co nie? Jak widać jednak Raczek nie miała najlepszych doświadczeń, jeśli chodzi o uczniów i musiała się z tym pogodzić, iść naprzód i w ogóle działać jak należy, a nie płakać w kącie. Zresztą, to też było jakieś doświadczenie, co nie?
Przystanęła, gdy do jej nosa doleciała woń innych kotów z Klanu. Zapewne jakiś patrol na granicę Rzeki, który wysłał wujek, więc przysiadła sobie spokojnie czekając, aż ci pojawią się w polu jej widzenia, by móc do nich dołączyć i w ten sposób spełnić swój obowiązek, a poza tym zająć czymś głowę, która niestety, co wcale nie było aż takie dziwne, cały czas przerzucała w sobie te myśli dotyczące terminatorów. Zazdrościła aż Kijance! Musiała chyba z nim pomówić, by dowiedzieć się, jak on to robi, że jego uczniowie jednak coś robią, że chcą go słuchać, może miał jakieś magiczne zdolności, o jakich ona nawet nie słyszała?


//Szybujący

Szybująca Łapa - 2019-12-29, 14:12

Pierwszy raz wyszedł sam na tereny poza obozem. Co tam robił? No cóż, po ostatnim sparingu ze swoim bratem, Gwiżdżącą Łapą, doszedł do wniosku, że powinien trochę poćwiczyć. Obu dobrze szła walka, jednak trening czyni mistrzem, tak? Odbił się prędko od ziemi i wysuwając pazury w locie, rzucił się na dość dużą, złamaną gałąź. Jednak gdy już był w odpowiedniej odległości aby wbić w nią szpony, kocur stracił na chwilę równowagę w skoku i przekoziołkował obok gałęzi, podczas gdy topniejący śnieg Pory Nagich Drzew zaczynał się plątać w jego długie futro. -Ajć, ajć, ajć...- Otworzył pysk aby zaczerpnąć powietrza, podczas gdy jego sierść zrobiła się brudna i mokra. -No i świetnie- Mruknął pod nosem sam do siebie i zaczął się rozglądać. Tak właściwie, to gdzie on był? Po dłuższej chwili obserwacji, rozpoznał okolicę wokół niego i odetchnął z ulgą. Kotlinka. I to chyba ta na wschodzie. Odwrócił łeb, a następnie zaczął zlizywać brud z niebieskiej sierści. Fuj... mógł bardziej uważać. Gdy jego futro było, no w miarę czyste, kocur zauważył siedzącą w pobliżu wojowniczkę... Raczą Sadzawkę! Spłaszczył delikatnie uszy po głowie zawstydzony. Super. Ciekawe, przed kim jeszcze się tak upokorzy. -Dzień Dobły, Ciociu Łaczek!- Posłał mistrzyni swojego brata przyjazny uśmiech, a następnie ruszył w jej stronę.
Racza Sadzawka - 2019-12-30, 22:07

Na początku nie zdawała sobie sprawy z tego, że poza patrolem, który gdzieś tam wędrował, w okolicy znajduje się ktoś jeszcze i dopiero po chwili jej nos wyłapał nowy zapach. Zaraz, nowy? No w sumie to tak, bo jeszcze nie kojarzyła dokładnie kota, z jakim powinna go łączyć, co nasuwało jej właściwie z miejsca myśl o którymś z dopiero co mianowanych terminatorów. W pierwszej chwili pomyślała o własnym uczniu, który nadal ukrywał się Gwiezdny Klan raczy wiedzieć gdzie, ale postanowiła nie mieć żadnych nadziei, tym bardziej że chyba by się nie na żarty wściekła, gdyby nagle się okazało, że ten obrażający się o wszystko kociak postanowił sam wyjść z obozu, co nie? Właściciela zapachu zlokalizowała jednak po tym, jak ten nagle spadł na ziemię, a ona zamrugała aż ze zdziwienia, bo na pewno nie spodziewała się takiego oto obrotu sprawy i musiała przyznać, że była co najmniej, cóż, zszokowana. Nie mówiła jednak nic czekając na to, aż młody zorientuje się, że nie jest tutaj tak do końca sam.
- No cześć! - rzuciła w końcu w odpowiedzi, ale jej głowa chyba właśnie przeżywała całkiem niezłe zwarcie, bo poważnie zaczęła się zastanawiać, w którym dokładnie miejscu była ciotką tego tutaj, skoro on był wnukiem jej wujka. Jak w takim razie działały stopnie pokrewieństwa, czy co to właściwie było, co? Pewnie nie wyglądała zbyt mądrze, kiedy tak siedziała z wystawionym czubkiem języka, starając się jednocześnie to wszystko jakoś sensownie poukładać, co raczej jej nie wychodziło. - A ten, a ty to tak możesz sobie sam chodzić po terenach? - zapytała zatem uznając, że w razie czego będzie robiła mu po prostu za asystę.

Szybująca Łapa - 2019-12-31, 00:05

Jak widać, Racza Sadzawka niespecjalnie kojarzyła niebieskiego syna Gładkiego Grzbietu. No, ale, ale! Chyba raczej wiedziała, że ten jest bratem jej terminatora, tak? Widział ją na poprzedniej ceremonii, na której Chybotliwa Łapa uciekł, gdy tylko dostał imię i mistrzynię. A Lot był w tamtej chwili zaskoczony i delikatnie zagniewany. Bo jak tak można? Odchodzić sobie nie dopuszczając swojego mistrza do głosu? Przecież ruda wojowniczka nie zrobiła niczego złego! -Szybująca Łapa jestem- Przedstawił się, chcąc na razie nie zaczynać tematu treningu swego brata. Jeszcze uraziłby czymś Raczą Sadzawkę. Q tego nie chciał ani trochę. -Mamy dobły nos. Wyczulibyśmy, gdzie są nasze głanice. Oznaczenia zapachowe są tak samo intensywne jak w obozie, więc się nie zgubimy. Z łesztą nie zmierzaliśmy na żadne głanice. Ćwiczyliśmy walkę- Sprostował i zaczął się drapać tylną łapą za uchem, próbując usunąć zza ucha małą gałązkę, pozostałą po upadku.
Racza Sadzawka - 2020-01-01, 23:51

No ba, że go kojarzyła, ale nie wiedziała jeszcze, kim on dokładnie jest, nie znała jego imienia i musiałaby o nie dopytać wujka Sokoła albo już samych rodziców głównego zainteresowanego. Ponieważ jednak nie było ich w pobliżu, pozostawało jej jedynie zadowolić się tym, co miała, a zatem przedstawieniem się ze strony Lotu, który chyba jakoś szczególnie mocno nie przejmował się tym, że nie do końca zdawała sobie właściwie sprawę z tego, z kim rozmawia. Znaczy, tak ogólnie to wiedziała, co nie? Ale już szczegółowo, żeby dokładnie go określić jako byt jednostkowy, to było ciut-ciut za dużo na ten dokładnie moment.
- Ładnie. Znaczy no, ładne masz imię, co nie? - powiedziała na to i uśmiechnęła się lekko, a później nieznacznie uniosła brew, dochodząc do wniosku, że Szybujący chyba jeszcze nie rozmawiał ze swoim mistrzem na temat zagrożeń i innych problemów, jakie mogą spotkać go na ziemiach Klanu, zaś biorąc pod uwagę to, jakie dokładnie wyczyniał tutaj fiku-miku, to o walce tez raczej nie miał zielonego pojęcia. Nie, żeby tam od razu Raczek miała większe, bo przecież tak właściwie to młóciła na oślep łapami, mając jednocześnie nadzieję na to, że coś tym osiągnie, ale ostatecznie to ona była wojownikiem, a nie Szybujący, więc coś tam mu powiedzieć mogła.
- Ale ty wiesz, że jak na razie ćwiczysz walkę, to nie powinieneś chodzić sam nawet po terenach? Bo tu wcale nie jest tak bezpiecznie, jak ci się wydaje. Lisy albo psy to nie respektują granic, no i niektóre inne koty też nie, więc zawsze możesz zarobić w dziób, a jak będziesz sam, no to wtedy robi się problem - zauważyła dość swobodnie, ale mimo wszystko doszła do wniosku, że to najwyższa pora, by uświadomić mu pewne rzeczy, nim ostatecznie wdepnie elegancko w jakieś bliżej nieokreślone bagno, z którego nie będzie umiał się wydostać.

Szybująca Łapa - 2020-01-05, 20:44

Westchnął w duchu spoglądając na bok, zanim ciotka zdążyła coś powiedzieć. "To był na pewno dobry pomysł z przychodzeniem tu? W walce z Wietrzykiem nie szło nam tak dobrze... a jak wpadlibyśmy na jakiegoś drapieżnika?" Delikatnie strzepnął końcówką ogona, czekając na słowa mieszkającego w swojej głowie "brata". Jednak zanim ten zabrał głos, Racza Sadzawka zdążyła odpowiedzieć. -Twoje też jest śliczne!- Zamruczał przenosząc wzrok ponownie na kotkę i odwzajemniając uśmiech wojowniczki. Po tamtych słowach, głos obrał jego "brat". "Ale przyszliśmy tu chyba po to, aby popracować nad techniką walki, czyż nie?" Zaśmiał się głos, zmuszając Lota do prędkiego przewrotu oczyma. -Dobrze o tym wiem! Ale w pobliżu powinien być patłol dziadka Sokoła, więc nie jesteśmy tu całkowicie sami! No i Ty tu jeszcze jesteś. Z łesztą, wyszliśmy na kłótką chwilę, aby potłenować walkę- Obronił się szybko, marszczą przy okazji brwi, gdy tylko usłyszał w swoich uszach: "Ale pokazać, że jesteśmy silni też byoby mio". "Oj, zamknij się" Warknął na szybko, wracając do swojej naturalnej miny. Wolałby się nie tłumaczyć, dlaczego gada z wymyślonym głosem w jego głowie. Albo nie wymyślonym? Eh. Wszystko jedno.
Racza Sadzawka - 2020-01-09, 20:47

Raczek uśmiechnęła się lekko na jego słowa i nastawiła nawet uszy, mimo wszystko była zadowolona z tej pochwały, chociaż przecież właściwie wszystkim przedstawiała się swoim kocięcym imieniem, do którego nie tylko była o wiele bardziej przywiązana, ale i które uważała właściwie w pełni za swoje, a nie jakieś dobrane. Zaśmiała się cicho, zdradzając jednocześnie Szybującemu, że kiedyś chciała, by drugi człon jej imienia brzmiał po prostu Pancerzyk, a później dodała, że najśmieszniejsze to jest to, że w sumie nigdy nie widziała raka i chętnie by takiego jednak spotkała.
- No, ale teraz to chyba jest na nie za zimno, co nie? Będę musiała pójść na granice z Klanem Rzeki i zapytać kogoś od nich, bo inaczej nigdy nie poznam odpowiedzi. Oni to są chyba dobrzy w te tematy, bo w końcu cały czas łowią ryby - stwierdziła. Nie miała pojęcia, czy mieszkańcy wodnych głębin również nie zapadają, aby przypadkiem w sen zimowy, jak to miało miejsce z niektórymi ze zwierząt lądowych. Uznała zresztą, że to może być całkiem ciekawa dyskusja, a przy okazji poszerzy jakoś swoją wiedzę, odnotowała więc prędko, by jednak wybrać się raz jeszcze na granice i dowiedzieć się, co dokładnie kryje się pod powierzchnią wody.
- No, sami nie jesteśmy w sumie... - zaczęła, a później zmarszczyła brwi i rozejrzała się po okolicy. - Czekaj, znaczy, że ktoś jeszcze z tobą tu przyszedł czy że jak? - zapytała, bo trochę się pogubiła w tym wszystkim, o czym i jak mówił, co nie? Myślała, że chodziło mu o nich, niego i ją, a tymczasem jego wypowiedź brzmiała całkiem inaczej i wybiła Raczek z rytmu, jaki chwilowo utrzymywała, nic zatem dziwnego, że czuła się dość mocno skonsternowana i nie do końca wiedziała, jaką właściwie ma z nim podjąć rozmowę, żeby to wszystko było takie, jak być powinno, więc aż wystawiła czubek języka.

Szybująca Łapa - 2020-01-09, 20:59

Raczy Pancerzyk... też ładne imię! Brzmi nawet ciekawiej, niż Racza Sadzawka. Oczywiście, nie żeby aktualne imię wojowniczki było nieciekawe. No bo taki Raczy Pancerzyk można zinterpretować jako zbroję właśnie tego skorupiaka, jednak sadzawka? Ee... Sadzawka w której mieszka kolonia raków? Trochę zabawne. Przynajmniej dla kocura. -A Łaki mieszkają w ogóle na tełenach Klanu Rzeki?- Spytał zaskoczony. Coraz więcej dowiadywał się o osobnych klanach. No, w zasadzie były to częściej takie malutkie perełki informacji, ale lepiej to niż nic. Na pytanie ciotki, zamrugał raz czy dwa razy zdziwiony. Eee... co? Przekrzywił łeb, próbując zrozumieć, o co jej chodziło. Coś powiedział nie tak? Coś innego niż zamierzał? Dopiero po kilku dłuższych chwilach to do niego dotarło. Znowu mówił za dwóch. No świetnie. Zaśmiał się krótko zawstydzony. -Hehee... czasami mi się zdarza mówić w długiej osobie, wybacz- Przymrużył delikatnie ślepia. "Wtopaaa" Zaśmiał się głos. "Cicho." Mruknął zawstydzony Lot, a następnie przełknął cicho ślinę, mając nadzieję, że ruda wojowniczka nie będzie chciała pytać się o powody jego wymowy.
Racza Sadzawka - 2020-01-10, 22:35

Szkoda tylko, że Raczek faktycznie nie miała takiego cudownego pancerzyka, który pozwoliłby jej co najmniej na obronę przed takimi wydarzeniami, jak to z Mlecznym czy Chybotem, albo jej rodzeństwem, które wyparowywało w bliżej nieokreślonych okolicznościach. Potrzebowała czasu, by oswoić się z takimi wydarzeniami, by zrozumieć, że w większości przypadków nie może za nie odpowiadać, że nie ma to nawet sensu, bo po prostu nic tym nie zmieni, a obwinianie się o to, że świat się zawalił, mądre na pewno nie było. Po prostu musiała jednak to wszystko zrozumieć, musiała się z tym oswoić i do końca przyjąć do wiadomości, iż całego świata niewątpliwie nie zbawi. No, a taki pancerzyk to na pewno by ją przed tym chronił, co nie?
- No właśnie nie wiem. Znaczy, myślę, że tak, ale koniecznie muszę porozmawiać z kimś z Rzeki, żeby się przekonać, czy mam rację, bo nigdy jakoś tak dokładnie się nad tym nie zastanawiałam, co nie? - stwierdziła i poruszyła lekko barkami, jakby chciała po prostu wzruszyć ramionami, a w głowie już planowała swoją małą wycieczkę, która wkrótce miała dojść do skutku. Raczek była pewna, że gdy tylko ładnie zapyta, uzyska odpowiedzi na niezwykle nurtujące ją pytania!
- Trochę to takie dziwne, no ale jak tak mówisz... - stwierdziła na to, znowu poruszając nieznacznie barkami, bo i nie widziała w tym nic, co miałoby skłonić ją do jakiegoś zagłębiania się w to, co się dzieje dookoła, a skoro Szybujący nie wydawał się jej być wariatem, to i nie zamierzała jakoś szczególnie mocno się nad nim pochylać, czy wypytywać, przyjęła za pewnik, że po prostu ma taki sposób mówienia i to wszystko. - No, ale dobra, mistrz ci nie mówił, że nie powinieneś tak łazić po naszych ziemiach?

Szybująca Łapa - 2020-01-19, 12:07

Przeciągnął się delikatnie, strzygąc jednym uchem w stronę ciotki. Z kimś z Klanu Rzeki, tak? Czyli jeszcze nikogo stamtąd nie zna... No ale w sumie, to nie wszyscy wojownicy muszą znać jakiegoś kota z innego klanu. Nie wszyscy muszą chodzić przecież na granice. A Lot też i tak nie planował na razie jakiejś wycieczki na granice z Klanem Cienia albo Rzeki. Na razie. Zobaczy się, co przyniesie przyszłość. Równie dobrze może się przyjaźnić z całym Klanem Wichru, a nie znać nikogo z pozostałych. Tak też może być. -A znasz kogoś z innych Klanów?- W jego zielonych ślepiach pojawił się błysk zaciekawienia. Posiadanie znajomych w innym klanie musi być naprawdę ekscytujące. No, ale dalej trzeba pamiętać, że rodzinny klan jest zawsze na pierwszym miejscu. Nic innego. -Dziadek Zając powiedział, abyśmy się nie zapuszczali za daleko sami. A sami tak całkowicie nie jesteśmy, no i to nie są jeszcze głanice, a więc chyba mogę tu jeszcze przebywać... tłochę umiemy walczyć, a więc potłafili byśmy się obłonić- Wyjaśnił, wciągając zimne powietrze do nosa. "Co tak ucichłeś?" Ej, umysłowy brat jest cicho. "Nie gadacie na razie o niczym ciekawym. Nie mam nic do dodania." Mruknął oschło głos.
Racza Sadzawka - 2020-01-22, 21:35

To nie do końca tak, że nie znała, bo w końcu spotkała kiedyś tę miłą terminatorkę, ale to było właściwie już tak dawno temu, że wcale się nie liczyło i Raczek nawet chyba zapomniała, jak tamta się nazywała. Szkoda, bo mogłaby zawsze o nią zapytać, czy coś, ale już tego cofnąć nie mogła i chyba nawet nie było takiej potrzeby, w końcu koty z innych Klanów nie były wcale takie ważne, nie były kimś niesamowitym i nic nie wskazywało na to, by młoda potrzebowała ich jakoś szczególnie do życia, więc kiedy Szybujący zadał pytanie, rozchyliła nieznacznie pyszczek.
- Eee, nie. Chyba nie, nie przypominam sobie - stwierdziła. - Ale w sumie to mi to do niczego niepotrzebne, bo oni są w sumie tacy sami, jak my - stwierdziła i wzruszyła barkami, bo taka była prawda i jedyne, co ich różniło, to zapachy albo sposób wychowania, aczkolwiek ten, im Raczek była starsza, tym bardziej jawił się jej raczej jako coś, co robili rodzice, a nie cały Klan. Zaraz jednak musiała porzucić te rozważania, bo Szybujący znowu zaczął jakoś dziwnie gadać i aż zmarszczyła brwi, kiedy mu się tak uważnie przyglądała, po czym nieznacznie przekrzywiła łeb.
- Znowu to robisz, gadasz, jakby was było więcej - zauważyła, jednocześnie nie mając pojęcia, czy powinna to traktować, jak jakiś żart, czy może jednak problemy, na jakie powinna zwrócić uwagę, tylko nie do końca wiedziała, kogo. Iść do Lśniącej? Zawsze mogła spróbować. Albo szepnąć słówko mamie, ale ta raczej chyba nie znała się na podobnych przypadkach i istniała szansa, że nic z tym nie zrobi, bo nie zdoła. Na razie jednak Raczek chyba powinna więcej pogadać z tym tutaj, jeśli chciała coś osiągnąć. - Pfff, no co ty, nie sądzę, żebyś umiał pokonać psa albo lisa, a tych to ponoć ostatnio jednak dużo. I zanim cię spotkałam, jednak byłeś sam. Wiesz, jaki nacisk szczęki mają takie dorosłe lisy? Co najmniej taki mocny, jak wujek Sokół! - stwierdziła dość beztrosko, ale musiała przyznać, że jednak wypadało tego mysiego móżdżka nieco ostrzec, bo miał zdecydowanie błędne wyobrażenie o życiu. Raczek sama szybko przekonała się, że za obozem czeka wiele niebezpieczeństw i chociaż wtedy kpiła sobie z nich i kruka, to kiedy nieco dojrzała, nawet w jej głowie ustawiły się pewne elementy, a ona zrozumiała, że wcale nie jest taka bezpieczna, jak sądziła.

Szybująca Łapa - 2020-02-08, 22:45

Oh, czyli... czyli nie zna nikogo z innego Klanu. -Szkoda... ciekawiło mnie, jakie są koty z innych klanów- Odpowiedział, mrugając przez dwa uderzenia serca. "Nie dziwię się. Nie każdy przecież chodzi na granice. Nas chyba też tam nie ciągnie, prawda?" Delikatnie strzepnął uchem, bo brat odezwał się w tym samym momencie, kiedy mówiła następne słowa... na temat jego mowy. -Umm... może to jednak częściej mi się zdarza, przepłaszam- Przymrużył oczy i podrapał się chwilowo łapą po karku, a następnie kontynuował. -To zapewne zwykła wada wymowy. Tak jak moje mówienie ,,ł" zamiast ,,ł"- ,,Ł" zamiast ,,ł", bardzo mądre. Zaśmiał się cicho. -,,Ł" zamiast ,,ł"... no, chyba łozumiesz, o co mi chodziło- No, wada wymowy mówienia ,,ł" zamiast ,,r" była raczej dość... łatwo wychwytywana. Ciocia Raczek powinna się więc łatwo domyślić, co miał na myśli. -Nie byłem sam, bo w pobliżu wciąż jest Dziadek Sokół. No ale łacja, chyba przesadziłem- Zachichotał. -Ale chyba potłafiłbym przynajmniej wyczuć, jeśli gdzieś w pobliżu byłby dłapieżnik.


Wracam z nową dawką weny//



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group